niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 45

Następnego dnia siedziałam w kawiarence, czekając na Ashton'a. Kiedy James się tylko obudził, powiedziałam, że wychodzę. Był na tyle zaspany, że pewnie nic nie zrozumiał, ale myślę, że to mało istotne, jak na ten moment. 
Poprawiłam swoje duże, ciemne okulary przeciwsłoneczne i popiłam wcześniej zamówioną latte. Gdy odłożyłam filiżankę na talerzyk, wraz z dzwiękiem cichego stuknięcia się porcelany zabrzęczały moje złote, dobrane do całego stroju bransoletki. 
Było wcześnie przez co mogłam stwierdzić, że ten dzień zapowiada się bardzo dobrze. 
- Cześć. - usłyszałam znajomy głos zza moich pleców. Odwróciłam głowę i wstałam, przytulając Ashtona. Widziałam, że lekko się stresował, ponieważ na jego twarzy nie gościł ten charakterystyczny uśmiech. Chłopak zajął swoje miejsce, uwaznie mi się przyglądając. W odróżnieniu od niego byłam stonowana i spokojna. 
W końcu umówiliśmy się tutaj aby porozmawiać o tym, co dzieje się w ich życiu. Co dzieje się w naszym życiu, mówiąc tak dokładniej. Chciałam wiedzieć o każdej sekundzie, która dotyczy czarnych zajęć tych chłopaków. 
- Zaczynaj. - postawiłam na konkretność, a emocje zminimalozowalam do zera. Był przez to nieco zdezorientowany ale podczas ostatniej nocy zrozumiałam wiele rzeczy i jedna z nich było to, ze musze nieco zmienic swoje nastawienie. 
Chłopak przygryzł wargę, zastanawiając sie o czym mógłby mi powiedziec. Cierpliwie zaczekałam, az skierował na mnie wzrok. 
- James chciał odejść z całego interesu. - przekazał mi główna informacje, ktora była jedynie wprowadzeniem a i tak moje oczy stały sie dwa razy większe. - Gdy z nim o tym rozmawiałem przedwczoraj wieczorem, zaczal tłumaczyć, ze robi to dla Ciebie. Nie chciał juz wiecej narażać Cie na niebezpieczeństwo.. A właściwie nie miał pewności czy sie w nim nie znajdowałas. Kiedy poszedł do naszego głównego szefa... - kontynuował opowieść, ktora zaciekawiała mnie coraz bardziej z każdym kolejnym słowem. - On... Delikatnie mówiąc, negatywnie to przyjął. Wiesz, James nie raz chciał z tego zrezygnowac. Gdyby nie to, ze w naszym klubie często sprzedawaliśmy narkotyki nastolatkom, z czego były ogromne pieniądze, dawno byśmy sie z tego wyplatali. - stwierdzil, następnie biorąc spory wdech. - I teraz naprawdę musimy ciebie pilnować, Katie. 

                 *** 

Siedziałam przy ladzie w barze chłopakow. Ashton wyjaśnił mi, jak powinnam postępować. Czy tego chciałam, czy nie, musiałam przystać na jego warunki i poddać sie współpracy, ponieważ od tego zależało moje zycie. Mieszalam rurka drink, ktory przygotował dla mnie Michael. Fakt, ze byłam teraz jednym z pionków w tej chorej grze niesamowicie mnie irytował. Tylko przez to, ze James chciał rzucić to wszystko, od dzisiaj musze uważać na kazdy szczegół codziennych czynności. Kiedy poczuje sie obserwowana, mam dzwonić do jednego z moich nowych "wspólników". Jezeli dostanę jakas wiadomosc, przyjdzie do mnie jakies połączenie czy chociaz przypadkowy przechodni sie do mnie odezwie, rownież mam sie z nimi natychmiast skontaktowac. Najgorsze było to, ze od dzisiaj musiałam poruszać sie tylko i wyłącznie autem, którego kierowca był Calum. 
Westchnęłam, szczerze zmartwiona swoją sytuacja i w tej samej sekundzie usłyszałam dzwonek mojego telefonu, leżącego na ladzie. 
- Tak? - powiedziałam, widząc ze numer nie był nieznany. 
- Czesc. - lekko zachrypnięty głos dotarł do moich uszu. James. - Wszystko w porządku? - zapytał z wyczuwalna troska. 
- Yhyyym - odparlam przeciągłe, nadal będąc w tym beznadziejnym nastroju. Zapadła chwila ciszy. - Dobrze sie czujesz? 
- Jest lepiej. Możliwe, ze w tym tygodniu mnie wypiszą. - odparł, ponownie pozwalając na milczenie obydwu stron. Po chwili jednak usłyszałam jak bierze wdech. - Przyjedziesz? - zapytał kruchym głosem. Malutki uśmiech wkradł sie na moja twarz. 
- Juz jade. 
- I Katie? - zapytał jakby na potwierdzenie tego, czy nadal go słucham. 
- Hmm? 
- Cholernie Cie kocham. - zanim zdążyłam odpowiedzieć, rozłączył sie. Odłożyłam telefon, nadal powtarzając jego słowa w głowie. 
- Calum? - zawołałam bruneta, siedziacego na zapleczu. Znając zycie pewnie grał w jedna z tych bezsensownych gier. 
- Co jest? 
- Jedziemy do szpitala. - oznajmiłam i wstając, chwyciłam swoją kurtkę. Stukając niewysokokimi obcasami, doszłam do wejścia. - Ruchy! - krzyknęłam i nacisnęłam klamkę. 
Siedziałam w wysokim, czarnym BMW, czekając na niego. Mimo, ze go pogonilam, nadal nie widziałam aby drzwi sie otwierały. Włączyłam muzykę, aby zabić czas i zmniejszyć narastająca wewnątrz zlosc. Odtworzyło sie 7 nagranie z płyty wybranej przez Cal'a i wystarczyła jedna sekunda, abym sciszyla głos. Nie wiem jak nadal nie ogłuchli od tej muzyki rockowej, wiecznie ustawionej na full. Przycisnęlam ciemny, płaski guzik na panelu aby przełączyć na jakies popularne radio z lekkim brzmieniem lecz okazalo sie zepsute. Otworzyłam wiec schowek i zaczęłam przeglądać plastikowe opakowania w poszukiwaniu jakiegoś łagodniejszego repertuaru. Rock, rock, rock -uwaga, uwaga- punk, rock. Sięgając po ostatnie opakowanie, odczytałam nazwę zespołu - "Nirvana" i momentalnie poczułam silne ukłucie w sercu. Ulubiony zespół Niall'a. Od razu przypomniałam sobie "głośne poranki" w moim ukochanym domu i ciepło jego uścisku. 
- To głupia płyta, nie myśl o tym, nie myśl o nim, stop. - powtarzałam cicho pod nosem, wiedząc ze nie moge sobie pozwolić na kolejne podlamanie. Musze żyć zgodnie z nowym planem, musze skupić sie na tym co teraz jest najważniejsze aby kiedyś zobaczyc ich znowu. Na całe szczęście drzwi od strony kierowcy sie otworzyły i mogłam skierować wszystkie negatywne emocje na spóźnionego chłopaka. 
- Jak mozesz sie tak wlec? To przecież powinno Ci zając 3 minuty! - pisnelam, spotykając sie z jego przestraszonym wzrokiem. 
- Woah, przed chwila bylas cała w skowronkach, uśmiechając sie do ekranu telefonu... Skad taka nagła zmiana? - chciał rozwinąć temat, ale odwróciłam głowę i skupiłam sie na obrazie za oknem. Po chwili ciszy ruszyliśmy.


Miał byc wczesniej, wyjechalam, moj laptop odmówił posłuszeństwa a calutki rozdział musiałam pisac na telefonie, wiec OGROMNIE przepraszam za literówki i długość rozdziału. Bardzo dziekuje za wsparcie w poprzednich komentarzach, naprawdę zrobiło mi sie miło i łatwiej pisało mi sie ten rozdział. Musiałam przypomnieć o Niall'u - jest jedna z moich ulubionych postaci :) 
Myślicie, ze Katie stanie sie cos złego? Moze Ashton cos jeszcze ukrywa? Czekam na opinie, jezeli przeczytaliście to zostawcie cos po sobie ;) 
#Muchlove, Caroline :*

