niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 8

- Jak dużą? - unosi brew i się uśmiecha. Wspominałam jaki jest zmienny, jeżeli chodzi o nastroje? 
- Zależy. 
- No dobra, Niall jest dilerem. - mówi po chwili, wzdychając na końcu. 
- Co? - okej, nie chce mi się wierzyć, że ten uroczy chłopak sprzedaje narkotyki. Śmieję się cicho i spoglądam na pełnego powagi Jamesa. 
- Myślisz, że dlaczego Jessica jest zawsze taka wesoła? - przypominam sobie obraz dziewczyny, klaszczącej w dłonie z byle powodu. Dobra, ale to tylko jeden argument. 
- Nie wierzę Ci. - kładę się z powrotem. Pewnie chce mnie wrobić. 
- Zaciągnie cie do łóżka i uzależni od tego gówna za nim się obejrzysz. 
- Nawet jeżeli to robi, to mam rozum aby mu odmówić. 
- Gwałtu też mu odmówisz? - spoglądam wielkimi oczami w jego stronę, a on tylko delikatnie potakuje. 
- Czyli on...
- Tak. Chyba dwa razy, po tym jak podał im narkotyki. 
Przełykam ślinę, wiedząc jak blisko niego byłam. Wobec mnie też miał takie zamiary? 
- Gdzie moja nagroda? - stary James powraca, a jego twarz przystraja uśmieszek. 
- Tutaj, proszę. - sięgam po gumę do żucia do szafki i podaję mu ją, praktycznie nie spoglądając na jego reakcję. 
- Um... dzięki. - wkłada listek do budzi, śmiejąc się i ponownie opiera się o poduszkę na fotelu. 
- Czemu mi mówisz o Niallu? - pytam po chwili, kiedy nie wiem co ze sobą zrobić, a moje myśli krążą wokół tej sprawy. 
- Nie chcę, żeby Ci coś zrobił... to chyba oczywiste. 
- Masz dziewczynę, więc nie do końca. - odpowiadam, chcąc wyciągnąć dzisiaj z niego tyle, ile się da. 
- Nie mam dziewczyny. 
- Nicole. 
- Tylko od czasu do czasu. - przewracam oczami, słysząc jak lekko to mówi, ale chcę to kontynuować. 
- Dlaczego? 
- Nie chcę mieć dziewczyny. To męczące. 
Och, okej. 
- Dobra, możesz już mnie zostawić? Chce się ubrać. - spoglądam na szafę a następnie na niego proszącym wzrokiem. 
- Jasne, kochanie. - nachyla się, chcąc mnie pocałować, a ja wyrażając zgodę łączę nasze usta. 
Słyszę zamykające się drzwi i szykuję jakieś ubrania. Te tabletki dużo mi pomogły, chociaż nadal nie odzyskałam nawet połowy świadomości. Wolę być jednak ubraną, to bez sensu przeleżeć pół dnia w łóżku w piżamie.  

                                                          *** 

Po 4 godzinach spędzonych na rozmyślaniu o Niallu, oglądaniu seriali, czytaniu, czy internetowych zakupach, Nicole wraca. 
- Hej! - kładzie trzy, ogromne torby wypełnione jak zgaduję ciuchami.
- Cześć. 
- Lepiej się czujesz? 
- Taa, już mi przeszło. - uśmiecham się, nie czując już takiego strasznego bólu. 
- Idziemy dzisiaj do kina, zarezerwować Ci bilet? 
- Jasne. Na którą? 
- 18, jest to premiera "Empire". - oznajmia, a moje oczy prawdopodobnie są teraz dwa razy bardziej rozjaśnione. "Empire"? Chciałam zobaczyć to od kąt zobaczyłam pierwszy zwiastun! Uśmiecham się i spoglądam na zegarek - jest 16, co oznacza jeszcze trochę czasu. Otwieram strone do pobierania muzyki, aby ściągnąć trochę nowszych piosenek. Co chwilę zerkam na zegarek, aby kontrolować czas. Klikam w profil jednej z piosenkarek i uśmiecham się szeroko, widząc ogromną ilość nowych remix'ów i rozpoczynam pobieranie. 

                                                         ***

Czekam już ubrana na Nicky, która od 20 minut usiłuje dobrać make-up do swojej spódniczki i kolorowej bluzki. Ja wybrałam jeansy, biały t-shirt i zwykła narzutę, również wykonaną z jeansu. Przeglądam mojego Tumblera i Instagrama, czytając różne komentarze. Zdjęcie, które dodał James zdobyło prawie 300 polubień, mimo że nie ma na sobie filtru. Nie wiem czemu, ale uśmiecham się kiedy oglądam fotografię i przypominam sobie tamten dzień. Na Twitterze już napisałam o tym, że idę na film moich marzeń i już odliczam sekundy, które niemiłosiernie się przeciągają za sprawą mojej kuzynki. 
"Miejsce obok mnie nie jest jeszcze zarezerwowane..." - dostaję sms'a od Jamesa i tylko kręcę głową, wygaszając ekran. Nicole wychodzi, może w nie najlepiej dobranym cieniu i możemy już spokojnie wyjść. Przy wejściu spotykamy Nialla, którego od razu ignoruję, Jessicę, Kevina i Jamesa. 
- Caroline i Chris nie idą? - dziwię się, kiedy wychodzimy a ich nie ma na zewnątrz. 
- Są, ale zgubili się w łazience. - mówi ze śmiechem Niall i zaczyna iśc obok mnie, a ja czuję się strasznie. Gdy tylko pomyślę o tych dziewczynach, Boże, nie. 
Podchodzę do Jamesa, który obejmuje mnie ramieniem na co wewnętrzne ciepło rozprzestrzenia się we mnie. Wygląda tak dobrze w tej czarnej, skórzanej kurtce i ciemnych okularach, że posiadanie go u swojego boku to czysta przyjemność. 
Po drodze mijamy pizzerię, w której byłam z Jamesem. Obydwoje się do siebie uśmiechamy i naprawdę mam to gdzieś, co myśli sobie teraz Nicole. 
Dochodzimy tam szybciej niż myślałam, a ja stwierdzam że jest tu więcej atrakcji niż w mojej miejscowości.
Nicky idzie do kasy, aby potwierdzić rezerwacje i odebrać bilety, a ja rozglądam się po małym, ale nowoczesnym wnętrzu budynku. 
- Nie odpisałaś. - James odwraca się w moja stronę, uśmiechając się. 
- Nicole zajmowała miejsca, nie wiem które mam. 
- Katie... - Nicky podchodzi do nas ze smutną miną. - Masz fotel w innym rzędzie, nie wiem co się stało. - przegląda zmartwiona bilety. 
- Nie martw się, nic się nie stało. - uśmiecham się i ciesze się z faktu, że w ogóle mam tam miejsce. Chce obejrzeć ten film i nic mi tego nie zepsuje. 
- Jesteś pewna? To pojedyncze miejsce. Kurwa, jak mogło do tego dojść?! - podnosi głos, jakby wyrzucili nas z kina. Swoja droga to miłe z jej strony, że się tak o mnie martwi. Posyłam jej ciepły uśmiech, upewniając że wszystko jest w porządku, po czym wchodzimy do sali z popcornami. Słyszę już reklamy i buzuje się we mnie na samą myśl, że zostały 2 minuty do rozpoczęcia. Nicole wskazuje mi moje miejsce, a ja rozglądam się za fotelami, na których siedzieć będzie reszta. Dzielą nas 3 rzędy, nawet nie jest tak źle. Siadam, ściągając sweterek i kładę kubełek na ziemi. Colę wstawiam do pojemnika wbudowanego w fotel i zaczynam oglądać reklamy, mówiące o kolejnych filmach. Zapamiętałam dwie nazwy i stwierdziłam, że też będę musiała na nie pójść. Uwielbiam filmy akcji, w których można wyczuć coś w rodzaju intrygi. Obok mnie siedzą dwie nastolatki wgapione w ekran swoich telefonów. Po drugiej stronie starszy mężczyzna chrupie nachosy i jest zdecydowanie zainteresowany reklamą nowych chipsów o smaku kabanosów. Może nie jest to towarzystwo moich marzeń, ale trudno, musze przetrwać. 
Opieram sie wygodnie i czekam cierpliwie na rozpoczęcie. 
Słysze znaną mi już ze zwiastunu muzyczkę i kłade popcorn na kolanach, skupiając się maksymalnie na pierwszych scenach filmu. Słyszę, że ktoś zaczyna przechodzić przez nasz rząd, czego całkowicie nienawidzę i wywracając oczami, przechylam nogi na bok. Ciamna, wysoka postać staje jednak przede mną i prosi, abym wstała. Kojarze ten głos, to James. 
- Co ty do cholery odstawiasz? - szepczę, wstawając. Trzymam popcorn, który gdyby nie był taki dobry, skończył by już na głowie chłopaka. Jak może mi przerywać wprowadzenie? 
- Nie będziesz tu siedzieć sama, to bez sensu. - siada na moim miejscu, a ja wyczuwam, że wzrok wszystkich skierowany jest na mnie. Zajebiście, stoję na środku i nie wiem co mam zrobić a film dalej trwa. 
- Siadaj. - wskazuje na swoje kolana, lekko je poklepując a ja patrzę żałosnym wzrokiem. Naprawdę? Naprawdę mamy męczyć się w jednym fotelu, kiedy on ma swoje własne miejsce? Siadam zrezygnowana, bo już parę osób zaczęło mi zwracać uwagę i kładę najciszej jak umiem kubełek z prażoną kukurydzą na ziemię. 
- Nie odebrałem przecież swojej nagrody. - przygryza wargę i delikatnie całuje mnie w policzek. Opieram głowę na jego ramieniu, chcąc wybrać dla siebie jakąś wygodą pozycję i uważnie oglądam scenę za sceną, niekiedy chichocząc. 
- Jakie to gówno jest takie nudne. - wzdycha i popija moją colę. Uderzam go delikatnie w ramię i biorę do ust trochę popcornu. - Są inne ciekawsze rzeczy do robienia, Katie. - narzeka, a dwie wcześniej wspomniane dziewczyny zaczynają się na nas gapić. 
Ach, przecież wszyscy w kinie siedzą w dwie osoby na jednym fotelu. 
- Bądź ciszej. 
- To mnie ucisz. 
- James, nie zachowuj się jak dziecko. 
- To mnie ucisz. - powtarza, z uśmiechem na twarzy. 
Przewracam oczami i lekko go całuję, tak naprawdę ciesząc się, że o to poprosił. 
- Mhm... jeszcze. - prosi, a ja łącze nasze usta ponownie. 
- Dobra, a teraz się zamknij. Chce oglądnąć ten film w całości. - chłopak nic nie mówi, jedynie przesuwając moją pupę bardziej na jego udo. Czuję jego dłoń na mojej talii, przez co coraz gorzej wychodzi mi skupianie się na losach głównej bohaterki. 
- Jednak mam dziewczynę. - mówi to, a ja odwracam się zdziwiona. 
- Kogo? 
- Ciebie. 
- Co? James, nie mam nastroju na żarty. - spoglądam na ekran, chcąc zignorować jego wyznanie. 
- To nie są żarty. Mówię poważnie. - obraca mnie tak, że mimowolnie przerzucam nogę przez jego uda i siadam na nim okrakiem. Śmieję się, po czym słyszę grupkę osób, które nas uciszają. 
- Możemy to dokończyć później? - pytam, wskazując na gościa obok nas, który spogląda w naszą stronę chyba 20 raz w przeciągu minuty. 
James potakuje i znów mogę wrócić do normalnej pozycji, lecz przytulam się do niego mocniej, powtarzając sobie słowa "Jednak mam dziewczynę" w głowie. 
Na ekranie pojawiają się napisy, a James leniwie ziewa. Schodzę z jego kolan i poprawiam włosy. Chwytam popcorn i colę i zaczynam iść przed siebie, do reszty, czekającej przed naszym rzędem. 
- To było takie beznadziejne... - narzeka Kevin, a Nicole wraz z Jessicą potakują. 
- Najgorszy film na którym byłem. - popiera ich Niall, na co odwracam głowę w kierunku Jamesa, leniwie podążającego w moją stronę. 
Ten film mi się bardzo podobał, ale widzę że nikomu poza mną nie przypadł do gustu. 
- Podobało Ci się Katie? - Niall zadaje pytanie, a moje serce zaczyna mocniej bić. Wszystko co powie jest złe, odkąd znam jego przeszłość. 
- Nie. Jeden z gorszych. - odpowiadam oschle, po czym uśmiecham się, kiedy ręka Jamesa ląduje na moim ramieniu, przypierając moją głowę do jego barku. 
- Nie ładnie tak kłamać skarbie. - szepcze.
Skarbie.
- Przestań. - drocze się, schodząc po schodach. 
- Mogę Wam zrobić zdjęcie? Jesteście tacy słodcy! - piszczy Jessica, a ja wzruszam ramionami. Kątem oka obserwuję Nicole, która wcale nie jest zła czy obrażona. 
Bo nie bierze tego poważnie, duh. 
Sama zastanawiam się, czy James powiedział to na serio, czy po prostu chciał żebym go pocałowała. Rozmyślam się, ale dźwięk aparatu sprowadza mnie na ziemię. Wychodzimy z sali, wyrzucając puste kartony i kubki, po czym kierujemy się ku wyjściu. Dłoń Jamesa delikatnie bawi się moimi włosami, kiedy każdy idzie w ciszy. 
- Złapiemy jeszcze autobus, będzie szybciej. - oznajmia Kevin i pokazuje palcem na przystanek. Stajemy, a Jessica zaczyna ze mną rozmawiać. Jest naprawdę zabawna. 
- To... Możemy witać nową parę? - uśmiecha się, a ja spoglądam na Jamesa. Teraz jest ten moment, w którym przekonam się czy to co mówił było prawdziwe.
- Jessica, nie żartuj. 


