- Wiesz, właściwie mogę opowiedzieć Ci trochę o Twoich znajomych... najwyraźniej słabo się zapoznaliście. - usłyszałam głos mężczyzny i mimo, że udawałam niezainteresowaną, starałam się usłyszeć każde najmniejsze słowo. - Pewnie nie wiesz o tym, czym się zajmują... to takie smutne, że zatajacie przed sobą najistotniejsze rzeczy. - udał wzruszonego i usiadł na jednym z kartonów. - Mój szef znalazł dobry sposób, aby ich sprowokować, nie zaprzeczę. Bardzo dobrze zna i Ciebie i resztę tych gówniarzy. - zaśmiał się pod nosem a wszystkie słowa, które chciałabym wypowiedzieć musiały pozostać we mnie, przez przyklejoną do moich ust, szarą taśmę.
- Nadal się nie zjawili, ale już pewnie coś planują. Te ich marne sztuczki... I tak zapłacicie za swoje. - syknął, po czym podszedł do mnie i przykucnął.
Spojrzałam w jego oczy z czystą nienawiścią, po czym poczułam jak zaczyna gładzić palcami moje ramię. - Chłopak ma dobry gust. - szepnął i złożył ciepły pocałunek na moim policzku. Jęknęłam, ale nie mogłam zrobić nic więcej. Moje ręce i tak były poharatane przez szorstkie liny a wargi praktycznie scalone.
Wilgotne krople zgromadziły się w kącikach moich oczu. Jego usta ponowiły czynność, ale kątem oka dostrzegłam jak sięgnął do tyłu po szmatkę. Wiedziałam co to oznacza, dlatego zaczęłam wykręcać się na wszystkie możliwe strony, raniący tym samym swoje nadgarstki.
Chwilę po tym zemdlałam. Dokładnie tak, jak zaplanował.
Ponownie obudziłam się w nieznanym mi miejscu, o nieznanej godzinie i (niespodzianka) z nieznanej mi przyczyny.
Muszę definitywnie z tym skończyć, bo niedługo nie będę wiedziała w jakim mieście się znajduję.
Zamrugałam powiekami i rozglądnęłam się wokół przytulnego, ciepłego salonu. Zdziwiłam się, kiedy u mojego boku nie było mojego porywacza. Skąd miałam jednak pewność, że nie czeka za drzwiami? Może to tylko pozory; jedna z jego gier, aby uśpić moją czujność?
Nie mogłam być nierozważna, dlatego najciszej jak potrafiłam zsunęłam koc z nóg i usiadłam na sofie.
Było tu potwornie cicho, jednak pomieszczenie wyglądało na stale zamieszkiwane.
Telewizor był wyłączony, radio, stojące obok komody z książkami czy przypadkowo leżącymi kartkami również. Zmarszczyłam brwi i rzuciłam okiem na pomalowane ściany.
Gdzie ja do cholery jestem?
Przejechałam dłonią po półce, na której znajdowały się pudełka z grami i przeszłam dalej, napotykając na swojej drodze dosyć wysoki regał.
Na czarnych półkach poustawiane były segregatory. Jeden ściśle przylegał do drugiego, aby jakimś cudem, obok włożono jeszcze trzeci.
Każdy był opisany jedną literą lub zbiorem nieznanych mi cyfr. Wyciągnęłam rękę ku jednemu, ale szybko ją cofnęłam w obawie, że narobię tym samym hałasu.
Przystanęłam na chwilę i dopiero teraz zorientowałam się, że wszystkie liny czy taśmy zniknęły z moich rąk czy ust. Uwolnili mnie? Nie, to niemożliwe.
Wróciłam na kanapę i delikatnie na niej usiadłam. To nie miało sensu; po co mieliby mnie rozwiązywać i przenosić do normalnego, przytulnego salonu?
Nikt mnie nawet nie pilnuje, a po rzucie oka na sufit, nie zauważyłam na nim żadnych kamer. Cicho westchnęłam i jeszcze raz uważnie zeskanowałam przedmioty, będące w moim pobliżu. Moją uwagę przykuł prawie domknięty laptop i przypadkowo rozrzucone, pojedyncze kartki.