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 44

- Tęskniłem za Tobą. - przełknęłam ślinę na jego słowa, starając się opanować to okropne uczucie niezręczności, powoli ogarniające mój umysł. Z sekundy na sekundę czułam się coraz bardziej nieswojo, nie mogąc wydusić tego pieprzonego "ja też". Tęskniłam, ale to nie było najprostrze do przekazania i wytłumaczenia. Z resztą wszystko co dotyczyło James'a było dosyć skomplikowane.  
- Czemu czuję od Ciebie papierosy?  - jego głos sprowadził mnie na ziemie, a coś wewnątrz mnie niepohamowanie odetchnęło z ulgą. 
- Paliłam. - stwierdziłam, nie podnosząc głowy. Nie wiem, czy na pewno chciałam zobaczyć jego reakcję. 
- Masz papierosy? - wiedziałam, że w jego oczach pojawiły się teraz iskierki. Nie miałam pewności, czy powinnam mówić prawdę ale osatecznie cicho odparłam:
- Tak, ale Ci ich nie dam i dobrze o tym wiesz. - od razu uprzedziłam jego pytanie. Brakowało mi tylko aby popalał sobie w najlepsze, kiedy jego organizm powinien się regenerować. I tak leżę na nim wbrew własnej woli, ciągle próbując uniknąć tych największych siniaków. 
- Katie, nie przesadzaj. - podniósł mnie tak, że mogłam spojrzeć w jego niebieskie, błagające oczy. Przysięgam, że to była jedna z najbardziej cudownych rzeczy na świecie. 
- Nie. Jak stąd wyjdziesz, to będziesz mógł robić co chcesz. Poza tym niepowinieneś palić. 
- I kto to mówi. - zaśmiał się, na co zmroziłam go wzrokiem. NIe lubiłam tego, że palił w tak ogromnych ilościach. Owszem, znałam to uczucie słabości i ochoty dotyczące nikotyny ale czułam się trochę jak rodzic małego, blond chłopca. W końcu nawet jeżeli czyjaś mama pali, nie chce aby jej dziecko także paliło. 
Wyobrażasz sobie siebie jako matkę - czas odwiedzić ten gabinet z tabliczką "psychiatra".
- Katie... daj te papierosy. - mruknął, lekko szturchając moją głowę. Nienawidziłam tego, jak łatwo potrafił sprawić, że pojawiało się we mnie tyle wątpliwości, ale postawiłam na swoim i pokręciłam przecząco głową. - No proszę... zapalimy razem. - jego zachrypnięty ton głosu wręcz nakazywał mi, abym zrobiła to co chaiał, ale wpadłam na inny pomysł.
- Czemu chcesz zapalić? 
- Dobrze wiesz, że mnie to odstresowywuje. - odparł, jakby to było oczywistą oczywistością. 
- Coś jeszcze Cię odstresowywuje? - uśmiechnęłam się, podnosząc głowę. Po chwili jego kąciki ust się uniosły, co uznałam za znak zrozumienia. 
- Coś... ktoś... - specjalnie zaczął rozwijać ten temat, lekko się ze mną drażniąc. 
- Bo wiesz... ja mam taką jedną osobę... - przybliżyłam sie do niego, nie mogąc powstrzymac cichego chichotu. - która bardzo, bardzooo mnie odstresowuje. 
- Może mnie z nią zapoznasz? - powiedział cicho, lecz byłam już na tyle blisko, że mogłam nie tylko usłyszec jego słowa, ale także poczuć jego oddech na swoich wargach. 
- Myślę, że bardzo dobrze go znasz... - W tym samym momencie złączyłam nasze usta, czując jak delikatnie sie uśmiecha. Zapomniałam o wszystkim, co sie wydarzyło. Skupiłam się po prostu na tym co jest, a nie co było. 
Przeszył mnie dreszcz, kiedy poczułam  zimny metal, który jak zwykle przekłuwał jego wargę. Uwielbiałam ten niesamowity kontrast, między naszymi rozgrzanymi ustami i lodowatym, czarnym kolczykiem. 
Dwie dłonie objęły mnie w talii, podczas gdy pocałunek znacznie się rozkręcał. Zachłannie przygryzałam jego wargę, odpłacając się za wszystkie igraszki, które sprawiały że powoli brakowało mi tchu. Jego usta obdarowały mój obojczyk milionem całusów a czas jakby stanął w miejscu. Spojrzałam w jego niebieskie oczy, napotykając w nich coś w rodzaju pożądania. Uśmiechnęłam się lekko, zdjeżdżając palcem po jego mięśniach brzucha. 
- Zostaniesz na noc? - zapytał, lekko przyciszonym głosem. 
- Tutaj? 
- Tak, ale pamiętaj, że kiedy zaśniesz, zawsze możesz znaleźć się gdzieś indziej. - szepnął, ostatni raz całując mnie w policzek. Skinęłam głową. 

                                                       *** 

Otworzyłam oczy, napotykając jedynie ciemność. Delikatnie podniosłam się z ciała James'a, orientując się, że musiałam się przebudzić. 
Prostując nieco skrępowane mięśnie, sięgnęłam po telefon, odczytując godzinę. 2:40. 
- Świtnie. - mruknęłam, nienawidząc tego uczucia. Nie zdażało mi się budzić w nocy, ale kiedy już do tego dochodziło, nie potrafiłam zasnąć z powrotem. 
Spojrzałam na śpiącego chłopaka. Jego włosy były rozczochrane, a głowa lekko przechylona na lewo. Lekko obite wargi delikatnie się stykały. Poczułam jak moje kąciki unoszą się ku górze na wspomnienie podobnego widoku sprzed dwóch lat. 
W jednej sekundzie zobaczyłam światło dochodzące z telefonu, leżącego na szafce nocnej. Jego telefonu. 
Moja dłoń uniosła się z prześcieradła i dotknęła czarnego, nadal podświetlonego Iphona. Spojrzałam jeszcze raz na Jamesa. Czułam dziwną potrzebę sprawdzenia czemu ekran się podświetlił i upewnienia się, czy tym razem możemy zacząć wszystko od nowa bez żadnych kłamstw i tajemnic. Odblokowałam ekran i szybko przeczytałam treść. Zamarłam. 

* James * 

- Sprawa jest prosta. Wychodzę z tego bagna. - rzuciłem krótko i oschle, patrząc na przywódce całego naszego oddziału, ubranego w czarną skórę. Był wyższy ode mnie, co zdarzało mi się rzadko podczas zwykłych spacerów po mieście. 
Ten tylko prychnął i spojrzał na mnie jak na nastolatkę, która chce się wyprowadzić z domu bo "jest już dorosła". 
- Słyszałem już to pare razy.. Idź do baru, napij sie czegoś i jutro przyjedźcie z chłopakami po towar. 
- Oni przyjadą. Ja nie. 
- James, ja wiem, że masz te swoje gorsze dni i tak dalej, ale skończ.. - jego spokój i to, jak niepoważnie mnie traktował, zaczynało mnie irytować. 
- Zostawiam to za sobą. To jest po prostu koniec, nie mogę tego dalej ciągnąć.. ona.. - szybko zamilkłem, gdy zorientowałem się, że ostatnie słowo wymsknęło mi się przypadkiem. Powód miał byc inny. 
- Ona? - mruknął, lekko się uśmiechając.Jego oczy wyglądały, jakby chwilowo się ze mnie śmiały. Zacisnąłem pięści, wiedząc że to była najgłupsza rzecz jaką mogłem dzisiaj powiedzieć. 

* Katie * 

Od: X 
Pamiętaj, ona zapłaci za Twoje błędy. 

Moje tętno przyspieszyło a oddech stawał się nierówny. Doskonale wiedziałam, że pod "ona" kryło się moje imię. Szybko połączyłam wątki pobicia James'a i wiadomości, dochodząc do jednego wniosku ; to jeszcze się nie skończyło. 
Odłożyłam telefon i wyciągnęłam swojego Iphone'a z tylnej kieszeni spodni, szybko pisząc sms'a do Ashton'a. Nie wiedziałam co innego mogłabym zrobić.  

Do: Ashton :) 
Za jakie błędy mam płacić? Co tym razem przede mną ukrywacie? 

Naciskając "wyślij" poczułam jak chwilowa panika odchodzi na bok. Zamknęłam oczy, biorąc głęboki wdech i zanim je otworzyłam, moja komórka delikatnie zawibrowała, ukazując nową wiadomość na ekranie blokady. 

Od: Ashton :) 
Jesteś z nami bezpieczna. Zaufaj mi. 

Przygryzłam wargę. Ashton był osobą, która nie raz pokazała swoją lojalność. 
Odrobina odwagi i determinacji przepłynęła przez moją krew, sprawiając że automatycznie zmieniłam swoje nastawienie a także taktykę do zaistniałej sytuacji. Od dzisiaj trzeba zacząć walczyć. 
- Katie? - usłyszałam ciche mruknięcie Jamesa. 
- Jestem. - szybko wróciłam na swoje miejsce, kładąc się obok chłopaka. Wtuliłam się w jego ramię i stwierdziłam szeptem :  Gramy w jednej drużynie, pamiętaj. 



