Co do cholery się stało?
Poczułam silne pulsowanie w głowie i kiedy chciałam potrzeć skronie, zorientowałam się, że moje ręce są związane. Nie, nie, nie. To nie dzieje się naprawdę!
- Pomocy! Ktokolwiek, błagam! - krzyknęłam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy. Mój głos odbijał się jednak od wszelkich starych, zakurzonych przedmiotów i wracał do mnie bez odpowiedzi. Co się stało? Przecież mogłabym przysiąc, że sekundę temu stałam przy pasach. Poukładanie tej absurdalnej sytuacji - a raczej próba zrobienia tego - została przerwana przez dosyć spory hałas, otwieranych drzwi.
Coś w rodzaju popiołu wzniosło się w powietrze a ja gwałtownie odkaszlnęłam i zmrużyłam oczy. Dostrzec mogłam jedynie cień wysokiej, mocno umięśnionej sylwetki.
- Kim jesteś? Co ja tu robię? - zapytałam, ale mężczyzna jedynie zaśmiał się i zrobił parę głośnych kroków w moją stronę. - Wypuść mnie, nic Ci nie zrobiłam! - krzyknęłam jak małe, bezbronne dziecko.
- Kochanie, zrobiłaś znacznie więcej, niż mogłoby Ci się wydawać. - mruknął a ciarki pojawiły się na całym moim ciele. Naprawdę nie wiem, o co chodzi temu psycholowi ale jeżeli chciał mnie przestraszyć to zdecydowanie mu to wyszło.
- C-co? Ja naprawdę... - mój głos się łamał a jego twarz lekko przybliżyła się do mojej. Nie było tutaj najlepszego oświetlenia ale mogłam zobaczyć jego mroczny uśmiech i rozbawione, błyszczące oczy.
- Shh. Nie martw się, najprawdopodobniej wyjdziesz z tego cało.
- Najprawdopodobniej? Co Ty sobie do cholery... - podniosłam głos ale zostałam skutecznie uciszona przez nagle wymierzony cios w mój policzek. Walczyłam ze łzami. Byłam przerażona i obolała. Sznur, którym związane były moje ręce ocierał się o moje nadgarstki z każdym najmniejszym ruchem a twarda podłoga, na której musiałam już dosyć długo siedzieć wcale nie poprawiała mojego samopoczucia.
- Posłuchaj mała suko. Masz być cicho albo zmienię zdanie i zabiję Cię tak, jak mam zamiar zabić ich. - syknął, mierząc we mnie palcem. Skinęłam wolno głową i zamilkłam, jedynie wpatrując się w mojego porywacza. Byłam całkowicie sparaliżowana a wszystko pogorszyło słowo " zabiję ". Ich? To znaczy kogo? Moją rodzinę? Przyjaciół? Pytanie cisnęło mi się na usta ale zapamiętałam krótki regulamin, przedstawiony przez tego gnojka.
Usiadł na krześle i również nie odezwał się do mnie nawet jednym słowem.
***
Byłam strasznie zmęczona i przez to, że nie mogłam za bardzo się ruszać, wszystkie moje mięśnie stały się obolałe.
Siedziałam związana, przestraszona i poobijana na tej podłodze już dobrą godzinę. Starałam się ukryć to, jak roztrzęsiona byłam, ale moje dłonie niekiedy niekontrolowanie drżały i zdradzały to, co działo się we mnie w środku.
Po co mu ja - Katie Jones, nie mając żadnych bogactw w kieszeni czy chociażby znajomości z takimi osobami.
- Czy... czy mogę się o coś zapytać? - powiedziałam cicho, właściwie szeptem, bojąc się że znowu zachowa się agresywnie w stosunku do mnie.
- No co znowu? - syknął ale dał mi głos więc nie czekając dłużej, zapytałam.
- Kogo miałeś na myśli, mówiąc "jak mam zamiar zabić ich"?
- Oj malutka, bezbronna ptaszyno... tak się składa, że wszystko możesz zawdzięczać swoim czterem znajomym. - podszedł i pogładził mnie po policzku. Cofnęłam twarz, obrzydzona jego dotykiem i spojrzałam na niego z nienawiścią.
- Nie mam czterech znajomych, więc musiałeś mnie z kimś pomylić. - rzuciłam ostrzej, niż miałam zamiar.