Liczę na wasze wsparcie w komentarzach, bo mam niezły pomysł na ciąg dalszy, ale nie wiem czy dam radę ubrać to w słowa :) Zbliżamy się powoli do 1000 wyświetleń, za co naprawdę Wam dziękuję! :) No cóż... cieszcie się wakacjami! :D 

piątek, 27 czerwca 2014

Rozdział 7

Jest tu strasznie dużo ludzi i nigdzie nie widzę Jamesa. Przeklinam to, co mogłam zrobić że teraz mnie prawdopodobnie unika i rozglądam się za nim, kiedy moi znajomi zaczynają grę w butelkę. Wypiłam już wszystko i przeszukałam każdy milimetr parkietu, niekiedy narażając się na zboczone komentarze. Podchodzę do baru, aby ponownie napełnić kieliszek i widzę siedzącego dwa miejsca ode mnie Jamesa. 
Zbieram w sobie całą odwagę i podchodzę do niego, poprawiając włosy. 
- Co jest? - kładę dłoń na jego barku. 
- Nic. 
- James... - przybliżam twarz do jego policzka i spoglądam prosząco. 
- Zostawiłaś mnie. - mówi po chwili i wypija kieliszek swojego alkoholu. 
- Co? 
- Gdy sie obudziłem, Ciebie nie było. - nawet na mnie nie patrzy, zajebiście się rozmawia. 
- Nicole by się dowiedziała. 
- Straszne. - okej, nie spodziewałam się, że aż tak się tym przejmie. 
- Przepraszam, dobra? - nie wiem właściwie, co takiego się stało ale nie chce kłótni. 
- Baw się dobrze. - odburkuje i odchodzi. 
Cokolwiek.  
Idzie w kierunku Justina i Chrisa, więc przynajmniej nie będę musiała go szukać po całym klubie. Zastanawia mnie jednak co to miało oznaczać. Nie wydaje mi się typem, który uwielbia budzić się z kimś u boku, a w ogóle zdziwieniem dla mnie jest to, że pamiętał o tym, co się wydarzyło. 
- Co pijemy? - zaskakuje mnie Caroline, kładąc ręce na moich barkach. 
- Umm... coś mocnego? - uśmiecham się i po chwili otrzymuję zamówiony przez nią drink. Biorę pierwszego łyka i czuję uderzenie promili. Tutaj chyba 99% to spirytus. 
Idziemy obydwie zatańczyć gdzieś z boku i nim się orientuję, pół godziny nam mija. Nie jestem specjalistką w tańcu, ale muzyka jest rzeczywiście świetna. 
Gdy puszczona zostaje jedna z wolnych piosenek, a alkohol działa na mnie tak ,że jestem pół na pół przytomna, idziemy do reszty aby trochę odpocząć. Siadam na kanapie i biorę butelkę wody, która pewnie leży tu na każdym stole aby wspomóc takich jak ja. Jessica podaje mi coś do powąchania i szczerze, boję się że to coś odurzającego. Gdy jednak przytykam to do nosa, czuję intensywny zapach mięty. Od razu się odświeżam i czuję znacznie lepiej. 
- Kto chce? Oferta tymczasowa! - Chris wyciąga paczkę papierosów i proponuje je po kolei. Dosłownie każdy poza mną bierze jednego, wyciągając własną zapalniczkę, więc czuję się nie komfortowo. Spoglądam jak się zaciągają i pozostaje mi tylko wdychać dym, który wydobył się z ich ust. 
- Chodź tutaj młodziaku. - Niall podchodzi do mnie i przyciąga delikatnie. 
Nachyla twarz i wdmuchuje dym do moich ust, delikatnie dotykając moich warg na koniec. Wypuszczam mały dymek i śmieję się. To pewnie wina alkoholu. 
- Jeszcze raz. - proponuję i przybliżam się jeszcze bardziej. Podobało mi się to, parę razy w życiu paliłam, ale nigdy w ten sposób. 
Znów dym zostaje wpuszczony do mojej buzi, lecz tym razem zaczynam całować Nialla. Kończę na może 5 pocałunkach, przy których dym wylatuje z naszych ust i odchylam się. Chłopak jest uśmiechnięty a Jessica bije nam brawo. Jest pijana, założę się. 
Każdy na nas patrzy, jedynie James jest zainteresowany jedynie swoim Iphone'm. 
- Idziemy? - wskazuje głową na parkiet, a ja łapie go za rękę, wyrażając zgodę. Nie myślę trzeźwo. 
Po prostu nie myślisz. 
Jaką ja mam denerwująca podświadomość. Czuje dłonie chłopaka na moich biodrach i zaczynamy tańczyć. Idzie mi całkiem nieźle, prawdopodobnie dzięki pomocy wypitych dzisiaj trunków. Nasze ciała sa blisko siebie i poruszamy się w rytm znanej mi piosenki. 
Gdy już muzyka ucicha, Niall jedynie się uśmiecha i wracamy na nasze miejsca. Mój wzrok ląduje od razu na Jamesie, który stoi tak jak stał i przewija instagrama. 
Jego mina zdradza, że jest znudzony. Postanawiam podejść do niego, a w zasadzie przebujać się w jego stronę. Wypiłam za dużo, zdecydowanie za dużo. 
- Nie bądź taki smętny... - śmieje się i podchodzę tak blisko, że mogę zobaczyć zdjęcia, które ogląda. 
- Idź, jesteś pijana. - chowa telefon, jednoczesnie wygaszając jego ekran i przewraca oczami. Nie myślałam, że jest aż taki trzeźwy. 
- Może troszeczkę... - spoglądam na niego roześmiana i przejeżdżam dłonią po boku jego twarzy. 
- Katie, zostaw mnie. - łapie mnie za nadgarstek i odsuwa moją rękę. Chwila, własnie mnie odrzucił. 
- Teraz to "zostaw mnie". - mówię pod nosem. 
- Nie zachowuj się jak biedulka, pokazujesz tylko jaka z Ciebie dziwka. 
- Co?! - otwieram delikatnie usta, zszokowana tym co mi powiedział. 
- Żartujesz? Teraz Niall, potem ja, może jeszcze zmienisz orientacje Kevina? - śmieje się i spogląda na mnie z politowaniem. 
- Zamknij się kurwa i nigdy tego nie powtarzaj. - wyrzucam i powstrzymując łzy odchodzę. Co do cholery? Jak mógł tak do mnie powiedzieć? Siadam na kanapie, chcąc kompletnie to zignorować, ale jakoś nie mogę tego zrobić. 