Taaaak, zmobilizowałam się i w końcu coś opublikowałam :D Cieszę sie, że pare osób pytało o rozdziały... Przepraszam, że zaniedbałam bloga, ale sama nie potrafię odpowiedziec dlaczego tak się stało. Wszystko pewnie przez tą szkołę i ogólny spadek zainteresowania blogiem.. Ale dziękuję tym, którzy są, postaram sie dokończyć cała historię ;) 
Byc może zacznę coś nowego.. Jeszcze nie podjęłam decyzji. Jak miło mi teraz napisać: #MUCHLOVE, Caroline :') 



niedziela, 28 września 2014

Rozdział 43

Siedziałam, wpatrując się w jeden punkt. Lawina myśli i informacji całkowicie mnie zasypała i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. 
Nie byłam pewna, czy wszystkie informacje z dzisiejszego dnia do mnie dotarły. To, że chłopcy cały czas mnie okłamywali, przerażało mnie chyba najbardziej. To znaczy, że on... on tak naprawdę się nie zmienił? Nadal tkwił w tym, co zaczął w nastoletnich latach? Po głowie chodziły mi różne myśli. Jedną, chyba najgorszą była ta, która doprowadzała mnie do stwierdzenia, że powoli układaliśmy sobie sprawy między nami. 
Właściwie... jeżeli James chciałby zacząć coś nowego, dlaczego kłamał? Dlaczego nie uprzedził mnie o tym wszystkim wcześniej i nie postawił sprawy w jasnym świetle? 
Westchnęłam, opierając łokcie o kolana i chowając twarz w zimne dłonie. 
Obojętnie co się wydarzyło i wydarzy, chciałam aby wszystko było z nim w porządku. Kiedy Michale, Calum i Ashton siedzieli za drzwiami, lekarz przedstawił mi nieco bardziej sytuację Jamesa. Był mocno poobijany i niektóre rany musiały zostać porządnie zdezynfekowane, aby "zakażenia nie postąpiły i nie spowodowały poważnych uszkodzeń skóry".
Medyk jak medyk - prościej nie potrafił.
Zaczęłam stukać butami w kremowe kafelki, nie wiedząc właściwie na co czekam. Powinnam wstać, wyjść, wrócić do domu i zakończyć ten szalony rozdział z mojego życia. Jestem na tyle głupia, że postawienie grubej kreski, oddzielającej niektóre osoby ode mnie sprawia mi problemy. 
Mimo tego wstałam. Przeszłam następnie przez korytarz, mijając pozostałe sale i naciskając klamkę, znalazłam się przy windzie. Jedna jedyna myśl krążyła mi po głowie i nawet jeżeli uznacie mnie za wariatkę, powiem to na głos: - Muszę zapalić. 

* James * 
- Nienawidzę Cię. - pierwsze słowa, które wyszły z ust mojego przyjaciela, kiedy opowiedziałem mu z grubsza, co się tak właściwie wydarzyło. Mimo tego całego ryzyka, mojego obecnego położenia i co najistotniejsze - samopoczucia, gdyby było trzeba ; zrobiłbym dokładnie to samo.
- Czy Ty wiesz, co mogło się z Tobą stać? - zapytał Mikey, którego widzę po raz pierwszy tak rozdrażnionego. Stał obok Ashton'a, przysłaniając nieco stojącego za nimi bruneta. 
- Chłopaki. - powiedziałem stanowczo, spoglądając chłodnym wzrokiem. - Starałem się, aby każdy był w końcu szczęśliwy, tak? 
- Każdy, czyli kto? - zakpił Ash, wyraźnie wkurzony. 
Wkurwiony to lepsze określenie, nie sądzisz James?
- Katie? - machnął rękoma, wykrzykując imię dziewczyny na całą salę. - Może chciałeś uszczęśliwić Tommie'go, idąc do niego i wypisując się z tego wszystkiego? - kontynuował, cały czas nie przerywając ze mną kontaktu wzrokowego. Byłem zbyt obolały aby kontratakować; po prostu głęboko oddychałem, próbując zignorować jego słowa. - James, pamiętasz co kiedyś Ci powiedziałem? Z tego biznesu nie ma ucieczki. 
I tu miał rację. Jeden jedyny punkt o którym zapomniałem, chcąc skreślić moje ostatnie lata. 
- Zrozum, że chciałem dobrze. Nie mogłem patrzeć, kiedy była taka...
- Ona? - mruknął Cal, stając w końcu obok Michaela. - Czyli teraz jest "ona", a nie "my"? - pokiwał delikatnie głową, myśląc że znał odpowiedź. Czułem się jakbym właśnie stał - a właściwie leżał - przed Bogiem w trzech postaciach i wysłuchiwał wszystkich swoich grzechów. Byłem bezradny ale głos nadal posiadałem, więc w końcu odpowiedziałem. 
- Zawsze będziemy "my". 
- Dlatego teraz nas zostawiasz? Po tym wszystkim przez co przeszliśmy... - Calum nadal patrzył prawie zaszklonymi oczami na mnie. Nie, on nie mógł się jakkolwiek wzruszyć. On nawet nie wzruszył się na Titanicu. 
- Nikogo kurwa nie zostawiam! - podniosłem ton i szybko zacząłem mówić dalej, aby już mi nie przerwali. - Jesteście dla mnie jak bracia. Nigdy nie będzie końca tego, co jest między nami. To, co dla mnie zrobiliście było niesamowite i nie ma opcji, żebym jakkolwiek się odwdzięczył. Ale ona... ona sprawia, że jestem szczęśliwy. - stopniowo schodziłem do szeptu. - Wy sprawiacie, że jestem szczęśliwy. 

* Katie * 
Po tym, jak poszłam do sklepu i kupiłam jedną paczkę dobrze mi znanych papierosów, stanęłam przed szpitalem, opierając się o jedną z barierek. Wyciągając jednego skręta, najpierw na niego spojrzałam. 
Nie powinnaś. 
Obkręciłam białą część między palcami. Wiedziałam, że zrobię źle, jeżeli to odpalę ale czułam jak bardzo tego potrzebuję. Kiedy sięgnęłam do kieszeni, aby wyciągnąć z niej zapalniczkę, zorientowałam się, że przecież od dawna nie palę i nie mam jej przy sobie. 
Westchnęłam, rzucając zwiniętym tytoniem o ziemię. Czy nawet nie mogę otrzymać 5 minut spokoju? To tylko 300 sekund dla mnie; dla relaksu. 
- Zapomniało się ognia? - usłyszałam męski głos i odwracając głowę, zobaczyłam trochę starszego i wyższego od siebie chłopaka. 
- Ta. - mruknęłam zła, odwracając wzrok. Nie znałam go. 
- Jeżeli chcesz... - zaczął , sięgając do kieszeni. Momentalnie odskoczyłam, przestraszona, że chce wyciągnąć pistolet. Strach mnie sparaliżował a oczy znacznie się rozszerzyły. - Spokojnie. - zachichotał i otworzył dłoń, w której znajdowała się pomarańczowa, plastikowa zapalniczka. 
Posłałam mu słaby uśmiech, nadal pozostając trochę nieufną, ale wyciągnęłam kolejnego papierosa i pozwoliłam na podpalenie końcówki. Kiedy tylko mogłam się już zaciągnąć, ogarnęła mnie niesamowita błogość. Wypuszczając dym, spojrzałam na tajemniczego mężczyznę. Miał ciepłe, brązowe oczy, pogodny wyraz twarzy a jego delikatny uśmiech sprawiał, że powoli przestawałam się go obawiać. Nie mogę w końcu czuć się niebezpiecznie w otoczeniu każdej przypadkowej osoby, prawda? 
- Dzięki. - powiedziałam, ciesząc się w końcu smakiem nikotyny. 
- Nie ma za co. - wyciągnął swoją paczkę i po chwili tak jak ja, zaczął puszczać małe, szare kółeczka. - Nie jesteś jedną z tych, które wolałyby zapalić jakieś lighty? - zapytał, spoglądając zabawnie. Rzeczywiście, nie miałam tych cieniutkich, - jak mówią - damskich skrętów a na paczce nic nie pisali o tym, że są to lighty.  
- Mój chłopak... były chłopak - szybko się poprawiłam. - Nauczył mnie palić te i jakoś tak... 
- Rozumiem. - odparł uspakajająco, pozwalając na zapadnięcie miłej ciszy. Mocno napełniłam płuca i wypuściłam ługą smugę w powietrze, opanowywując wszystkie swoje nerwy. Dopiero teraz zauważyłam, że niebo jest już nieco ciemniejsze i widać te początkowo pojawiające się gwiazdy. Dosyć zimne powietrze kontrastowało z już powoli dopalającym się papierosem. Brak ruchu, samochodowych świateł czy ludzkich rozmów dodawał temu wszystkiemu wieczorowej, przyjemnej atmosfery. 
- Kiedy byłam mała, - zaczęłam, przygniatając butem końcówkę. - uwielbiałam czekać, aż pokażą się nowe. - wskazałam głową na jedną gwiazdkę. 
- Ja zawsze leżałem na trawie i zastanawiałem się, ile ich tak naprawdę jest. -również zapatrzył się w niebo. - Każda kolejna może sprawić, że poprzednia zgaśnie. - stwierdził cicho, spoglądając po tym na mnie. Kiedy miałam się zapytać o niego, ponieważ brązowe  tęczówki były niesamowicie hipnotyzujące a sama jego osoba niesamowicie mnie zaciekawiła, główne drzwi wejściowe się otworzyły a z ust Ashton'a wydobył się dźwięk mojego imienia. 
- Katie, musisz tam pójść. - stwierdził, na co wywróciłam oczami. 
- Nie, niczego nie muszę. 
- On cię potrzebuje. - te słowa mnie już nieco bardziej poruszyły. Nadal jednak stałam nieruchomo, kątem oka badając spokojną twarz nieznajomego. - Ma coś ważnego do powiedzenia... - szepnął, nieznacznie się zbliżając.
Pomóż mi - ostatnie wspomnienie tego, kiedy razem siedzieliśmy na kanapie wróciło do mnie, jeszcze bardziej krusząc tą ścianę obronną. Potem wrócił smak jego warg i zaszklone oczy... Jego dotyk i skrucha...  - Bardzo chciał Cię zobaczyć... - kontynuował przyjaciel. Skinęłam i niepewnie weszłam do budynku, po raz ostatni spoglądając na mężczyznę, który spędził sporo czasu ze mną, po prostu będąc. 
"Każda kolejna może sprawić, że poprzednia zgaśnie"... mówimy o wspomnieniach czy o gwiazdach? 
Pozostawiłam moje filozoficzne myśli, dziwną sytuację sprzed paru minut i skupiłam się na drodze. Korytarz oświetlały już lampki a z niektórych sal mogłam słyszeć rozmowy sióstr z pacjentami. Wiedziałam, że mój rozsądek krzyczał abym zawróciła i odpuściła sobie raz na zawsze ale nogi same zaczęły robić coraz to większe kroki w stronę pokoju Jamesa. W końcu znalazłam się na ścianie, gdzie znajdowały się jego drzwi i odszukując numerek, delikatnie zapukałam. 
- Można. - ciche, lecz stanowcze stwierdzenie chłopaka dotarło do moich uszu a ręka sama nacisnęła na klamkę, umożliwiając spotkanie jego sylwetki z moimi oczami. Czułam jak dwie części mnie nie współpracują - umysł, serce, ciało, myśli... wszędzie w środku mnie panował chaos. A jednak; stojąc przed nim dokładnie wiedziałam co chcę zrobić. Zrobiłam więc parę kroków w kierunku łóżka, na którym leżał i usiadłam na ruchomym krzesełku obok. Jego mina wyrażała to, jak bardzo zaskoczony jest moją obecnością. 
- Cześć. - głupio szepnęłam, spuszczając głowę. Instynkt i samoistne działania odeszły, zostawiając mnie samą. - Ashton mówił, że... masz coś ważnego do powiedzenia. - kolejna durna kwestia. Mogłam zrobić to jakoś mniej bezpośrednio... 
- Um.. tak. - oblizał swoje wargi i dobrze przez to wiedziałam, że denerwuje sie tak samo jak ja. Siedziałam, bawiąc się swoimi palcami, nie nawiązując z nim kontaktu wzrokowego. Przez chwile nawet żałowałam, że nie zostałam na zewnątrz i nawet nie dałam mu szansy na wysłumaczenia, ale umówmy sie że tez mam uczucia. Kolejne sekundy mijały, kiedy chłopak nareszcie się odezwał. - Mogłabyś coś dla mnie zrobić? - zapytał kruchym głosem, więc skinęłam, w myślach mówiąc, że to ostatni raz kiedy zgadzam się na jego pomysły. - Zamknij oczy i cofnij się dwa lata wcześniej. - szepnął, pozostawiając chwilę czasu. Mocno zacisnęłam powieki i mimo zdziwienia, zrobiłam to o co prosił. - Mogę wiedzieć, co widzisz jako pierwsze? - nieśmiały ton kompletnie do niego nie pasował. Czułam się nieswojo i nie wiedziałam o co chodzi ale po chwili otworzyłam usta. 
- Ciebie. Twój uśmiech... - wypowiedziałam za szybko i od razu się ocknęłam, otwierając szeroko oczy. James leżał, wpatrując się we mnie z tym samym uśmiechem, który przed chwilą zobaczyłam dzięki mojej wyobraźni. 
- Przepraszam. 
- Za co? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam ciekawsko. Wszystko dzisiaj miało zbyt ukryte i symboliczne znaczenie. 
- Za to, że nie mogę się powstrzymać. - teraz absolutnie go nie zrozumiałam. Nadal gapiłam się w jego błękitne tęczówki, szukając odpowiedzi; ale kiedy jego palce musnęły moją dłoń, zrozumiałam. 
- Nie masz za co. - zacieśniłam uścisk, posyłając mu delikatny uśmiech. To było to, czego mi brakowało. 
- Chodź tu. - wskazał drugą dłonią materac, lekko się przesuwając abym miała miejsce.
- Nah, jesteś cały poobijany. 
- Przestań, Katie. - jęknął, wywracając oczami.
- Zrobię Ci krzywdę... - zaczęłam, naprawdę nie chcąc sprawić mu bólu. 
- Kochanie, nigdy nie zrobiłaś nawet nic podobnego. - odparł, więc powoli i ostrożnie weszłam na materac, ukrywając powoli pojawiające się rumieńce na moich policzkach. Wtuliłam się w bok chłopaka i odetchnęłam z ulgą. - Tęskniłem za tobą. 

