piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 35

Podczas jazdy w zasadzie się nie odzywałam. Wystukiwałam nieznany mi rytm na kolanie i starałam się przekonać moje myśli, że miejsce do którego jedziemy, nie jest niczym niebezbiecznym. 
To jest James, Ashton i Michael - znasz ich całkiem nieźle. Calum też jest miły. 
Jest miły, prawda? 
Ugh, dlaczego się tak stresuję? To przez ich ubiór, przez to co ostatnio dzieje się w moim życiu? Nie istotne, muszę się trochę rozluźnić. 
- Możesz dać jakąś inną stację? - zapytałam prowadzącego pojazd Ashton'a. Rock wcale nie był gatunkiem muzyki, przy krótym mogłam sobie uspakajająco ponucić. 
- Yeah. Jak się domyślam, pop? 
- Yup. - zabawnie podkreśliłam "p" i zobaczyłam, na jakią stację się zdecydował. - Uwielbiam to! - powiedziałam nieco za głośno i podśpiewałam doskonale znany mi tekst: "Coz players gonna play, play, play, play, play  and haters gonna hate, hate, hate, hate, hate" 
- Boże, co to za nagranie. - mruknął Calum, ale w odpowiedzi dostał tylko głośniejsze wyśpiewanie następnego wersu. 
- Uhg, możemy to zmienić? - zapytał Ash, ale ja pokiwałam przeczące głową. - Katie, nie torturuj. 
- Co jest w tym złego? 
- Wszystko. - odparł krótko na co przewróciłam oczami. Daję słowo, żyję w otoczeniu jakiś okropnych punk'ów, którzy kochają jedynie gitarowe solówki i bit w postaci perkusji. 
Zanim piosenka się skończyła, auto stanęło a ja na chwilę zamilkłam. Rozglądnęłam się dookoła i nie mogłam uwierzyć w to, że stoimy po drugiej stronie ulicy, prowadzącej do centrum handlowego. 
- My... my idziemy na zakupy? - wskazałam palcem na budynek i z trudem powstrzymałam śmiech, kiedy Ash przytaknął. Chłopak następnie wysiadł, podobnie jak pozostała trójka a ja szerokimi oczami wpatrywałam się w loga, znajdujących się wewnątrz sklepów.
Poganiana przez Michael'a ostatecznie wyszłam i ruszyłam za czwórką "bantydów" do wejścia głównego. Jak mogli się tak ubrać, z zamiarem pójścia na zakupy? Każda osoba będzie sie ich bała, a jeżeli pójdzie żle, to nie zostaną wyrzuceni z jakiegoś sklepu przez ochroniarzy. 
Kiedy przeszliśmy przez drzwi, poczułam przyjemne ciepło i ten typowy, sklepowy zapach. To pachnie zupełnie jak nowe, stylowe ubrania, markowe buty i torebki. 
Ściągnęłam sweterek i podeszłam do nich, stając po jednej stronie. 
- Gdzie idziemy? - zapytałam, przyspieszając kroku aby nadal zostać u boku Calum'a. 
- Zastanówmy się przez chwilę... - Ashton zrobił "wyczekującą pauzę" i rozejrzał się dookoła. - może do sklepu. - szepnął, a rękoma wykonał jestem-wróżką-i-rozpylam-pył ruch. 
- Raczej się zorientowałam. Chodzi mi bardziej o nazwę. 
- Najpierw wejdziemy do "Flopper'a" po coś dla nas, a następnie po coś dla Ciebie. A, no i jak będziesz grzeczna, to kupimy Ci coś słodkiego. - zachichotał, po czym wskazał na wcześniej wspomniany sklep. 
W sumie to miłe, że zabrali mnie ze sobą i będę mogła wybrać coś dla siebie. Dawno nie kupiłam niczego nowego a zbilża się jesień, więc... 
Rozejrzałam się po wystawie i zrozumiałam dlaczego weszliśmy akurat tutaj. Bluzki były czarne, spodnie były czarne, akcesoria były czarne... nawet ściany były czarne. 
- Co myślicie o tym? - zapytał Michael, wskazując na czarny, prosty t-shirt, powieszony na (czarnym) wieszaku. 
- Ja wziąłbym tą. Widzieliście "L" z tego? - Cal wyciągnął kolejną bluzkę ze sterty i wskazał na identyczną koszulkę. 
- Ugh, jesteście poważni?! - pisnęłam i zabrałam ubrania z ich rąk. - Wychodzimy stąd, ja wam coś wybiorę. - popchnęłam każdego w kierunku wyjścia i zfrustrowana pokiwałam głową. - Idziemy teraz do normalnego sklepu, z normalną odzieżą. 
Podnieśli ręce w geście niewinności i zaczęli iść w tym samym kierunku co ja. Boże, czułam się jak w jakimś serialu komediowym. 
                                                             
                                                                    *** 

Ostatecznie weszliśmy do H&M'u. Widziałam jak krzywo patrzą na koszule w różnokolorowe wzorki czy chociażby spodnie, wykonane z jeansu. 
Nie wiedziałam, że aż tak uwielbiają czarny, przecież kiedy pierwszy raz ich spotkałam nie wyglądali aż tak... niebezpiecznie. 
- Okej. Stawać w rzędzie. - wskazałam palcem miejsce przy regale z koszulkami i zmierzyłam każdego wzrokiem. - Spodnie będziecie mieć takie, jakie macie. Tragedi nie ma. - mruczałam pod nosem, analizując co mogłabym wybrać. Odwróciłam się do rzędu równo ustawionych t-shirtów i zaczęłam przeszukiwanie. 
- Rozmiar? - rzuciłam w kierunku Michaela. 
- L. 
- Trzymaj i do przymierzalni. - rzuciłam w niego szarą koszulką z dużym, czerwonym nadrukiem. Z tyłu widniał biały napis, mówiący "Jestem idiotą". 
- Rozmiar? - ponowiłam pytanie, tym razem kierując je do Ashtona. 
- L. 
- Ta będzie twoja. Ruchy, ruchy. - wskazałam w kierunku idącego Michael'a, po tym jak podałam mu białą koszulkę z szarymi, sporymi literami. Łączyły się one w nazwy miast Europy. 
- Rozmiar? - kolejnym był Calum. Usmiechnęłam się na to, że są teraz tacy posłuszni a ja w zasadzie odgrywam rolę złego wojskowego. 
- M albo L. Zależy. 
- Dobra, w takim razie... dwie sztuki granatowego t-shirt'u z białym nadrukiem. - chłopak już automatycznie poszedł do przymierzalni. 
Sięgnęłam po kolejną czerwono-czarną  bluzkę, przedstawiającą coś na wzór koszuli  i nieświadomie, od razu podałam ją James'owi. 
- Zgadza się. - po raz pierwszy dzisiejszego dnia powiedział coś oprócz "cześć". 
- Ja.. uh.. - zaczęłam, zdając sobię sprawę że nie zapytałam go o rozmiar. 
- Wiem, zawsze miałaś dobrą pamięć. - uniósł kąciki swoich ust i poszedł do reszty. 
Cholera. 

                                                             *** 

- Mało czarnego. - stwierdził Calum, podobnie jak pozostali. Westchnęłam zrezygnowana i zamknęłam na chwilę oczy. 
- Słuchajcie... - zaczęłam, starając zachowac się spokój. - Jeżeli chcecie gdzieś wyjść tak, aby co druga osoba nie oddalała się od Was na jakieś 5 metrów, musicie włożyć na siebie coś mniej odstraszającego. 
- Ale...
- Stop. Kupujcie to i koniec. 
- Dobra. - prychnął Michael, lecz szybko przerwałam mu ruchem ręki. 
- To nie koniec. - wszystcy jęknęli, lecz nadal nie mogłam przestac się uśmiechać. - Okej, więc... - przedłużyłam, wyciągając zza pleców dodatki. - To dla Ciebie. - wręczyłam Ashton'owi czarny (inaczej pewnie zostałby odrzucony) kapelusz. - Dalej... - mruknęłam, podając Michael'owi czerwony pasek, idelanie pasujący do aktualnie założonej przez niego koszulki. 
Nie było az tak źle, ponieważ dwójka zaczęła przymierzać i oglądać dane im rzeczy. Pokiwałam z uznaniem, kiedy Ash założył kapelusz, bo cholera, wyglądał w nim strasznie gorąco. 
- To jest Twoje. - powiedziałam do Calum'a i podałam mu zwykły, tani, niebieski zegarek. - No i Twój... - wykrzywiłam usta w obawie, że James'owi nie spodoba się to co wybrałam w międzyczasie. Podałam mu opakowanie czerwonych, kontrastujących z jego czarnymi butami sznurówek. Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy, przez co uspokoiłam się, że każdy jest zadowolony. 
- I jak? - zapytałam, skanując każdego w już kompletnym stroju. 
- Zajebiście. - stwierdzili zgodnie i chwilę po tym, staliśmy już w kolejce do kasy. 
Przeglądnęłam parę damskich rzeczy, ale nie znalazłam nic interesującego i zanim mogłam się zorientować, czwórka chłopaków z sporymi torbami stała koło mnie. 
- Teraz Twoja kolej. - zachichotali i pociągnęli mnie w kierunku - wybranego przez nich - sklepu. 
Matko, chcę wrócić do domu. 