                                                             ***

Budzę się z ogromnym bólem głowy. Nie pamiętam połowy wczorajszego wieczoru, oczywiście pomijając wymianę zdań z Jamesem no i paru pocałunków z Niallem. 
- No kuzyneczko, ja idę do kina z Kevinem i może na jakieś małe zakupy. - puszcza mi oczko a ja nie mogę uwierzyć, że kompletnie nie ma kaca. Może nie piła tyle co ja, albo ich organizm przetrawił tyle spirytusu, że wczorajsza dawka była stosunkowo mała. 
Potakuję i opadam na poduszkę, czując jak ciężka jest moja głowa. 
Po tym jak Nicole wyszła, spróbowałam wstać ale to było zbyt trudne, więc jedynie usiadłam na materacu. Przeczesałam włosy ręką i zobaczyłam butelkę wody, postawioną przy łóżku Nicky. Wzięłam dwa łyki i zaczęłam szukać tabletek w torebce. 
- Proszę. - James staje za mną z opakowaniem Panadolu i rzuca mi go na łóżko. Jestem tak osowiała, że nawet nie usłyszałam kiedy wszedł. - Nicole poprosiła mnie, żebym zaglądnął do ciebie od czasu do czasu. 
- Dzięki. Możesz już iść. - mamroczę i ukrywam swoją poranną, wykrzywioną od bólu twarz. 
- Nie. Czujesz się fatalnie, posiedzę tutaj. - siada w fotelu z niezadowoloną miną. 
- Nie potrzebuję niańki. Szczególnie tak bezczelnej i puszczalskiej. 
- Uważaj na słowa. - włącza telewizor, a ja przewracam oczami i kładę się z powrotem do łóżka. Czemu on zawsze musi ze mną zostać? Nicky nie mogła poprosić Justina? Nialla? Kogokolwiek? 
Ach tak, oni leżą tak samo pijani jak ja. 
Zakrywam głowę pościelą aby unikać światła i chcę zasnąć, aby nie rozmawiać z moim nieproszonym gościem. 
- To Ci nie pomoże. 
- Czuję się lepiej, mógłbyś mnie zostawić? - jęczę, nasuwając pościel jeszcze bardziej na siebie. 
- Mógłbym ale nie mogę, a po drugie nie chcę. 
Zachowuje się jak nastolatka z problemami emocjonalnymi, jak zwykle mam go dosyć. 
- Po co zostawać z dziwką? - rzucam mu ostre spojrzenie i sięgam ponownie po wodę. 
- To nie moja wina, że tak się zachowujesz. 
- Ja tak się zachowuję? Dlaczego nie mogę całować Nialla? Bo Ci się to nie podoba? - mówię to wysokim głosem, wymachując rękami ze złości. On ma taki tupet, jak ja nienawidzę takich ludzi. 
- Nie znasz go. Poza tym... 
- I co z tego? Błagam Cie, to tylko całowanie. - przerywam mu, czując jak nasze role się odwracają. Teraz to ja właściwie olewam wagę każdej rzeczy, a on tłumaczy wszystko po kolei. Nawet mi się to podoba.
Pomijając, że głowa mnie strasznie boli, duh. 
- Ach, czyli to co wydarzyło się u mnie było takim "tylko"? - w jego oczach mogę zobaczyć coś w rodzaju smutku. To jest niesamowite, przecież on nawet nie uważa sypiania ze sobą za coś istotnego. 
- Nawet jeżeli, przecież ty i tak o to nie dbasz. Nie interesuje Cie to. - mamroczę i połykam jeszcze jedną tabletkę. 
- Nie wiesz, co i kto mnie interesuje. 
- Wiem. Ty. - nie mam zamiaru być miła, wyzwał mnie i nie pozwolę siebie tak dalej obrażać. 
- Zamknij się. Próbuję być miły, a Ty i tak wszystko psujesz. 
- James, po cholerę masz być dla mnie miły? Dobrze wiem, że jestem tylko Twoją niezdobytą zabawką, odpuść te sceny. - kładę się, kiedy on wstaje. Jest zdenerwowany, ale co mnie to obchodzi? 
- Nie wiesz, co o tobie myślę. Zachowujesz się jak jakieś dziecko! - podnosi głos, a ja patrzę trochę przerażona. Co do cholery on odstawia? 
- A co o mnie myślisz? Narazie stwierdziłeś jaka to jestem puszczalska. 
- Nie miałem tego na myśli. Kurwa, jaka ty potrafisz być nieznośna. - przeczesuje włosy ręką. 
- To wyjdź. 
- Nie. 
- Mogę Cie nagrać? Posłuchaj tylko siebie. - mówię przez lekki śmiech, właściwie będąc rozbawioną jego powagą. 
- Nie chce Cię zostawiać. Będę się martwić, czy wszystko okej, dociera to do ciebie? - przybliża się i mówi mi to przez zęby w twarz.
- Jak chcesz. - wlepiam swój wzrok w telewizor i kładę głowę na poduszkę. Cokolwiek miało znaczyć słowo "martwić" ale mamy na pewno inne definicje. 
- Przepraszam. - siadam na łóżku, obok mnie i spogląda łagodnym wzrokiem. Jeszcze pół minuty wcześniej w jego oczach szalała wściekłość, nawet ja nie jestem taka humorzasta. 
- Nie mam na to siły. Podałbyś mi moją torebkę? 
- Trzymaj. Naprawdę, po prostu... 
- Po prostu co? Powiedz mi konkretnie, o co do diaska Ci chodzi?! - przeszukuję torbę w poszukiwaniu małej zupki chińskiej. Zjadłabym coś szybkiego i niezdrowego. 
Kto z kim przystaje takim się staje. 
- Dobra, nie mogę patrzeć jak całujesz Nialla. - wzdycha i pochyla głowę, jakby to było przyznanie się do kradzieży. 
- Bo... 
- Bo uwielbiam, kiedy robisz to ze mną. - spogląda na mnie, a ja jestem więcej niż zaskoczona. 
- Chwila, co? - przymrużam oczy. Myślałam, że ledwo co mnie lubi i jestem zbyt "grzeczna" jak dla niego. 
- To co słyszałaś. Daj, przegotuje wodę. - bierze opakowanie odszukanej przeze mnie zupki. 
- Dzięki. Ale... Ty mówisz poważnie? 
- Tak. Czy mówię jakoś niezorumiale? - włącza czajnik i szuka kubka na jednej z półek. 
- Nie mogę uwierzyć, to raczej główna przyczyna. - uśmiecham się mimowolnie i przemyślam jego odpowiedź po kolei. - Czyli jesteś zazdrosny? 
- Nie. Nie znasz do końca Nialla, nie wydaje się taki jaki jest. - zalewa proszek z makaronem wrzątkiem i wręcza mi moje śniadanie. 
- A co jest z nim nie tak? - dziwię się i siadam, aby lepiej mi się z nim rozmawiało. Chłopak zajmuje miejsce w fotelu i wzdycha, chyba dlatego że zadaję milion pytań. 
- Dowiesz się. Nie chcę być tym, który Ci o tym powie, okej? - mówi po chwili, najwyraźniej mając dylemat czy zapoznać mnie z historią Nialla. Problem w tym, że ja muszę poznac tą historię. Musiałam poznać życie dziewczyny w klasie, zabierając ją na 2-godzinny wypad na kawę, musiałam również dokopać się do przeżyć kolegi z podwórka, przekupując go żelkami i o tym tez muszę się dowiedzieć. 
- Proszęęę. - jęczę, wypijając już pół zupy. Jest całkiem dobra, kupie ją ponownie gdybym znowu wylądowała w łóżku rano, w takim stanie.
- Nie. To jest trochę straszne. 
- Chcesz dostać nagrodę? - rzucam mu jednoznaczny uśmiech i widzę, że chyba ponownie dałam radę, kiedy jego usta się otwierają. 


No kochani, jak zakończenie roku? :) Mam nadzieję, że w wakacje będziecie czytać bloga jeszcze częściej, a ja będę miała czas na jego (szybkie) pisanie oraz Wasz wolny czas będzie naprawdę udany ;) Nie będę się może rozpisywać, życząc wszystkiego po kolei, ale chcę aby wasze przyjaźnie przetrwały, nowe szkoły były na serio udane, a jeżeli nadal pozostajecie w swojej szkole, miejcie dobre oceny i bawcie się dobrze w nowym roku szkolnym :) No, to chyba najdłuższe zakończenie, ale jak zwykle proszę o komentarze (bo motywacja to podstawa, a w wakacje leniuchować to uwielbiam :)) ) i dziękuję za ponad 700 wyświetleń! Aww, jak ja Was kocham ;* 