Hej, hej, hej XD Nie za dużo Jatie w jednym rozdziale? :)) Mam nadzieję, że wszystko było znośne a nieco inny styl przypadł Wam do gustu. Ogólem chyba dosyć spokojnie, ale dająco do myślenia ;)
Oczywiście przepraszam za opóźnienia, ale będą one częste ze względu na moje szkolne obowiązki. Nauczyciele naskoczyli na nas ze stosem sprawdzianów i kartkówek a mam jeszcze trochę życia prywatnego - znajomych, rodziny czy nawet czasu dla samej siebie. 
Wena jest, pomysł są, komentarzy nieco mniej... ale daję radę :) Piszcie, komentujcie - potrzebuję teraz tego zdecydowanie najbardziej aby wiedzieć że ta praca ma sens i uszczęśliwiam nią nie tylko siebie ale i Was. Bardzo mocno Was kocham <3 Do następnego!
#Muchlove , Caroline 


poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział 42

- Nie, właśnie idę do kawiarnii, gdzie już pewnie czeka. - zaprzeczyłam, sama nie wierząc w to, co mówię. Nadal się nie ruszałam, słysząc jedynie ciszę po drugiej stronie. - Ashton, nie żartuj ze mnie. - syknęłam, czując jak powoli dochodzi do mnie ta informacja. 
- To poważne. - oznajmił cicho a moje serce na chwilę stanęło, zapominając o tym, że potrzebuję jego bicia do funkcjonowania. 
- Gdzie jesteście? Dokąd go zabrali? - zaczęłam nerwowo, starając się nie wybuchnąć. Za taką informacją kryje się kolejne dziesiątki pytań o których chyba nie muszę wspominać. 
- Jedziemy właśnie do szpitala, możemy Ciebie wziąć, to całkiem niedaleko od tej kawiarnii, o której wspominał James. "Molly Rainbow", tak? 
- Jasne. Zaraz tam będę, pospieszcie się. - wybełkotałam szybko, ale chyba wystarczająco zrozumiale i po zakończeniu połączenia udałam się biegiem pod wejście kawiarenki. Cały czas byłam w szoku i wmawaiałam sobie, że to tylko jeden z moich koszmarów, ale ciągłe potykanie i zadyszka upewniały mnie w tym, że jest to najokrutniejsza rzeczywistość. 
Stanęłam, lekko się pochylając aby wyrównać oddech i rozglądnęłam się za autem chłopaków. Nigdzie nic nie jechało a na ulicach panowały pustki co tylko podwyższało moje zdenerwowanie. 
Popadałam w paranoje, właściwie nie wiedząc dlaczego, ponieważ James mógł tam trafić przez jakieś małe uszkodzenie. Równie dobrze mógł się potknąć i skręcić kostkę. 
Mógł, prawda? 
Westchnęłam, kończąc moją wewnętrzną kłótnię z podświadomością i sprawdziłam telefon. 
Od: Ashton :) 
Zaraz będziemy. 
Uspokoiłam się i cierpliwie zaczekałam dopóki czarne BMW nie stanęło przede mną. 
Chwyciłam za klamkę i szybko usiadłam na tylnym siedzeniu. Pomijając zbędne powitanie, rzuciłam nerwowym "jedź" i opierając się o siedzenie, głęboko odetchnęłam. 