- Myślisz, że jesteś dobrą aktorką, a tutaj nigdzie nie ma kamery. Jest jedynie jedna, mała pluskwa w barze, która bardzo szybko i skutecznie umożliwiła mi znalezienie Ciebie. Katie, nie mylę się? - moje serce zamarło na dźwięk wypowiadanego przez niego imienia. Wszystko zaczęło tworzyć jedną całość ale to niemożliwe, że przez Ashtona i Michael'a miałam takie kłopoty.
- Czego od niech chcesz?
- Myślę, że za dużo tej twojej gadaniny. - stwierdził i sięgnął po coś, co leżało na półce obok. Usłyszałam odrywany kawałek taśmy i chwilę po tym mogłam poczuć klej na moich ustach. Jestem skończona. Totalnie, beznadziejnie skończona.
* James *
- Gdzie ona do cholery jest? - zacząłem chodzić w kółko, mocno szarpiąc za końcówki moich włosów.
- James, skąd mam to wiedzieć? - syknał Ashton i zaczął przecierać kieliszki.
- Już dawno powinna tu być! - krzyknąłem, nie wiedząc co mnie opętało. - Dzwoniłeś do niej? Na pewno miała się tutaj pojawić?
- Dzwoniłem chyba z dziesięć razy, ale ani razu nie odpowiedziała. Nie wiem co się dzieje, ale nie dramatyzuj. Pewnie zaraz się tutaj zjawi.
- Żartujesz sobie? To ponad godzinne spóźnienie! Ludzie zjawiają się po 10, 15 minutach obsuwy!
- Stary, naprawdę musisz się uspokoić. - poczułem dłoń Caluma na ramieniu i głośno westchnąłem.
- Chcę ją zobaczyć. Czuję, że coś jest nie tak.
- Wyluzuj. Może miała jakąś nagłą sprawę i potem do nas przedzwoni? Myśl racjonalnie, nic jej nie jest.
- Wiecie co... nie był bym tego taki pewny. - usłyszałem głos Michael'a. Skierowałem wzrok w jego kierunku i dosłownie zamarłem, kiedy zobaczyłem małą, czarną pluskwę.
- Kurwa mać. - mruknąłem pod nosem i załamany, schowałem twarz w dłoniach.
- Czekajcie, to musi być jakiś chory przypadek. - Ashton starał się zachować spokój ale ewidentnie mu to nie wychodziło.
- Z kim ostatnio mieliśmy konflikt? - zapytał Calum a ja starałem przypomnieć sobie naszych klientów.
- Dawaliśmy prochy na czas a ludzie systematycznie płacili, to niemożliwe. - Ash odpowiedział za mnie, lecz Mikey miał inne zdanie.
- Chłopaki, nie chcę być tym jedynym pesymistą, ale...
- Ale co?! - syknął Calum, wyraźnie podirytowany.
- Tommy.
- Nie, kurwa, to jakiś popieprzony koszmar! - wrzasnąłem i uderzyłem z całej siły dłonią w blat.
- James... - zaczął brunet, ale moje myśli się teraz do tego nie nadawały.
- Idziemy. Musze znaleźć tego sukinsyna. - wstałem i poszedłem na zaplecze.
Głośno otworzyłem szafkę z bronią i wyciągnąłem cztery sztuki pistoletów.
Reszta pojawiła się w drzwiach i po ich minach wiedziałem, że nie byli zadowoleni z mojego pomysłu. Rzuciłem im jednak bronie i skinąłem głową w kierunku wyjścia.
***
- James, to nie jest dobry pomysł.
- Zamknij się i wchodź do auta albo sam tam pojadę. - syknąłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi do czarnego audi.
Przekręcając kluczyk w stacyjce, starałem się maksymalnie uspokoić. Nie mogłem uwierzyć w to, że ten psychopata ponownie miesza się w nie swój interes a dokładniej rzecz biorąc - moje życie.
Teraz miałem ze sobą - chętnych do pracy, czy też nie - chłopaków i czuję się znacznie pewniej po tym, przez co przeszedłem.
Wskazałam Calumowi, który siedział z przodu jeden ze schowków. Chłopak otworzył go i wiedząc o co mi chodzi, wywrócił oczami.