*czytasz- komentujesz * 




czwartek, 26 czerwca 2014

Rozdział 6

Robię nadąsaną minę, bo przez nią James właśnie poszedł. Spoglądam w kierunku parapetu, o który się opiera i popija piwo. 
- Dziewczyny, idziemy? - pyta Nicole po chwili milczenia. Potakujemy i wstajemy. 
Rozchodzimy się do swoich pokoi, a ja spoglądam na zegarek, dziwiąc się że jest już tak późno. 
- Idziemy spać? - pyta Nicole i zasłania firanki w pokoju. 
Jest ciemno ale rób dziewczyno co Ci się żywnie podoba. 
- Um, tak. - chwytam moją piżamę i ściągam bluzkę. 
- To... Wy, znaczy Ty i James....się spotykacie? - jakoś czuję, że chciała mi zadać to pytanie od początku wejścia do tego pokoju. 
- Nie. Znaczy nie wiem. 
- Oh, okej. - po tym włącza telewizor, a ja szybko wskakuję w czarne, luźne spodenki i zawiązuję ich sznurek. Wsuwam się pod kołdrę i kładę głowę na poduszkę. Nie mogę zamknąć oczu i uruchamiam telewizor, ustawiając go tak, aby wyłączył się po 20 minutach, gdybym zasnęła. Przewracam się z boku na bok, kiedy Nicole najwyraźniej śpi od pół godziny a wszystkie ciekawe programy się skończyły. To jest mi za ciepło, to niewygodnie - co jest nie tak?
Zawsze wybieram to co najlepsze. 
Dobra, może to nie wina łóżka. Nie wiem co się ze mna dzieje, ale nie mogę zapomnieć tego co powiedział James. To było dosyć nietypowe jak dla niego. 
Wpatruję się w sufit i przeklinam to, że jest już 24, a ja nadal nie mogę zasnąć. 
Nagle słyszę ciche pukanie do drzwi i jeżeli to jest głupi żart i właśnie idę tylko po to, aby się o tym przekonać, to zabiję tę osobę. Otwieram niedbale drzwi i dosłownie sekundę po tym czuję jak James na mnie wpada i przytyka swoje usta do moich, rozpoczynając serię pocałunków. Przypiera mnie do ściany i zjeżdża dłońmi, aby położyć je na moich biodrach. Odpycham go i wskazuję na śpiącą Nicole. James mocno chwyta mnie za rękę i wychodzimy razem na korytarz. 
Mam tyko krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach ale okej. 
Drzwi do naszego pokoju zostają delikatnie zamknięte przez chłopaka, a ja patrzę na niego zdezorientowana. Widzę tylko jego sylwetkę, przez to że na korytarzu też jest całkowicie ciemno. 
- Co Ty... 
- Chodź. - znów chwyta moją dłoń i prowadzi mnie do pokoju. Dobra, mam motylki w brzuchu i jestem podekscytowana, kiedy widzę numer jego własnego pokoju. 
Uśmiecham się zdecydowanie zbyt szeroko, bo wiem ile razy prowadził tu już setki dziewczyn. Wchodzimy do środka, a ja staję przy ścianie, nie wiedząc co robić. 
To jest Twój problem Katie. 
Może i racja, nie mam dużego doświadczenia, ale ignoruję wszystkie fakty i przybliżam się do Jamesa, kładąc ręce na jego białej koszulce. Spoglądam na niego, śledząc każdy szczegół jego zaspanej twarzy w końcu mając do tego potrzebne światło. 
- Nie mogłam spać. - oznajmiam, przesuwając ręką po jego włosach. Nie widzę w tym sensu, ale nie wytrzymam dłużej tej ciszy między nami. Ta sytuacja jest szalona, w jednej minucie zmieniłam pokój, osobę towarzyszącą i mój nastrój. 
- Teraz już na pewno nie zasniesz. - przyciąga mnie do siebie i całuje mocno, wsuwając język pomiędzy moje wargi. Walić to, że ma dosyć molestowania jego kolczyka, teraz nie mam zamiaru się powstrzymywać. 
Moje plecy uderzają o ścianę i instynktownie zaplątuję nogi wokół bioder, czując jego ręce pod moimi udami. Mój oddech staje się płytszy z każdym pocałunkiem i nawet nie myślę, aby się opanować. Moja koszulka ląduje na podłodze obok nas, a ja wsuwam obie dłonie pod t-shirt Jamesa, nadal całując i przygryzając jego wargi. 
Czuję jak seria pocałunków na mojej szyi doprowadza mnie do szaleństwa i gdy juz sie kończy, chłopak pozwala mi zejść na ziemię. 
James nadal trzyma mnie w ramionach, bawiąc sie moimi włosami i spoglądając w moje oczy. 
- Zostaniesz? 
Potakuję, nieprzemyslając mojej decyzji i idę w kierunku łóżka za nim. Chwytam koszulkę i przewijam ja przez głowę, jednocześnie poprawiając moje spodenki, które są znacznie niżej niż powinny. Jestem dosłownie centymetr od jego ciała, kiedy kładziemy się na jego wąskim materacu. Nie wiem, czy mogę go przytulić, czy mogę nawet coś powiedzieć, bo boję sie że to zepsuję. 
- Czemu po mnie przyszedłeś? - pytam, nie mogąc odpowiadać na to pytanie jedynie w swojej głowie. 
- Sam nie wiem. - spogląda na mnie, a następnie przejeżdża palcem po mojej dolnej wardze. Opieram głowę o jego klatkę i kładę rękę na brzuchu, czekając czy nie będzie chciał zmienić pozycji. Delikatnie dotykam mięśni jego brzucha, kiedy jego dłoń wędruje na moje plecy i przyciąga mnie jeszcze bliżej jego ciała.
Nie wiem dlaczego, ale od razu zasypiam, czując jak James gładzi moje włosy. 

                                                          ***


Wstaję stosunkowo wcześnie i widzę, że James leży dokładnie tak samo, gdy zasypialiśmy. Jest naprawdę uroczy podczas snu. Chwytam podręczny zegarek, leżący na jego szafce nocnej i widzę, że tak jak zwykle, obudziłam się o 7:10. 
Co powie Nicole? 
Moje oczy się powiększają na samą myśl o tym, co poczuje jeżeli się dowie, że tu nocowałam. Szukam szybko jakiejś wymówki i uwaga... 0 pomysłów. 
Zacznijmy od tego, że nikt normalnie nie wychodzi w nocy. 
Poddaję się i siadając, spoglądam na śpiącego chłopaka. 
Dobra, było warto. 
Uśmiecham się i postanawiam sprawdzić, czy drzwi od mojego pokoju sa całkowicie zamknięte. Jeżeli tak - przyszykuję się na godzinne wypytywanie. 
Wstaję i na palcach podchodzę do drzwi i kiedy naciskam delikatnie klamkę, rzucam ostatnie spojrzenie, aby upewnić się, że nie obudziłam Jamesa. 
Zamykam drzwi i podbiegam do pokoju 501. Jestem w siódmym niebie, kiedy widzę że James wysunął zamek i dzięki temu mogę wejść. Moja kuzynka jak spała, tak śpi a ja czuję się dobrze z tym, że nikt o niczym się nie dowie. 
Siadam na moim łóżku i po chwili decyduję się wyjść na taras. Mija 10 minut i tradycyjnie widzę wychodzącego na papierosa Chrisa. 
- Hej! - macham jak opętana z uśmiechem na twarzy.
- Dzień Dobry. - słyszę dźwięk zapalniczki. - Mamy dzisiaj imprezę. 
Och, czyli zawsze dowiaduję się o wszystkim ostatnia. 
- Gdzie? 
- W klubie "Daniele" - uśmiecha się i oprusza skręta. 
- Jak tam jest? - jestem ciekawa, nigdy Nicky mi o nim nie opowiadała, a słyszałam już chyba każdą możliwą opowieść o tym jak dobrze się bawiła w najlepszych miejscówkach. 
- Zajebiście. - wypuszcza dym, a ja cicho chichoczę na jego stwierdzenie. 
Jest o wiele chłodniej niż w poprzednich dniach, więc szybko chowam się do środka, zastając siedzącą w łóżku Nicole, z ogromną burzą loków na głowie. Dopiero wstała, co jak na godzinę 7:30 i tak uważam za absolutny sukces. 
- Cześć. - mówię słodko i szykuję ubrania na dzisiaj. 

                                                                  ***

Śniadanie zjedliśmy w McDonald's (bo gdzie by indziej). Jamesa nie było, ale stwierdziłam że to nie jest nic wielkiego. Potem przeszłyśmy się z Sophie po parku, o 14 jedząc obiad w jakiejś włoskiej restauracji. Ona jest naprawdę miła. Może lekko zboczona, ale miła. Gdy wróciłyśmy do akademiku, oglądałam filmy z Nicole, podjadając popcorn. 
Nieźle Ci idzie odchudzanie Katie. 
Dobra, narazie raczej przybrałam na wadze, ale pomińmy ten temat. Nie spotkałam Jamesa ani razu, mimo że przechodziłam kilka razy koło jego drzwi i nie raz spoglądałam na korytarz, kiedy moja kuzynka była w toalecie. 
To nie jest żadna obsesja, po prostu martwię się, czy wszystko z nim okej. 
- Dobra, czas juz się szykować. - oznajmia Nicky i sięga do szafy po sukienkę. Robię dokładnie to samo, siadając przed moim lusterkiem, aby wykonać make-up. Mam na sobie czarno-białą sukienkę, chyba nie wymyślę tutaj nic specjalnego. Decyduję się na czarną kredkę, popiołowy cień i odrobinę pudru. Włosy rozpuszczam i przeczesuję, chcąc aby zostały pofalowane. 
"Są cudowne" - przypominam sobie te słowa i to chyba główny powód dla którego to robię. 
Wkładam telefon do małej, czarnej torebki ze sztucznej skóry i niecierpliwie czekam, aż Nicole wyjdzie z łazienki i będziemy mogły wyjść. Sprawdziłam gdzie jest ten klub i gdy złapiemy autobus na 20, to będziemy tam w mgnieniu oka. 
- Ok, możemy iść. - Nicky wychodzi, a ja naprawdę zazdroszczę jej urody. Jej śliczne blond włosy są delikatnie pofalowane, makijaż jest wykonany perfekcyjnie, a sukienka idealnie pokazuje jej szczupłe łydki. Spoglądam na siebie i ignorując to, że wyglądam dwa razy gorzej, potakuję podchodząc do drzwi. Idziemy przez korytarz, nie spotykając nikogo po drodze i po chwili schodzimy na parter. 
- No hej, wy już czekacie? - słyszę, że moja kuzynka rozmawia z kimś przez telefon. Bawię się pasemkiem moich włosów i przewracam oczami, kiedy zaczyna gadać o ciuchach. Spóźnimy się jak tak dalej pójdzie. 
- Dobra, my zaraz będziemy. Buziaki. - rozłącza się. 
- Z kim rozmawiałaś? - nie mogę się powstrzymać. 
- Z Kevinem. - wkłada telefon do swojej kopertówki i otwiera drzwi, abyśmy mogły wyjść na zewnątrz. 
- Z Kevinem? O ciuchach? - śmieję się, nie wierząc że to był on. 
- Tak. Przecież on jest gejem. - wzrusza ramionami. 
Nie no, dobrze wiedzieć.
 - To dlatego był taki chętny na zakupy! - przypominam sobie i orientuje się, że powiedziałam to na głos, a wcale nie miałam tego w zamiarze. 
- No widzisz. Uwielbia modę i wszystko co można ubrać. - oznajmia i wsiadamy do autobusu, który dosłownie odjechał sekundę po tym, gdy złapałyśmy poręczy. 
Całą drogę zastanawiałam się nad tym faktem dotyczącym Kevina i zaczęłam sobie uświadamiać dlaczego zawsze jest taki kulturalny i miły, jego ubrania są świetnie dobrane i był taki chętny na zakupy. Nie ma też żadnej "głównej partnerki" i nigdy nie widziałam go, całującego jakąś dziewczynę w mojej obecności. Zanim się zorientowałam, Nicole szturchnęła mnie abyśmy wyszły i już z przystanku mogłam dostrzec świecący się budynek. Przeszłyśmy przez jakieś 2 ulice (których nazwy zna chyba tylko Bóg) i stanęłyśmy przed wejściem, podając nasze nazwiska. To musi być jakaś lepsza impreza, skoro rezerwowano miejsca. Patrzyłam na każdy szczegół, każdą małą lampkę póki nie weszłyśmy i moja uwaga skupiła się na muzyce. Jest strasznie głośna i typowo klubowa. W rogu, do którego właśnie idziemy widzę resztę naszej ekipy, w tym Jamesa, popalającego papierosa. 
Wygląda idealnie. 
Nie. 
Tak. 
Ugh. 
- Cześć wszystkim. - wita się Nicky i przyciągnięta przez Nialla, siada na jego kolanach. 
Każdy coś mamrocze, a ja podchodzę trochę bliżej Jamesa, licząc że powtórzy gest chłopaka. Ten tylko się odwraca i wyrzucając papierosa, odchodzi na parkiet. 
Świetnie. Dostaję jakiś drink w wysokim kieliszku, po czym bujając się w takt jednej z bardziej znanych mi piosenek, udaję się na parkiet.