                                                                *** 

Siedzieliśmy już przed salą, na której leżał James i czekaliśmy na jakiegoś lekarza, który prawdopodobnie już wie, co się z nim dzieje. Cały czas odczuwałam strach i niepokój, co chyba udzieliło się reszcie. 
Michael i Calum siedzieli obok mnie, uważnie przyglądając się chodzącemu w tą i wewtą Ashton'owi. 
- Kurwa mać, czemu nadal nikogo nie ma?! - wrzasnął, zwracając uwagę paru kobiet, zajmujących miejsca przed sala obok. 
- Ciszej. Zaraz ktoś powinien przyjść. - mruknął Michael, który załatwiał problem tak jak ja - próbując uspokoić się wewnętrznie, a nie wyrzucać wszystko na wierzch. 
- "Zaraz". - zakpił Ash, wyrzucając ręce w powierze. - Siedzimy tu już dwie godziny! - ponownie podniósł głos, dlatego zareagowałam. 
- Krzykami go tu nie przywołasz. Usiądź łaskawie i zachowaj komentarze dla siebie. 
- Właśnie. - poparł mnie Calum, wskazując na krzesło po jego lewej. 
- Wy i te wasze uspokajające rady. - burknął, nadal kręcąc się po korytarzu. - Mogliby... - zaczął ponownie, ale przerwał mu odgłos przesuwanych drzwi w których stanął nieco starszy już lekarz w białym kitlu. 
- Co z nim jest? - zapytał Ashton, chyba trochę zbyt bezpośrednio. Mężczyzna poprawił okulary i spojrzał na nas wszystkich. Zatrzymał wzrok na mnie i otworzył usta, chcąc coś powiedzieć. 
- Pan Westly chciałby porozmawiać z dziewczyną o imieniu Katie. To pani, prawda? - zapytał spokojnie, stonowanym głosem. Odetchnęłam mentalnie z ulgą i wstałam, wiedząc już że nie może być aż tak źle, jak myślałam. Weszłam za doktorem do jednej z sal, czując na sobie wzrok chłopaków. To oni tak naprawdę powinni pierwsi go zobaczyć. 
Zanim mogłam jednak coś powiedzieć, drzwi za mną się zamknęły. 
James leżał na jednym z łóżek, normalnie oddychając ale jego stan nie był taki, jaki miałam nadzieję zastać. Ciało miał całe poobijane; siniaki były dosłownie wszędzie. Liczne zadrapania, zabrudzenia i rozcięcia widoczne były na jego ramionach. 
- Cześć. - szepnął, osłabiony. Nie odpowiedziałam, jedynie skanując jego ciało z niedowierzaniem. Dlaczego tak wyglądał? Co mu się stało? 
Niepewnie podeszłam, stając naprzeciwko niego i przerażonym wzrokiem spojrzałam mu w oczy. 
- Powiedz mi, że to nie ma związku z tą wiadomością. To nie jest powiązane, prawda? - mówiłam cicho i dosyć piskliwie, jednak nie potrafiłam inaczej, kiedy brutalna prawda powoli do mnie docierała. 
- Właśnie... miałem z Tobą o tym porozmawiać. - wykrzywił twarz, w zasadzie upewniając mnie w tej pieprzonej teorii. Ktoś go pobił. On miał problemy. 
- James. - syknęłam. - O co do cholery chodzi? Czemu ktoś wyrządza Ci tyle krzywdy? - łzy zbierały mi się w oczach ale chciałam pozostać silna. Przynajmniej teraz - na jego oczach. 
- To skomplikowane... - złość we mnie narastała z każdym jego słowem. 
- Podaj mi pieprzony powód! - wrzasnęłam, budząc chyba pacjentkę obok. Widziałam jego zakłopotanie w oczach. Chyba nie był pewny czy mi o tym mówić. Ale nie, kolego; nie ma tak łatwo. - Mów. - rzuciłam, piorunując go wzrokiem. 
- To przez moją pracę. - westchnął ale w zamian otrzymał tylko moje zmarszczenie brwi na znak niejasności. "Pracy"?! 
- James, nic nie rozumiem. 
- Sprzedaję narkotyki, Katie. Jestem dilerem. - odparł a ja poczułam, jakby mój świat zaczął się powoli kruszyć. Dziwne uczucie wypełniło mnie od środka, powodując że znieruchomiałam. 
- Co? - pisnęłam cicho, robiąc krok w tył. 
- Zaczekaj, proszę. - jego słowa do mnie nie docierały. Moje plecy uderzyły o ścianę, znajdującą się obok drzwi. Miałam chwycić za klamkę, ale wtedy James usiadł na łóżku i wstał podpierając obolałe plecy. - Boisz się mnie? - zrobił parę kroków w moją stronę, lekko kuśtykając i sycząc z bólu. Przełknęłam ślinę. 
- Tak. - wydukałam, mając dłoń coraz bliżej klamki. Nie przestawał iść w moją stronę, jednocześnie wpatrując mi się w oczy. 
- Jesteś pewna? - był już stosunkowo blisko, przez co moje palce zesztywniały. Nie odpowiedziałam. Jego ciało było coraz bliżej mojego, powodując że nie mogłam wykonać ani jednego ruchu. Przerażał mnie fakt tego, że sprzedaje narkotyki, owszem, ale najbardziej bałam się jego "znajomych". Oni wszyscy pewnie w tym siedzą i okłamywali mnie przez cały ten czas. 
- James... - przywarłam maksymalnie do ściany, nie chcąc aby jego klatka zetknęła się z moją. 
- Nie pozwolę Ci wyjść, ponieważ wiem, że się mnie boisz. - szepnął, gładząc swoją dłonią moje przedramię. Zjechał tak niżej, łapiąc mnie za rękę i splótł nasze palce. Mój oddech stawał się płytszy z każdym jego ruchem. To, jak na mnie działał i ile informacji naraz do mnie dotarło mnie doszczętnie przerażało. - Chciałbym Ci coś powiedzieć... - czułam jego oddech. Ta odległość zdecydowanie nie działała na moją korzyść. - Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, Katie. - spojrzał swoimi błękitnymi tęczówkami na mnie, po czym delikatnie pocałował mnie w policzek i odszedł, obrócony plecami do mnie. Zaciągnęłam się powietrzem i szybko opuściłam salę. 
Boże, co dzieje się z moim życiem. 

Cześć wszystkim! Na wstepie przepraszam za przerwę - jestem okropna i doskonale o tym wiem XD Dzisiejszy dzień był beznadziejny, tyle mogę napisać. Mam lekka załamkę, przepraszam za rozdział i wgl. filozoficzne przysłowia o okrutnym życiu. xddd  Do nastepnego! 
#Muchlove , Caroline

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 41

* James * 
Poczuć jej ciepłe, miękkie wargi na swoich, sprawiło, że poczułem się jakbym na nowo oddychał; jakby ktoś ściągnął tą kamienną maskę, uwalniając mnie od tego nieznośnego ciężaru. 
W jednej chwili chciałem zedrzeć z niej wszystkie ubrania i całować ją przez całą noc, przepraszając tym samym za to, co zrobiłem. 
Jej usta wygięły się w delikatny uśmiech, po czym oderwały się od moich. Popatrzyłem na jej roziskrzone, brązowe oczy, które chociaż wcale nie przypominały barwą Oceanu, sprawiały, że mogłeś w nich utonąć. 
Zanim mogłem coś zrobić lub powiedzieć, jej głowa oparła się o moją klatkę, a ręce delikatnie ścisnęły materiał mojej koszuli. Mały uśmiech mimowolnie wkradł się na moją twarz, przypominając sobie, że zawsze musiała przytulić coś do snu. Jej lekko poplątane włosy, obtulały mnie z każdej strony i dopiero teraz zauważyłem, że były o parę centymetrów dłuższe niż wcześniej. Poczułem pewien impuls. 
- Katie? - zapytałem szeptem, kolejny raz tego wieczoru, czując, że muszę powiedzieć jej o paru rzeczach z których nadal nie zdawała sobie sprawy. 
Niestety już spała, a jej oddech powoli się wyrównywał, kontrastując z moimi szaleńczo szybkimi wdechami i wydechami. 
Nie mogłem nic na to poradzić, że kiedy nawet mnie dotykała, czułem mrowienie i przyjemne ciepło jednocześnie. Sprawiała, że wszystko co tylko zrobiłem, wydawało być się niezwykłe i wyjątkowe. Dokładnie tak, jak ona. 
Zamknąłem oczy, nadal mając uniesione kąciki ust i zanim zasnąłem, kilkanaście razy odtworzyłem sobie w myślach, to co stało się przed chwilą. 
Mimo, że nie wiedziałem co między nami jest, wiedziałem jedno : Muszę ją chronić. 

                                                         *** 

Obudziłem sie rano, powoli otwierając zaspane oczy. Przez przeciągnięcie pleców i rąk, poczułem, że na mojej klatce nie było już tego jednego z najprzyjemniejszych ciężarów. Rozglądnąłem się za Katie, po raz kolejny przypominając sobie o fakcie, że uwielbiała wcześnie wstawać i bez większego zaskoczenia, ujrzałem jej sylwetkę w dosyć szerokiej jeans'owej koszuli, stojącą na balkonie. Uporczywie wpatrywała się w jakiś punkt przed nią, a krótkie spodenki od jej piżamy, które były prawie niewidoczne przez długość jeans'owej narzuty, odsłaniały jej długie, zgrabne nogi na których widok o mało co nie przygryzłem wargi. Wstałem, z grubsza poprawiając pościel i poduszki, po czym cicho podszedłem w stronę balkonu. Robiąc parę kroków, przy okazji czując zimne, poranne powietrze, objąłem ją w pasie, układając łowę w zagłębieniu między jej ramieniem a szyją. 
- Dzień dobry. - mruknąłem jeszcze zaspanym głosem, kołysząc ją lekko na lewo. 
- Dobry. - zachichotała, o dziwo nie wyrywając się z mojego lekkiego uścisku. 
Trwaliśmy tak, patrząc przed siebie, nie licząc ubiegających z czasem sekund. 
- Boisz się? - zapytałem, dopiero potem zdając sobie sprawę z dwuznaczności tych słów. Jej drobne ciało się obróciło, stając twarzą w twarz ze mną a drobne, smukłe dłonie spoczęły na moich barkach. 
- Nie. - posłała mały uśmiech na koniec, spuszczając wzrok z moich oczu. Skinąłem, ciesząc się, że chociaż to idzie po dobrej myśli. 
- Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? - zapytałem, kładąc dłoń na jej talii. Każdy mój dotyk był przez nią akceptowany, co sprawiało że nie mogłem powstrzymać tego szczęścia, ogarniającego mnie od środka. 
- Um... - jej uśmiech zmalał a wzrok ponownie uciekł gdzieś na podłogę. - Muszę najpierw porozmawiać z Niall'em... to, nie będzie łatwe. 
- Jest strasznie nadopiekuńczy. - stwierdziłem, wywracając oczami. 
- Wiem, ale nie robi tego specjalnie. 
- Katie, ty nie masz pięciu lat. - stwierdziłem cicho, ale nie odpowiedziała na to, tak jakby nie dotarło to do jej uszu. Wiedziałem, że jest dla niej bardzo ważny i po części mu tego zazdrościłem. 
- W każdym razie... powinieneś się zbierać. Czeka mnie "poważna rozmowa" - zrobiła cudzysłów w powietrzu i zaśmiała się cicho, robiąc parę kroków w bok i po chwili znikając za drzwiami. 
Westchnąłem, wiedząc że po tej całej rozmowie wiele może się zmienić. Miałem jednak plan. Plan, który musiałem zrealizować aby być w końcu szczęśliwym. 

