- Co powiesz na wino? - zaproponował a ja musiałam powstrzymać śmiech. James. James proponujący wino.
- Wiem, że wolisz jakiś inny alkohol.
- Zależy, co ty chcesz dzisiaj wypić.
- A na co ty masz ochotę? - zapytałam i spojrzałam na listę nieco mocniejszych napojów ale w odpowiedzi usłyszałam tylko stłumiony śmiech.
- Nie chcesz wiedzieć. - wywróciłam oczami, chociaż moje kąciki ust mimowolnie lekko się uniosły. - Ale jeżeli chodzi o alkohol to whiskey.
- Dobra, to ja to samo.
- Żartujesz. Weź sobie wino czy coś lżejszego. - szybko stwierdził i wskazał palcem na szereg przeróżnych delikatnych trunków.
- Ale ja nie chcę wina. Głowa mnie po nim boli. - jęknęłam i przez chwilę poczułam się jak małe dziecko, które nie wie co ma wybrać i musi zapytać o to dorosłego.
- Szampan? - padła kolejna propozycja, którą również odrzuciłam. - Może po prostu weźmiesz sok? - zaśmiał się, czym tylko mnie zdenerwował.
- Nie. Czemu nie mogę po prostu wziąć tego co ty?
- Będziesz po tym pijana. Poza tym dziewczyny nie piją whiskey.
- Zamawiam to, co ty i koniec. - postanowiłam, zatrzaskując menu. Chłopak tylko zmarszczył brwi ale wiedząc, że nie dam za wygraną, przywołał kelnerkę gestem dłoni.
Blondynka spisała zamówienie w swoim małym notesiku i już chyba wiedząc, że widzę jakie ma zamiary wobec Jamesa, pospiesznie odeszła w ogóle nie zwracając na niego większej uwagi.
- Pożałujesz tego wyboru. - wymamrotał, a ja spiorunowałam go wzrokiem. Niczego nie będę żałować, a jego komentarze są zbędne, szczególnie że dzięki mnie może napić się czegoś, co naprawdę mu odpowiada.
Zanim zdążyłam wymyślić coś dobrego, co mogłoby go uciszyć już raz na dobre, przede mną pojawiła się dosyć spora porcja alkoholu. Nie chciałam, żeby zauważył moje zdziwienie więc szybko wzięłam naczynie i napiłam się tego cholernego whiskey.
- I jak? Smakuje? - zapytał, już chyba dobrze wiedząc co wyraża moja wina. Okropność.
- Jest... niezłe. - udałam, że biorę kolejnego łyka, naprawdę tylko mocząc w nim delikatnie usta.
- Nie potrafisz kłamać.
- Ugh, może nie jest takie jak chciałam. - wykrzywiłam usta i spojrzałam na jego roześmianą twarz.
- Zaczekaj chwilę. - wstał i podszedł do barku, opierając się o ladę. Starałam się zignorować uśmiech zadowolonej z jego obecności kelnerki i wlepiłam swój wzrok w alkohol.
A gdyby go tak posłodzić?
Albo dodać czegoś jak syrop klonowy?
Dobrze, że James nie słyszy moich myśli. Już wyobrażam sobie jego minę i kazanie, że zabiłabym tym samym smak bezcennych promili.
Chłopak odwrócił się i podszedł do mnie, na co zmarszczyłam lekko brwi.
- Co tam robiłeś?
- Zaraz zobaczysz. - zrobił pauzę i spojrzał na ledwo moje ledwo tknięte whiskey - Pozwolisz, że wezmę też twoją porcję.
Gdy rozejrzałam się, chcąc dowiedzieć się dlaczego odszedł wtedy od stołu, moje oczy napotkały idącą w moją stronę kelnerkę. W ręku trzymała szklankę, która dopiero po paru kolejnych krokach zdradziła swoją zawartość. Lemoniada.