Wasze komentarze są naprawdę motywujące i staram się dodawać rozdziały szybko :) Mam nadzieję, że wszystko Wam się podobało i czekacie co wydarzy się dalej ;) 
Liczę na jakieś ciepłe słówka, jeżeli macie chwilę to zaglądnijcie : http://opponents-fanfiction.blogspot.com/ :) 
Much love, x

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 5

- Jeżeli masz to robić równiez z moją kuzynką, to dziękuję bardzo, ale nie. - odsuwam się, chociaż cholera, ile bym dała aby go pocałować. 
James chwyta jednak mój nadgarstek i złącza nasze usta. 
- Wiesz, że nie zależy mi na Nicole, prawda? - mówi, a ja czuję jego ciepły oddech na moich wargach. 
- Udowodnij to. - odpycham go delikatnie i odchodzę. 
Nie chcę tkwić w punkcie, gdzie nie wiem kim on chce dla mnie być. Wychodzę, po raz kolejny zmieniając miejsce do pływania. Zanurzam się po czubek głowy i podpływam do reszty, stojącej przy zjeżdżalniach. 
- Idziemy na górę, pozjeżdżamy, też chcesz? - uśmiecha się Caroline.
- Um... nie, dzięki. 
Nie lubię zjeżdżalni, nic na to nie poradzę. Wychodzę z wody już trzeci raz i mam tego dosyć. Podchodzę do naszego leżaka i poprawiam ręcznik, aby się na nim położyć. 
Kładę głowę na oparciu i oglądam, jak moi przyjaciele wypadają jeden po drugim z kolorowych rur. Co chwile wybucham śmiechem, kiedy Justin wyskakuje i drze się na cały basen. Nie sa nawet tacy źli, przynajmniej nie jest tak nudno. 
- Też nie lubisz zjeżdżalni? - odwracam sie i widzę Nialla. Jego tors błyszczy się od kropelek wody, a całkowicie mokre włosy są roztrzepane na wszystkie strony.
- Taa. - zostawiam moich znajomych i skupiam całą uwagę na chłopaku. 
- Może chcesz popływać? - wskazuje na basen, do którego wcześniej wchodziła Caroline. Mimo, że byłam już w wielu miejscach, z nim mogę iść nawet jeszcze 3 razy. 
Szczególnie bez koszulki. 
- Nie jestem najlepszą pływaczką... - ściągam klapki i staję na schodkach. Woda jest chłodniejsza, ale Niall nie ma z tym problemu i wskakuje do niej od razu. 
OK. 
- Pomogę Ci, spokojnie. - wyciąga ręce, a ja niepewnie łapię się jego ramienia, odpływając od brzegu. 
- Um, dzięki. - uśmiecham się i kładę drugą rękę tak, że opieram się na jego barkach. 
- Chcesz na barana? - podnosi kąciki ust, a ja potakuję. Wskakuję na jego plecy i oplatam nogi wokół jego bioder. Śmieję się, gdy jego ręce podpierają moja pupę, aby było mi wygodnie i po chwili czuję, że oddalamy się coraz bardziej od brzegu. 
- Nurkujemy? - pyta. 
- Yhym. - mimo, że tego nienawidzę, chcę spędzić z nim maksymalnie dużo czasu. 
- Raz, dwa, trzy... - zamykam oczy i schodzimy po wodę. Zaciskam dłonie na jego barkach mocniej i wypuszczam powietrze. Biorę wdech, kiedy już się wynurzamy i chichoczę bez powodu. To było zabawne, nigdy z kimś nie nurkowałam. Przecieram oczy i spoglądam na roześmianego Nialla. Jego niebieskie oczy śledzą moje ciało a ja lekko go ochlapuję wodą, na co oddaje mi tym samym. 
W jednej sekundzie czuję mocny uścisk w talii i znajduję się centymetr nad wodą. James, do cholery znowu on. 
- Puść mnie James. - jęczę, spoglądając na Nialla, żeby nie odchodził. 
- Nie tak szybko. - wyrzuca mnie na przód, przez co ponownie się zanurzam. 
Czy ja wyglądam kurwa na nurka?! 
- Jesteś taki nieznośny! - krzyczę, osuszając twarz ręka. 
- Jesteś taka podniecająca. - rzuca uśmiech i wyobrażam sobie, jak może czuć się teraz Niall. Przed chwilą sama czułam sie o wiele lepiej. 
- Zostawisz nas na chwilę? - pytam Nialla wymuszając sztuczny, słodki uśmiech i specjalnie pozostawiam krótki pocałunek na jego ustach. Chłopak odchodzi, a ja podchodzę do Jamesa. 
- Co ty kurwa odstawiasz? - przekleństwa nie są przeze mnie często używane, ale to co on robi pozwala mi na użycie każdego słowa. 
- Nic. 
- Nic? 
- Absolutnie nic. 
- Idź. - wskazuję leżak i spoglądam w jego kierunku, zauważając że zostały tam tylko dwa ręczniki. Musimy wychodzić, najwyraźniej minął już przydzielony nam czas. 
- Powiedz to jeszcze raz a dam Ci spokój. 
Mamroczę coś pod nosem, krzyżując ręce. Czy on musi być taki... 
- Właśnie o to chodzi, nie chcesz abym szedł. - moje myśli przerywa jego trafna odpowiedź. 
- Nie chcę, ale chce żebyś odpuścił. Dobrze się z nim bawiłam. - mówię spokojniej, przyznając mu po części rację. 
Tak, to można nazwać hipokryzją. 
- Lepiej niż ze mną? - przybliża się i cholera, znów słyszę ten głos. 
- Sama nie wiem. Jest uroczy. - w zasadzie jestem teraz szczera. 
- Ale nie tak jak ja, co? - pyta i znacznie przybliża nasze twarze. Czuję znajomy mi ciepły oddech i po chwili James delikatnie mnie całuje. Zawsze czuję to tak samo dobrze i tak samo tracę kontrolę, kiedy zimno jego kolczyka mnie uderza. Oddaje pocałunek i czuję, jak nasze języki sekundę po tym się łączą. 
- Musimy iść. - mówię bez tchu, spoglądając na zegarek. 
- Nie-e. - mówi to tak słodko, że od razu przypominam sobie jak mówiłam dokładnie tak samo w przedszkolu. 
- Chcesz dopłacać 10 dolców za następną godzinę? - uśmiecham się i widzę, że raczej oboje tego nie chcemy. Podpływamy do barierki i podchodzimy do leżaków. Chwytam mój ręcznik i natychmiast się nim owijam, czując że zaraz mogę zamarznąć. Rozchodzimy się przy szatniach i po 10 minutach, kiedy już się wysuszyłam i przebrałam, widzę go czekającego na mnie przy wyjściu, zajętego przeglądaniem telefonu. 
- Jak to... nie ma ich? - dziwię się, że jest tutaj jako jedyny. 
- Justin napisał, że poszli, bo autobus by już im uciekł. 
- I nie mogli nas zawołać, cokolwiek? - wzdycham, nie wierząc że mogli nas tak zostawić. Nie mam nawet pieniędzy na taksówkę.
- Jesteś głodna? - pyta, wzruszając ramionami na moje poprzednie pytanie. Potakuję i poprawiam moją torbę na lewym ramieniu. Idziemy w milczeniu, po tym jak zostawiliśmy opaski w kasie i wcale nie czuje się z tym nie komfortowo. James delikatnie się uśmiecha, a ja popycham drzwi na zewnątrz. Słońce od razu ogrzewa moją skórę i czuję się znacznie lepiej na świeżym powietrzu. 
- To.. gdzie idziemy? - pytam, spoglądając na chłopaka. Z każda sekunda jestem coraz bardziej głodna. 
- McDonald's? - wykrzywia twarz pytająco, a ja wywracam oczami. 
- Naprawdę nie jecie tu nic innego? 
- Dobra, to weźmiemy pizzę na wynos. - wzdycha. 
A warzywa też macie paczkowane i smażone na tłuszczu? 
Powtarzam jego gest i idę tuż za nim. Nie znam tej okolicy, nawet nie wiem jaka to jest ulica. Skręcamy w cudowną alejkę z małymi sklepikami i targami, a ja nie mogę ukryć zachwytu tymi wszystkimi rzeczami. 
- Zrobisz mi zdjęcie? - pytam i spoglądam prosząco, ustawiając się na tle jakiejś budki. 
James chwyta aparat i wykonuje parę szybkich fotek, które po sekundzie nakrywam moim ulubionym filtrem. 
- Czemu je tak zamalowałaś? - spogląda na mój ekran. 
- Nie zamalowałam, tylko ulepszyłam. 
- Wcześniej wyglądałaś lepiej, naturalniej. 
- Zamknij się. Mieliśmy coś jeść, a chodzimy juz jakieś dobre 10 minut. - zwracam mu uwagę i publikuję przerobioną fotkę na tumblerze i Instagramie. 
- Pizzeria jest tam, to niedaleko. - wskazuje palcem na kremowy budynek z wielkim posągiem grubego kucharza, trzymającego pizzę. To miasteczko jest naprawdę urocze, nie wiem czemu mieszka tu tak mało osób. Gdy podchodzimy bliżej, wyciągam telefon i robię zdjęcie, wręczając po tym Iphona Jamesowi, aby znowu mnie sfotografował. 
- Naprawdę musisz mieć zdjęcie ze wszystkim? - przewraca oczami i gdy się uśmiecham, słyszę "pstryk". 
- Lubię robić sobie zdjęcia, co w tym dziwnego? - odbieram do niego komórkę i wzruszam ramionami. Nic nie odpowiada i obydwoje wchodzimy do środka. 
Podchodzimy do lady, a ja chwytam menu, oznajmiając że chcę zwykłą pizzę z salami. James potakuje i składa zamówienie, po czym siadamy na krzesłach tuż przy barku. 
- Nie mam ani grosza. - patrzę na jego reakcje i jestem zszokowana, kiedy wzrusza ramionami, po czym wyciąga od tak 20 dolarów. 
- Starczy na pizze i taksówkę, nie martw się. 
- Dzięki. - uśmiecham się i czuje zapach sosu pomidorowego, który wręcz uwielbiam.  - Często tutaj jesz? - chcę podtrzymać rozmowę, bo już i tak długo siedzimy w ciszy. 
- Taa. Mają genialnego kucharza, zobaczysz. 
Jest całkiem miły i nie mówi nic, co ma podtekst seksualny, z czego jestem naprawdę zadowolona. Nareszcie spędzam z nim normalnie czas, to już jakiś postęp. 
Opalony mężczyzna podaje nam kartonowe opakowanie i szybko wydaje resztę dla Jamesa. Otwieram karton, czując że nie wytrzymam ani minuty dłużej a moim oczom ukazuje się najcudowniejsza rzecz, jaką mogłabym dostać po basenie - pizza. 
Gorąca, wypełniona salami - taka jaką ubóstwiam. Biorę jeden kawałek i wręczam resztę James'owi. 
- Zaczekaj, zadzwonię po taksówkę. - otrzepuje ręce z mąki i wyciąga telefon. Szybko pochłaniam drugi kawałek i zanim taksówka przyjeżdża, jestem w połowie 4. 
Wsiadamy, a ja powtarzam sobie, że to już i tak za dużo jak na dzisiaj, miałam przecież się odchudzać.
- Akademik Im. Mackenzie Flous. - mówimy w tym samym czasie i śmiejemy się z miny kierowcy, wartej nagrania. 
Odblokowywuje telefon i przeglądam zrobione dzisiaj zdjęcia. Gdy czekałam na pizzę, fotografowałam lokal i ludzi idących ulicą, a patrząc na efekty nie żałuję tej decyzji.
- Mogę? - pyta chłopak, wyciągając rękę w moją stronę. 
- Taa, jasne. - wręczam mu moją komórkę, chociaż nie lubię oddawać komuś mojej najlepszej przyjaciółki na więcej niż 2 minuty. Widzę, że przewija galerię palcem i niekiedy minimalnie unosi kąciki swoich ust. 
- To jest śliczne. - pokazuje fotografię zrobioną na ulicy z małymi sklepikami. 
- Dzięki. 
- Zaczekaj. - cofa dłoń i zaczyna coś majstrować. Wyglądam za okno, chcąc zabić czas, który znacznie się wydłuża kiedy nie mam czym zająć moich palców. 
- Proszę. - oddaje urządzenie, a ja od razu widzę powiadomienie, że ktoś polubił moje nowe zdjęcie na Instagramie. Jednym kliknięciem otwieram aplikacje i widzę, że James dodał tamta fotkę, podpisując "THANK YOU JAMES, MY HERO" (Dziękuję James, mój bohaterze). Śmieję się, ale właściwie nieźle tu wyszłam więc zostawiam wszystko tak, jak jest. 