Nie wolno szperać w cudzych rzeczach.
Och, doprawdy? Nie można również porywać niewinnych ludzi.
Podczas gdy moje sumienie kłóciło się, czy mam je przeglądnąć, czy też nie, wyciągnęłam dłoń i najdelikatniej jak potrafiłam, zebrałam papier w całość.
Każda z osobna była mocno pokreślona i szczelnie zapisana, więc rozpoczęłam czytanie tajemniczych zapisków.
" Chciałbym obudzić się z amnezją i zapomnieć o tych wszystkich małych rzeczach jak sposób w jaki czułem się, zasypiając przy Tobie. I jeżeli obudziłbym się obok Ciebie, jakby to wszystko było tylko zakręconym snem, przytrzymałbym Cię bliżej, niż kiedykolwiek wcześniej. I nigdy byś się nie wyślizgnęła. [...]" *
" Ona śpi sama, moje serce chce wrócić do domu, chciałbym, chciałbym być obok Ciebie.
Ona leży obudzona, próbuję znaleźć słowa aby powiedzieć: chciałbym, chciałbym być obok Ciebie. [...] " **
" Ooh, tęsknię za Tobą. Ooh, potrzebuję Cię. Kocham Cię bardziej, niż wcześniej i jeżeli dzisiaj nie zobaczę Twojej twarzy - nic się nie zmieni, nikt nie zajmie Twojego miejsca. To jest cięższe z każdym dniem. [...]
Dobra, próbowałem żyć bez Ciebie i łzy spływały z moich oczu. Jestem samotny i czuję się pusty. Boże jestem rozdarty od środka. Spoglądam na gwiazdy z nadzieją, że robisz to samo. Czuję się jakoś bliżej i mogę usłyszeć, jak mówisz - oooh, tęsknię za Tobą, ooh, potrzebuję Cię [...] " ***
Moje oczy się zaszkliły na przeczytane przeze mnie słowa a ręką musiałam zasłonić lekko uchylone z podziwu usta.
Obróciłam głowę a w drzwiach zobaczyłam dobrze znaną mi, postawną sylwetkę.
Zmierzyłam go szeroko otwartymi oczami i przez chwilę nie mogłam poprawnie złapać oddechu.
- James? - powiedziałam tak cicho, że było to ledwo słyszalne, ale w jego błękitnych oczach już mogłam znaleźć odpowiedź.
Nie wierzę, nie wierzę że on stoi może 5 metrów ode mnie, w swoich starych, lekko podartych jeansach, z tym samym kolczykiem w wardze.
- To... - wskazałam na kartki, walcząc ze łzami samoistnie cisnącymi mi się do oczu.
- Tak, to moje. - jego głos był nieco poważniejszy, lecz nadal mogłam usłyszeć w nim lekką chrypkę.
- To nie... to nie jest o mnie, prawda? - ledwo co zebrałam siły aby powiedzieć to na tyle głośno, aby mógł usłyszeć każde słowo. Spuścił głowę i nieznacznie skinął, na co jedna, ciepła kropelka spłynęła po moim policzku.
Przez zaszkolne oczy, czytałam w kółko wersy tekstów i nie mogłam wybaczyć sobie, że właśnie przeze mnie tak cierpiał.
Prawie o nim zapomniałam, chciałam żyć inaczej. Myślałam, że jako silny, bezuczuciowy chłopak poradzi sobie z "jakimś tam" letnim romansem.
Wstałam i podeszłam do Jamesa, juz cała rozpłakana. Zarzuciłam ręce na jego szyję, następnie mocno wtulając się w typowy dla niego t-shirt.
- Prze...przepraszam. - wyszlochałam, zacieśniając uścisk. Poczułam jak pocieszająco gładzi moje plecy, wzdłuż kręgosłupa i szepcze, abym się uspokoiła.