* James * 
Zaprowadziliśmy Katie do dobrze znanego nam sklepu i tak jak się spodziewaliśmy - role się odwróciły. Patrzyła na wszystkie ubrania szeroko otwartymi oczami a nawet nie wiedziała, co zaplanowaliśmy dalej. 
- Dobra, ustawiaj się tutaj. - przedrzeźniliśmy ją, mówiąc wysokim głosem. Mieliśmy przewagę liczebną, także każdy z nas miał wybrać oddzielną część garderoby. 
Odwróciliśmy się i ruszliśmy do półek z wyznaczonymi wcześniej rzeczami. 
- Dobra. Rozmiar? - pisnął Ashton, na co Katie wywróciła oczami. Powstrzymałem chichot bo to było dla niej takie... typowe. 
- S. 
Zaśmialiśmy się głośno, tylklo ją drażniąc, po czym sprawdziliśmy metki. 
- Spodnie będą dobre. - stwierdził Michael i wręczył jej obcisłe, czarne legginsy. Popatrzyła na niego zdezorientowana, ale wiedziała, że jeżeli my kupiliśmy coś nie pasującego do nas - ona też będzie musiała. 
- Bluzka dla szanownej pani. - Calum podał jej białą, obcisłą bluzkę z czarnym napisem "FUCK". Była podobna do tej, którą miała na sobie, jeżeli chodzi o długość. Kolejny raz wywróciła oczami i przewiesiła to przez rękę, wzdychając. 
- Błagam Cię, nie mów że miałeś mi wybrać stanik. - uprzedziła Ashtona, trzymającego cos za plecami. Ten wybuchnął śmiechem, następnie wyciągając czarną, skórzaną kurtkę przed siebie. 
- Myślałem o tym, ale ostatecznie wziąłem Ci to. Będzie idealna. - stwierdził i rzucił ubranie na stertę wczesniej wybranych. 
Teraz moja kolej. 
Dobra, kiedy wybierałem coś ze ściany "akcesoria" myślałem że rozpieprze te wszystkie plączące się, złote łańcuszki. Pomińmy fakt, że wyglądałem komicznie, stojąc w czarnej, skórzanej kurtce i wybierając coś z tych błyszczących gówienek.
Otworzyłem dłoń, ukazując tym samym srebrny naszyjnik i wyciągnąłem ją w kierunku Katie. 
- Woah. 
- Mogę? - zapytałem, rozpinając łańcuszek. Na końcu było coś w rodzaju gwiazdki, lekko błyszczało i stwierdziłem że nie będzie chyba takie złe. Widziałem jej zdezoriendowany wzrok, ale kiedy podniosła włosy, przełozyłem biżuterię przez jej szyję i złączyłem zapięcie z tym małym jebanym kółeczkiem, które powinno być znacznie większe. 
Jej palce zacisnęły się na przywieszce a ja wkładając ręce do kieszeni, wskazałem na jedną z przymierzalni. 
- Wohooo, stary to Ty tak rozumiesz pojęcie "przyjaciele"? - trącił mnie Calum, kiedy Katie się już przebierała, ale wcale mnie to nie rozbawiło. 
- Miałem wybrać dodatki, to wybrałem. 
- I akurat wziąłeś naszyjnik? - brunet naprawdę przekracza granicę, śmiejąc się między słowami. 
- Tak, wziąłem kurwa naszyjnik i nie liczę na nic więcej, niż przyjaźń. Dotarło? - rzuciłem chłodko, na co każdy z moich przyjaciół gwałtownie zpoważniał. 
- Emm... chłopcy? - Katie przesunęła zasłonę na bok i stanęła ubrana w to, co jej wybraliśmy. Jej mina nie wyrażała zachwytu, a raczej coś na wzór... zmieszania. 
Przełknąłem ślinę i zmierzyłem ją wzrokiem.
- Wyglądasz.. - zacząłem, zbierając słowa. 
- Tak... - dopowiedział Michael, też robiąc po tym pauzę. 
- Cholernie... - Ashton oblizał wargę i zanim powiedział coś dalej, przerwał mu Calum.
- Seksownie. 
Dziewczyna zaśmiała się głośno i byłem pewien, że zaraz schowa się z powrotem, abyśmy nie zobaczyli jej stających się z każdą sekundą, coraz czerwieńszych policzków.
- Dobra, biorę to. - mruknęła i zasunęła szary materiał, aby móc się przebrać. 
My nadal staliśmy, zszokowani. Gdybyście tylko zobaczyli, jak czarny idealnie do niej pasował... Jej ciemne włosy tylko podkreślały to wszystko i tak jak zawsze lubiłem, były lekko pofalowane. 
Lubiłeś. Właśnie, lubiłem. 
Jako jedyny się otrząsnąłem i zacząłem lekko szturchać nadal zapatrzonych przed siebie chłopaków. 
- Będę czekał na zewnątrz. - oznajmiłem i ruszyłem w kierunku wyjścia, po drodze napotykając parę zaniepokojonych moją nagłą reakcją pracownic. 
Usiadłam na ławce, będącej dokładnie naprzeciwko i westchnąłem głęboko. Nie, nie mogę ponownie patrzeć na nią w ten sposób. 
Wyciągnąłem telefon i sprawdziłem wszystkie powiadomienia. Pośród ogromu wiadomości z twitter'a, odnalazłem jednego sms'a, od jednego z moich znajomych. 

Od: Jake 
Yo, bracie, impreza dzisiaj u Chantel o 22. Wpadasz? 

Szybko odpisałem, nie zastanawiając się specjalnie nad treścią. To idealny pomysł aby zopomnieć o tym całym gównie. 

Do: Jake
Yup, przywiozę coś odlotowego. ;) 

Odetchnąłem głęboko, ciesząc się z tego, że mam juz zaplanowany wieczór i niecierpliwie czekałem na resztę, która pojawiła się nieco szybciej, niż się spodziewałem. 

                                                         *** 

- Ashton, biorę ze sobą! - zawołałem i nie czekając na odpowiedź, otworzyłem ogromną szafkę z dziesiątkami rodzajów prochów. Cisza za strony mojego przyjaciela trwała zdecydowanie za długo więc odwróciłem głowę w kierunku drzwi, w których - jak się okazało - stał, z założonymi rękoma. 
- James, wiesz przecież dokładnie...
- Nie chcę słuchać tego pieprzenia. Poza tym większość jest dla Jake'a i reszty. - chwyciłem foliowe torebeczki i wepchnąłem je jednym ruchem do kieszeni spodni. 
- Czemu to robisz? - jego głos był spokojny i stonowany i przez chwilę czułem się jak u jednego z tych terapeutów, którzy chcą Ci "pomóc". 
- Ashton... - jęknąłem i w myślach już błagałem o koniec naszej wymiany zdań. 
- Katie? - zapytał, jakby już znał odpowiedź. Nienawidzę tego jego szóstego zmysłu, który zawsze wie, gdzie szukać odpowiedzi. Westchnąłem i skinąłem głową, na co automatycznie przesunął się i wskazał gestem ręki wolne wyjście. 
- Ale... 
- Tylko proszę, zrób tak, abym nie musiał odbierać cię z komisariatu. 
- Dzięki. - uśmiech rozpromienił się na mojej twarzy a nogi same zmusiły mnie do wybiegnięcia z domu. 


Jeden z moich ulubionych rozdzialow. Ostatnio pojawiły sie 2 komentarze, mimo ze dodałam rozdział wcześniej... Musiałam to napisac, ponieważ trochę mnie to zdziwiło. 
No cóż, mowi sie trudno :)) 
Teraz mam trochę gorsza sytuacje i nie bede mogła publikować rozdziałów w najbliższym czasie (3-5 dni). Nic nie moge z tym zrobic, to jest zbyt ważna sprawa, abym mogła sobie spokojnie pisać. Przepraszam. 

Kocham Was, mam nadzieje ze rozdział przypadł Wam do gustu. Przepraszam za błędy i gramatykę... Ugh, za wszystko. 
#Muchlove, Caroline. 

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 34

Jego palce przejechały mój policzek i delikatnie przetarły skórę. Zamknęłam oczy przez przyjemność, którą odczuwałam. Opuszkiem zatoczył krąg na mojej kości policzkowej, wywołując tym samym minimalny uśmiech na mojej twarzy. 
Nie mogłam nacieszyć się tym prostym, a jak wiele znaczącym w tamtym momencie dotykiem. Sam fakt, że stałam zaledwie paręnaście centymetrów od niego, był niesamowity. Chciałabym powiedzieć, jak bardzo tęskniłam, ale tak naprawdę od roku prawie o nim nie myślałam. Nie zrozumcie mnie źle, po prostu wolałam zapomnieć o tym najszybciej jak się da, aby nie męczyć swoich myśli tym, - co jak myślałam do teraz - nie powróci. Układałam w głowie jakieś sensowne zdanie, które mogłabym teraz powiedzieć, jednocześnie przerywając tą niezręczną ciszę, panującą między nami ale 
wszystko przerwały krzyki, dochodzące z dołu. Otworzyłam szeroko oczy i gwałtownie podeszłam do drzwi, delikatnie je uchylając aby dowiedzieć się, co się działo.  
- Jak mogłeś postawić ją przed takim wyborem?! - wrzasnęła rozwścieczona Caroline. Wręcz mogłam wyobrazić sobie, jak wymachuje teraz rękoma. Jej twarz pewnie jest w połowie czerwona a brwi maksymalnie zmarszczone. Kto jak kto, ale ona złościła się w sekundę i można powiedzieć, że wkładała w to całe swoje serce. 
- Chcesz, żeby wszystko powróciło?! Już nie pamiętasz tego, jak Katie zasypiała na całą noc w twoich ramionach, bezsilnie wtulając się w jedną z twoich bluzek?! - Niall odpowiedział jej równie głośno, tym samym sprawiając, że poczułam małe ukłucie w sercu. 
- Wiesz ile teraz będzie się na Ciebie gniewać? Tego chciałeś? Aby straciła do Ciebie zaufanie?! 
- Może mi już nigdy nie wybaczyć, bo wiesz co? Zrobiłem dobrze, chroniąc ją przed James'em! Ten klub też jest podejrzany! - miałam wrażenie, że urządzili sobie konkurs "kto krzyknie głośniej". Mam nadzieję, że nie słychać tego poza domem - przechodni by się zdziwili. Zaciekawiona ich dialogiem, przysłuchiwałam się każdym kolejnym słowom. 
- Ty naprawdę jej nienawidzisz, to jej decyzja, to jej życie. Co niby jest nie tak w tym miejscu? Byliśmy tam, wszystko było okej! 
- Nienawidzę? Kocham ją jak rodzinę! - to chyba najgłośniejsza i najmilsza rzecz, którą wypowiedział Niall. Czułam się jak małe dziecko, podsłuchujące kłótnię rodziców. - Mój kolega zamawiał tam narkotyki, skąd wiesz że James do nich nie wrócił? - moje oczy momentalnie się powiększyły. 
Narkotyki? 
- Nie żartuj, to niemożliwe... - moja przyjaciółka przestała piszczeć a jej głos nieco odbiegł od wrzasku. 
- Dać Ci numer do niego? Chętnie porozmawia, blondynki sa w jego typie. 
- Przestań, nie możesz oceniać tego tak pochopnie... 
- Zakończmy tę rozmowę. Nie chcę wracać do tego co było. Chcę moją uśmiechniętą Katie. - rzucił i po chwili trzasnął drzwiami. 
Oszołomiona, powolnie odwróciłam się w stronę okna, ale tam już nikogo nie było. 
Na parapecie, leżało jedynie małe, białe pudełeczko. Podeszłam i chwyciłam kartonowy prostokąt, otwierając jego wieczko. 
Telefon. 
No tak, przecież jak narazie nie miałam styczności ze światem. 
Poprawka - nie miałaś jak i kiedy mieć z nim styczność. 
Westchnęłam i wcisnęłam przycisk uruchamiający mojego nowego Iphona. Na ekranie pojawiło się klasyczne, czarne jabłko. Nie marnując czasu na uruchomienie się sprzętu, weszłam do łazienki, po drodze zabierając pognieconą piżamę spod poduszki. 
Rzuciłam spodenki i wyciągnięty, stary t-shirt na podłogę i przetarłam zmęczoną twarz, stając przed lustrem. Kiedy wzrokiem napotkałam moje odbicie, nie mogłam uwierzyć jak zmieniła się moja twarz. 
Make-up całkowicie zszedł i rozmazał się po całej twarzy. Moje oczy były lekko opuchnięte i zaczerwienione, a skóra przypominała ziemiankę. 
Westchnęłam i przemyłam wszystko wodą, następnie ściągając brudne ubrania z mojego poobijanego ciała. 
Co jeżeli oni wrócą? Co jeżeli oni nie żartowali? 
Odkręcając zimną wodę pod prysznicem, przerwałam swój myślowy monolog i sięgnęłam po żel o zapachu truskawek. Walczyłam z myślami, prześladującymi mój umysł ale ostatecznie oddałam się kojąco spływającemu strumieniu wody i przetarłam gąbką lekko zabrudzone ramiona.  