                                                                         ***

- Coś nas ominęło? - pytam, kiedy obydwoje wchodzimy do pokoju chłopaków, wypełnionego aktualnie chipsami, ubraniami i oczywiście ludźmi. 
- Chodźcie! Właśnie zaczynamy Monopoly!- Jessica klaszcze w ręce, a ja zastanawiam się, czy znowu nie paliła jakiegoś zioła. 
Zrzucam torbę na podłogę i poprawiając włosy siadam koło Nialla. 
- Hej piękna. - wita mnie, a ja uśmiecham się ciepło na jego słowa. 
Poprawiam rękawy bluzy i przybliżam się, aby zobaczyć planszę. Uświadamiam sobie wtedy, jak dawno w to nie grałam. 
- Dobra, robimy dwuosobowe drużyny. Która bierzesz Justin? - pyta Kevin, rokładając pionki. 
Zaznaczam "którą". 
- Caroline. - dziewczyna patrzy zdziwiona, ale po chwili przybliża się do Jussa i opiera głowę o jego ramię. 
- Nicole idzie do Jamesa, więc ja wezmę... - zastanawia się na głos Chris. 
- Właściwie to ja biorę Katie. - oznajmia chłopak. 
Co? Mnie? 
- Ach, to oczywiście Nicole. - decyduje się Chris, a ja jestem zmuszona usiąść obok mojego "partnera". W sumie, to chyba część udowadniania, że zależy mu bardziej na mnie. 
Szybko przestaje się zastanawiać nad sensem jego wyboru i widzę, że każdy już wie z kim gra. 
- Więc przegrani wypijają tą oto wódkę po połowie. Całą. - Kev podkreśla to ostatnie słowo, a po przypomniniu sobie, jaka jestem beznadziejna w tą grę, przełykam przestraszona ślinę. 
- Spokojnie, jestem w to najlepszy. - James kładzie rękę na moim udzie i nie wiedziałam, że aż tak mnie to uspokoi. 
Rzeczywiście, gdy zaczynamy, wszystkie punkty idą na nasze konto. Ja właściwie się tylko przyglądam i przeliczam ile już zarobiliśmy, ale uznajmy że to praca zespołowa. 
- No stary, zgarniasz wszystkie najlepsze miejsca. - narzeka Justin, po czym zapala papierosa. Chyba jest zdenerwowany, jeszcze trochę i będzie musiał wypić tą wódkę. 
- Zgarniam wszystko, co najlepsze. - spogląda po tym na mnie a ja od razu się rumienie. 
Okej okej okej okej, tylko nie wybuchnij. 
Uśmiecham się do niego i chcąc mu podziękować, obejmuję go w talii, opierając głowę o jego plecy. To było urocze, cały czas powtarzam to w mojej głowie. 
Czuję, jak jego ręce przenoszą się aby chwycić mnie i po sekundzie leżę na jego nogach, oglądając dalszy przebieg gry. Jak dobrze, że nie jestem z Justinem. Wypala już 3 papierosa i jest cały poddenerwowany. 
- Koniec. - oznajmia James, kiedy jego pionek przekracza po raz ostatni metę. 
Juss przegrywa i zrezygnowany sięga po butelkę. 
- Dostanę nagrodę? - widzę niebieskie oczy spoglądające na mnie z góry. 
- Yhymmm... - ciągnę go za koszulkę i składam delikatny pocałunek na jego wargach. 
Sophie patrzy na nas z lekkim zdezorientowaniem, a ja tylko usmiecham się w zasadzie nie chcąc niczego sugerować. 
- Mmm... musimy częściej grać. - mówi po chwili James, oblizując wargi. 
Nie ma problemu. 
- Widzę tu jakies romanse... - szepcze do mnie Jessica. 
- Zamknij się. - James sprowadza ją na ziemię i wstaje. 



O Jezu, to już 500! :) Nie wierzę, naprawdę :) 
Dziekuję za komentarze i ponownie o nie proszę, ponieważ gdy je czytam to z podwójną przyjemnością i szybkością zabieram sie do następnego rozdziału :) 
Much love, xx 

niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 4



                      Z dedykacją dla mojej ukochanej przyjaciółki - Olwii 

Pieprzony James. 
- Czego chcesz? 
- Niczego. Przepraszam. - mówiąc to, siada naprzeciwko mnie, również opierając sie o ścianę. Czubki naszych butów się stykają a ja patrzę zdezorientowana na jego smutny wyraz twarzy. 
- Naprawdę? - mówię cicho, nadal mając obawy, czy to w ogóle się dzieje. 
- Tak. Zachowałem się jak dupek, ja... - bawi się palcami, unikając mojego wzroku. 
- Ty co? 
- Nieważne. Chyba już pójdę. 
- Zostań. - jego przeprosiny wywarły na mnie takie wrażenie, że chcę zobaczyć co jeszcze potrafi mi powiedzieć. Chłopak zostaje na miejscu i mam dziwne wrażenie, że przestrzeń między nami się zmniejszyła. 
- Dlaczego tylko ty możesz mnie całować? - delikatnie się śmieje, chcąc uzyskać odpowiedź. Swoją drogą to brzmiało strasznie sztucznie i uroczo, kiedy on to mówił. 
- Bo tylko ja robię to tak dobrze? - unosi brew i śmieje się wraz ze mną. 
Gdy jesteśmy sam na sam atmosfera jest o wiele luźniejsza. 
Korytarz jest pusty, każdy tańczy, albo przebywa w pokojach, próbując zasnąć. 
- Nie byłabym tego taka pewna. - kręcę głową sarkastycznie. Widzę, jak szczerze sie uśmiecha i naprawdę jest to cudowny widok. 
- Chcesz się upewnić? 5 minut Ci nie wystarczyło? - moje przeczucia się utwierdziły, jesteśmy o wiele bliżej niż na początku i wcale mi to nie przeszkadza. 
- Myślę, że stac Cie na więcej. - zbliżam się do niego, przenosząc dłonie na jego barki. 
Dotykam jego warg, ponownie czując ten sam smak alkoholu i papierosów. 
Nasze klatki się stykają, a ja nie mogę opanować dreszczy, kiedy jego język wślizguje się pod mój. Jego palce sa pod moją koszulką i nie mogę się oprzeć, aby nie polizać chociażby delikatnie czarnego metalu, wbitego w jego miękką wargę. 
- Bijemy rekord, kochanie? - szepcze, a ja w zasadzie potwierdzam to, kontynuując to, co zaczęliśmy. James przygryza delikatnie moją dolną wargę, przyciągając mnie jak najbliżej siebie. Jeżeli tylko on może mnie całować, ale codziennie to chętnie przyjmę tę ofertę. 
Wymieniamy tak długo pocałunki, do momentu w którym się odchylam i oznajmiam całkowicie szczerze: 
- Usta mnie bolą. - wybucham po tym śmiechem bo chyba nigdy nie powiedziałam czegoś tak dziwnego. 
- A mnie kolczyk. Muszę chyba go ściągać, bo jeszcze przerwie mi wargę. - również się śmieje. Takiego lubię go najbardziej - totalnie na luzie. Wtedy mam wrażenie, że nikogo nie udaje. 
- Zawsze musisz mi to wypominać? 
- Tak długo, póki będziesz to robić. - oblizuje górną wargę i przeczesuje włosy, zanim wstaje. 
- Szkoda, że Niall nie ma kolczyka... - denerwuję go, bo uwielbiam momenty, kiedy jest zły. 
- Pamiętaj o tym, co Ci powiedziałem. Inaczej czeka Cie kara. - ostrzega mnie i po chwili znika na schodach. 
Zostaję sama i wlepiam swój wzrok w ścianę. Chyba chcę poznać jego rodziaj "kary". 
Uśmiecham się do siebie samej i czuję się w niewyjaśniony sposób genialnie. 