- Dziękuję. - mruknęłam i od razu napiłam się cytrynowego napoju, który był sto razy lepszy od mojej poprzedniej propozycji.
- I co? Lepiej? - zapytał z tym pewnym uśmieszkiem, kiedy już mogłam się spokojnie napić
- O wiele. - nie odrywałam się od słomki, delektując się jednym z moich ulubionych napojów. Była zimna i mocno cytrynowa - taka jaką lubię. - Dzięki. - uśmiechnęłam się, co odwzajemnił i tuż po tym zabrał się do swoich dwóch porcji alkoholu.
***
Spojrzałam na zegarek i byłam zaskoczona, że jest już prawie 19. Spędziliśmy tu zdecydowanie za dużo czasu i jak podejrzewam, wydaliśmy za dużo pieniędzy.
James wypił wszystko, właściwie nadal nie będąc jakkolwiek odurzonym.
Stwierdziłam, że musiał już wiele razy mieć kaca aby jego głowa tak dobrze traktowała aż taką ilość promili.
- Idziemy? - zapytał, kiedy już powoli się nudziłam. Skinęłam wstając, a on poszedł zapłacić. Nie ma mowy, aby pokrył też moje koszty, bo jak podejrzewam nie ma tu najtańszych potraw. Zaczęłam szukać jakiś pieniędzy, ostatecznie trzymając w ręce niecałe 20 dolarów.
Kiedy nadal nie wracał, zaczęłam sprawdzać Instagrama i przysięgam, że nie wiem kiedy dodał zdjęcie na którym całuję go w policzek.
Szybko je polubiłam, po czym weszłam na jego profil i dosłownie zamarłam widząc aż 3000 obserwujących. Owszem, jego zdjęcia były genialne ale aż tyle osób? U normalnego człowieka?
Szybko jednak skierowałam wzrok na liczbę osób, które obserwuje i uśmiechnęłam się, widząc "1". To było urocze, że naprawdę nigdy nikogo nie obserwował i chociaż brzmi to jak jakaś cyber-miłość XXI w. mówię to na serio.
James wrócił a ja szybko wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, w której trzymałam gotówkę.
- Nie wygłupiaj się, Katie. - zignorował mnie i poprawiając t-shirt objął mnie w talii.
- James, to jest za drogie.
- Nie, nie jest. - stwierdził tym spokojnym tonem, jak gdyby nic nigdy się nie stało.
- Przestań ze mną dyskutować i weź to.
- Dobra. - chwycił dwa banknoty i po chwili wsunął je do tylnej kieszeni moich szortów.
- Palant. - wymamrotałam, poddając się i założyłam ręce.
- Przykro mi, ale musisz to jakoś zdzierżyć. - zaśmiał się i przyciągnął mnie bliżej, całując delikatnie w skroń.
Przeszliśmy tą samą drogą, mijając już znacznie mniej osób. Przez palące się światła w oknach, stwierdziłam że prawie wszyscy siedzieli już w domach.
Powietrze nie było już takie ciężkie i spacerowało się naprawdę przyjemnie.
- Wiesz, że jak wrócimy to mamy jeszcze tydzień sam na sam w akademiku?
- Yhym. - wiedziałam, że chce coś jeszcze powiedzieć więc spojrzałam na niego ciekawskim wzrokiem.
- I wiesz też to, że będziesz mogła się do mnie tymczasowo przeprowadzić...
- Tak, a co w związku z tym? - czekałam zniecierpliwiona, widząc jak przez uśmiech w jego lewym policzku pojawia się dołeczek.
- I tak sobie pomyślałem, czy nie chciałabyś tam już zostać.
Na te słowa moje serce zaczęło walić jak szalone. Miałabym z nim zamieszkać? Znaczy owszem, w akademiku ale w jednym pokoju? Do końca wakacji?
