środa, 6 sierpnia 2014

Rozdział 27

*Katie* 
W jednej sekundzie jego dłoń z impetem zderzyła się z moim policzkiem a ból sparaliżował moją twarz. Chciałam krzyczeć, uderzyć go najmocniej jak potrafiłam ale strach opanował całe moje ciało. Moje usta były rozchylone, pokazując jak bardzo nie wierzyłam w to co się stało. 
Szybko chwyciłam jedną ze swoich toreb i nadal płacząc z bólu, podeszłam do szafy. Nie dbając o to, jak będą potem wyglądać moje ubrania zwijałam jedno po drugim i upychałam je w torebce. 
Poczułam się jeszcze gorzej, gdy chłopak stał i tylko przyglądał się jak chowam kolejne rzeczy, co chwilę ocierając oczy z natrętnie napływających łez. 
Nie wiedziałam co robię, byłam w totalnym amoku i nie panowałam nad sobą w ani jednym procencie. 
Nie wierzyłam w to, że mógł mnie uderzyć. Nie docierało do mnie też to, jak zostałam oszukana i jaką przeszłość ma za sobą James. 
- Katie...
- Nie odzywaj się. - syknęłam przez zęby i wyszłam, zatrzaskując drzwi. 
To koniec. 

                                                           *** 

Gdy już wyszłam z hotelu i około pół godziny włóczyłam się, szukając najbliższej stacji kolejowej za pomocą telefonu, zaczęłam się śmiać sama z siebie. 
Oczywiście, najlepszym pomysłem było wyjście i poszukiwanie transportu do pustego domu, w kompletnie nie znanym mi mieście. 
GPS pokazywał, że powinnam iść wzdłuż tej ulicy jeszcze przez 15 minut, dzięki czemu znajdę się na dworcu centralnym. Nie miałam jednak na to siły i całkowicie załamana, usiadłam przy ścianie jakiegoś budynku, chowając twarz w dłoniach. 
Byłam roztrzęsiona. Nie myślałam trzeźwo, nawet nie wiedziałam gdzie jestem. Ulice były puste z powodu późnej godziny a ku mojemu zdziwieniu z lekko zachmurzonego nieba zaczęło kropić. Zacisnęłam pięści, przygryzając mocno wargę lecz wszystko zdało się na nic i ponownie wybuchnęłam płaczem. 
- Nienawidzę Was! Nienawidzę wszystkiego! - wykrzyczałam z całej siły prosto przed siebie. Krople deszczu mieszały się z moimi łzami a chłodne powietrze kontrastowało z temperaturą mojego ciała. 
To co wtedy czułam nie nadawało się do odpisania. Wszystko runęło bezpowrotnie a wspomnienia tego, jak James tracił nad sobą kontrolę odtwarzały się w mojej głowie w kółko, zawsze kończąc się tym nieszczęsnym uderzeniem. 
Nie wiedziałam nawet co zrobię, gdy już dojadę do domu. Przecież moi rodzice są za granicą. 
Jednym ruchem odblokowałam telefon i wybrałam numer do mojej cioci, mieszkającej niedaleko Miami - konkretniej - w Hollywood. Mogłabym kupić bilet i pojechać do niej, bo nawet nie wiem czy wystarczy mi pieniędzy na powrót do Orlando. 
Wsłuchiwałam się w głuche sygnały ale oczywiście nikt nie podniósł słuchawki. 
Czy wszystko dzisiaj musi być takie beznadzieje? Wszystko jest przeciwko mnie? 
Otarłam łzy, bo powoli czułam że każda kolejna myśl może spowodować że zostanę tu, całkowicie załamana i pozbawiona jakiejkolwiek chęci do życia. 
Wstałam, ocierając twarz i skupiając w sobie wszystkie ostatki sił zaczęłam iść w kierunku dworca. Pojadę do Hollywood i po prostu licząc na skłonność losu podejdę do domu cioci. Pamiętam na jakiej ulicy mieszka i gdy byłam mała, często przyjeżdżałam tam, aby zobaczyć się z Nicole. W zasadzie, na chwilę obecną jest to mój najmniejszy problem ponieważ właśnie stoję przed wejściem na stację. 
Przełknęłam ślinę i przekroczyłam wejście główne, szybko odnajdując kasy biletowe. 
Nie obchodziło mnie nic poza tym, aby znaleźć się daleko stąd. To tutaj wszystko runęło, a każda sekunda tego bolała mnie jeszcze bardziej. 