* Katie * 
Pół godziny po tym, kiedy pożegnałam się z James'em, ubrałam się w swój ulubiony, wygodny do granic możliwości dres i zeszłam na dół, po schodach. 
Rozejrzałam się za Niall'em, ostatecznie dostrzegając go na kanapie, podczas grania w jakieś wyścigi samochodowe. 
- Niall? - zapukałam we framugę drzwi, czekając aż się odwróci. 
Chłopak przerwał grę i spojrzał na mnie, wskazując miejsce obok siebie. 
Podeszłam, usiadłam i spojrzałam na niego wymownie, aby zaczął. 
- Ostatnio dużo się kłócimy. - przytaknęłam, szczerze nie pamiętając podobnego okresu w naszej przyjaźni. Zawsze się dogadywaliśmy. - I tak jak już wiesz, nie cierpię tego. Nie będę się też znowu kłócił o to, co zależy od ciebie. Po prostu... strasznie się o ciebie martwie. - westchnął, zwilżając wargi językiem. 
- Wiem, tylko że ja umiem o siebie wystarczająco zadbać, Niall. - jęknęłam na końcu, patrząc na moje niezwykle interesujące buty.
- Jesteś małą księżniczką. 
- Niezależną, małą księżniczką. - poprawiłam, na co się zaśmiał. Szturchnął mnie, podając joysticka. 
- Rundka? - zapytał, poruszając zabawnie barwami. Skinęłam i po chwili mogłam sterować jednym z aut, wybranych przez Niall'a. Ogółem te gry wyścigowe są strasznie proste ale nie można się przy nich nudzić. Wyprzedziłam go, skręcając w lewo ale wypadłam z toru i ostatecznie przegrałam. 
Jak zwykle. 
- To wina tego samochodu! - pisnęłam, udając obużoną. 
- Nie, to wina twojej wrodzonej, nieodwracalnej beznadziejnowości. - odparł, klepiąc mnie lekko po ramieniu. 
- Serio, Niall, zaglądaj czasem do słownika. - zachichotałam, wkładając rękę w jego włosy i mocno je targając. 
- Rujnujesz godziny, spędzone przed lustrem. Jak bezduszną istotą jesteś? 
- Nawet ich nie rozczesałeś! - stwierdziłam, czując jak niektóre, jasne kosmyki były ze sobą poplątane. 
- Rozczesałem. 
- Okłamujesz siebie, czy mnie? - zaśmiałam się, widząc jak świecą się jego niebieskie oczy. 
- Dobra, może masz rację, ale one nawet bez tego wyglądają oszałamiająco. 
- Oj bardzo. - pocałowałam go w policzek i poszłam do kuchni, chcąc zrobić nam po herbacie. 

                                                            *** 

Szykowałam się do wyjścia, na które ostatecznie się zdecydowałam. Wczorajszy wieczór, przypomniał mi o szczęściu, które kiedyś miałam i nie wiedziałam dlaczego ale po prostu nie mogłam powiedzieć sobie "nie". 
Sprawdziłam po raz dziesiąty torebkę i mój strój, stwierdzając, że czarna spódniczka i biała bluzka z nadrukiem idealnie pasują do moich nowych, ciemnych vansów i złotych bransoletek, pożyczonych od Caroline. 
Ona sama była ogromnie podekscytowana moim "spotkaniem-randką" z James'em, stwierdzając, że zawsze uważała nas za słodką parę. 
Dla sprostowania, narazie niczym takim nie byliśmy. 
- Niall, wychodzę! - krzyknęłam, opuszczając dom i zatrzaskując drzwi. Czułam coś w rodzaju motylków w brzuchu, kiedy szłam do kawiarni, gdzie mieliśmy się spotkać. Nie będę nikogo oszukiwać. Nagle, mój telefon niespodziewanie zadzwonił, więc szybko sięgnęłam dłonią do przegródki w torbie, odbierając. 
- No hej. - zaśmiałam się, będąc w genialnym humorze. 
- Cześć. Mamy problem. - powiedział Ashton, poważnym głosem na co gwałtownie się zatrzymałam, czekając na rozwinięcie. - James jest w szpitalu. 

Dobry wieczór, dobry wieczór xdd Przepraszam za dupny rozdział, jest króki, pewnie z masą błędów itp. ale naprawdę pisze go na szybko, nie patrząc na większy sens. Miałam problem z internetem, dodatkowe lekcje... ugh, #hated xd Mam nadzieję, że mimo wszystko skomentujecie i poprawicie mi nieco humorek :)) 
#Muchlove , Caroline 

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 40

- Coś nie tak? - zapytał, słysząc mój złamany głos. Przełknęłam ślinę. 
- Ktoś mi groził. - powiedziałam cicho, jakby miało to zmniejszyć odczuwalny strach. 
- Co? Ale jak? - zaczął szybko. Już zdążyłam wyobrazić go sobie, wstającego i łapiącego się za końcówki włosów. Drugą wizją, nie opuszczającą mojej głowy było moje zakrwawione ciało, leżące gdzieś w opuszczonych piwnicach. 
- Dostałam sms'a... - zaczęłam tłumaczyć, starając nie wybuchnąć się płaczem i mówić wszystko w miarę wyraźnie. - Tam, ktoś napisał, czy pożegnałam się ze znajomymi. Nie wiem co się dzieje, siedzę w łazience i nie panuję nad sobą. - wzięłam wdech i wydech, czekając na jego odpowiedź. Jedna, ciepła łza przetoczyła się po moim policzku. 
- Jesteś w domu? 
- Tak. - szepnęłam. 
- Zostań tam, gdzie jesteś i nie rób nic głupiego. Zaraz tam będę. - po tym się rozłączył, zostawiając mnie samą. 
Podkurczyłam nogi i z każdą sekundą starałam się zapomnieć o tej pieprzonej wiadomości. Tylko... jak zapomnieć o tym, że ktoś chce Cię zabić? 

                                                           *** 

- Katie, wszystko w porządku? - usłyszałam głos Niall'a zza drzwi. Minęło 10 minut, James'a nadal nie było a ja siedziałam dokładnie tak samo, jak na początku. 
- Tak, tak. - wydukałam. 
- Więc... idziesz? Herbata stygnie, kanapki są gotowe. 
- Zaraz, wiesz... źle się poczułam. Daj mi momencik. - jąkałam się, ale chyba to kupił, mamrocząc coś w rodzaju "okej" i odchodząc od wejścia. 
Wypuściłam powietrze i już nieco uspokojona, sięgnęłam po telefon. Chłopak niczego nie napisał. Mimo, że  nie minął nawet kwadrans, zaczynałam się denerwować. Chciałam wstać i wyjść, ale moje nogi były jak sparaliżowane. 
Nagle, usłyszałam dosyć głośne trzaśnięcie i szybkie kroki. 
- Gdzie jest łazienka? - dobrze znany głos, zapytał nerwowo. 
- Co ty tu do cholery robisz?! - wrzasnął mój przyjaciel, na co tylko przewróciłam oczami. Zapomniałam o tym, jak bardzo są do siebie uprzedzeni. 
- Gdzie jest pieprzona łazienka? - ponowił pytanie, używając więcej agresji w głosie. 
- Wyjdź. 
- Wyszedłbym, gdybym nie był zaproszony. - syknął, ponownie się gdzieś przemieszczając. 
- Zaproszony? - zakpił Niall, śmiejąc się na cały dom. Bogu dzięki, że Caroline jeszcze nie wróciła. Brakowało mi tylko trzech kłócących się blondynek. - Wyjdź stąd, albo sam cię kurwa wypieprzę. 
- Co ty do mnie masz, człowieku! - wybuchnął i po donośności ich głosów, mogłam stwierdzić że są coraz bliżej mnie. 
- Jesteś popierdolony czy popierdolony? Nie wiesz, co działo się z Katie, kiedy ty wstrzykiwałeś sobie jakieś gówna lub upijałeś się do reszty, aby zapomnieć! - na te słowa wytrzeszczyłam oczy. Czy jeszcze coś sprawi, że ten dzień zostanie okrzykniętym najgorszym w historii?
- W ogóle nie wiesz, o co chodzi! Odpuść sobie, chociaż raz! - w tym samym momencie nacisnął klamkę i otworzył drzwi, napotykając mnie wzrokiem. - Katie... - szepnął przerażony, widząc jak kurczowo zaciskam dłonie na szafce i podszedł powoli, kucając obok mnie. Zerknęłam na drzwi, widząc wściekłego Niall'a. Skinęłam znacząco głową, aby zostawił nas samych. 
- Rano o tym pogadamy. - stwierdził i wyszedł, przymykając drzwi. 
Spojrzałam na Jamesa, klęczącego już znacznie bliżej mnie. Chłopak złapał moje dłonie, oddalając je o ciała i zaczął pocierać je uspokajająco kciukami. 
- Powoli, pokaż mi tą wiadomość i opowiedz, co dzisiaj robiłaś, co? - zaczął, mówiąc jakbym miała 5 lat. Nie miałam mu tego za złe, ponieważ rzeczywiście czułam się z tym lepiej i nadal się nie odzywając, sięgnęłam po telefon, szybko wpisując kod aby go odblokować. 
- To. - wskazałam na ekran, na którym podświetlony był sms. James szybko wszystko przeczytał i zacisnął szczękę przez gniew, który mogłam zobaczyć nawet w jego oczach. - Nie denerwuj się... - mruknęłam, chociaż chyba nie byłam najlepszą osobą do uspokajania. Nie chciałam jedynie, aby wpadł w szał i tak jak kiedyś... 
Momentalnie jego pięćsi się zacisnęły, na co mocno zamknęłam oczy, w obawie że mnie uderzy. Zamiast tego poczułam palce, odgarniające mi włosy z twarzy, delikatnie igrające z moją delikatną skórą na policzkach. 
- Nie bój się mnie. - szepnął, zmieniając swoją postawę. Jak nienawidzę w nim początkowej bipolarności, tak bardzo cieszyłam się, że tym razem również dała o sobie znać. - Wyjdziemy z tego, wiesz o tym, prawda? - powiedział równie delikatnie, nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego. 
Skinęłam delikatnie głową, nadal nieco oszołomiona i zupełnie bezmyślnie go przytuliłam. 
Zarzucając ręce przez jego barki, mocno wtuliłam twarz w jedną z jego luźnych, kraciastych koszul, wdychając przyjemny zapach jego perfum. 
- Zostaniesz dzisiaj ze mną? - zapytałam, nie przerywając uścisku. Nie chciałam nocować jedynie w towarzystwie Niall'a i Caroline. Z nimi nigdy nie czułam się tak bezpiecznie. 
- Oczywiście. - potarł moje plecy uspakajająco. 