* James * 
- Musimy coś zrobić. - stwierdził Calum i otwierając naszą lodówkę, wyciągnął z niej zimne piwo. 
- Calum, cholera, zawsze wiedziałem że twoja błyskotliwość przekracza wszelkie granice. - zaironizował Ashton a ja przytaknąłem, kolejny raz zaciągając się swoim papierosem. Puszczałem małe, szare kółeczka, myśląc nad naszym teoretycznym planem. 
Nie byłem nawet aż tak bardzo zdziwiony tym wszystkim, ponieważ przywykłem do chorych akcji, odkąd poznałem chłopaków. Jedyną, najbardziej irytującą rzeczą był fakt, że to wszystko sprawka Tommi'ego. Wpieprza się po raz kolejny, wcale nie zaproszony i wcale nie sprowokowany. 
- A gdyby zamieszkała tutaj? - Michael przerwał krótką ciszę, jako pierwszy rzucając pomysłem. 
- Odpada. Jest zapatrzona w swoich przyjaciół i pewnie wolałaby zostać z nimi niż z dilerami. - odparłam, lecz on znów wyszedł z propozycją. 
- To może będziemy ją śledzić? 
- I tak będę jeździł za nią w każde możliwe miejsce, do którego się uda. W domu jest bezpieczna, przynajmniej na razie. 
- Poczekajmy na ich ruch. W razie czego, załatwimy to szybko i krótko. - mruknął Ash i rzucił się na kanapę, po chwili uruchamiając telewizor. 
- A co z Tomm'ym? 
- Jak tylko go znajdę. - prychnąłem. - Zabiję jak psa. 

* Katie * 
Ubrana w piżamę, wyszłam z łazienki. Przyznam się, że przed wróceniem do pokoju, zastanawiałam się nad wzięciem czegoś cięższego, na wypadek niechcianej wizyty jakiegoś psychopaty. 
Tak, to oficjalne. Zwariowałam. 
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zastałam wszystko tak, jak było. Skacząc na łóżko, wzięłam do ręki telefon i wpisałam kod, który znajdował się na wierzchu pudełka. 
Tapetą było zwykłe, białe tło, ale bardziej zdziwił mnie fakt, że miałam dwie nie odczytane wiadomości. 

Od: Ashton 
Jutro o 10 będziemy czekać przy kiosku, niedaleko Twojego domu. Nie stresuj się, wszystko będzie dobrze. xx

Od: James 
Dobranoc. x 

Chwila, czemu mam zapisane ich numery? 
Szybko wróciłam do ekranu głównego i weszłam w spis kontaktów, zastając cztery numery: Ash'a, James'a, Michael'a i - nie znanego mi - Caluma. 
Wystukałam nową wiadomość i sprawdziłam resztę podstawowych aplikacji. 

Do: Ashton 
Mogę chociaż wiedzieć, kim jest Calum? 

Odpowiedź przyszła stosunkowo szybko, a po rzucie oka na inne funkcje, stwierdzam że chłopcy nigdzie więcej niczego nie zapisali. 

Od: Ashton 
Poznasz go już wkrótce. Tak na marginesie, uratował Ci życie. :)) 
Do zobaczenia jutro, żółta power-rangerko. ;) 

Mimowolnie się uśmiechnęłam, on naprawdę nie pozwalał się na siebie złościć. 
Tak w sumie, będę musiała podziękować temu całemu Calum'owi. 
Wsunęłam się pod kołdrę i zaczęłam instalować używane przeze mnie portale społecznościowe. Chociaż nowy telefon mógł zająć czymś moje myśli. 
Wiecie, to jest straszne, kiedy wszystko spada na Ciebie w tak zastraszającym tępię. Każde nieszczęście goni kolejne i przytłacza Cię sam fakt, że ani jedna rzecz nie idzie po twojej myśli. Popadasz w błędne koło i nie możesz pozwolić sobie na chwilę oddechu. 
Przerywając swoje filozoficzne myśli, weszłam jeszcze raz w kontakty, czekając aż Twitter zostanie w pełni zainstalowany i wpisałam numer Niall'a i Caroline. Nie zapomniałam też o telefonie mamy i taty. Tak właściwie, to co oni teraz robią? Myślą chociaż czasami o mnie? O tym, co mogłoby się dziać u mnie w domu? 
Tak, na pewno. Zastanawiają się, czy ich córka została dzisiaj porwana, czy też może zaatakowana podczas drogi do sklepu.  
Zatwierdziłam też 3, dosyć potrzebne mi od niedawna numery - policja, straż pożarna i pogotowie. 
Myślicie, że ustawienie ich na szybkim wybieraniu będzie dobrym pomysłem? 
Bałam się swoich myśli. Bałam się mojego życia. Bałam się powoli każdej sekundy z dzisiejszych wspomnień. 
Zamknęłam oczy, chcąc odpędzić natrętne obrazy dzisiejszych wydarzeń ale nic nie działało. 
Najpierw gesty tego obrzydliwego typa, potem słowa James'a, następnie jeszcze wcześniejsze wspomnienia z rozmowy z Ashton'em. Starałam się zachować spokój i racjonalne myślenie, ale za każdym razem kiedy zasypiałam, po chwili budziłam się wystraszona i roztrzęsiona. 
Wstałam, dotykając bosymi stopami zimnych paneli. Podeszłam do drzwi, delikatnie naciskając klamkę. Było cicho, dlatego uważnie stawiając kolejne kroki, przeszłam przez schody i znalazłam się w salonie. Caroline musiała już spać, ponieważ światło w jej pokoju jest już wyłączone, a płyta jej ulubionego zespołu leży, wyciągnięta z wieży. 
Przeszłam po miękkim, puchowym dywanie i zatrzymałam się przed pokojem Niall'a. 
Mała lampka dawała lekkie światło a ciche basy wydobywały się z jego ukochanych głośników. Zamiast rock'u pogrywała jedna z ballad, może delikatnie wzmocniona gitarami. Zastanowiłam się przez chwilę, po czym cicho zapukałam w drewno. 
- Niall? - wyszeptałam, na co chłopak leżący na łóżku, skierował wzrok w moją stronę. - Nie-nie mogę spać. 
Westchnął i odsunął kawałek kołdry, wskazując miejsce obok siebie. W mojej ręce brakowało jedynie zwisającego bezwładnie misia, abym wyglądała na zagubione, przerażone dziecko.Bez słów położyłam się obok niego i obtuliłam jego sylwetkę rękoma. Wszystko co dzisiaj powiedział było prawdą i wcale nie chciałam wracac do tego, co było kiedyś. Nie chciałam wchodzić w to bagno, ale problem tkwił w tym, że ja juz w nim tkwię. "Gramy w tej samej dużynie" to czas teraźniejszy, a przecież nikt nie zmieni prawd zapisanych w podręczniku do polskiego. 
 Czy w akcie urodzenia nie powinni pisać czegoś o tym, jak trudne może być twoje życie? 

                                                       *** 

Obudziłam się wtulona w ramię mojego przyjaciela. Nie mówiąc nic, cicho wstałam i wyszłam z pokoju tak, aby go nie obudzić. 
Nie pogodziliśmy się, nawet nie odezwaliśmy się do siebie zwykłym "dobranoc", ale jeżeli mam być szczera, jego uścisk w zupełności mi wystarczał. 
Ziewnęłam i udałam się do kuchni, sprawdzając która jest godzina. Była 8:25 a z radia, które zapewne wcześniej włączyła Caroline, leciała akurat moja ulubiona piosenka. 

" Sing, ooooooooooooh, sing! ooooh, louder! " - pośpiewywałam i w między czasie nalewałam soku pomarańczowego do jednej ze szklanek, która nie leżała aktualnie w zmywarce. Dobrze pamiętam, że wypiłam ostatni karton wczoraj, dlatego zdziwiłam się kiedy zobaczyłam dwie, nowe butelki. 
Niall. 
Uśmiechnęłam się pod nosem i wyciągnęłam czekoladowe ciasteczka z napoczętego pudełka. Mam jeszcze około godziny do spotkania z chłopakami, ale czas zacząć się chyba z grubsza ogarniać. Otrzepałam palce z okruchów i poszłam do pokoju, w myślach już skanując każdą półkę mojej szafy. 
Normalnie zapytałabym Niall'a o to, jaka ma być dzisiaj pogoda ale teraz, byłam raczej zdana na siebie. Odłączyłam telefon od ładowarki i szybko sprawdziłam, że mimo zachmurzenia, nie ma mowy o deszczu. 
Otworzyłam szafę i zaczęłam analizować w czym mogłabym wyjść, a co nie będzie wyglądało na tak bardzo przemyślane. 
Tak, znam ten problem. 