- Masz zamiar prawić mi kazania, czy podać to, o co proszę? - rzuciłem sucho i przyspieszyłem, aby nie zatrzymywać się na czerwonym świetle. Wydaje mi się, że wiem gdzie mógłby przetrzymywać Katie.
- Dzięki. - złapałem paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego. Chwyciłem też zapalniczkę, zawsze błąkającą się gdzieś obok skrzyni biegów i po zapaleniu skręta, mocno zaciągnąłem się dymem.
Wyjrzałem przez okno i skręciłem w jedną z mniejszych uliczek. W myślach modliłem się, aby znaleźć ją - całą i zdrową - na czas.
Założyłem jedne z moich czarnych ray-ban'ów i wyszedłem, chowając broń za paskiem moich spodni. Rzuciłem pół-wypalonego papierosa na ziemię i przygniotłem go białą podeszwą moich zwykłych trampek.
Ashton, Michael i Calum również wyszli i niechętnie poszli za mną w kierunku jednej z kamienic. Mieszkał tutaj wspólnik Tommie'go, który niekiedy zamawiał towar u Ashtona.
Kopnąłem drzwi, otwierając je na oścież i rozejrzałem się po wąskim, zaniedbanym korytarzu. Ten budynek był już naprawdę stary i zapewne by się nie obraził, gdyby ktoś go chociaż trochę wyremontował.
Wszystkie drzwi były zamknięte, a pomieszczenie wypełniały jedynie odgłosy telewizorów czy piosenek, puszczanych zza drzwi.
- Katie? - krzyknął Ash, ale nie otrzymał odpowiedzi. Przełknąłem głośno ślinę i wskazałem na schody, prowadzące na dół, - jak się domyślam - do piwnicy.
- Chodźcie. - zrobiłem pierwsze kroki i zszedłem po małych, niesamowicie wąskich schodkach.
- No nieźle. - stwierdził Calum, kiedy ogarnęła nas całkowita ciemność. Zero światła, zero głosów. Nic.
Wróciliśmy na górę, klnąc pod nosem a ja wytężając swój umysł, przeanalizowałem wszystkie możliwe miejsca, w których mogła znajdować się dziewczyna.
Problem tkwił w tym, że nie utrzymywałem kontaktu z Tommy'm od naszego ostatniego, dosyć niemiłego incydentu mającego miejsce dokładnie dwa lata temu. Nie wiedziałem nawet, że jest w tym mieście albo ma tutaj swoich wysłanników.
Usiadłem w fotelu mojego auta i zaczekałem na przyjaciół. Moje zdenerwowanie narastało, a niepewność i bezradność dostawała się do mojego umysłu. Co jeżeli coś jej się stało? Co jeżeli znajdę ją za późno i już nigdy nie zasnę w spokoju?
- Znajdziemy ją. - stwierdził Ash z tylnego siedzenia, a ja pokiwałem głową w niedowierzaniu.
- To proszę, powiedz mi gdzie mam do cholery jechać i ją "znaleźć". - wyrzuciłem z siebie nieco głośniej niż chciałem i westchnąłem, kiedy oczywiście nikt nie miał żadnego pomysłu.
- Mamy numer jej telefonu? - zapytał Michael, bardziej upewniając się, niż zadając pytanie.
- Tak. I co w związku z tym? - mój głos nadal był ostry ale nie dbałem o to. Jestem wściekły a oni wcale nie pomagają mi w panowaniu nad tymi wszystkimi emocjami.
- Jeżeli ten typ nie wyłączył jej komórki, namierzymy ich. - stwierdził i uruchomił jednego z tabletów, który przeważnie zostaje tutaj - z tyłu samochodu.
Mój oddech przyspieszył, kiedy chłopak zaczął przepisywać cyfry z telefonu Ashtona do jednego z jego wyszukanych przez lata programów. Namierzał nimi osoby, które nie płaciły nam w terminie za prochy.
- Jest. Crooser Street. - na jego słowa od razu zapaliłem silnik i ruszyłem najszybciej jak umiałem, na znane mi dobrze miejsce - opuszczony magazyn.
Skręciłem w parę ulic, kiedy zjechaliśmy z jednej z głównych dróg Miami i podjechałem bliżej starego budynku. Kiedyś było tutaj coś na wzór fabryki. Miasto chciało to usunąć, ale urzędnicy zaczęli dostawać listy z groźbami i ostatecznie się wycofali.