- Najszybszy bilet do Hollywood, poproszę. - powiedziałam, stając przy okienku i wyjmując 300$, które dał mi James kiedy chciałam zapłacić za mój pobyt w hotelu. Miał rację, przydały się bardziej niż myślałam. 
Los chyba się nade mną zlitował i przygotował jedyną pozytywną niespodziankę - wyjazd za pół godziny. - Dziękuję. - wręczyłam część gotówki i dokładnie sprawdziłam peron. Rozglądnęłam się, widząc że muszę skierować się wzdłuż wąskiego, dosyć zaciemnionego korytarza i poprawiając torbę na ramieniu, ruszyłam. 
Kiedy byłam już na miejscu, usiadłam spokojnie na ławce. Nikogo nie było obok przez co byłam szczęśliwa, ponieważ wyglądam zapewne okropnie. 
- Przepraszam, mogę się dosiąść? - usłyszałam głos starszej ode mnie kobiety, która prosząco spoglądała raz na mnie, raz na torbę, zajmującą miejsce. 
- Oczywiście. - zrzuciłam od niechcenia bagaż i pustym wzrokiem wpatrywałam się w tunel, czekając na upragniony pociąg. 
- Ktoś tu chyba nie ma humoru. - zapanowała cisza w której kątem oka przyglądnęłam się jej szczupłej sylwetce. Miała zielone, rzadko spotykane oczy i włosy koloru złocistego piasku. 
- Wie Pani co? Po rozstaniach ludzie nie mają humoru. - fuknęłam po chwili, lekko podirytowana. 
- Jeżeli było niesłuszne, to tak jest. Kiedy rozstajesz się z kimś i nie czujesz nic większego, oznaczało to tylko jak mało was łączyło. 
- Nic Pani nie wie. - syknęłam i zrobiłam małą pauzę, po której dodałam. - A rozstanie boli, ponieważ chcielibyśmy aby coś nadal trwało, a nie może. 
- Zawsze jest nadzieja, która umiera ostatnia. - posłała mi dosyć ciepły uśmiech, który spowodował że trochę złagodniałam. Wydawała się być spokojną i dosyć miłą kobietą, lekko po 30-stce. 
- Nadzieja matką głupich. 
- W tym przypadku, jak się domyślam jest też matką dupków, takich jak on. - zaśmiałam się na jej słowa  i wyciągnęłam dłoń w jej kierunku. - Jestem Katie. 
- Anne. - ścisnęła lekko moje palce. - Czekamy na ten sam pociąg? Hollywood? 
- Tak. - skinęłam głową. 
- Wiesz, jeżeli mogę Ci coś poradzić to nigdy nie wiesz, kiedy spotykasz prawdziwą miłość. Każdy popełnia błędy, a te których nie wybaczysz czasami zadręczają Cię do końca życia. - powiedziała po chwili a ja chyba zrozumiałam, że miała podobną sytuację. Ta jednak się różniła i nawet kiedy bardzo kocham Jamesa, nie mogę mu tego wybaczyć. Na pewno nie teraz. Na pewno nie w bliskiej przyszłości. - Sama kiedyś uciekłam od chłopaka. Zaczął się na mnie wydzierać i powyzywał mnie od najgorszych. Czułam się jak szmata. Wiesz, może to ostre określenie ale tak było. Bezużyteczna, szara, zwykła, upokorzona. Teraz nie mogę sobie tego wybaczyć, bo nadal nie znalazłam osoby z którą mogłabym dzielić chociaż podobne uczucie. 
- To jest za trudne. - przerwałam jej, czując jak coś we mnie narasta z każdym kolejnym słowem. - I nawet gdybym chciała... - zastanowiłam się czy mówić jej, jak znosiłabym dotyk Jamesa. Mimo wszystko jest obcą mi osobą a to dosyć prywatna sprawa, więc robiąc małą przerwę, westchnęłam. - Nie mogę tego zrobić. 
- Rozumiem. - chwyciła torebkę a pisk hamulców nadjeżdżającego pociągu zrobił ogromny hałas. Gdy już wszystko ucichło, złapałam za ramię mojej torby i przerzuciłam ją przez ramię. Mocno ściskając bilet weszłam do środka i odnalazłam swoje miejsce w przedziale "F". 
Rozsiadłam się wygodnie i aby trochę się odstresować zaczęłam przeglądać wszystkie portale społecznościowe, na zmianę odświeżając moje ulubione blogi. 