15 minut później stałam przed lustrem, przyglądając się mojej stylizjacji. W zasadzie nie wiem, dlaczego tak mnie obchodziło, czy wyglądam dobrze, bardzo dobrze, czy też beznadziejnie ale umówmy się, że wy również. 
Czarny crop-top, który odsłaniał jedynie odrobinę brzucha, został nakryty rozpinanym sweterkiem w tym samym kolorze. Jasne jeansy kontrastowały z "mroczną" górą, a czarne, wysokie buty współgrały z rzemykami, zdobiącymi moje nadgarstki. Założyłam je w zasadzie po to, aby ludzie - a tym bardziej chłopcy - nie dostrzegli moich ran. 
Nieco ostry ubiór został przełamany delikatnym make-up'em i jasną szminką. 
Zatwierdziłam wszystko kiwnięciem głowy i bez słowa wyszłam z domu. Dopilnowałam, aby dzwonek mojego telefonu był wystarczająco głośny w przypadku, gdyby Niall znowu się niepokoił i spokojnym krokiem udałam się do umówionego miejsca. 

                                                            *** 

Myślałam, że zemdleję na widok czterech, wysokich chłopaków ( a raczej mężczyzn ) stojących obok kiosku, w którym zazwyczaj kupuję poranną gazetę. 
Tak a propo zerwałam z paleniem, więc od roku nie kupuję tutaj również papierosów. 
Moje oczy skanowały ich ubiór i normalna osoba, mogłaby pomyśleć że zaraz wyciągną pistolety i zabiją każdą osobę w zasięgu ich wzroku. 
Oh, Katie. Jednak jesteś normalna. 
Czarne, skórzane kurtki i ciemne spodnie stanowiły podstawę u każdego. Ashton miał dodatkowo - chyba nie muszę wspominać o kolorze - bandanę i okrągłe okulary. 
Na nosach James'a i Michaela dostrzegłam czarne ray-ban'y, a wzrok do ich nadgarstków skutecznie przyciągały srebrne, dosyć duże zegarki. 
Czwarty, nieznany mi chłopak jako jedyny miał odsłonięte oczy, lecz jego ciemne źrenice w zasadzie same stanowiły szkiełka brakujących okularów. 
Dobry Boże, wyglądali jak zabójcy. 
- Um... hej. - powiedziałam oszołomiona, podchodząc bliżej. Maksymalnie się wyprostowałam, czując się dzięki temu pewniej i wysiliłam się na minimalny uśmiech. 
- Cześć. - mruknęli jednocześnie. "Nieznany" wyciągnął rękę i przedstawił się, tym samym ukazując swój dosyć miły, łagodny głos. - Calum. 
- Katie. - ścisnęłam jego palce i od razu przypomniałam sobie, że to właśnie on mnie uratował. - Dziękuję, naprawdę nie wiem co by było... 
- Bla bla bla, nie ma za co. - roześmiał się, jednocześnie mi przerywając. 
- Dobra, każdy się już zna, więc możemy jechać. - oznajmił Ashton a ja zmarszczyłam znacząco brwi. 
- Jechać, dokąd? 
- Zobaczysz. 
- Ash... - jęknęłam, ale on tylko się zaśmiał, po raz kolejny zabijając mnie swoimi dołeczkami. 
- Chodź, chodź. Bez zbędnego gadania. - nacisnął przycisk na kluczach, otwierając samochód i ruchem głowy wskazał, abym poszła za nimi. 
W drodze, spoglądnęłam na chwilę na James'a, lecz on tępo wpatrywał się przez siebie. Coś było nie tak, ale w sumie... to jak mamy się do siebie odnosić? "Um... część. Um... pa?" 
- Katie, wsiadasz? - zapytał Ashton, machając mi palcami przed twarzą. 
- Tak, tak. - mruknęłam i wsiadłam, dostając miejsce między Calum'em a Michael'em. Mimo, że byłam na środku, siedzenia były szerokie więc nie musieliśmy się jakoś specjalnie ściskać, jak w normalnych autach osobowych. 
Samochód ruszył, a w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie: Dokąd jedziemy? 


Tak, tak, kocham Was tak bardzo że dzisiaj rozdział o dzień wcześniej XD A co mi tam, po takich komentarzach to się zmusiłam i pisałam do północy. :D 
Oczywiście głównym powodem było to, że... BLOG MA JUŻ 5000 WEJŚĆ! :) ndrbgwbsjgnkwsnishivhsne - to jedyne co mogę powiedzieć. 
Komentarzy jest coraz więcej więc wnioskuję, że druga cześć podoba się Wam bardziej... oh, dobra. Mi też XD Hahaha, czekam na Wasze wpisy, może macie jakiś pomysł na to, gdzie pojedzie Katie? :) 
#Muchlove , Caroline 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 33

* Katie * 
- Wiesz, właściwie mogę opowiedzieć Ci trochę o Twoich znajomych... najwyraźniej słabo się zapoznaliście. - usłyszałam głos mężczyzny i mimo, że udawałam niezainteresowaną, starałam się usłyszeć każde najmniejsze słowo. - Pewnie nie wiesz o tym, czym się zajmują... to takie smutne, że zatajacie przed sobą najistotniejsze rzeczy. - udał wzruszonego i usiadł na jednym z kartonów. - Mój szef znalazł dobry sposób, aby ich sprowokować, nie zaprzeczę. Bardzo dobrze zna i Ciebie i resztę tych gówniarzy. - zaśmiał się pod nosem a wszystkie słowa, które chciałabym wypowiedzieć musiały pozostać we mnie, przez przyklejoną do moich ust, szarą taśmę. 
- Nadal się nie zjawili, ale już pewnie coś planują. Te ich marne sztuczki... I tak zapłacicie za swoje. - syknął, po czym podszedł do mnie i przykucnął. 
Spojrzałam w jego oczy z czystą nienawiścią, po czym poczułam jak zaczyna gładzić palcami moje ramię. - Chłopak ma dobry gust. - szepnął i złożył ciepły pocałunek na moim policzku. Jęknęłam, ale nie mogłam zrobić nic więcej. Moje ręce i tak były poharatane przez szorstkie liny a wargi praktycznie scalone. 
Wilgotne krople zgromadziły się w kącikach moich oczu. Jego usta ponowiły czynność, ale kątem oka dostrzegłam jak sięgnął do tyłu po szmatkę. Wiedziałam co to oznacza, dlatego zaczęłam wykręcać się na wszystkie możliwe strony, raniący tym samym swoje nadgarstki. 
Chwilę po tym zemdlałam. Dokładnie tak, jak zaplanował. 

Ponownie obudziłam się w nieznanym mi miejscu, o nieznanej godzinie i (niespodzianka) z nieznanej mi przyczyny.
Muszę definitywnie z tym skończyć, bo niedługo nie będę wiedziała w jakim mieście się znajduję.  
Zamrugałam powiekami i rozglądnęłam się wokół przytulnego, ciepłego salonu. Zdziwiłam się, kiedy u mojego boku nie było mojego porywacza. Skąd miałam jednak pewność, że nie czeka za drzwiami? Może to tylko pozory; jedna z jego gier, aby uśpić moją czujność? 
Nie mogłam być nierozważna, dlatego najciszej jak potrafiłam zsunęłam koc z nóg i usiadłam na sofie. 
Było tu potwornie cicho, jednak pomieszczenie wyglądało na stale zamieszkiwane. 
Telewizor był wyłączony, radio, stojące obok komody z książkami czy przypadkowo leżącymi kartkami również. Zmarszczyłam brwi i rzuciłam okiem na pomalowane ściany. 
Gdzie ja do cholery jestem? 
Przejechałam dłonią po półce, na której znajdowały się pudełka z grami i przeszłam dalej, napotykając na swojej drodze dosyć wysoki regał. 
Na czarnych półkach poustawiane były segregatory. Jeden ściśle przylegał do drugiego, aby jakimś cudem, obok włożono jeszcze trzeci. 
Każdy był opisany jedną literą lub zbiorem nieznanych mi cyfr. Wyciągnęłam rękę ku jednemu, ale szybko ją cofnęłam w obawie, że narobię tym samym hałasu. 
Przystanęłam na chwilę i dopiero teraz zorientowałam się, że wszystkie liny czy taśmy zniknęły z moich rąk czy ust. Uwolnili mnie? Nie, to niemożliwe. 
Wróciłam na kanapę i delikatnie na niej usiadłam. To nie miało sensu; po co mieliby mnie rozwiązywać i przenosić do normalnego, przytulnego salonu? 
Nikt mnie nawet nie pilnuje, a po rzucie oka na sufit, nie zauważyłam na nim żadnych kamer. Cicho westchnęłam i jeszcze raz uważnie zeskanowałam przedmioty, będące w moim pobliżu. Moją uwagę przykuł prawie domknięty laptop i przypadkowo rozrzucone, pojedyncze kartki. 
Nie wolno szperać w cudzych rzeczach. 
Och, doprawdy? Nie można również porywać niewinnych ludzi. 
Podczas gdy moje sumienie kłóciło się, czy mam je przeglądnąć, czy też nie, wyciągnęłam dłoń i najdelikatniej jak potrafiłam, zebrałam papier w całość. 
Każda z osobna była mocno pokreślona i szczelnie zapisana, więc rozpoczęłam czytanie tajemniczych zapisków. 