Moje ciało było jednak całe roztrzęsione, a zapach tych samych perfum, których używał 2 lata temu sprawił, że wszystkie wspomnienia do mnie powróciły. Każdy dotyk, każdy powód do śmiechu, każda przygoda, każde zdjęcie, każde słowo... a szczególnie te dwa, najprostsze, które usłyszałam w najmniej spodziewanym momencie : "Kocham Cię".
- Jesteś już bezpieczna. Spokojnie.
Nie liczyła się dla mnie reszta, po prostu chciałam zostać w jego uścisku i zapłacić za jego ból.
"Gdzie ona do cholery jest?!" - usłyszałam doskonale znany mi głos, dobiegający zza drzwi. Mimo, że wiedziałam kto tutaj idzie, nie przerywałam naszego uścisku. Pragnęłam tego przez dwa lata i tuszowałam to, poprzez dziecinne wmawianie, że "wszystko jest w porządku".
- Nie odbierasz ode mnie telefonów, dziewczyno, czy ty wiesz, która jest... - Niall przerwał i popatrzył zdezorientowanie na moje małe palce, zaplecione na karku James'a.
- Katie, co to kurwa ma znaczyć?! - wrzasnął, sprawiając że Ashton pojawił się w drzwiach, praktycznie gotowy do ataku.
- Niall... To nie tak, to nie tak jak myślisz. - zaczęłam, odrywając się nieco od chłopaka i spojrzałam na przyjaciela. Jego klatka piersiowa niespokojnie unosiła się i opadała, a oczy przepełnione były gniewem.
- Szukałem Cię 3 godziny po okolicy, bo nawet nie raczyłaś powiedzieć, gdzie się wybierasz. Nie odebrałaś ani jednego z moich 50-ciu telefonów, a ja zastaję Cię z nim, spokojnie obściskujących się w jakimś klubie?!
- Przepraszam. - mówię cicho i spuszczam głowę jak bezbronne dziecko. James odwrócił się i spojrzał na Nialla, lecz ten wydawał się kompletnie niezadowolony z jego obecności.
- Albo idziesz teraz ze mną, albo od jutra nie mieszkamy pod tym samym adresem. - rzuca chłodno, wbijając nóż w moje serce. Jest niewzruszony. On - opiekuńczy, stający na głowie abyś miała wszystko u boku, wspierający i tolerancyjny. Stałam przez parę sekund, wpatrując się w mojego przyjaciela, a nawet bardziej w jego zimne, jakby skamieniałe oczy.
- Wydaję mi się, że to nie ty... - zaczął Ashton, ale Niall szybko i skutecznie postawił kropkę w połowie jego zdania.
- Katie, chyba słyszałaś. Chodź do samochodu, nie każ mi wyrzucać Cię z domu.
- Nie zrobiłbyś tego. - rzucam pod wpływem narastających we mnie emocji i spoglądam na niego nieco ostrzej. - Nie. To jakiś chory sen, to wszystko było tylko pieprzonym koszmarem... - mamroczę, ale mimo że staram się wybudzić z rzekomego "snu", oni nadal tutaj stoją.
- Czekam.
- Dobra. - burknęłam i podeszłam do niego, podając mu swoją dłoń. Mocno ją uścisnął i kiedy się obróciliśmy, kątem oka mogłam dostrzec posłany przez niego, drobny uśmieszek w kierunku Jamesa.
- Katie... - szept Ashtona dociera do moich uszu, kiedy przechodzimy przez drzwi, ale nie mogę z tym nic zrobić. Niall wygrał.
***
Przez cała drogę nie odzywałam się do Niall'a a ciszę między nami, wypełniła - nie ściszona przeze mnie - rock'owa muzyka. Nie mogę uwierzyć, że zmusił mnie do wyjścia z tego klubu.
Okej, ma prawo czuć się zdenerwowanym i wściekłym za brak odbierania telefonu, ale jak mam mu powiedzieć, że ja go nawet nie mam? Nie mam nawet dokumentów.
Wszystko przepadło przez to chore porawanie. Nie pamiętam z niego za wiele, ale siniaki na moich nogach czy rękach skutecznie przypominają mi o 3 najgorszych godzinach mojego życia.
