niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 45

Następnego dnia siedziałam w kawiarence, czekając na Ashton'a. Kiedy James się tylko obudził, powiedziałam, że wychodzę. Był na tyle zaspany, że pewnie nic nie zrozumiał, ale myślę, że to mało istotne, jak na ten moment. 
Poprawiłam swoje duże, ciemne okulary przeciwsłoneczne i popiłam wcześniej zamówioną latte. Gdy odłożyłam filiżankę na talerzyk, wraz z dzwiękiem cichego stuknięcia się porcelany zabrzęczały moje złote, dobrane do całego stroju bransoletki. 
Było wcześnie przez co mogłam stwierdzić, że ten dzień zapowiada się bardzo dobrze. 
- Cześć. - usłyszałam znajomy głos zza moich pleców. Odwróciłam głowę i wstałam, przytulając Ashtona. Widziałam, że lekko się stresował, ponieważ na jego twarzy nie gościł ten charakterystyczny uśmiech. Chłopak zajął swoje miejsce, uwaznie mi się przyglądając. W odróżnieniu od niego byłam stonowana i spokojna. 
W końcu umówiliśmy się tutaj aby porozmawiać o tym, co dzieje się w ich życiu. Co dzieje się w naszym życiu, mówiąc tak dokładniej. Chciałam wiedzieć o każdej sekundzie, która dotyczy czarnych zajęć tych chłopaków. 
- Zaczynaj. - postawiłam na konkretność, a emocje zminimalozowalam do zera. Był przez to nieco zdezorientowany ale podczas ostatniej nocy zrozumiałam wiele rzeczy i jedna z nich było to, ze musze nieco zmienic swoje nastawienie. 
Chłopak przygryzł wargę, zastanawiając sie o czym mógłby mi powiedziec. Cierpliwie zaczekałam, az skierował na mnie wzrok. 
- James chciał odejść z całego interesu. - przekazał mi główna informacje, ktora była jedynie wprowadzeniem a i tak moje oczy stały sie dwa razy większe. - Gdy z nim o tym rozmawiałem przedwczoraj wieczorem, zaczal tłumaczyć, ze robi to dla Ciebie. Nie chciał juz wiecej narażać Cie na niebezpieczeństwo.. A właściwie nie miał pewności czy sie w nim nie znajdowałas. Kiedy poszedł do naszego głównego szefa... - kontynuował opowieść, ktora zaciekawiała mnie coraz bardziej z każdym kolejnym słowem. - On... Delikatnie mówiąc, negatywnie to przyjął. Wiesz, James nie raz chciał z tego zrezygnowac. Gdyby nie to, ze w naszym klubie często sprzedawaliśmy narkotyki nastolatkom, z czego były ogromne pieniądze, dawno byśmy sie z tego wyplatali. - stwierdzil, następnie biorąc spory wdech. - I teraz naprawdę musimy ciebie pilnować, Katie. 