" Chciałbym obudzić się z amnezją i zapomnieć o tych wszystkich małych rzeczach jak sposób w jaki czułem się, zasypiając przy Tobie. I jeżeli obudziłbym się obok Ciebie, jakby to wszystko było tylko zakręconym snem, przytrzymałbym Cię bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej. I nigdy byś się nie wyślizgnęła. [...]" *

" Ona śpi sama, moje serce chce wrócić do domu, chciałbym, chciałbym być obok Ciebie. 
Ona leży obudzona, próbuję znaleźć słowa aby powiedzieć: chciałbym, chciałbym być obok Ciebie. [...] " **

" Ooh, tęsknię za Tobą. Ooh, potrzebuję Cię. Kocham Cię bardziej, niż wcześniej i jeżeli dzisiaj nie zobaczę Twojej twarzy - nic się nie zmieni, nikt nie zajmie Twojego miejsca. To jest cięższe z każdym dniem. [...] 
Dobra, próbowałem żyć bez Ciebie i łzy spływały z moich oczu. Jestem samotny i czuję się pusty. Boże jestem rozdarty od środka. Spoglądam na gwiazdy z nadzieją, że robisz to samo. Czuję się jakoś bliżej i mogę usłyszeć, jak mówisz - oooh, tęsknię za Tobą, ooh, potrzebuję Cię [...]  " *** 

Moje oczy się zaszkliły na przeczytane przeze mnie słowa a ręką musiałam zasłonić lekko uchylone z podziwu usta. 
Obróciłam głowę a w drzwiach zobaczyłam dobrze znaną mi, postawną sylwetkę. 
Zmierzyłam go szeroko otwartymi oczami i przez chwilę nie mogłam poprawnie złapać oddechu. 
- James? - powiedziałam tak cicho, że było to ledwo słyszalne, ale w jego błękitnych oczach już mogłam znaleźć odpowiedź. 
Nie wierzę, nie wierzę że on stoi może 5 metrów ode mnie, w swoich starych, lekko podartych jeansach, z tym samym kolczykiem w wardze. 
- To... - wskazałam na kartki, walcząc ze łzami samoistnie cisnącymi mi się do oczu. 
- Tak, to moje. - jego głos był nieco poważniejszy, lecz nadal mogłam usłyszeć w nim lekką chrypkę. 
- To nie... to nie jest o mnie, prawda? - ledwo co zebrałam siły aby powiedzieć to na tyle głośno, aby mógł usłyszeć każde słowo. Spuścił głowę i nieznacznie skinął, na co jedna, ciepła kropelka spłynęła po moim policzku. 
Przez zaszkolne oczy, czytałam w kółko wersy tekstów i nie mogłam wybaczyć sobie, że właśnie przeze mnie tak cierpiał. 
Prawie o nim zapomniałam, chciałam żyć inaczej. Myślałam, że jako silny, bezuczuciowy chłopak poradzi sobie z "jakimś tam" letnim romansem. 
Wstałam i podeszłam do Jamesa, juz cała rozpłakana. Zarzuciłam ręce na jego szyję, następnie mocno wtulając się w typowy dla niego t-shirt. 
- Prze...przepraszam. - wyszlochałam, zacieśniając uścisk. Poczułam jak pocieszająco gładzi moje plecy, wzdłuż kręgosłupa i szepcze, abym się uspokoiła. 
Moje ciało było jednak całe roztrzęsione, a zapach tych samych perfum, których używał 2 lata temu sprawił, że wszystkie wspomnienia do mnie powróciły. Każdy dotyk, każdy powód do śmiechu, każda przygoda, każde zdjęcie, każde słowo... a szczególnie te dwa, najprostsze, które usłyszałam w najmniej spodziewanym momencie : "Kocham Cię". 
- Jesteś już bezpieczna. Spokojnie.
Nie liczyła się dla mnie reszta, po prostu chciałam zostać w jego uścisku i zapłacić za jego ból. 
"Gdzie ona do cholery jest?!" - usłyszałam doskonale znany mi głos, dobiegający zza drzwi. Mimo, że wiedziałam kto tutaj idzie, nie przerywałam naszego uścisku. Pragnęłam tego przez dwa lata i tuszowałam to, poprzez dziecinne wmawianie, że "wszystko jest w porządku". 
- Nie odbierasz ode mnie telefonów, dziewczyno, czy ty wiesz, która jest... - Niall przerwał i popatrzył zdezorientowanie na moje małe palce, zaplecione na karku James'a.
- Katie, co to kurwa ma znaczyć?! - wrzasnął, sprawiając że Ashton pojawił się w drzwiach, praktycznie gotowy do ataku. 
- Niall... To nie tak, to nie tak jak myślisz. - zaczęłam, odrywając się nieco od chłopaka i spojrzałam na przyjaciela. Jego klatka piersiowa niespokojnie unosiła się i opadała, a oczy przepełnione były gniewem. 
- Szukałem Cię 3 godziny po okolicy, bo nawet nie raczyłaś powiedzieć, gdzie się wybierasz. Nie odebrałaś ani jednego z moich 50-ciu telefonów, a ja zastaję Cię z nim, spokojnie obściskujących się w jakimś klubie?! 
- Przepraszam. - mówię cicho i spuszczam głowę jak bezbronne dziecko. James odwrócił się i spojrzał na Nialla, lecz ten wydawał się kompletnie niezadowolony z jego obecności. 
- Albo idziesz teraz ze mną, albo od jutra nie mieszkamy pod tym samym adresem. - rzuca chłodno, wbijając nóż w moje serce. Jest niewzruszony. On - opiekuńczy, stający na głowie abyś miała wszystko u boku, wspierający i tolerancyjny. Stałam przez parę sekund, wpatrując się w mojego przyjaciela, a nawet bardziej w jego zimne, jakby skamieniałe oczy. 
- Wydaję mi się, że to nie ty... - zaczął Ashton, ale Niall szybko i skutecznie postawił kropkę w połowie jego zdania. 
- Katie, chyba słyszałaś. Chodź do samochodu, nie każ mi wyrzucać Cię z domu. 
- Nie zrobiłbyś tego. - rzucam pod wpływem narastających we mnie emocji i spoglądam na niego nieco ostrzej. - Nie. To jakiś chory sen, to wszystko było tylko pieprzonym koszmarem... - mamroczę, ale mimo że staram się wybudzić z rzekomego "snu", oni nadal tutaj stoją. 
- Czekam. 
- Dobra. - burknęłam i podeszłam do niego, podając mu swoją dłoń. Mocno ją uścisnął i kiedy się obróciliśmy, kątem oka mogłam dostrzec posłany przez niego, drobny uśmieszek w kierunku Jamesa. 
- Katie... - szept Ashtona dociera do moich uszu, kiedy przechodzimy przez drzwi, ale nie mogę z tym nic zrobić. Niall wygrał. 

                                                                  *** 

Przez cała drogę nie odzywałam się do Niall'a  a ciszę między nami, wypełniła - nie ściszona przeze mnie - rock'owa muzyka. Nie mogę uwierzyć, że zmusił mnie do wyjścia z tego klubu. 
Okej, ma prawo czuć się zdenerwowanym i wściekłym za brak odbierania telefonu, ale jak mam mu powiedzieć, że ja go nawet nie mam? Nie mam nawet dokumentów. 
Wszystko przepadło przez to chore porawanie. Nie pamiętam z niego za wiele, ale siniaki na moich nogach czy rękach skutecznie przypominają mi o 3 najgorszych godzinach mojego życia. 
Wchodzę do domu i z całej siły trzaskam drzwiami wejściowymi, wprawiając w ruch figurki stojące na półkach obok i klucze mojego współlokatora, spoczywające na swoim tradycyjnym miejscu. 
Przechodząc do schodów, mogę zobaczyć przestraszoną i zdezorientowaną Caroline, lecz stwierdzam, że oszczędzę sobie słów.
Kolejny raz po domu rozlega się trzask, a ja zaczynając płakać, rzucam się na łóżko. 
'Dlaczego?" tylko to jedno, krótkie pytanie pojawia się w mojej głowie. 
Dlaczego to ja zostałam porwana, dlaczego to ja musiałam spotkać Ashtona, dlaczego ja znowu zobaczyłam James'a, dlaczego Niall mi to robi? Kurwa, dlaczego to wszystko się dzieje? Chcę swoje normalne życie, chcę znowu przenieść się miesiąc wstecz! 
Popadając w lekką histerię, wstaję i zrzucam pierwsze lepsze rzeczy z mojego biurka na podłogę, robiąc tym niezły hałas. Z moich ust wydobywa się zawiedziony i pełen rozpaczy jęk, a wszystko dookoła aktualnie idealne nadaje się do zniszczenia. 
Nagle, po pokoju rozlega się ciche pukanie w szybę a moje oczy automatycznie wędrują w kierunku okna. Moje serce zaczyna bić dwa razy szybciej, kiedy nie mogę dostrzec jakiś znaków szczególnych tej osoby a w myślach pojawiają się najgorsze scenariusze, przewidującą nic innego, jak napad. 
Niepewnie podchodzę w kierunku ramy i chwytając za klamkę, delikatnie uchylam okno. 
- Kto... kto tam? - wyduszam z siebie, powoli tracąc panowanie nad moimi dłońmi. 
- To ja. - lekko rozśmieszony głos odpowiada, a ja z ulgą otwieram okno szerzej, znacznie od niego odchodząc. 
- Nie powinieneś tu przychodzić. - szepczę, widząc jak chłopak z blond grzywką, postawioną do góry, przekłada nogi przez parapet. 
- A jednak przyszedłem. 
- Proszę Cię, nie wracajmy do przeszłości. Nie chcę mieć nic wspólnego z tymi facetami, oni... - mój głos się łamie a łzy znowu wypływają z moich oczu. - Oni byli straszni, grozili, mówili że Was zabiją... 
- Podejdź tutaj. - mówi, a ja cała roztrzęsiona, wykonuję kilka kroków w jego kierunku. Jego ton jest spokojny a on sam wydaje się być bardzo opanowanym. 
- Nie jestem tym samym James'em, co kiedyś. Ci psychopaci już nigdy więcej Cię nie złapią, uwierz mi.  
- Ale... oni chcą Was zabić! James, czego oni od Was chcą?! - podniosłam głos, piszcząc zamiast normalnie krzyczeć. 
- Nie martw się o to. Nic nam się nie stanie, a wszystko wróci do normy. 
- Nie wróci... - szepnęłam, bardziej do siebie, niz do niego. 
- Gramy w tej samej drużynie. Zapomnij o tym tak szybko jak to możliwe i... - zrobił pauzę, aby sięgnąć swoją dłonią do mojej twarzy. - Nie płacz. Księżniczki nie płaczą. - przetarł kciukiem rozmazaną maskarę, wolno spływającą po moim policzku. 