                                                            *** 

Budzę się już w łóżku, przypominając sobie, że Nicole wróciła niedługo po tym, kiedy James odszedł. Odwijam pościal i widzę, że moja kuzynka nadal śpi. 
Niedługo będą jeść śniadanie o 13. 
Wzdycham i powoli wstaję. (czyt. wyciągam dwie nogi za pościel i po 5 minutach podnoszę tyłek)
Przeczesuję włosy ręką i przecieram oczy, po czym podchodzę do wejścia na taras. Jest cudownie, słońce niedawno wyszło i gdy wychodzę, czuję w powietrzu, że w nocy musiał padać deszcz. Rozglądam się po parkingu, na którym jest całkowicie pusto. Uwielbiam te chwile, kiedy wszyscy śpią - jest spokojnie i naprawdę naturalnie. Po kwadransie widzę wychodzącego Chrisa, oczywiście z papierosem. 
- Dzień dobry. - wita mnie i zapala skręta. 
Jest bez koszulki, o mój Boże. 
- Cześć. - to jedyne, co mogę powiedzieć widząc go tak słodko zaspanego. Uśmiecham się i siadam na plastikowym, białym krześle, rozglądając się po niebie. 
Wyciągam telefon i widzę nieodczytaną wiadomość od nieznanego mi numeru. 
"Dobranoc, nałóż krem na usta. :))) James, xx" Ponownie się uśmiecham i odpowiadam tylko krótkim "Dzień dobry :)". 
czuję się dobrze, kiedy o nim myślę, a nie powinnam. To "chłopak" mojej kuzynki, a co najważniejsze moje totalne przeciwieństwo. Wygaszam ekran, będąc w dobrym nastroju od samego rana i przymykam oczy, relaksując się w promnieniach słońca. 
Po 30 minutach słyszę, że Nicole robi coś w pokoju. 
- Wychodzimy gdzieś? - pytam, wychylając się z balkonu, nadal nie opuszczając mojego krzesła. 
- Do McDonald'a? - patrzy na mnie jak na wariatkę. 
- Oh, jasne. Ubierasz się? 
- Jestem prawie ubrana. - spoglądam dokładniej i widzę, że ma na sobie jedynie bieliznę. 
Przecież w akademiku bielizna to już ubranie. 
- Okej. - odpowiadam i wchodzę do środka, aby ogarnąć moje włosy. Zamykam drzwi od łazienki i wyciągam prostownice. Nie ma opcji, żebym wyszła gdziekolwiek z moimi kręconymi włosami. Znaczy sa falowane, ale naprawdę irytuje mnie to, że za 10 minut będą zupełnie inaczej ułożone niż chcę. 
- Nicky? Nie ma prądu? - wołam, kiedy wkładam wtyczkę do gniazdka a urządzenie się nie uruchamia. 
- Tu nie ma światła, więc pewnie to jakaś tymczasowa awaria. - sprawdza lampy w pokoju i woła po chwili. 
Zajebiście. 
Czeszę moje ciemne kosmyki i próbuję je maksymalnie wyprostować. Nie mam nawet jakiejś odżywki, cholera. Ugładzam te, które wyglądają najgorzej i stwierdzam że lepiej będzie je związać. Szukam gumki i po chwili przeglądam się w lustrze z kitka na głowie. Nie jest tak źle, jedynie moje "zwisające" włosy sa nieco bardziej niesforne niż normalnie. Nakładam zwykły krem i odrobinę podkładu, po czym spryskuję nadgarstki perfumami. 
- Możemy iść. - oznajmiam, i kiedy Nicole również jest gotowa, wychodzimy. 
Przy schodach tak jak wczoraj czekają Justin i Sophie. Obok nich stoi James oraz Chris. 
- To wszyscy? - pyta Juss, a reszta potakuje, więc schodzimy na dół. 
James otacza ramieniem moją kuzynkę i czuję się głupio, idąc jako jedyna sama. Poza tym to co wczoraj się stało... 
Przestań, on o tym nawet nie pamięta. 
Dochodzimy do Mc'a i stajemy przed kasą. 
- Chcesz herbatę Katie? - drwi żartobliwie Justin. 
- Nie, wolałabym colę. - sztucznie się uśmiecham i dopowiadam, że chciałabym też frytki. Nie jestem głodna, a dodatkowo widok całującego się Jamesa z Nicky mnie obrzydza. 
A nie powinien. 
Niech ta pieprzona podświadomość się zamknie. 
Idę do łazienki, zostawiając resztę aby sprawdzić stan moich włosów. Otwieram ciężkie drzwi i chce mi się krzyczeć, kiedy widzę jak wilgotne powietrze pogorszyło sytuację. Rozpuszczam je szybko i przeczesuję palcami, kiedy nagle czuję czyjeś dłonie na swoich. 
- Zostaw je tak. Są cudowne. - mówi James, stojąc za mną i bawiąc się jednym, skręconym pasemkiem. 
- Mógłbyś dac mi spokój? - jego twarz jest zdziwiona, kiedy odwracam się i spoglądam na niego zimno. 
- Katie... - przybliża się i spogląda naprawdę uwodzicielsko. 
- Ja nie mogę całować Nialla, a Ty masz do tego pełne prawo? W zasadzie kim dla mnie jesteś, aby mi tego zabraniać? - odpycham go i pochylam głowę na dół, aby związać włosy. Chłopak milczy, a ja wychodzę oburzona. Mógłby coś zrobić, przeprosić, cokolwiek. Największym problemem jest to, że nie mogę tego od niego oczekiwać, bo nawet nie jesteśmy razem. 
Wzdycham głośno i siadam przy stoliku obok Sophie. Chwytam zimny napój i frytki, następnie pytając: 
- Idziemy gdzieś dzisiaj wieczorem? 
- Nie, raczej nie a co? - odpowiada Justin. 
- To co będziemy robić? 
- Spokojnie kochanie, nie rozkręcaj się tak. - śmieje się Sophie i nie powiem, jej podejście poprawia mi humor. - Możemy się spotkać. Może w coś zagramy u Ciebie, co kochanie? - pyta Jussa. 
- Jasne. Ale... 
- Nie, nie w to co myślisz. Mamy chyba jeszcze Monopoly? - rzuca mu uśmiech, widząc że jest lekko zakłopotany. 
Woah. Oni i Monopoly? 
- Monopoly? - nie mogę się powstrzymać i głośno się śmieję. Dopiero teraz zauważam, że James wrócił i je hamburgera, razem z Nicole. 
- Zobaczysz młoda. - Soph puszcza mi oczko i nie wiem, czy mówi na serio czy pod "Monopoly" np. nie kryje się jakiś alkohol. 
- Idziemy? - Nicky mówi słodko. 
- Jasne. - mamroczę i odkładam pustą już tacę na metalowy śmietnik. 
Jestem wściekła, wściekła że James nie idzie teraz obok mnie. Myślałam, że tamten wieczór coś znaczył, że w końcu zmądrzał. 
Wracamy powoli i udajemy się do swoich pokoi, ustalając że spotkamy się na basenie o 15, po tym jak zjemy jakiś lunch. Pływalnie jest niedaleko, niecałe 20 minut na piechotę, a jeszcze skorzystamy z autobusu. 
Na zegarku widnieje godzina 11:20 i stwierdzam, że spakuję się wcześniej. Otwieram torbę, ale nigdzie nie mogę znaleźć stroju kąpielowego. 
- Mogę pożyczyć Ci swój. Mam 3. - proponuje mi kuzynka, widząc że przekopałam już wszystkie ubrania i jestem całkowicie bezradna. 
- Um, byłoby super. Mogę przymierzyć? - nasze budowy się trochę różnią, jestem niższa i trochę grubsza, więc nie wiem czy dam radę wbić się w kostium dopasowany do szczupłej figury Nicky. 
- Trzymaj. - rzuca mi kremowy biustonosz i brązowe majtki. 
Wchodzę do łazienki i ściągam ubrania, mierząc wzrokiem strój. 
Będzie za mały. 
Zapinam jednak górną część i nasuwam ramiączka. Z trudem nakładam też dół i przeglądam się w lustrze. 
Wyglądasz jak jakaś lafirynda, nie oszukujmy się.
Wszystko jest zbyt obcisłe i podkreśla każdą moją krągłość. Nie ma opcji żebym w tym wyszła publicznie. 
- Za małe. - oddaję jej komplet i zastanawiam się, co mam zrobić. Chce iść pływać, jest dosyć ciepło i nie przesiedzę przecież połowy dnia w fotelu oglądając jakieś filmy. 
- Idę do sklepu. - oznajmiam i szukam pieniędzy po kieszeniach. Znajduję wygniecone 20 dolarów i uznaję, że to mi wystarczy. Nicole potakuje i pakuje nasze ręczniki a ja zatrzaskuję drzwi. Orientuję się, że nie wiem właściwie gdzie iść, więc schodzę szybko do recepcji i pytam, gdzie jest najbliższy sklep ze strojami kąpielowymi.
- Musiałaby pani pojechać do centrum. To jakieś 30km. stąd. 
Czy wszystko musi być dzisiaj przeciwko mnie? 
Odchodzę zrezygnowana i siadam na kanapie, myśląc jak mogę się tam dostać. 
- Co się stało? - odwracam się z nadzieją, że ten męski głos należy do Jamesa, ale widzę usmiechniętego Kevina.
- Z nieba mi spadłeś. - wstaję uradowana. 
- Ale nie bolało jak upadałem, spokojnie. - żartuje, na co sie śmieję. Pewnie sie powtarzam, ale jest naprawdę zabawny i całkiem normalny jak na to, że mieszka w akademiku. 
- Mógłbyś mnie podwieźć do centrum? To bardzo ważne, proszę. - robię smutną mine i podchodzę bliżej chłopaka, kładąc ręce na jego klatce piersiowej. 
- Nie ma sprawy. - wzrusza ramionami i sprawnym ruchem wyciąga kluczyki do auta z lewej kieszeni jego krótkich spodenek. 
- Dziękuję, ratujesz mi życie. - uśmiecham się szczęśliwa i całuję go w policzek. Gdyby nie on, prawdopobonie nie poszłabym na ten basen. 
Wychodzimy, a ja szybko odnajduję samochód, do którego zmierzamy. Jest naprawdę niezły. Wskakuję do środka, zajmując miejsce pasażera i po chwili czuję powiew klimatyzacji. 
Dzięki Bogu, że ją ma. 
Kevin poprawia lusterka i rusza, wyjeżdżając po momencie z parkingu. 
- A więc gdzie jedziemy? 
- Do sklepu ze strojami kąpielowymi. - brzmi to conajmniej zabawnie. 
- Nie mów, że zapomniałaś. - śmieje się i wcale mu się nie dziwie. Przecież to moje wakacje. Wakacje oznaczają słońce i wodę, a do wody nie wskoczę z ubraniami. Takie małe przypomnienie. 
Potakuję i widzę, że wyjeżdżamy na jakąś większą ulicę. Chłopak podgłaśnia muzykę, a ja zamyślam się, słysząc jedno z moich ulubionych nagrań. Wymyka mi się jeden wers i widzę zdziwienie Kevina. 
- Cudownie śpiewasz. 
- Przestań, mam strasznie słaby głos. - narzekam i ściszam piosenkę. 
- Nie. Zaśpiewaj coś jeszcze. - ustawia poprzednią głośność i spogląda prosząco. 
Ma cudowny uśmiech, nie mogę mu odmówić. "...Write Your name, over every part" - wyśpiewuję, przymykając oczy. 
- Woah. 
Chichoczę, nie wiedząc czy mówi to, aby mnie pocieszyc czy może rzeczywiście podoba mu się mój głos. 
- Dzięki. -  odpowiadam przez śmiech i resztę drogi przebywamy na słuchaniu muzyki. Podśpiewuję niekiedy, wywołując uśmiech na twarzy Kevina. Naprawdę go lubię, jest świetnym przyjacielem. Skręcamy w jakieś poboczne, dosyć wąskie uliczki i po chwili znajdujemy się na wjeździe do dużej galerii. 
- Mam pójść z tobą?  - pyta, kiedy parkujemy. Nie wiem nawet gdzie tu jest wejście, więc potakuję i zabieram swojego Iphona z siedzenia. Wchodzimy i nie wierzę, że to jest takie ogromne. Wszędzie świecą się szyldy, ludzie chodzą z kawami i dziećmi, a gdy rozglądam się po nazwach sklepów, dostrzegam Calzedonię. Genialnie. 
- To... zostaniesz tutaj?  
- Jasne. Będę czekał na tam, na ławce. - wskazuje palcem umówione miejsce, a ja obracam się i idę w stronę wejścia. Wyobrażam sobie reakcję Jamesa i dosłownie widzę go, próbującego wejść do mojej przymierzalni. Dochodzę tym samym do wniosku, że to może lepiej, że Kevin mnie tu przywiózł i nie boje się o to, że ktoś będzie mnie podglądać. Przeglądam stojaki z gotowymi już kompletami i zastanawiam się, ile ich tu musi być, że stroje poukładane są kolorami. Podchodzę do niebieskiego zbioru i chwytam pierwsze dwa wieszaki ze strojami w moim rozmiarze. Dobieram też jeden pomarańczowy i jeden czarny. Ten ostatni naprawdę mi się podoba, bo jego góra ma śliczne, białe wstawki i jasną kokardkę na złączeniu miseczek. Uśmiecham się do Pani stojącej przy wejściu do przymierzalni i otrzymuję kartonik z cyfrą "4". 
Zasuwam czarny materiał i powoli ściągam ubrania. Pomarańczowy jest niewygodny i odrzucam go podobnie jak jeden z niebieskich. Mam dylemat między czarnym, który idealnie na mnie leży i niebieskim, z szarymi wzorkami, który wygląda cudownie. 
Zawsze stawiałam na wygodę i teraz też tak zrobię, zwłaszcza że ta kokardka jest przeurocza. Poprawiam moją bluzkę i zapinam guzik spodni, wychodząc z kabiny. 
Podchodzę do kasy i płacę, korzystając ze starego bonu promocyjnego, co powoduje, że jeszcze bardziej się uśmiecham. Opuszczam zadowolona sklep z małą torebką i podchodzę do siedzącego Kevina. 
- Już? 
- Tak, dzięki że poczekałeś. - poprawiam włosy i posyłam mu ciepły uśmiech.  
- Chcesz może kawę? 
- Nie, jakoś nie mam ochoty. 
- Okej, to idziemy. - wstaje i zabiera ode mnie torbę. Mimo, że nie jest ciężka, to bardzo miłe z jego strony. Uszczęśliwiona wychodzę z galerii i wsiadam ponownie do nagrzanego od słońca auta. 
- Dziękuję. 
- Przestań, to nic wielkiego. - zapala silnik i jedzie w kierunku akademiku. 