Wchodzę do domu i z całej siły trzaskam drzwiami wejściowymi, wprawiając w ruch figurki stojące na półkach obok i klucze mojego współlokatora, spoczywające na swoim tradycyjnym miejscu.
Przechodząc do schodów, mogę zobaczyć przestraszoną i zdezorientowaną Caroline, lecz stwierdzam, że oszczędzę sobie słów.
Kolejny raz po domu rozlega się trzask, a ja zaczynając płakać, rzucam się na łóżko.
'Dlaczego?" tylko to jedno, krótkie pytanie pojawia się w mojej głowie.
Dlaczego to ja zostałam porwana, dlaczego to ja musiałam spotkać Ashtona, dlaczego ja znowu zobaczyłam James'a, dlaczego Niall mi to robi? Kurwa, dlaczego to wszystko się dzieje? Chcę swoje normalne życie, chcę znowu przenieść się miesiąc wstecz!
Popadając w lekką histerię, wstaję i zrzucam pierwsze lepsze rzeczy z mojego biurka na podłogę, robiąc tym niezły hałas. Z moich ust wydobywa się zawiedziony i pełen rozpaczy jęk, a wszystko dookoła aktualnie idealne nadaje się do zniszczenia.
Nagle, po pokoju rozlega się ciche pukanie w szybę a moje oczy automatycznie wędrują w kierunku okna. Moje serce zaczyna bić dwa razy szybciej, kiedy nie mogę dostrzec jakiś znaków szczególnych tej osoby a w myślach pojawiają się najgorsze scenariusze, przewidującą nic innego, jak napad.
Niepewnie podchodzę w kierunku ramy i chwytając za klamkę, delikatnie uchylam okno.
- Kto... kto tam? - wyduszam z siebie, powoli tracąc panowanie nad moimi dłońmi.
- To ja. - lekko rozśmieszony głos odpowiada, a ja z ulgą otwieram okno szerzej, znacznie od niego odchodząc.
- Nie powinieneś tu przychodzić. - szepczę, widząc jak chłopak z blond grzywką, postawioną do góry, przekłada nogi przez parapet.
- A jednak przyszedłem.
- Proszę Cię, nie wracajmy do przeszłości. Nie chcę mieć nic wspólnego z tymi facetami, oni... - mój głos się łamie a łzy znowu wypływają z moich oczu. - Oni byli straszni, grozili, mówili że Was zabiją...
- Podejdź tutaj. - mówi, a ja cała roztrzęsiona, wykonuję kilka kroków w jego kierunku. Jego ton jest spokojny a on sam wydaje się być bardzo opanowanym.
- Nie jestem tym samym James'em, co kiedyś. Ci psychopaci już nigdy więcej Cię nie złapią, uwierz mi.
- Ale... oni chcą Was zabić! James, czego oni od Was chcą?! - podniosłam głos, piszcząc zamiast normalnie krzyczeć.
- Nie martw się o to. Nic nam się nie stanie, a wszystko wróci do normy.
- Nie wróci... - szepnęłam, bardziej do siebie, niz do niego.
- Gramy w tej samej drużynie. Zapomnij o tym tak szybko jak to możliwe i... - zrobił pauzę, aby sięgnąć swoją dłonią do mojej twarzy. - Nie płacz. Księżniczki nie płaczą. - przetarł kciukiem rozmazaną maskarę, wolno spływającą po moim policzku.
* "Amnesia" - 5 Seconds of Summer
** "Beside You" - 5SOS (również)
*** "Stay" - Miley Cyrus. Przecudowna piosenka, polecam przesłuchać, nawet jeżeli nie lubi się charakteru Miles ;) (tak jak ja xd)
"Gdzie ona do cholery jest?!" - usłyszałam doskonale znany mi głos, dobiegający zza drzwi. Mimo, że wiedziałam kto tutaj idzie, nie przerywałam naszego uścisku. Pragnęłam tego przez dwa lata i tuszowałam to, poprzez dziecinne wmawianie, że "wszystko jest w porządku".