* "Amnesia" - 5 Seconds of Summer
** "Beside You" - 5SOS (również) 
*** "Stay" - Miley Cyrus. Przecudowna piosenka, polecam przesłuchać, nawet jeżeli nie lubi się charakteru Miles ;) (tak jak ja xd) 



Yaaay, kolejny rozdział po kolejnych cudownych komentarzach :)) Dziękuję Wam za wsparcie :) 
Rok szkolny niedługo się rozpocznie dlatego zamawiajcie brakujące książki, polujcie na jakieś tanie a fajne zeszyty, czy długopisy :D Haha, wiecie że będzie teraz znacznie więcej pracy, dlatego nie wiem, czy po 1.09 rozdziały będą pojawiały się punktualnie. 
Wiem, wiem to jest zaleta tego bloga i na pewno to lubicie, ale nie martwcie się - postaram się zrobić tak, aby wszystko pozostało w normie ;) Liczę na komentarze, mam nadzieję że fani Jatie są uszczęśliwieni... ;) 
#Muchlove , Caroline 








niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 32

Otworzyłam oczy i mocno zaciągnęłam się zimnym powietrzem. Mimo, że nie byłam na dworze, temperatura była tutaj bardzo podobna. 
Co do cholery się stało? 
Poczułam silne pulsowanie w głowie i kiedy chciałam potrzeć skronie, zorientowałam się, że moje ręce są związane. Nie, nie, nie. To nie dzieje się naprawdę!
- Pomocy! Ktokolwiek, błagam! - krzyknęłam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy. Mój głos odbijał się jednak od wszelkich starych, zakurzonych przedmiotów i wracał do mnie bez odpowiedzi. Co się stało? Przecież mogłabym przysiąc, że sekundę temu stałam przy pasach. Poukładanie tej absurdalnej sytuacji - a raczej próba zrobienia tego - została przerwana przez dosyć spory hałas, otwieranych drzwi. 
Coś w rodzaju popiołu wzniosło się w powietrze a ja gwałtownie odkaszlnęłam i zmrużyłam oczy. Dostrzec mogłam jedynie cień wysokiej, mocno umięśnionej sylwetki. 
- Kim jesteś? Co ja tu robię? - zapytałam, ale mężczyzna jedynie zaśmiał się i zrobił parę głośnych kroków w moją stronę. - Wypuść mnie, nic Ci nie zrobiłam! - krzyknęłam jak małe, bezbronne dziecko. 
- Kochanie, zrobiłaś znacznie więcej, niż mogłoby Ci się wydawać. - mruknął a ciarki pojawiły się na całym moim ciele. Naprawdę nie wiem, o co chodzi temu psycholowi ale jeżeli chciał mnie przestraszyć to zdecydowanie mu to wyszło. 
- C-co? Ja naprawdę... - mój głos się łamał a jego twarz lekko przybliżyła się do mojej. Nie było tutaj najlepszego oświetlenia ale mogłam zobaczyć jego mroczny uśmiech i rozbawione, błyszczące oczy. 
- Shh. Nie martw się, najprawdopodobniej wyjdziesz z tego cało. 
- Najprawdopodobniej? Co Ty sobie do cholery... - podniosłam głos ale zostałam skutecznie uciszona przez nagle wymierzony cios w mój policzek. Walczyłam ze łzami. Byłam przerażona i obolała. Sznur, którym związane były moje ręce ocierał się o moje nadgarstki z każdym najmniejszym ruchem a twarda podłoga, na której musiałam już dosyć długo siedzieć wcale nie poprawiała mojego samopoczucia. 
- Posłuchaj mała suko. Masz być cicho albo zmienię zdanie i zabiję Cię tak, jak mam zamiar zabić ich. - syknął, mierząc we mnie palcem. Skinęłam wolno głową i zamilkłam, jedynie wpatrując się w mojego porywacza. Byłam całkowicie sparaliżowana a wszystko pogorszyło słowo " zabiję ". Ich? To znaczy kogo? Moją rodzinę? Przyjaciół? Pytanie cisnęło mi się na usta ale zapamiętałam krótki regulamin, przedstawiony przez tego gnojka. 
Usiadł na krześle i również nie odezwał się do mnie nawet jednym słowem. 

                                                        *** 

Byłam strasznie zmęczona i przez to, że nie mogłam za bardzo się ruszać, wszystkie moje mięśnie stały się obolałe. 
Siedziałam związana, przestraszona i poobijana na tej podłodze już dobrą godzinę. Starałam się ukryć to, jak roztrzęsiona byłam, ale moje dłonie niekiedy niekontrolowanie drżały i zdradzały to, co działo się we mnie w środku. 
Po co mu ja - Katie Jones, nie mając żadnych bogactw w kieszeni czy chociażby znajomości z takimi osobami. 
- Czy... czy mogę się o coś zapytać? - powiedziałam cicho, właściwie szeptem, bojąc się że znowu zachowa się agresywnie w stosunku do mnie. 
- No co znowu? - syknął ale dał mi głos więc nie czekając dłużej, zapytałam. 
- Kogo miałeś na myśli, mówiąc "jak mam zamiar zabić ich"? 
- Oj malutka, bezbronna ptaszyno... tak się składa, że wszystko możesz zawdzięczać swoim czterem znajomym. - podszedł i pogładził mnie po policzku. Cofnęłam twarz, obrzydzona jego dotykiem i spojrzałam na niego z nienawiścią. 
- Nie mam czterech znajomych, więc musiałeś mnie z kimś pomylić. - rzuciłam ostrzej, niż miałam zamiar. 
- Myślisz, że jesteś dobrą aktorką, a tutaj nigdzie nie ma kamery. Jest jedynie jedna, mała pluskwa w barze, która bardzo szybko i skutecznie umożliwiła mi znalezienie Ciebie. Katie, nie mylę się? - moje serce zamarło na dźwięk wypowiadanego przez niego imienia. Wszystko zaczęło tworzyć jedną całość ale to niemożliwe, że przez Ashtona i Michael'a miałam takie kłopoty. 
- Czego od niech chcesz? 
- Myślę, że za dużo tej twojej gadaniny. - stwierdził i sięgnął po coś, co leżało na półce obok. Usłyszałam odrywany kawałek taśmy i chwilę po tym mogłam poczuć klej na moich ustach. Jestem skończona. Totalnie, beznadziejnie skończona. 

* James * 
- Gdzie ona do cholery jest? - zacząłem chodzić w kółko, mocno szarpiąc za końcówki moich włosów. 
- James, skąd mam to wiedzieć? - syknał Ashton i zaczął przecierać kieliszki. 
- Już dawno powinna tu być! - krzyknąłem, nie wiedząc co mnie opętało. - Dzwoniłeś do niej? Na pewno miała się tutaj pojawić? 
- Dzwoniłem chyba z dziesięć razy, ale ani razu nie odpowiedziała. Nie wiem co się dzieje, ale nie dramatyzuj. Pewnie zaraz się tutaj zjawi. 
- Żartujesz sobie? To ponad godzinne spóźnienie! Ludzie zjawiają się po 10, 15 minutach obsuwy! 
- Stary, naprawdę musisz się uspokoić. - poczułem dłoń Caluma na ramieniu i głośno westchnąłem. 
- Chcę ją zobaczyć. Czuję, że coś jest nie tak. 
- Wyluzuj. Może miała jakąś nagłą sprawę i potem do nas przedzwoni? Myśl racjonalnie, nic jej nie jest. 
- Wiecie co... nie był bym tego taki pewny. - usłyszałem głos Michael'a. Skierowałem wzrok w jego kierunku i dosłownie zamarłem, kiedy zobaczyłem małą, czarną pluskwę. 
- Kurwa mać. - mruknąłem pod nosem i załamany, schowałem twarz w dłoniach. 
- Czekajcie, to musi być jakiś chory przypadek. - Ashton starał się zachować spokój ale ewidentnie mu to nie wychodziło. 
- Z kim ostatnio mieliśmy konflikt? - zapytał Calum a ja starałem przypomnieć sobie naszych klientów. 
- Dawaliśmy prochy na czas a ludzie systematycznie płacili, to niemożliwe. - Ash odpowiedział za mnie, lecz Mikey miał inne zdanie. 
- Chłopaki, nie chcę być tym jedynym pesymistą, ale... 
- Ale co?! - syknął Calum, wyraźnie podirytowany. 
- Tommy. 
- Nie, kurwa, to jakiś popieprzony koszmar! - wrzasnąłem i uderzyłem z całej siły dłonią w blat. 
- James... - zaczął brunet, ale moje myśli się teraz do tego nie nadawały. 
- Idziemy. Musze znaleźć tego sukinsyna. - wstałem i poszedłem na zaplecze. 
Głośno otworzyłem szafkę z bronią i wyciągnąłem cztery sztuki pistoletów. 
Reszta pojawiła się w drzwiach i po ich minach wiedziałem, że nie byli zadowoleni z mojego pomysłu. Rzuciłem im jednak bronie i skinąłem głową w kierunku wyjścia. 

                                                        *** 

- James, to nie jest dobry pomysł. 
- Zamknij się i wchodź do auta albo sam tam pojadę. - syknąłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi do czarnego audi. 
Przekręcając kluczyk w stacyjce, starałem się maksymalnie uspokoić. Nie mogłem uwierzyć w to, że ten psychopata ponownie miesza się w nie swój interes a dokładniej rzecz biorąc - moje życie. 
Teraz miałem ze sobą - chętnych do pracy, czy też nie - chłopaków i czuję się znacznie pewniej po tym, przez co przeszedłem. 
Wskazałam Calumowi, który siedział z przodu jeden ze schowków. Chłopak otworzył go i wiedząc o co mi chodzi, wywrócił oczami. 
- Masz zamiar prawić mi kazania, czy podać to, o co proszę? - rzuciłem sucho i przyspieszyłem, aby nie zatrzymywać się na czerwonym świetle. Wydaje mi się, że wiem gdzie mógłby przetrzymywać Katie. 
- Dzięki. - złapałem paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego. Chwyciłem też zapalniczkę, zawsze błąkającą się gdzieś obok skrzyni biegów i po zapaleniu skręta, mocno zaciągnąłem się dymem. 
Wyjrzałem przez okno i skręciłem w jedną z mniejszych uliczek. W myślach modliłem się, aby znaleźć ją - całą i zdrową - na czas. 
Założyłem jedne z moich czarnych ray-ban'ów i wyszedłem, chowając broń za paskiem moich spodni. Rzuciłem pół-wypalonego papierosa na ziemię i przygniotłem go białą podeszwą moich zwykłych trampek. 
Ashton, Michael i Calum również wyszli i niechętnie poszli za mną w kierunku jednej z kamienic. Mieszkał tutaj wspólnik Tommie'go, który niekiedy zamawiał towar u Ashtona. 
Kopnąłem drzwi, otwierając je na oścież i rozejrzałem się po wąskim, zaniedbanym korytarzu. Ten budynek był już naprawdę stary i zapewne by się nie obraził, gdyby ktoś go chociaż trochę wyremontował. 
Wszystkie drzwi były zamknięte, a pomieszczenie wypełniały jedynie odgłosy telewizorów czy piosenek, puszczanych zza drzwi. 
- Katie? - krzyknął Ash, ale nie otrzymał odpowiedzi. Przełknąłem głośno ślinę i wskazałem na schody, prowadzące na dół, - jak się domyślam - do piwnicy. 
- Chodźcie. - zrobiłem pierwsze kroki i zszedłem po małych, niesamowicie wąskich schodkach. 
- No nieźle. - stwierdził Calum, kiedy ogarnęła nas całkowita ciemność. Zero światła, zero głosów. Nic. 
Wróciliśmy na górę, klnąc pod nosem a ja wytężając swój umysł, przeanalizowałem wszystkie możliwe miejsca, w których mogła znajdować się dziewczyna. 
Problem tkwił w tym, że nie utrzymywałem kontaktu z Tommy'm od naszego ostatniego, dosyć niemiłego incydentu mającego miejsce dokładnie dwa lata temu. Nie wiedziałem nawet, że jest w tym mieście albo ma tutaj swoich wysłanników. 
Usiadłem w fotelu mojego auta i zaczekałem na przyjaciół. Moje zdenerwowanie narastało, a niepewność i bezradność dostawała się do mojego umysłu. Co jeżeli coś jej się stało? Co jeżeli znajdę ją za późno i już nigdy nie zasnę w spokoju? 
- Znajdziemy ją. - stwierdził Ash z tylnego siedzenia, a ja pokiwałem głową w niedowierzaniu. 
- To proszę, powiedz mi gdzie mam do cholery jechać i ją "znaleźć". - wyrzuciłem z siebie nieco głośniej niż chciałem i westchnąłem, kiedy oczywiście nikt nie miał żadnego pomysłu. 
- Mamy numer jej telefonu? - zapytał Michael, bardziej upewniając się, niż zadając pytanie. 
- Tak. I co w związku z tym? - mój głos nadal był ostry ale nie dbałem o to. Jestem wściekły a oni wcale nie pomagają mi w panowaniu nad tymi wszystkimi emocjami. 
- Jeżeli ten typ nie wyłączył jej komórki, namierzymy ich. - stwierdził i uruchomił jednego z tabletów, który przeważnie zostaje tutaj - z tyłu samochodu.  
Mój oddech przyspieszył, kiedy chłopak zaczął przepisywać cyfry z telefonu Ashtona do jednego z jego wyszukanych przez lata programów. Namierzał nimi osoby, które nie płaciły nam w terminie za prochy. 
- Jest. Crooser Street. - na jego słowa od razu zapaliłem silnik i ruszyłem najszybciej jak umiałem, na znane mi dobrze miejsce - opuszczony magazyn. 