- Ja tam pójdę. - usłyszałem głos Caluma i gwałtownie odwróciłem głowę w jego kierunku.
- Co?
- Słyszałeś. Ja tam pójdę. - powtórzył, łapiąc za klamkę.
- Nie, to ja muszę pozabijać ich wszystkich. Nie ma opcji, aby teraz wyszli z tego cało.
- Właśnie. "Pozabijać" i potem wylądować w więzieniu na resztę swojego życia? Wiem, że jak ich zobaczysz, wpadniesz w szał. Zostaw to mnie.
Zastanowiłem się chwilę i chcąc nie chcąc, musiałem mu przyznać rację. Ostatnią rzeczą, którą mógłbym teraz o sobie powiedzieć, jest to, że nad sobą panuję.
Westchnąłem ciężko i skinąłem, puszczając go samego.
***
Po tym, kiedy Cal zakradł się do magazynu od tyłu i postrzelił jednego ze wspólników Tomm'iego w nogę, zawieźliśmy Katie do baru.
Nie znaleźliśmy przy niej torebki, dokumentów czy chociażby telefonu ale nie wiem, czy to byłoby teraz dla niej istotne.
Kiedy jechaliśmy, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była nieprzytomna, pewnie przez coś, co dostała wbrew jej woli więc jej ciało luźno leżało na kolanach Miky'iego i Ashtona.
Była piękna. Doskonalsza niż dwa lata temu. Jej włosy były nieco dłuższe, wydawać by się mogło, że nieco ciemniejsze. Mało brakowało, a nie zatrzymałbym samochodu aby tylko dotknąć delikatnej skóry na jej twarzy.
To działo się naprawdę, dokładnie tak samo jak to, że leżała teraz na zapleczu baru, w naszym "salonie". Spędzaliśmy tu większość czasu, omawiając biznes, oglądając telewizję czy grając w gry video.
Jej drobna sylwetka otulona kocem, spoczywała na kanapie a ja siedziałem tuż obok, czekając na moment w którym otworzy oczy.
Jej usta były wysuszone a ciało gdzieniegdzie lekko poobijane. Nie miało to dla mnie większego znaczenia, ponieważ czułem ciepło bijące prosto od niej i mogłem nacieszyć się resztkami jej kwiatowych perfum, unoszących się wokół nas.
Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę [...]
- James, to nie jest dobry pomysł.
- Zamknij się i wchodź do auta albo sam tam pojadę. - syknąłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi do czarnego audi.
Przekręcając kluczyk w stacyjce, starałem się maksymalnie uspokoić. Nie mogłem uwierzyć w to, że ten psychopata ponownie miesza się w nie swój interes a dokładniej rzecz biorąc - moje życie.
Teraz miałem ze sobą - chętnych do pracy, czy też nie - chłopaków i czuję się znacznie pewniej po tym, przez co przeszedłem.
Wskazałam Calumowi, który siedział z przodu jeden ze schowków. Chłopak otworzył go i wiedząc o co mi chodzi, wywrócił oczami.
- Masz zamiar prawić mi kazania, czy podać to, o co proszę? - rzuciłem sucho i przyspieszyłem, aby nie zatrzymywać się na czerwonym świetle. Wydaje mi się, że wiem gdzie mógłby przetrzymywać Katie.
- Dzięki. - złapałem paczkę papierosów i wyciągnąłem jednego. Chwyciłem też zapalniczkę, zawsze błąkającą się gdzieś obok skrzyni biegów i po zapaleniu skręta, mocno zaciągnąłem się dymem.
Wyjrzałem przez okno i skręciłem w jedną z mniejszych uliczek. W myślach modliłem się, aby znaleźć ją - całą i zdrową - na czas.
Założyłem jedne z moich czarnych ray-ban'ów i wyszedłem, chowając broń za paskiem moich spodni. Rzuciłem pół-wypalonego papierosa na ziemię i przygniotłem go białą podeszwą moich zwykłych trampek.
Ashton, Michael i Calum również wyszli i niechętnie poszli za mną w kierunku jednej z kamienic. Mieszkał tutaj wspólnik Tommie'go, który niekiedy zamawiał towar u Ashtona.