                                                             *** 

Kiedy byłam już przebrania i gotowa do snu, położyłam się na moim łóżku i obtuliłam jednym z ulubionych, brązowych kocyków. 
Niall kompletnie nie interesował się tym, co zrobiłam z James'em, ponieważ tak jak powiedział, porozmawia ze mną o tym dopiero jutro. Carls natomiast zaczęła piec drugą turę ciasteczek, co mogłam wyczuć przez dochodzący do mojego pokoju, cudowny zapach cynamonu. 
- Wszystko już w porządku? - zapytał James, jednocześnie przypominając mi, że nadal siedzi na fotelu obok. 
- Na pewno lepiej. 
- Jeżeli coś podobnego by się ponownie zadziało, zadzwoń do mnie lub chłopaków. Tylko nigdy nie panikuj tak, jak dzisiaj. Im tylko chodzi o takie zastraszenie. - spojrzał na mnie z troską, dlatego szybko kiwnęłam. Może miał po części rację? 
Westchnęłam, czując że cisza wokół nas nadal trwa. Nienawidzę tego momentu, w którym ani ja, ani rozmówca nie wiemy, co powiedzieć. 
- Um... masz może jakiś koc, abym mógł się tutaj przespać? - zapytał po chwili, koncentrując moją uwagę na nim, a nie na lampie, stojącej przy łóżku, na małej szafce. 
- Jasne. - rozglądnęłam się po pokoju, ale nic nie znalazłam. Wstałam, otwierając szafę, ale to również było bezskuteczne. Zastanowiłam się chwilę, po czym chwyciłam koc, którym się przed chwilą opatuliłam, wręczając go James'owi. 
- Prześpię się pod kołdrą. - mruknęłam, w myślach już tęskniąc za kocem. Wiem, może to trochę głupie, ale gdy jest dosyć ciepło, nie lubię spać przytłoczona ciężarem pierzu.  
- Dzięki. 
- Nie ma sprawy. - po części skłamałam, wracając na materac. Cisza znowu wypełniła pomieszczenie i okej, napięcie między nami było cholernie męczące.
- Dobranoc. - usłyszałam jego głos, po czym odpowiedziałam tym samym i sprawnym ruchem zgasiłam światło. 
Leżałam tak może z kwadrans, nie mogąc usnąć. Wszystko było nie tak; obecność James'a, dzisiejsze zdarzenie w księgarni, ten przeklęty sms, kolejne napięcia między mną a Niall'em... nawet brak idiotycznego kocyka doprowadzał mnie do szału. 
Tak, szału. Chciałam coś rozwalić albo mocno uderzyć w jakąś kruchą rzecz, powodując tym samym, że rozpadłaby się na małe kawałeczki. Nie wiedziałam dlaczego coś takiego chodziło mi po głowie, ale wolałam to niż te bezsensowne użalanie się nad sobą i wstrzymywanie cisnących się do oczu łez. 
Zmieniłam pozycję, obkręcając się na drugi bok po raz kolejny, z nadzieją, że wtulenie się w jedną z poduszek załagodzi moje rozzłoszczenie. 
- Katie? - ledwo słyszalny szept dotarł do moich uszu. 
- Yhym? - mruknęłam.
- Czy gdybym... - zatrzymał się i zaczął ponownie, nieco pewniej. - Czy gdybym zrobił coś, czego nie powinienem, byłabyś na mnie bardzo zła? - zmarszczyłam brwi, chociaż na pewno nie mógł tego zobaczyć w tych ciemnościach. 
- No... zależy co. - pomyślałam na głos. - Jak bardzo złe by to było? - zapytałam.
- Problem w tym, że nie wiem. 
- A zrobiłeś już to i chcesz mi o tym powiedzieć, czy masz coś podobnego do Kevina i prowadzisz nocne, filozoficzne pogawędki? - zachichotałam cicho, lekko się odprężając. 
Wtedy usłyszałam jak wstaje i robi parę kroków w moją stronę. Chciałam się ruszyć i zobaczyć, czy nie chce zrobić czegoś głupiego ale zanim mogłam to zrobić, poczułam jak materac obok mnie się ugina. 
- Jak złe to jest? - zapytał, leżąc może 10 centymetrów ode mnie. 
 Milczałam, nie wiedząc o co mu chodziło. Przybliżył się, powodujący tym samym, że nasze ramiona się zetknęły. Nie miałam pojęcia, co chodziło po jego głowie, ale nadal się nie odzywałam. 
- A to? - wyszeptał, obracając mnie jednym ruchem tak, że leżałam dosłownie na nim. Przełknęłam ślinę, zszokowana tym, co się właśnie dzieje i nadal patrzyłam rozszerzonymi źrenicami na zarysy jego twarzy. W jednej sekundzie, jego dłonie znalazły się na mojej talii, przybliżając mnie jeszcze bardziej do niego. Serce biło mi znacznie mocniej z każdym jego ruchem. Nie wiem, o co chodziło w tej grze, ale jakimś nie wytłumaczalnym sposobem, chciałam dalej w nią grać. 
- Tak bardzo... - zaczął, ale przerwałam mu, łącząc nasze usta. Nie wiedziałam co robię, ale kiedy chłopak to odwzajemnił, wplotłam palce w jego włosy, jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek. 
Jego wargi smakowały wiśniową gumą do żucia, przez co nie mogłam powstrzymać uśmiechu, wkradającego się na moje usta. 

Cześć wszystkim! :D Znowu nieco później, ale mam nadzieję, że to nie problem i każdy jeszcze nie śpi XD DZIĘKUJĘ za komentarze i 6 000 wejść! Woaaaah, to niesamowite! Tylko czekać na 10K i imprezoooować :D I jak tam rozdział? Lepszy, gorszy? :) Piszcie śmiało a ja zabieram się za niespodziankę! Projekt #working rozpoczęty :)))) #40 specjalnie dla komentujących! Bardzo Was kocham, xx
#Muchlove , Caroline 

piątek, 12 września 2014

Rozdział 39

* Katie * 
Mimo, że nadal się obwiniałam, ucieszyłam się z tego, co powiedział James. Teraz moim priorytetem jest pomoc. 
- Chciałbyś się czegoś napić? - powiedziałam po dobrych 15 minutach, kiedy siedzieliśmy w ciszy. 
- Yup. Chodź, zrobimy coś razem do picia. - wstał, posyłając mi mały uśmiech. Wiedziałam, że to było dla niego trudne. Sama zastanawiałam się bardzo długo nad tym, aby wejść do tego pieprzonego pokoju i wydusić z siebie te parę słów. 
- To na co masz ochotę? - zapytałam, stając za ladą i uśmiechając się nienaturalnie aby rozluźnić to okropne napięcie, będące wokół nas. 
- Nie chcesz wiedzieć. - wybuchnął śmiechem, cytując siebie sprzed 2-óch lat. Szybko się odwróciłam, żeby nie mógł zobaczyć moich zarumienionych policzków i zabrałam się za krojenie napoczętej przez Michael'a cytryny. - Więc... dzisiaj też zostajesz na noc? - zapytał. 
- Um... sama nie wiem. Pogadam o tym z Ashton'em... - zaczęłam, nie wiedząc jak dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Mimo, że chciałam zostać, nie wiedziałam czy mogę. Poza tym, co miałabym powiedzieć Niall'owi i Caroline? Pewnie już teraz zastanawiają się, dlaczego jeszcze nie wróciłam. 
- Na pewno się zgodzi. - odparł, jakby czytając mi w myślach i zaczął stukać palcami o blat. 
- Zobaczymy. - wzruszyłam ramionami i zalałam cukier, cytrynę i brzoskwinię wodą. - Proszę. - położyłam szklankę przed chłopakiem.
- Woah, moglibyśmy Cię zatrudnić. 
- Błagam Cię, to najprostsza rzecz na świecie. - zamieszałam moją porcję i wzięłam małego łyczka za pomocą czarnej, grubej słomki. 
- Najprostsze rzeczy są niekiedy najlepsze. 

