- Czemu czuję od Ciebie papierosy? - jego głos sprowadził mnie na ziemie, a coś wewnątrz mnie niepohamowanie odetchnęło z ulgą.
- Paliłam. - stwierdziłam, nie podnosząc głowy. Nie wiem, czy na pewno chciałam zobaczyć jego reakcję.
- Masz papierosy? - wiedziałam, że w jego oczach pojawiły się teraz iskierki. Nie miałam pewności, czy powinnam mówić prawdę ale osatecznie cicho odparłam:
- Tak, ale Ci ich nie dam i dobrze o tym wiesz. - od razu uprzedziłam jego pytanie. Brakowało mi tylko aby popalał sobie w najlepsze, kiedy jego organizm powinien się regenerować. I tak leżę na nim wbrew własnej woli, ciągle próbując uniknąć tych największych siniaków.
- Katie, nie przesadzaj. - podniósł mnie tak, że mogłam spojrzeć w jego niebieskie, błagające oczy. Przysięgam, że to była jedna z najbardziej cudownych rzeczy na świecie.
- Nie. Jak stąd wyjdziesz, to będziesz mógł robić co chcesz. Poza tym niepowinieneś palić.
- I kto to mówi. - zaśmiał się, na co zmroziłam go wzrokiem. NIe lubiłam tego, że palił w tak ogromnych ilościach. Owszem, znałam to uczucie słabości i ochoty dotyczące nikotyny ale czułam się trochę jak rodzic małego, blond chłopca. W końcu nawet jeżeli czyjaś mama pali, nie chce aby jej dziecko także paliło.
Wyobrażasz sobie siebie jako matkę - czas odwiedzić ten gabinet z tabliczką "psychiatra".
- Katie... daj te papierosy. - mruknął, lekko szturchając moją głowę. Nienawidziłam tego, jak łatwo potrafił sprawić, że pojawiało się we mnie tyle wątpliwości, ale postawiłam na swoim i pokręciłam przecząco głową. - No proszę... zapalimy razem. - jego zachrypnięty ton głosu wręcz nakazywał mi, abym zrobiła to co chaiał, ale wpadłam na inny pomysł.
- Czemu chcesz zapalić?
- Dobrze wiesz, że mnie to odstresowywuje. - odparł, jakby to było oczywistą oczywistością.
- Coś jeszcze Cię odstresowywuje? - uśmiechnęłam się, podnosząc głowę. Po chwili jego kąciki ust się uniosły, co uznałam za znak zrozumienia.
- Coś... ktoś... - specjalnie zaczął rozwijać ten temat, lekko się ze mną drażniąc.
- Bo wiesz... ja mam taką jedną osobę... - przybliżyłam sie do niego, nie mogąc powstrzymac cichego chichotu. - która bardzo, bardzooo mnie odstresowuje.
- Może mnie z nią zapoznasz? - powiedział cicho, lecz byłam już na tyle blisko, że mogłam nie tylko usłyszec jego słowa, ale także poczuć jego oddech na swoich wargach.
- Myślę, że bardzo dobrze go znasz... - W tym samym momencie złączyłam nasze usta, czując jak delikatnie sie uśmiecha. Zapomniałam o wszystkim, co sie wydarzyło. Skupiłam się po prostu na tym co jest, a nie co było.
Przeszył mnie dreszcz, kiedy poczułam zimny metal, który jak zwykle przekłuwał jego wargę. Uwielbiałam ten niesamowity kontrast, między naszymi rozgrzanymi ustami i lodowatym, czarnym kolczykiem.
Dwie dłonie objęły mnie w talii, podczas gdy pocałunek znacznie się rozkręcał. Zachłannie przygryzałam jego wargę, odpłacając się za wszystkie igraszki, które sprawiały że powoli brakowało mi tchu. Jego usta obdarowały mój obojczyk milionem całusów a czas jakby stanął w miejscu. Spojrzałam w jego niebieskie oczy, napotykając w nich coś w rodzaju pożądania. Uśmiechnęłam się lekko, zdjeżdżając palcem po jego mięśniach brzucha.
- Zostaniesz na noc? - zapytał, lekko przyciszonym głosem.
- Tutaj?
- Tak, ale pamiętaj, że kiedy zaśniesz, zawsze możesz znaleźć się gdzieś indziej. - szepnął, ostatni raz całując mnie w policzek. Skinęłam głową.
***
Otworzyłam oczy, napotykając jedynie ciemność. Delikatnie podniosłam się z ciała James'a, orientując się, że musiałam się przebudzić.
Prostując nieco skrępowane mięśnie, sięgnęłam po telefon, odczytując godzinę. 2:40.