Kopnąłem drzwi, otwierając je na oścież i rozejrzałem się po wąskim, zaniedbanym korytarzu. Ten budynek był już naprawdę stary i zapewne by się nie obraził, gdyby ktoś go chociaż trochę wyremontował.
Wszystkie drzwi były zamknięte, a pomieszczenie wypełniały jedynie odgłosy telewizorów czy piosenek, puszczanych zza drzwi.
- Katie? - krzyknął Ash, ale nie otrzymał odpowiedzi. Przełknąłem głośno ślinę i wskazałem na schody, prowadzące na dół, - jak się domyślam - do piwnicy.
- Chodźcie. - zrobiłem pierwsze kroki i zszedłem po małych, niesamowicie wąskich schodkach.
- No nieźle. - stwierdził Calum, kiedy ogarnęła nas całkowita ciemność. Zero światła, zero głosów. Nic.
Wróciliśmy na górę, klnąc pod nosem a ja wytężając swój umysł, przeanalizowałem wszystkie możliwe miejsca, w których mogła znajdować się dziewczyna.
Problem tkwił w tym, że nie utrzymywałem kontaktu z Tommy'm od naszego ostatniego, dosyć niemiłego incydentu mającego miejsce dokładnie dwa lata temu. Nie wiedziałem nawet, że jest w tym mieście albo ma tutaj swoich wysłanników.
Usiadłem w fotelu mojego auta i zaczekałem na przyjaciół. Moje zdenerwowanie narastało, a niepewność i bezradność dostawała się do mojego umysłu. Co jeżeli coś jej się stało? Co jeżeli znajdę ją za późno i już nigdy nie zasnę w spokoju?
- Znajdziemy ją. - stwierdził Ash z tylnego siedzenia, a ja pokiwałem głową w niedowierzaniu.
- To proszę, powiedz mi gdzie mam do cholery jechać i ją "znaleźć". - wyrzuciłem z siebie nieco głośniej niż chciałem i westchnąłem, kiedy oczywiście nikt nie miał żadnego pomysłu.
- Mamy numer jej telefonu? - zapytał Michael, bardziej upewniając się, niż zadając pytanie.
- Tak. I co w związku z tym? - mój głos nadal był ostry ale nie dbałem o to. Jestem wściekły a oni wcale nie pomagają mi w panowaniu nad tymi wszystkimi emocjami.
- Jeżeli ten typ nie wyłączył jej komórki, namierzymy ich. - stwierdził i uruchomił jednego z tabletów, który przeważnie zostaje tutaj - z tyłu samochodu.
Mój oddech przyspieszył, kiedy chłopak zaczął przepisywać cyfry z telefonu Ashtona do jednego z jego wyszukanych przez lata programów. Namierzał nimi osoby, które nie płaciły nam w terminie za prochy.
- Jest. Crooser Street. - na jego słowa od razu zapaliłem silnik i ruszyłem najszybciej jak umiałem, na znane mi dobrze miejsce - opuszczony magazyn.
Skręciłem w parę ulic, kiedy zjechaliśmy z jednej z głównych dróg Miami i podjechałem bliżej starego budynku. Kiedyś było tutaj coś na wzór fabryki. Miasto chciało to usunąć, ale urzędnicy zaczęli dostawać listy z groźbami i ostatecznie się wycofali.
- Ja tam pójdę. - usłyszałem głos Caluma i gwałtownie odwróciłem głowę w jego kierunku.
- Co?
- Słyszałeś. Ja tam pójdę. - powtórzył, łapiąc za klamkę.
- Nie, to ja muszę pozabijać ich wszystkich. Nie ma opcji, aby teraz wyszli z tego cało.
- Właśnie. "Pozabijać" i potem wylądować w więzieniu na resztę swojego życia? Wiem, że jak ich zobaczysz, wpadniesz w szał. Zostaw to mnie.
Zastanowiłem się chwilę i chcąc nie chcąc, musiałem mu przyznać rację. Ostatnią rzeczą, którą mógłbym teraz o sobie powiedzieć, jest to, że nad sobą panuję.
Westchnąłem ciężko i skinąłem, puszczając go samego.
***
Po tym, kiedy Cal zakradł się do magazynu od tyłu i postrzelił jednego ze wspólników Tomm'iego w nogę, zawieźliśmy Katie do baru.