                                                                   *** 

* James * 
Co ja do cholery zrobiłem? Jak mogłem tylko podnieść na nią rękę? 
Brawo James, znowu spierdoliłeś wszystko na czym Ci zależało. 
Poprawka, zrobił to Tommy. 
Przypominając sobie o tym małym ale jednak znaczącym szczególe, w ogóle nie myśląc wyszedłem z pokoju i pobiegłem w kierunku recepcji jakby zaraz miała wybuchnąć bomba. 
Szybko uwinąłem się ze schodami, nie mogąc już czekając na ta powolną windę i przebiegając przez hall, stanąłem przed niską, ciemnowłosą kobietą. 
- Dzień dobry. Mogłaby pani powiedzieć mi, który pokój zajmuje Tommy Matew? - zapytałem szybko, oczekując równie prędkiej odpowiedzi. 
- Nie możemy udzielać takich... 
- Jest niebezpieczny. Może mieć przy sobie broń, tylko ja mogę mu przemówić do rozsądku. Jestem jego bratem. - to stwierdzenie przyprawiało mnie o mdłości ale wszystko inne było przysłonięte, abym widział jedynie mój cel - zdobycie informacji. 
- Zadzwonię na policję, niech Pan zaczeka. 
- Jeżeli Pani zadzwoni, on zacznie strzelać i rozwalać wszystko po kolei. Naprawdę, jeżeli do niego pójdę wszystko będzie dobrze. Mam leki dla niego, które go uspokajają. 
- Dobrze, w takim razie jest to pokój. - zrobiła pauzę, w między czasie wykonując może 3 kliknięcia myszką komputerową. - 144. 
- Dziękuję. - wymamrotałem i szybko pobiegłem na drugie schody, którymi jak podejrzewam dostanę się tam szybciej. 
Moje serce biło mocniej z każdym krokiem, a coraz to dalsze wspomnienia prowokowały mnie do zaciskania pięści aby nad sobą zapanować. 
Tabliczka wisząca na początku korytarzu wskazywała liczby 120-170 więc byłem na dobrym piętrze. W mgnieniu oka znalazłem się połowie, odwracając głowę co chwilę aby nie zgubić tych jednych, upragnionych przeze mnie drzwi. 
Kiedy stałem już przed nimi, wpatrując się z gniewnym uśmiechem w metalowe 144 już obmyślałem co mogę mu zrobić. Jak go skopać aby poczuł chociaż jedną setną mojego bólu. 
Pchnąłem drewnianą deskę, zastając spokojnie leżącego na łóżku Tommie'go. 
- Co-co ty tu robisz? - rzucił, natychmiastowo podnosząc się z materaca. 
- Przez ciebie, moje jedyne szczęście które mi pozostało, właśnie ode mnie odeszło. Skreśliłeś moje młodzieńcze lata czarną kreską, która w moich myślach przypomina jedynie popiół ze skrętów, od których mnie uzależniłeś. Spieprzyłeś wszystko na czym mi zależy. - przybliżyłem się, pewnie stapiając po ziemi. - I teraz pora, abyś za to zapłacił. 
Momentalnie wymierzyłem silny cios w jego twarz, przez co złapał się za zaczynający krwawić nos. Zaczął jęczeć z bólu, po moich dwóch ostrych uderzeniach w brzuch i gdy mocno kopnąłem go w nogi, runął na ziemię. Zaśmiałem się szyderczo z tego, jaki był słaby. Nawet nie przeszedłem do części, którą zdążyłem zaplanować a on już zwijał się z "bólu". 
- I jak? Przyjemnie? - przykucnąłem i zapytałem, po czym jeszcze raz przymierzyłem w bok jego czaszki. Ponowiłem to parę razy i zanim się zorientowałem, leżał prawie nieprzytomny. - Nic nigdy mi tego nie zwróci, ale ten widok to czysta satysfakcja. - spojrzałem na zakrwawionego mężczyznę i z zadowolenia uśmiechnąłem się sam do siebie. 
Wyszedłem, zamykając drzwi, zostawiłem go samego na ziemi. W końcu cała złość została zamieniona na czyny których nigdy nie pożałuję. 

                                                                   *** 

Leżałem na łóżku, rozmyślając o wszystkim. Cholernie martwiłem się o Katie, której nie było już prawie półtorej godziny. 
Nie mogłem do niej zadzwonić, chociaż chciałbym przeprosić za to co się stało. Wiem, że mi tego nie wybaczy ale moje sumienie nie dawało mi spokoju. 
Włączyłem telewizor, przewracając oczami kiedy znowu podawali wiadomości. 
Nie przełączyłem ich, ponieważ usłyszałem "Miami" i od razu pogłośniłem, skupiając się na obrazie rozbitych pociągów. 
Dzisiaj, dosłownie piętnaście minut temu doszło do zderzenia czołowego dwóch pociągów. Odbyło się to na linii Miami-Hollywood. Wszyscy pasażerowie w stanie ciężkim zostali przewiezieni do szpitala i rozpoczęli walkę o życie. 
Moje serce zamarło, kiedy po zbliżeniu kamery dostrzegłem jedną z bluz Katie, przewieszoną przez lekko uszkodzone okno pociągu. 
Boże, tylko nie to. Tylko nie ona. 


KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ. 

Kochani! Część druga ukarze się 18.08.2014r. na tym samym blogu. :) 
Mam nadzieję, że podobały się Wam rozdziały i mam jedną prośbę - moglibyście w komentarzu napisać Wasz ulubiony moment z tej części? :) 
Byłoby świetnie, gdyby pojawiło się tu dużo komantarzy ponieważ jestem strasznie ciekawa co sądzicie o zakończeniu. 

Cóż moge powiedziec ogółem? DZIĘKUJĘ. 
Dziękuję za wsparcie, za komantarze, za cudowne opinie, za polecenia i wyświetlenia... to dla Was piszę i to dzięki Wam mogę się tym bawić więc jeszcze raz, ogromnie za wszystko dziękuję!

Teraz troszkę odpoczniemy, ja na spokojnie przemyślę co będzie się dalej działo i mam nadzieję, że poczekacie na następne rozdziały :) Można do mnie pisać tutaj jak na twitter'ze ( @Selenas_cookiee ) 
KOCHAM WAS MOCNO, DO NASTEPNEGO! ;* 
#Muchlove, Caroline. 






11 komentarzy:

  1. Matko :") Ja też ci dziękuję <3
    Moimi ulubionymi momentami były sceny zazdrosci James :3
    I ta ostatnia z pociągiem. Straszna,ale aż chce się więcej :*
    Michasia ^ ^ :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeej!
    Nie wiem jak wytrzymam do 18.
    Mój ulubiony fragment? Lekcja geografii... Chyba :D
    Nie mogę się doczekać!
    Buziaczki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, kolejna nowa "twarz" :) dzieki zaś miłe słówa i nominacje ;) ściskam mocno, x

      Usuń
  3. O Boże umieram! Masz rację zakończenie mnie bardzo zaskoczyło i zszokowało!
    Nie żeby coś, ale poleciłam tego bloga moim koleżankom i się niezle wkręciły w to i są tak samo załamana zakończenem jak ja, tylko, że ja bardziej. :'(
    Powiem Ci, że nie potrafie wybrać najlepszego momentu, bo wszystko mi się w tym podoba. :)
    Naprawdę nie mogę się doczekać kolejnej części. Życzę Ci wielu pomysłów. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie miłe, ze kazdy życzy mi takiej weny! Aww, poleciałas go znajomym? Kocham Cie! :D haha, bardzo dziekuje :) Twoje komentarze zawsze mnie wspieraly. A pomysly...Juz cos sie tworzy :))

      Usuń
  4. Jezu dhsikaisidisoaj Ja umieraaam
    Nie wiem co napisać, bo jestem załamana tymi wydarzeniami w tym rozdziale.
    Moje ulubione momenty hmmm... musiałabym opisać całą pierwszą część. Wszystkie są moimi ulubionymi.
    Może teraz opiszę całą pierwszą część słowem, który pasuje do wszystkiego, i jest moim ulubionym wyrażeniem: 'ahzuxisiwisjsixihdiixisijqbs'.
    Nie mogę już doczekać się następnej części.
    /@luvvmybae

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! :) "hdksjoxjsjeklddoissh" jest cudowne, Kiedy wlasnie Ty je piszesz ;) luv Ya! xx

      Usuń
  5. Witaj najlepsza blogerko, której opowiadanie miałam zaszczyt kiedykolwiek czytać ! <3
    Dokładnie 3 dni temu moja koleżanka poleciła mi Twój blog ;* I rzeczywiście wart polecenia w 100 % ^^ Przeczytałam wszystkie 27 rozdziałów w te właśnie 3 dni ;*
    Więc tak.... rozdział 27 z resztą jak każdy .. zajebisty ^^ bo co tu więcej mówić xD A najlepszy moment części? Hmmmm..... chyba ten kiedy Katie uczyła geografii Jamesa ( wszyscy wiemy jak to się skończyło ^^ ) i ten sceny zazdrości haha Kocham je tak samo jak Twoją caluteńką historię :P Zdobyłaś kolejną stałą komentatorkę i czytelniczkę czyli mnie :D Od teraz skomentuję każdy twój post :* Możesz na mnie liczyć :D Weeenyyyy życze na kolejne rozdziały ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah i jeszcze jedno ;) Wyłącz proszę weryfikację obrazkową w ustawieniach :* Będę bardzo wdzięczna :)

      Usuń
    2. Ooo... Ale mi milo :)) dziękuję! Jesteś cudowna i bardzo sie cieszę że skomentowalas ten rozdział <3 hah, dzieki jeszcze raz! :)

      Usuń