Skręciłem w parę ulic, kiedy zjechaliśmy z jednej z głównych dróg Miami i podjechałem bliżej starego budynku. Kiedyś było tutaj coś na wzór fabryki. Miasto chciało to usunąć, ale urzędnicy zaczęli dostawać listy z groźbami i ostatecznie się wycofali. 
- Ja tam pójdę. - usłyszałem głos Caluma i gwałtownie odwróciłem głowę w jego kierunku. 
- Co? 
- Słyszałeś. Ja tam pójdę. - powtórzył, łapiąc za klamkę. 
- Nie, to ja muszę pozabijać ich wszystkich. Nie ma opcji, aby teraz wyszli z tego cało. 
- Właśnie. "Pozabijać" i potem wylądować w więzieniu na resztę swojego życia? Wiem, że jak ich zobaczysz, wpadniesz w szał. Zostaw to mnie. 
Zastanowiłem się chwilę i chcąc nie chcąc, musiałem mu przyznać rację. Ostatnią rzeczą, którą mógłbym teraz o sobie powiedzieć, jest to, że nad sobą panuję. 
Westchnąłem ciężko i skinąłem, puszczając go samego. 

                                                               *** 

Po tym, kiedy Cal zakradł się do magazynu od tyłu i postrzelił jednego ze wspólników Tomm'iego w nogę, zawieźliśmy Katie do baru. 
Nie znaleźliśmy przy niej torebki, dokumentów czy chociażby telefonu ale nie wiem, czy to byłoby teraz dla niej istotne. 
Kiedy jechaliśmy, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była nieprzytomna, pewnie przez coś, co dostała wbrew jej woli więc jej ciało luźno leżało na kolanach Miky'iego i Ashtona. 
Była piękna. Doskonalsza niż dwa lata temu. Jej włosy były nieco dłuższe, wydawać by się mogło, że nieco ciemniejsze. Mało brakowało, a nie zatrzymałbym samochodu aby tylko dotknąć delikatnej skóry na jej twarzy.
To działo się naprawdę, dokładnie tak samo jak to, że leżała teraz na zapleczu baru, w naszym "salonie". Spędzaliśmy tu większość czasu, omawiając biznes, oglądając telewizję czy grając w gry video. 
Jej drobna sylwetka otulona kocem, spoczywała na kanapie a ja siedziałem tuż obok, czekając na moment w którym otworzy oczy. 
Jej usta były wysuszone a ciało gdzieniegdzie lekko poobijane. Nie miało to dla mnie większego znaczenia, ponieważ czułem ciepło bijące prosto od niej i mogłem nacieszyć się resztkami jej kwiatowych perfum, unoszących się wokół nas. 
Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę [...] 



Huhuhu, no to coś czuję że niektórzy przeczytali końcówkę z ogromnym uśmiechem na twarzy. (Też Was kocham :D)
Ostatnio tyle komentujecie, że ręce aż same chcą pisać! :' ) Od pewnego czasu mam niesamowitą wenę ale miłoby było, gdybyście napisali czy podoba Wam się przebieg wydarzeń :) Mam nadzieję, że każdemu chociaż trochę przypadł do gustu ten rozdział :D 
#Muchlove , Caroline 

(polecany blog jednej z czytelniczek : KLIK )

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 31

* James * 
Wysiadłem z taksówki, która przyjechała pod klub i pędęm udałem się w kierunku klubu. 
To niemożliwe, że Ashton spotkał Katie. 
Co zrobię jak ją zobaczę? Czy ona nadal mnie pamięta? Tysiące pytań pojawiało się w moim umyśle, ale jedno zdecydowanie zapisało się na czerwono i podkreśliło wyraźnie każdą literę - Czy ona mnie wciąż kocha? 
Moje buty odbijały się od asfaltu i czułem, że powoli opadam z sił. 
Zobaczyłem szyld z napisem "Black Window" i biorąc parę głębszych wdechów, potruchtałem do wejścia. 
Przeszedłem między spoconymi, zgrzanymi ciałami i już stąd próbowałem dostrzec Katie, siedzącą przy barze. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem jedynie rozmawiającego Ashtona i Michaela i podszedłem do baru. Głośno trzasnąłem ręką o ladę, przerywając ich dyskusję. Zgodnie z zamiarem skierowali wzrok na mnie a ja posłałem im gniewne spojrzenie. 
Co to do cholery ma znaczyć?
- To nie było śmieszne. - stwierdziłem i usiadłem rozczarowany na krześle. Jak mogli mi coś takiego zrobić? 
- Przysięgam, że siedziała tutaj 3 godziny, śmiejąc się i rozmawiając. - zaczął Ashton, ale szybko przerwałem mu gestem ręki. 
- Zadam Ci jedno pytanie. - zrobiłem pauzę i zaśmiałem się pod nosem. - Brałeś coś z naszej szafki? 
- James, do cholery, ona tu była! 
- Cieszę się, że miałeę niezły ubaw ale skończ już z tym i daj mi coś mocnego. 
- Nie wierzę, Michael, potwierdź to bo mnie szlag jasny trafi. - rzucił szmatką i chwycił za mały kieliszek, chąc nalać mi mojej ulubionej wódki. 
Cały Ashton - chociaż jest na Ciebie wkurzony i tak da Ci to, o co poprosisz. 
- Stary, sam z nią rozmawiałem. Zabrali ją znajomi. Wiem, że to brzmi jak...
- Jacy znajomi? - znowu przerwałem ich wylewne tłumaczenie i spojrzałem mu w oczy. 
- Nie wiem, jakiś blondyn i blondynka. To nie istotne, ona tu była. - podkreślił ostatnie zdanie a w mojej głowie pojawił się cień wątpliwości. 
Justin pisał, że Katie zamieszkała z Niallem i Caroline ale nie chciało mi się w to wierzyć. Nicole też ma jasne włosy... ale co by robili tutaj
- Wiecie, zostawmy ten temat. Za dużo wypiliście i pieprzycie od rzeczy. - podsumowałem, usuwając wszelkie możliwości z mojej głowy. Nie mam zamiaru znowu dawać sobie takiej ogromnej nadziei i czuć to okropne, rozchodzące się po całym ciele uczucie rozczarowania. Moje serce i tak leży już na podłodze, rozbite na drobne kawałeczki. 
- Przysięgam, że wyszła 10 minut temu tymi samymi drzwiami, przez które przed chwilą wchodziłeś. 
Zignorowałem wypowiedź blondyna i pokiwałem głową z dezaprobatą. 
Sama myśl o tym, że przechodziliśmy przez tą samą framugę drzwi, przyprawiała mnie o dreszcze. 
- Czekaj! - krzyknął Ash i entuzjastycznie sięgnął po telefon. Odblokował ekran i wykonał parę kliknięć, na co przewróciłem tylko oczami. - Czyli ten numer też jest moim wymysłem? - uśmiechnął się triumfalnie i wskazał na cyfry, zapisane pod imieniem "Katie". 
- Skąd Ty... skąd ty to masz? - wyrwałem mu urządzenie z ręki i skupiłem wzrok na każdym szczególe. 
- Sama się wpisała. Jak już wspomniałem, zrobiła to bo siedziała dokładnie tu, gdzie ty! - podniósł głos i trzasnął spodem kieliszka o marmurową ladę. 
Teraz zacząłem poważnie zastanawiać się nad tą sytuacją. Podparłem głowę ręką i głośno westchnąłem. 
- Czyli przegapiłem szansę, aby ją zobaczyć? - mój głos był słaby i miałem wrażenie, że zaraz zacznie się łamać. 
- Nie do końca. - mój przyjaciel mruknął w swój charakterystyczny sposób aby od razu dać mi do zrozumienia, że ma przygotowany plan. - Mam jej numer, więc napiszę o jednej z imprez organizowanych tutaj. 
- Skąd wiesz, że nie odmówi? 
- Powiedzmy, że... polubiliśmy się. - zachichotał. - Masz jakieś plany na jutro? - spytał a na mojej twarzy pojawił się uśmiech. 
- Teraz już tak. - skinąłem głową i dopiłem alkohol do reszty. 

* Katie * 
Po tym jak wróciliśmy do domu, uderzyło we mnie ogromne zmęczenie. 
Ledwo co nie zasypiałam na stojąco a wódka z soku pomarańczowego dała mi się we znaki. Caroline była w znacznie gorszym stanie i z ręką na moim barku, starała się zachować równowagę. Opadłyśmy razem na moje ogromne łóżko i zanim zdążyłam się zorientować, moje powieki samoistnie opadły.