Nie znaleźliśmy przy niej torebki, dokumentów czy chociażby telefonu ale nie wiem, czy to byłoby teraz dla niej istotne.
Kiedy jechaliśmy, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była nieprzytomna, pewnie przez coś, co dostała wbrew jej woli więc jej ciało luźno leżało na kolanach Miky'iego i Ashtona.
Była piękna. Doskonalsza niż dwa lata temu. Jej włosy były nieco dłuższe, wydawać by się mogło, że nieco ciemniejsze. Mało brakowało, a nie zatrzymałbym samochodu aby tylko dotknąć delikatnej skóry na jej twarzy.
To działo się naprawdę, dokładnie tak samo jak to, że leżała teraz na zapleczu baru, w naszym "salonie". Spędzaliśmy tu większość czasu, omawiając biznes, oglądając telewizję czy grając w gry video.
Jej drobna sylwetka otulona kocem, spoczywała na kanapie a ja siedziałem tuż obok, czekając na moment w którym otworzy oczy.
Jej usta były wysuszone a ciało gdzieniegdzie lekko poobijane. Nie miało to dla mnie większego znaczenia, ponieważ czułem ciepło bijące prosto od niej i mogłem nacieszyć się resztkami jej kwiatowych perfum, unoszących się wokół nas.
Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko działo się naprawdę [...]
Huhuhu, no to coś czuję że niektórzy przeczytali końcówkę z ogromnym uśmiechem na twarzy. (Też Was kocham :D)
Ostatnio tyle komentujecie, że ręce aż same chcą pisać! :' ) Od pewnego czasu mam niesamowitą wenę ale miłoby było, gdybyście napisali czy podoba Wam się przebieg wydarzeń :) Mam nadzieję, że każdemu chociaż trochę przypadł do gustu ten rozdział :D
#Muchlove , Caroline
(polecany blog jednej z czytelniczek : KLIK )
Cudowny :) Cieszę sie,że uratowali Katie.Tylko boję się co będzie jak juz się obudzi...Pisz dalej <3
OdpowiedzUsuńOmomomom :D
OdpowiedzUsuńJames <3
Czekam na reakcje Katy ^_^
Czekam na rozwój wydarzen :P James <3333
OdpowiedzUsuńBoże :* czekam na następne rozdziały <3 :* <3 <3 <3
OdpowiedzUsuńMam pisać, czy mi się podoba? Jest świetnie, cudownie, super, ekstra i nie wiem co jeszcze!!!! Takiego zwrotu akcji właśnie wyczekiwałam ;3
OdpowiedzUsuńHaha, dziękuję! :) x
UsuńO boże.... takie zwrotu akcji się nie spodziewałam.... no oczywiście na sam koniec miałam wielki uśmiech na twarzy... teraz ciekawa jestem co zrobi Katie jak się obudzi... Czekam na następny rozdział... ;*
OdpowiedzUsuńAle emocje ajdisisosbdid
OdpowiedzUsuńWszystko tak szybko się dzieje.
Końcówka >>>>>
W końcuuu, musi się jeszcze przebudzić. Ciekawe jak zareaguje. Nie mogę się już doczekać sjsowosididue
Ten komentarz jest trochę krótszy niż poprzednie, ale nie wiem już co napisać.
Chyba wykorzystałam już wszystkie możliwości ehhh
Chciałabym mieć takie pomysły jak ty :)
/ @luvvmybae
UsuńAww, jestes kochana :)) Nawet Nie trzeba podpisu, wszedzie rozpoznam Twoje komentarze 😂 :)) dziekuje, mam nadzieje ze znajdziesz dobre źródło weny i juz niedługo zaczniesz cos pisać! :) luv Ya, x
UsuńNa pytanie, czy podoba mi przebieg wydarzeń nie mogłabym odpowiedzieć inaczej niż TAAKK <3 To jest cudowne i do tego ta końcówka Aww <3 Mam nadzieje, że Katie zrozumie jak bardzo James'owi na niej zależy <3
OdpowiedzUsuńPowodzenia z pisaniem, mimo tego, że napisałaś, że ostatnio masz sporo weny. Ale wydaje mi sie, że miłych słów nigdy za dużo <3
Oj nigdy nie ma ich za dużo :)) Dziękuję! :) x
Usuń