- Nie odbierasz ode mnie telefonów, dziewczyno, czy ty wiesz, która jest... - Niall przerwał i popatrzył zdezorientowanie na moje małe palce, zaplecione na karku James'a.
- Katie, co to kurwa ma znaczyć?! - wrzasnął, sprawiając że Ashton pojawił się w drzwiach, praktycznie gotowy do ataku.
- Niall... To nie tak, to nie tak jak myślisz. - zaczęłam, odrywając się nieco od chłopaka i spojrzałam na przyjaciela. Jego klatka piersiowa niespokojnie unosiła się i opadała, a oczy przepełnione były gniewem.
- Szukałem Cię 3 godziny po okolicy, bo nawet nie raczyłaś powiedzieć, gdzie się wybierasz. Nie odebrałaś ani jednego z moich 50-ciu telefonów, a ja zastaję Cię z nim, spokojnie obściskujących się w jakimś klubie?!
- Przepraszam. - mówię cicho i spuszczam głowę jak bezbronne dziecko. James odwrócił się i spojrzał na Nialla, lecz ten wydawał się kompletnie niezadowolony z jego obecności.
- Albo idziesz teraz ze mną, albo od jutra nie mieszkamy pod tym samym adresem. - rzuca chłodno, wbijając nóż w moje serce. Jest niewzruszony. On - opiekuńczy, stający na głowie abyś miała wszystko u boku, wspierający i tolerancyjny. Stałam przez parę sekund, wpatrując się w mojego przyjaciela, a nawet bardziej w jego zimne, jakby skamieniałe oczy.
- Wydaję mi się, że to nie ty... - zaczął Ashton, ale Niall szybko i skutecznie postawił kropkę w połowie jego zdania.
- Katie, chyba słyszałaś. Chodź do samochodu, nie każ mi wyrzucać Cię z domu.
- Nie zrobiłbyś tego. - rzucam pod wpływem narastających we mnie emocji i spoglądam na niego nieco ostrzej. - Nie. To jakiś chory sen, to wszystko było tylko pieprzonym koszmarem... - mamroczę, ale mimo że staram się wybudzić z rzekomego "snu", oni nadal tutaj stoją.
- Czekam.
- Dobra. - burknęłam i podeszłam do niego, podając mu swoją dłoń. Mocno ją uścisnął i kiedy się obróciliśmy, kątem oka mogłam dostrzec posłany przez niego, drobny uśmieszek w kierunku Jamesa.
- Katie... - szept Ashtona dociera do moich uszu, kiedy przechodzimy przez drzwi, ale nie mogę z tym nic zrobić. Niall wygrał.
***
Przez cała drogę nie odzywałam się do Niall'a a ciszę między nami, wypełniła - nie ściszona przeze mnie - rock'owa muzyka. Nie mogę uwierzyć, że zmusił mnie do wyjścia z tego klubu.
Okej, ma prawo czuć się zdenerwowanym i wściekłym za brak odbierania telefonu, ale jak mam mu powiedzieć, że ja go nawet nie mam? Nie mam nawet dokumentów.
Wszystko przepadło przez to chore porawanie. Nie pamiętam z niego za wiele, ale siniaki na moich nogach czy rękach skutecznie przypominają mi o 3 najgorszych godzinach mojego życia.
Wchodzę do domu i z całej siły trzaskam drzwiami wejściowymi, wprawiając w ruch figurki stojące na półkach obok i klucze mojego współlokatora, spoczywające na swoim tradycyjnym miejscu.
Przechodząc do schodów, mogę zobaczyć przestraszoną i zdezorientowaną Caroline, lecz stwierdzam, że oszczędzę sobie słów.
Kolejny raz po domu rozlega się trzask, a ja zaczynając płakać, rzucam się na łóżko.
'Dlaczego?" tylko to jedno, krótkie pytanie pojawia się w mojej głowie.
Dlaczego to ja zostałam porwana, dlaczego to ja musiałam spotkać Ashtona, dlaczego ja znowu zobaczyłam James'a, dlaczego Niall mi to robi? Kurwa, dlaczego to wszystko się dzieje? Chcę swoje normalne życie, chcę znowu przenieść się miesiąc wstecz!