                                                          *** 

- To ile możemy tu być? - pytam, odbierając opaskę na nadgarstek z kasy biletowej pływalni. 
- Do dwóch godzin, potem będziemy musieli dopłacić. - oznajmia Justin i przepuszcza mnie w bramce. 
Idę za dziewczynami do szatni i ściągam ubrania, mając jako jedyna strój po nimi. 
Chwytam ręcznik i idę pod prysznic. Caroline, Jessica, Nicole i Sophie  dołączają po dwóch minutach i juz razem wychodzimy, zmierzając w kierunku chłopaków. Jess kładzie swój ręcznik na jednym z plastikowych leżaków, więc robię dokładnie to samo, ściągając do tego klapki. 
Czuje na sobie wzrok Jamesa i wcale nie jest to takie komfortowe. 
- Gdzie idziemy? - jestem tu pierwszy raz, a do małych kąpielisk to bym tego nie zaliczyła. 
- Gdzie chcemy? - odpowiada zdziwiona Caroline i udaje się w kierunku średniego, podświetlanego basenu. Każdy rozchodzi się w swoja stronę a ja analizuję, gdzie będzie dla mnie najlepiej. 
- Idziesz ze mną? - pyta James, pojawiając się za mną. 
- Nie, poradzę sobie. - odchodzę nadal na niego obrażona i staje na brzegu leniwej rzeki. Sprawdzam stopą, czy woda nie jest za zimna i nagle czuję, że spadam. 
- Ty... - wynurzam się i spoglądam na Jamesa. 
- Coś się stało? - uśmiecha się drwiąco i najwyraźniej ma satysfakcję, że jestem całkowicie przemoczona, kiedy wychodzę. 
Widzę jaki jest zdziwiony, kiedy łapię go za ręce i ciągnę w moja stronę. Przygryzam wargę i łączę nasze usta, robiąc parę kroków w tył. Obracam go jednym, szybkim ruchem i popycham tak, że ląduje w wodzie. Śmieje się głośno, gdy widzę jak wynurza swoją głowę, dokładnie tak samo wkurzony jak ja. 
- Nieładnie... - przygryza wargę, a ja tylko kręcę głową, odchodząc po chwili. Nie ukrywam, jestem z siebie dumna. Wchodzę do pierwszego większego basenu, aby popływać. Trzeba w końcu trochę schudnąć przez te wakacje. 
McDonald Ci nie pomoże Katie. 
Podpływam do kamiennej ścianki i nagle widzę, że James płynie w moją stronę. 
- Jak tu tylko... - grożę, uśmiechając się jednocześnie. 
Co za logika, brawa. 
Ignoruję to, jak to może wyglądać i oddalam się od chłopaka, który jest już znacznie bliżej mnie. Czuję jednak jak jego palce po chwili dotykają moich boków, ściskając mnie w talii. 
- Idź, jestem zła. - powstrzymuję się jednak i przypominam sobie dzisiejszy poranek. 
- Nie gniewaj się kochanie... 
Kochanie
- Będę. Możesz całować od tak Nicole? Potem mnie przepraszasz i znowu to samo? - nadal pozostawiam jego palce tam, gdzie są. Chce to wyjaśnić, a nie uciekać jak dziecko. Z reszta i tak mnie złapie, pływam conajmniej fatalnie. 
- Nie zrozumiesz... - szepcze, zbliżając nasze twarze do siebie. 
- To mi wytłumacz. 
- A nie chcesz robić czegoś poza całowaniem? - na te słowa na chwile zamieram. Czy on, czy on właśnie... 



Kochani, zbliżamy się do 400 wyświetleń, w co nadal nie moge uwierzyć :) Mam nadzieję, że pod rozdziałem równiez pojawią się komentarze, poniważ odblokowałam opcję pisania jako anonim :)) Dziękuję za każde, najkrótsze słowo, mam nadzieję że czekaliście na rozdział. :) 

Czytasz - komentujesz :)