- Byłoby świetnie. - odpowiedziałam podekscytowana, jednak szybko przypomniałam sobie o mojej kuzynce. - Musiałabym tylko porozmawiać z Nicole. Nie chcę jej zostawiać samej, jeżeli jej to nie odpowiada.
- Okej. - westchnął, wyraźnie zawiedziony dlatego stanęłam i obróciłam się tak, że staliśmy ze sobą twarzą w twarz.
- Słuchaj, tu nie chodzi o to że tego nie chcę. Po prostu wolałabym być fair wobec niej, tak? - trochę spoważniałam, ale szybko doszłam do wniosku, że to się opłaciło bo uśmiech powrócił do chłopaka, a jego oczy znowu zabłyszczały.
- Więc byś chciała. - stwierdził, wesołym głosem. Uwielbiał się ze mną droczyć.
- Mhymm. - przeciągnęłam, lekko się do niego przybliżając. Nachyliłam się i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach, czując jeszcze smak alkoholu na jego wargach.
***
* James *
Kiedy weszliśmy do pokoju, Katie szybko weszła do łazienki. Narzekała caą drogę, szukając toalety w każdym możliwym miejscu ale ostatecznie musieliśmy dojść do hotelu.
Usiadłem na łóżku, czując jak bardzo jestem już zmęczony tym udawaniem. Znaczy tak, jestem zadowolony ale w głębi nadal nie mogę pozbyć się tych wszystkich myśli.
Gdy Katie jest obok, jest to jeszcze znośne ale kiedy zostaje sam wszystkie problemy powracają.
Westchnąłem, szukając obok siebie pilota. Włączyłem telewizor, napotykając kanał z wiadomościami. Przewróciłem oczami bo znowu zobaczyłem, że na coś narzekają. Jeszcze nigdy nie napotkałem informacji, mówiącej że jednak dzieje się na świecie trochę dobrych rzeczy i mimo swojego charakteru, zaczynało mnie to irytować.
Przełączyłem dalej, napotykając jakiś hiszpański film. Kiedy już przyciskałem palcem guzik, pozwalający otworzyć telegazetę, poczułem wibrację w kieszeni.
Szybko sięgnąłem po znajdujący się tam telefon nadal skupiając się po części na opisie filmu i nie patrząc, odblokowałem ekran.
Rzuciłem okiem na imię osoby i zamarłem, widząc znany mi początek obcego numeru.
Od: Nieznany
Jest naprawdę urocza, zazdroszczę.
Pod tym krótkim tekstem, który i tak już mnie podirytował, Tommy przesłał mi zdjęcie na którym obejmuje czule Katie.
Było zrobione z daleka, jak podejrzewam ona nawet o tym nie wiedziała.
Przełknąłem głośno ślinę i rzuciłem z całej siły telefonem o ścianę. Tego było za dużo.
Katie jak na zawołanie pojawiła się w drzwiach i popatrzyła zdezorientowanym wzrokiem raz na mnie, raz na leżącą, zepsutą komórkę.
- Kiedy miałaś mi zamiar powiedzieć, że spotkałaś się z tym psychopatą?
- James... - zaczęła, już kruchym głosem. Nie obchodzi mnie to, nie teraz.
- Nie. Przesłał mi zdjęcie na którym się do niego przytulasz, jakby był ostatnią osobą na tej planecie. Może ty mnie zdradzasz, co? Macie jakiś pierdolony układ? - wykrzyczałem, nie panując już nad sobą.
- James.
- Co James? No co James? - wyrzuciłem ręce w powietrze i spojrzałem na jej zaszklone oczy. Po raz pierwszy nie interesowało mnie to, w jakim stanie się znajduje. Byłem wściekły, a alkohol jakby na nowo zaczął płynąć w moich żyłach, dodając temu wszystkiemu temperatury.
- Wiem o co chodziło.
- To może mi powiesz? - uniosłem brwi, bojąc się że poznała już prawdę i nie usłyszała tego ode mnie.