                                                         *** 

Mruknęłam niezadowolona, kiedy poczułam ciężar na moich plecach. Podniosłam twarz z jednej z mniej wygodnych poduszek i spod przymrużonych powiek zobaczyłam ręce przewieszone przez moją talię. 
- Co do... - zaczęłam i ruszyłam ciałem, wychodząc z uścisku - jak się dowiedziałam - Niall'a i Caroline. Oboje jęknęli ale przytulając do siebie kołdrę, powrócili do głębokiego snu. 
Wstałam, mocno prostując kręgosłup i obolałe nogi. Musiałam spać w wyjątkowo niewygodnej pozycji, ponieważ czuję jak bardzo spięte są mięśnie mojej szyi. 
Podeszłam do dużego, czystego okna i spojrzałam na lekko zachmurzone niebo. Delikatne promyki słońca spadały na trawę, oświetlając zachowaną jeszcze na nich rosę. 
Westchnęłam i wychodząc z pokoju, udałam się do kuchni. 
Włączyłam nasz elektryczny czajnik i ziewając, sięgnęłam po kubek. Czekając, przeczesałam ręką moje poplątane włosy i zaczęłam się zastanawiać nad dzisiejszym dniem. Pogoda teraz jest całkiem przyjemna i moglibyśmy wybrać się w trójkę na jakiś spacer ale nie wiem, czy z tych chmur nie zrobi się coś znacznie poważniejszego. 
Stwierdzając, że muszę sprawdzić pogodę, zaczęłam rozglądać się za moim telefonem.
Na szczęście położyłam go obok drzwi wejściowych, na jednej z półek na klucze Nialla. 
Dobrze, że nadal śpi bo uważa że jest to strefa prywatna jego kluczyków do auta, domu czy poszczególnych pokoi. 
Chwyciłam Iphona i mimowolnie uśmiechnęłam się, kiedy zobaczyłam jedną nieodebraną wiadomość. To takie miłe, kiedy dopiero się budzisz a ktoś już chciałby Ci coś powiedzieć. 

Od: 230 967 012
Jeżeli miałabyś ochotę, dzisiaj w klubie organizujemy naprawdę dobrą imprezę. Poznałabyś resztę moich znajomych i moglibyśmy miło spędzić czas. 
Co Ty na to? :) 
Miłego dnia, Ash. x

Uśmiechnęłam się znacznie szerzej i zastanowiłam się przez chwilę. Usłyszałam, że woda przestała się gotować i biorąc telefon ze sobą, wróciłam do kuchni. 
Zalałam herbatę, zrobiłam jedną z tych "szybkich" kanapek i usiadłam przy stole, analizując jego propozycję. Jestem zmęczona, to fakt; ale jeżeli jego znajomi są tacy zabawni i towarzyscy jak on, nie mam nic przeciwko temu, aby ich poznać. 
Nie wiem też w jakim stanie obudzą się Niall i Carls. Nadal twierdzę, że musieli coś brać. 
Nie zastanawiając się dłużej, odpisałam i jednocześnie utworzyłam nowy kontakt. 

Do: Ashton :) 
Jasne. Wpadłabym gdzieś o 18, ponieważ nie mam ochoty na ostre imprezowanie ;) 
Do zobaczenia, Katie. xx

Zadowolona z siebie i moich dzisiejszych planów, sięgnęłam do szafki po jedno zbożowe ciasteczko i schrupałam je, popijając wszystko na koniec wcześniej zrobioną herbatą. 
Zostawiłam komórkę na stole i poszłam do salonu, włączając telewizor. 

"Największa impreza w Miami przebiegła bez większych bójek! Jak zwykle na parkiecie pojawiło się wiele gwiazd..." 

Przerwałam gadaninę jednej z prezenterek, przełączając na następny kanał. Nie chcę przypominać sobie o tym, że miałam tam być ale najwyraźniej reszta świata ma inne zamiary. 
Znalazłam jakąś powtórkę serialu, który kiedyś chętnie oglądałam i wygodnie rozsiadłam się na kanapie, podpierając głowę na małej poduszce. 

                                                               *** 

Spojrzałam na moje odbicie w lustrze i poprawiłam mój cienki, biały sweterek. 
Jasne jeansy idealnie pasowały do moich granatowych vans'ów a złoty naszyjnik w kształcie serduszka dopełniał całość. 
Musnęłam moje usta błyszczykiem i sięgnęłam do mojej kosmetyczki, chcąc wyciągnąć moją ulubioną maskarę. 
- Katie? - słyszę głos Caroline i otwieram drzwi do mojego pokoju aby lepiej ją słyszeć.
- Tak?! - krzyczę i zniecierpliwiona czekam na odpowiedź. Mam jeszcze sporo czasu do 18, ale wolałam przygotować się na spokojnie. 
- Mamy gościa!
- Już schodzę! - uśmiechnęłam się i ciekawa wyszłam, zbiegając szybko po schodach. - Justin! - pisnęłam i podchodząc bliżej, zarzuciłam mu ręce na szyję. 
- Tak, tak. Cześć wam wszystkim. - zaśmiał się i uścisnął mnie mocniej. Zachichotałam i spojrzałam na niego, lekko się odchylając. - Co ty tutaj robisz? 
- Miłe powitanie, nie powiem. 
- Oj przestań, wiesz o co chodzi! - zaśmiałam się i lekko go szturchnęłam. Cieszyłam się, że nas odwiedził. Ostatnio mało ze sobą pisaliśmy a on był całkowicie zabiegany przez "sprawy służbowe". 
- Chciałem z Wami trochę pogadać, ale widzę że masz inne plany. - spojrzał na mój ubiór a ja lekko się uśmiechnęłam. 
- Ładnie? 
- Skłamałbym, gdybym powiedział że nie. 
- Oj, bo zaraz zaczniecie mi się tu migdalić i walić tymi słodkimi tekstami. Chodź, usiądź w salonie, zrobię Ci coś do picia. - zaproponowała Carol a ja mówiąc, że zaraz do nich dołączę, wróciłam do pokoju. Dokończyłam makijaż, nakładając puder i odrobinę mojego ulubionego cienia do powiek, po czym sięgnęłam po telefon. 

Od: Ashton :) 
Spotkanie nadal aktualne? :) 

Do: Ashton :) 
Jasne, już szykuj sok pomarańczowy! :D 

Nie wiem dlaczego, ale w idealnym nastroju zeszłam na dół i zastałam dwójkę znajomych na kanapie. 
- Niall już czeka. - oznajmiła Caroline i posłała mi ciepły uśmiech. 
- Co? Nie ma nawet 17, umówiłam się dopiero za godzinę. 
- Powiedział, że musi zawieść jakieś papiery do urzędu więc nie będzie mógł zawieść Cię później. Czeka na zewnątrz. 
- Ah, okej. - sięgnęłam po płaszcz na wypadek gdyby padało i podeszłam do nich, chcąc się pożegnać. - Strasznie mi głupio i przykro że nie możemy zamienić nawet paru zdań. Wpadnij do nas jeszcze. - schyliłam się i obdarowałam Justina przyjacielskim pocałunkiem w policzek. To samo zrobiłam z moją przyjaciółką i udałam się do wyjścia. 
Rzeczywiście, auto Nialla było już uruchomione a ja juz stąd mogę dostrzec jego nerwowe spoglądanie na zegarek i niezadowoloną minę. 
Otworzyłam drzwi i wspięłam się na fotel pasażera. 
- Nareszcie. - zjechał na drogę i ruszył. 
- Nie przesadzasz trochę? Mieliśmy wyjechać za 20 minut. - zapięłam pas i ściszyłam rock'ową muzykę, która prześladowała mnie już na każdym kroku. 
- Gdyby Justin nie przyszedł, byłabyś gotowa dobry kwadrans temu. - rzucił, a ja przewróciłam oczami. Zawsze musieliśmy kłócić się o takie głupie rzeczy. 
- Dobrze, przepraszam. Zadowolony? 
- Yhym, jasne. - burknął a ja westchnęłam. 
- Niall, nie kłóćmy się o taką głupotę. Przepraszam. - skinął głową i spojrzał w moją stronę. 
- Kocham Cię jak taką moją małą siostrzyczkę, wiesz? 
- Wiem. Też Cię kocham. - uśmiechnęłam się a cichy głosik w mojej głowie zrobił przeciągłe " Awww "

                                                       *** 

- Tylko uważaj tam na siebie! I napisz do mnie, kiedy mam po Ciebie podjechać. - powiedział, a ja skinęłam głową i pocałowałam go w policzek na pożegnanie. 
- Narazie! - krzyknęłam i zatrzasnęłam drzwi, pozwalając mu odjechać. 
Specjalnie poprosiłam go, aby wysadził mnie na tym przystanku autobusowym, ponieważ jest zdecydowanie za wcześnie. 
Przejdę kawałek i tym samym czas mi się nieco wydłuży. 
Rozglądnęłam się dookoła i skierowałam się na przejście dla pieszych. W myślach nuciłam jedną z moich ulubionych piosenek i już nie mogłam doczekać się spotkania z Ashtonem, Micheal'em i "resztą" jego znajomych. Naprawdę ich polubiłam a siedzenie od rana w domu niedobrze na mnie wpłynęło. 
Przystępowałam z nogi na nogę, kiedy czekałam aż światło zamieni się na zielone i będę mogła spokojnie przejść. 
Nagle, poczułam silny uścisk na nadgarstku. Odwróciłam głowę ale zanim zdążyłam zobaczyć, kto wpadł na ten genialny pomysł, poczułam silne uderzenie i bezwładnie zamykając oczy, osunęłam się na ziemię. 


To nie, że Was nie lubię (bo kocham xd) ale musiałam skończyć w takim momencie XD
Pod ostatnim rozdziałem, zapytano się mnie o szybsze dodanie #31. Co prawda, mam z reguły jeden / pół rozdziału do przodu ale niedługo wyjeżdząm na większe wesele, organizowane poza miastem i nie wiem czy wyrobiłabym się z resztą. Także bardzo mi przykro, ale musiałam zrobić tak, a nie inaczej :( 
I mam jedno pytanie; co robiły tutaj dokładnie 223 osoby, kiedy nie dodałam nawet rozdziału? XD Hahaha, nie wiecie jak się cieszę! :D 
#Muchlove, Caroline ;*