- Świtnie. - mruknęłam, nienawidząc tego uczucia. Nie zdażało mi się budzić w nocy, ale kiedy już do tego dochodziło, nie potrafiłam zasnąć z powrotem.
Spojrzałam na śpiącego chłopaka. Jego włosy były rozczochrane, a głowa lekko przechylona na lewo. Lekko obite wargi delikatnie się stykały. Poczułam jak moje kąciki unoszą się ku górze na wspomnienie podobnego widoku sprzed dwóch lat.
W jednej sekundzie zobaczyłam światło dochodzące z telefonu, leżącego na szafce nocnej. Jego telefonu.
Moja dłoń uniosła się z prześcieradła i dotknęła czarnego, nadal podświetlonego Iphona. Spojrzałam jeszcze raz na Jamesa. Czułam dziwną potrzebę sprawdzenia czemu ekran się podświetlił i upewnienia się, czy tym razem możemy zacząć wszystko od nowa bez żadnych kłamstw i tajemnic. Odblokowałam ekran i szybko przeczytałam treść. Zamarłam.
* James *
- Sprawa jest prosta. Wychodzę z tego bagna. - rzuciłem krótko i oschle, patrząc na przywódce całego naszego oddziału, ubranego w czarną skórę. Był wyższy ode mnie, co zdarzało mi się rzadko podczas zwykłych spacerów po mieście.
Ten tylko prychnął i spojrzał na mnie jak na nastolatkę, która chce się wyprowadzić z domu bo "jest już dorosła".
- Słyszałem już to pare razy.. Idź do baru, napij sie czegoś i jutro przyjedźcie z chłopakami po towar.
- Oni przyjadą. Ja nie.
- James, ja wiem, że masz te swoje gorsze dni i tak dalej, ale skończ.. - jego spokój i to, jak niepoważnie mnie traktował, zaczynało mnie irytować.
- Zostawiam to za sobą. To jest po prostu koniec, nie mogę tego dalej ciągnąć.. ona.. - szybko zamilkłem, gdy zorientowałem się, że ostatnie słowo wymsknęło mi się przypadkiem. Powód miał byc inny.
- Ona? - mruknął, lekko się uśmiechając.Jego oczy wyglądały, jakby chwilowo się ze mnie śmiały. Zacisnąłem pięści, wiedząc że to była najgłupsza rzecz jaką mogłem dzisiaj powiedzieć.
* Katie *
Od: X
Pamiętaj, ona zapłaci za Twoje błędy.
Moje tętno przyspieszyło a oddech stawał się nierówny. Doskonale wiedziałam, że pod "ona" kryło się moje imię. Szybko połączyłam wątki pobicia James'a i wiadomości, dochodząc do jednego wniosku ; to jeszcze się nie skończyło.
Odłożyłam telefon i wyciągnęłam swojego Iphone'a z tylnej kieszeni spodni, szybko pisząc sms'a do Ashton'a. Nie wiedziałam co innego mogłabym zrobić.
Do: Ashton :)
Za jakie błędy mam płacić? Co tym razem przede mną ukrywacie?
Naciskając "wyślij" poczułam jak chwilowa panika odchodzi na bok. Zamknęłam oczy, biorąc głęboki wdech i zanim je otworzyłam, moja komórka delikatnie zawibrowała, ukazując nową wiadomość na ekranie blokady.
Od: Ashton :)
Jesteś z nami bezpieczna. Zaufaj mi.
Przygryzłam wargę. Ashton był osobą, która nie raz pokazała swoją lojalność.
Odrobina odwagi i determinacji przepłynęła przez moją krew, sprawiając że automatycznie zmieniłam swoje nastawienie a także taktykę do zaistniałej sytuacji. Od dzisiaj trzeba zacząć walczyć.
- Katie? - usłyszałam ciche mruknięcie Jamesa.
- Jestem. - szybko wróciłam na swoje miejsce, kładąc się obok chłopaka. Wtuliłam się w jego ramię i stwierdziłam szeptem : Gramy w jednej drużynie, pamiętaj.
Taaaak, zmobilizowałam się i w końcu coś opublikowałam :D Cieszę sie, że pare osób pytało o rozdziały... Przepraszam, że zaniedbałam bloga, ale sama nie potrafię odpowiedziec dlaczego tak się stało. Wszystko pewnie przez tą szkołę i ogólny spadek zainteresowania blogiem.. Ale dziękuję tym, którzy są, postaram sie dokończyć cała historię ;)
Byc może zacznę coś nowego.. Jeszcze nie podjęłam decyzji. Jak miło mi teraz napisać: #MUCHLOVE, Caroline :')