- Miałeś zaburzenia... zaburzenia psychiczne. Mylisz osoby, wiem że... - jąkała się a ja tylko jeszcze bardziej się uruchomiłem słysząc stek tych kłamstw.
- Jedynym, który mógł mieć zaburzenia był on! - krzyknąłem, na co aż lekko podskoczyła. - Chcesz znać prawdę? Proszę bardzo! Wspominał Ci o narkotykach? O tym, jak wciągnął mnie w swój biznes? - zaśmiałem się szyderczo pomiędzy słowami z niedowierzaniem wpatrując się w jej załamaną twarz. - Może wiesz też, że musiałem dostarczać prochy aby jego koledzy się mną nie zajęli! Jak uzależniłem się od tego gówna i musiałem radzić sobie z tym sam! Zniszczył całe moje dzieciństwo, wszystko co już nie powróci! - jej policzki momentalnie zalały się łzami, a ja zorientowałem się że z każdym zdaniem byłem coraz bliżej niej. Moje emocje buzowały jak szalone, czułem że zaraz stracę panowanie.
- Może teraz powiesz mi co z nim tam robiłaś?
- Ja... - schyliła głowę unikając mojego wzroku i zamilkła.
- Mów! - wrzasnąłem i szarpnąłem jej głową, aby w końcu na mnie spojrzała. Jej oczy były czerwone z powodu wylewających się tonami łez.
- Chciałam się dowiedzieć. Chciałam Ci pomóc! On mógł nam pomóc...
- Pomóc? Jedyne co zrobił to rozpierdolił wszystko, co należało do mnie!
- On chciał dla mnie dobrze. - zaczęła ponownie, mówiąc słabym głosem.
W tym momencie po pokoju rozległ się odgłos uderzenia a policzek Katie zaczerwienił się jeszcze bardziej, teraz już nie tylko od łez.
Żyjecie słodziaki? :) Początek dosyć zwyczajny ale końcówka chyba troszkę Was ruszyła, co? :D Hah, przed nami ostatni rozdział części I. Pojawi się również podsumowanie wszystkich rozdziałów w formie filmiku :) Nie wiem, czy internet pozwala mi dodać post na czas, więc jeżeli nie - bardzo przepraszam. Liczę na Wasze komentarze bo osobiście jest to jeden z moich ulubionych rozdziałów.
#Muchlove, Caroline
OMG! <3 Wiesz że płakałam jak czytałam końcówkę :D :'( <3
OdpowiedzUsuńMiło mi to słyszeć XD x
UsuńO jezuu <3 Poczatek spokojny, ale końcówka. Wystraszyłam się, że James coś jej zrobi. :'( Na szczęście narazie nic takiego sie nie wydarzyło i mam nadzieję, że Nasi boharterowie będą dalej razem. Szczerze powiedziawszy coraz bardziej zachwyca mnie ta historia. Miłego wypoczynku! <3
OdpowiedzUsuńDzieki :)) Myśle, ze kolejny rozdział Cie trochę zszokuje... XD
UsuńO boszeeee.Zajebisty rozdział...A ta końcówka...Jak on mógł ja uderzyć?!
OdpowiedzUsuńPrzepraszam jeszcze raz, że nie komentowałam, ale można powiedzieć, że nie za bardzo byłam wstanie coś napisać.
OdpowiedzUsuńOj dzieje się sjsuhxisj takie emocje, że nie mogę doczekać się następnego rozdziału.
Oj niedobry James. Jak on mógł coś takiego zrobić. Nie mogę w to uwierzyć.
Ten rozdział nie da opisać się żadnymi słowami i po prostu nie mogę nic wymyśleć, bo cała się trzęsę.
Niecierpliwie czekam na następny :) / @hazzsavedme
ps. zmienię user na tt, ale powiadomię cię o tym
mój nowy user to luvvmybae
UsuńAaa, dzieki! :)) nie ma sprawy ;) x
Usuń