                 *** 

Siedziałam przy ladzie w barze chłopakow. Ashton wyjaśnił mi, jak powinnam postępować. Czy tego chciałam, czy nie, musiałam przystać na jego warunki i poddać sie współpracy, ponieważ od tego zależało moje zycie. Mieszalam rurka drink, ktory przygotował dla mnie Michael. Fakt, ze byłam teraz jednym z pionków w tej chorej grze niesamowicie mnie irytował. Tylko przez to, ze James chciał rzucić to wszystko, od dzisiaj musze uważać na kazdy szczegół codziennych czynności. Kiedy poczuje sie obserwowana, mam dzwonić do jednego z moich nowych "wspólników". Jezeli dostanę jakas wiadomosc, przyjdzie do mnie jakies połączenie czy chociaz przypadkowy przechodni sie do mnie odezwie, rownież mam sie z nimi natychmiast skontaktowac. Najgorsze było to, ze od dzisiaj musiałam poruszać sie tylko i wyłącznie autem, którego kierowca był Calum. 
Westchnęłam, szczerze zmartwiona swoją sytuacja i w tej samej sekundzie usłyszałam dzwonek mojego telefonu, leżącego na ladzie. 
- Tak? - powiedziałam, widząc ze numer nie był nieznany. 
- Czesc. - lekko zachrypnięty głos dotarł do moich uszu. James. - Wszystko w porządku? - zapytał z wyczuwalna troska. 
- Yhyyym - odparlam przeciągłe, nadal będąc w tym beznadziejnym nastroju. Zapadła chwila ciszy. - Dobrze sie czujesz? 
- Jest lepiej. Możliwe, ze w tym tygodniu mnie wypiszą. - odparł, ponownie pozwalając na milczenie obydwu stron. Po chwili jednak usłyszałam jak bierze wdech. - Przyjedziesz? - zapytał kruchym głosem. Malutki uśmiech wkradł sie na moja twarz. 
- Juz jade. 
- I Katie? - zapytał jakby na potwierdzenie tego, czy nadal go słucham. 
- Hmm? 
- Cholernie Cie kocham. - zanim zdążyłam odpowiedzieć, rozłączył sie. Odłożyłam telefon, nadal powtarzając jego słowa w głowie. 
- Calum? - zawołałam bruneta, siedziacego na zapleczu. Znając zycie pewnie grał w jedna z tych bezsensownych gier. 
- Co jest? 
- Jedziemy do szpitala. - oznajmiłam i wstając, chwyciłam swoją kurtkę. Stukając niewysokokimi obcasami, doszłam do wejścia. - Ruchy! - krzyknęłam i nacisnęłam klamkę. 
Siedziałam w wysokim, czarnym BMW, czekając na niego. Mimo, ze go pogonilam, nadal nie widziałam aby drzwi sie otwierały. Włączyłam muzykę, aby zabić czas i zmniejszyć narastająca wewnątrz zlosc. Odtworzyło sie 7 nagranie z płyty wybranej przez Cal'a i wystarczyła jedna sekunda, abym sciszyla głos. Nie wiem jak nadal nie ogłuchli od tej muzyki rockowej, wiecznie ustawionej na full. Przycisnęlam ciemny, płaski guzik na panelu aby przełączyć na jakies popularne radio z lekkim brzmieniem lecz okazalo sie zepsute. Otworzyłam wiec schowek i zaczęłam przeglądać plastikowe opakowania w poszukiwaniu jakiegoś łagodniejszego repertuaru. Rock, rock, rock -uwaga, uwaga- punk, rock. Sięgając po ostatnie opakowanie, odczytałam nazwę zespołu - "Nirvana" i momentalnie poczułam silne ukłucie w sercu. Ulubiony zespół Niall'a. Od razu przypomniałam sobie "głośne poranki" w moim ukochanym domu i ciepło jego uścisku. 
- To głupia płyta, nie myśl o tym, nie myśl o nim, stop. - powtarzałam cicho pod nosem, wiedząc ze nie moge sobie pozwolić na kolejne podlamanie. Musze żyć zgodnie z nowym planem, musze skupić sie na tym co teraz jest najważniejsze aby kiedyś zobaczyc ich znowu. Na całe szczęście drzwi od strony kierowcy sie otworzyły i mogłam skierować wszystkie negatywne emocje na spóźnionego chłopaka. 
- Jak mozesz sie tak wlec? To przecież powinno Ci zając 3 minuty! - pisnelam, spotykając sie z jego przestraszonym wzrokiem. 
- Woah, przed chwila bylas cała w skowronkach, uśmiechając sie do ekranu telefonu... Skad taka nagła zmiana? - chciał rozwinąć temat, ale odwróciłam głowę i skupiłam sie na obrazie za oknem. Po chwili ciszy ruszyliśmy.


Miał byc wczesniej, wyjechalam, moj laptop odmówił posłuszeństwa a calutki rozdział musiałam pisac na telefonie, wiec OGROMNIE przepraszam za literówki i długość rozdziału. Bardzo dziekuje za wsparcie w poprzednich komentarzach, naprawdę zrobiło mi sie miło i łatwiej pisało mi sie ten rozdział. Musiałam przypomnieć o Niall'u - jest jedna z moich ulubionych postaci :) 
Myślicie, ze Katie stanie sie cos złego? Moze Ashton cos jeszcze ukrywa? Czekam na opinie, jezeli przeczytaliście to zostawcie cos po sobie ;) 
#Muchlove, Caroline :*