                                                                *** 

- Katie, naprawdę możesz zostać. - Ashton powtórzył to samo po raz setny. Był strasznie uparty. 
- Zrozum, muszę wracać do domu. Martwią się o mnie. - mruknęłam, zakładając buty. Była już 17 i znając Niall'a, już siedzi w oknie z zegarkiem. 
- Napisz jakiś kit rodzicom, nie połapią się. - stwierdził Calum, dołączając do grona zatytułowanego "Katie, zostań. Tutaj będziesz bezpieczniejsza". 
- Mimo, że Niall zachowuje się jak mój ojciec, wykrywa kłamstwo trzy razy lepiej. 
- Niall? - zapytał James, siedzący na kanapie. Nawet nie wiedziałam, że słucha naszej rozmowy. 
- Tak, mieszkamy razem. - dopiero po chwili zrozumiałam, jak to zabrzmiało. Mina chłopaków mówiła sama za siebie, więc szybko zaczęłam tłumaczyć, co miałam na myśli. - Znaczy... jako przyjaciele. Dobrzy przyjaciele. 
- Więc teraz to nazywa się "dobry przyjaciel"? - zaświergotał Ashton, przez co spiorunowałam go wzrokiem. 
- Mieszkam tez z jego dziewczyną, także oszczędź sobie komentarzy. - rzuciłam oschłym tonem, wsadzając telefon głęboko do kieszeni. - Dobra, to do zobaczenia. - wyszłam i zatrzasnęłam drzwi. Ruszyłam na przód, zastanawiając się nad drogą powrotną do domu. Najbliższy przystanek jest 10 minut drogi stąd, ale musiałabym czekać na autobus ponad kwadrans. Zawsze miałam to niesamowite szczęście i wyczucie czasu. 
Stanęłam, myśląc nad jakimś tramwajem, ale nie mogłam przypomnieć sobie, którym dojechałabym najszybciej. Stwierdziłam więc, że przejdę ten odcinek ale tymi największymi drogami na których panował ruch. Będę czuła się tam swobodniej przez dużą ilość spacerujących osób. 
Skręciłam więc w ulicę, na której sprzedawano boską kawę. Mimo, że zapach dochodzący z wewnątrz strasznie mnie kusił, przeszłam dalej i minęłam skrzyżowanie. 
Tak jak myślałam, mogłam ukryć się w tłumie, przechodząc obok jednego z biurowców. 
Odetchnęłam z ulgą, w końcu widząc moją ulicę i już prawie truchtając, otworzyłam bramę. Zadzwoniłam do drzwi, po chwili słysząc głośne kroki. 
- Kto tam? - mój przyjaciel zapytał, jak zawsze zapominając o tym, że mamy zamontowane coś takiego jak wizjer. 
- Ja. - zachichotałam, wywracając oczami. Drzwi się otworzyły, więc szybko weszłam do środka i poczułam zapach pieczonych ciasteczek. 
- Co tam pieczecie? - powiedziałam głośniej, myśląc że Caroline jest w kuchni. W końcu Niall nigdy nie upiekłby niczego samodzielnie. Jak twierdził "to nie jego działka". 
- Nie ma jej. - odparł Niall, na co wytrzeszczyłam oczy. - No już się tak nie dziw, koleżanka wyciągnęła ją na spacer, ale to ona to zrobiła. - zaśmiał się cicho, orientując się o co mi chodzi. - A propo, szukałem jej. - wskazał na bluzę, którą właśnie wieszałam. 
- Taa, przepraszam. Wzięłam ją w pośpiechu i wiesz... 
- Nie ma sprawy. - zrobił pauzę i po chwili dodał. - Jeżeli chcesz... możesz ozdobić ze mną te gówniane ciastka. Caroline powiedziała, że mam je posmarować lukrem, ale nie do końca wiem, jak go się robi. - zaśmiał się, na co kiwnęłam głową. 
Mówiłam już, że Niall nie ma talentu kucharskiego, prawda? 
Weszliśmy do kuchni i wystawiliśmy tacę z wypiekami za okno, aby mogły się ostudzić. 
- Dobra, ja zrobię lukier a Ty poszukaj jakiegoś pędzla. - wyciągnęłam cukier puder i spojrzałam na chłopaka z niejasnym wyrazem twarzy. - Nie, nie ten którym się maluje. Taki do ciast. - nadal nic. -  Ugh, taki gumowy. Ten, którym chciałeś malować ściany. - dopiero wtedy przypomniał sobie, o czym mówię i zaczął przeszukiwać szafki. 
Wymieszałam wszystko, dolewając jeszcze trochę wody i sięgając po chłodne już ciastka, zawołałam Niall'a, czytającego jakąś gazetę. 
- Chodź, już możemy je posmarować. - wzięłam pierwsze ciasteczko i po chwili wręczyłam identyczne chłopakowi. 
Posmarowaliśmy wszystkie tak samo, wiedząc, że Carls by to tak zrobiła i sięgnęliśmy po ostatnie. 
- Zaczekaj. - powiedział Niall i zaczął coś malować lukrem. Cały był w białej, słodkiej i co najgorsze lepkiej substancji ale uśmiech nie schodził z jego twarzy. - Proszę. - wręczył mi ciastko z krzywym, uroczym napisem "I'm sorry" , powodując to, że moje kąciki ust samoistnie się podniosły. Szybkim ruchem pędzla, przyzdobiłam moją sztukę małymi oczkami i uśmieszkiem, również podając ją przyjacielowi. 
- Nienawidzę się z tobą kłócić. - otworzył ramiona i mocno mnie przytulił. 
- Ja też. - szepnęłam, mocno zaciskając ręce na jego barkach. Jak dobrze znowu mieć go w 100%-tach. 

                                                *** 

- Katie, co chcesz na kolację? - krzyknął Niall, kiedy leżąc na kanapie, oglądałam jeden z moich ulubionych seriali. 
- Kanapkę. - odkrzyknęłam, starając się skupić na nowym wątku. 
- Z czym? - ponownie zawołał i w między czasie, mogłam usłyszeć jak otwiera lodówkę. 
- Z tym co zawsze! - na potwierdzenie włączył czajnik i zaczął kroić chleb, co doskonale mogłam usłyszeć siedząc w salonie obok. 
Ellie - główna bohaterka, -jak się okazało- dowiedziała się o zdradzie Roberta, syna Sandry z pierwszego małżeństwa Daniela, który był kuzynem Mirelli - ciotki Florencji, mieszkającej we Włoszech. 
Dobra, może Niall ma trochę racji co do poziomu tej telenoweli. 
Przełączyłam kanał na wiadomości i nieco ściszyłam głośność. Ziewnęłam i przeciągnęłam się, w końcu zmieniając pozycję na sofie. 
Na dobrą sprawę, od ponad dwóch godzin czułam się niesamowicie błogo. Być może to przez to, że pogodziłam się z Niall'em... chwilo trwaj. 
- Umyj ręce i chodź! - zawołał przyjaciel na co wywróciłam oczami. Naprawdę, on kontroluje moje życie pod każdym względem. 
- Chwila. - odparłam i wstając, poszłam do łazienki. 
Odkręciłam wodę, nabrałam trochę mydła i dokładnie umyłąm dłonie tak, aby Niall mógł spac spokojnie, bez żadnych obaw o bakterie żyjące na mojej skórze. 
Nagle, poczułam wibrację telefonu w tylnej kieszeni. Uśmiechnęłam się i wycierając palce kremowym ręcznikiem, sięgnęłam ręką, szukając urządzenia z tyłu jeans'ów. 
Odblokowałam ekran i zmarszczyłam brwi, widząc nieznany mi numer. 

Od: 529685477
Do zobaczenia niedługo kochanie. Zdążyłaś się już pożegnać z resztą znajomych? 


Szybko zacisnęłam palce na plastikowej obudowie, aby nie wypuścić Iphon'a z ręki i zaczęłam głębiej oddychać. 
"Pożegnać"? Mój Boże... 
Czując jak nie kontroluje mojego oddechu, osunęłam się na ziemię, przytrzymując się umywalki. 
Starałam się uspokoić, ale to chyba było jedn znaczne... ktoś chciał mnie po prostu zabić. 

Nie zastanawiając się długo, wybrałam numer James'a i przyłożyłam komórkę do ucha. Każdy sygnał zdawał się trwać dwa razy dłużej, ale w końcu odebrał.
- Halo? - chłopak powiedział beztrosko, uciszając - jak myślę - chłopaków z tyłu. 
- J-James? 

Nooooo i kolejny za nami :))) Koemntarzy jest mniej, no cóż, może komuś się po porstu znudziło ;p Co do rozdziałów... przepraszam, jeżeli są krótsze ale pisze je na bieżąco przez natłok spraw w szkole i przy okazji szykuję dla Was coś specjalnego, więc chyba sami rozumiecie :)) 
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, ściskam każdego kto to teraz czyta no i od razu zapraszam na kolejny rozdział, który będzie... hmm, interesujący :) 
#Muchlove , Caroline