Popadając w lekką histerię, wstaję i zrzucam pierwsze lepsze rzeczy z mojego biurka na podłogę, robiąc tym niezły hałas. Z moich ust wydobywa się zawiedziony i pełen rozpaczy jęk, a wszystko dookoła aktualnie idealne nadaje się do zniszczenia.
Nagle, po pokoju rozlega się ciche pukanie w szybę a moje oczy automatycznie wędrują w kierunku okna. Moje serce zaczyna bić dwa razy szybciej, kiedy nie mogę dostrzec jakiś znaków szczególnych tej osoby a w myślach pojawiają się najgorsze scenariusze, przewidującą nic innego, jak napad.
Niepewnie podchodzę w kierunku ramy i chwytając za klamkę, delikatnie uchylam okno.
- Kto... kto tam? - wyduszam z siebie, powoli tracąc panowanie nad moimi dłońmi.
- To ja. - lekko rozśmieszony głos odpowiada, a ja z ulgą otwieram okno szerzej, znacznie od niego odchodząc.
- Nie powinieneś tu przychodzić. - szepczę, widząc jak chłopak z blond grzywką, postawioną do góry, przekłada nogi przez parapet.
- A jednak przyszedłem.
- Proszę Cię, nie wracajmy do przeszłości. Nie chcę mieć nic wspólnego z tymi facetami, oni... - mój głos się łamie a łzy znowu wypływają z moich oczu. - Oni byli straszni, grozili, mówili że Was zabiją...
- Podejdź tutaj. - mówi, a ja cała roztrzęsiona, wykonuję kilka kroków w jego kierunku. Jego ton jest spokojny a on sam wydaje się być bardzo opanowanym.
- Nie jestem tym samym James'em, co kiedyś. Ci psychopaci już nigdy więcej Cię nie złapią, uwierz mi.
- Ale... oni chcą Was zabić! James, czego oni od Was chcą?! - podniosłam głos, piszcząc zamiast normalnie krzyczeć.
- Nie martw się o to. Nic nam się nie stanie, a wszystko wróci do normy.
- Nie wróci... - szepnęłam, bardziej do siebie, niz do niego.
- Gramy w tej samej drużynie. Zapomnij o tym tak szybko jak to możliwe i... - zrobił pauzę, aby sięgnąć swoją dłonią do mojej twarzy. - Nie płacz. Księżniczki nie płaczą. - przetarł kciukiem rozmazaną maskarę, wolno spływającą po moim policzku.
* "Amnesia" - 5 Seconds of Summer
** "Beside You" - 5SOS (również)
*** "Stay" - Miley Cyrus. Przecudowna piosenka, polecam przesłuchać, nawet jeżeli nie lubi się charakteru Miles ;) (tak jak ja xd)
Yaaay, kolejny rozdział po kolejnych cudownych komentarzach :)) Dziękuję Wam za wsparcie :)
Rok szkolny niedługo się rozpocznie dlatego zamawiajcie brakujące książki, polujcie na jakieś tanie a fajne zeszyty, czy długopisy :D Haha, wiecie że będzie teraz znacznie więcej pracy, dlatego nie wiem, czy po 1.09 rozdziały będą pojawiały się punktualnie.
Wiem, wiem to jest zaleta tego bloga i na pewno to lubicie, ale nie martwcie się - postaram się zrobić tak, aby wszystko pozostało w normie ;) Liczę na komentarze, mam nadzieję że fani Jatie są uszczęśliwieni... ;)
#Muchlove , Caroline
Oooo. Mój. Boooże! Co za cudo *.* Wspaniały. Genialny. Cudowny. Super. Fajny. Lubię. Bardzo. Kocham. Tak. Bardzo. Kocham! Kochana, planujesz zostać pisarką? ;o Napewno Ci wyjdzie, bo fanastycznie piszesz. Czekam niecierpliwie na nexta. ;)
OdpowiedzUsuńUmm.. chyba przy ostatnim rozdziale nie ma mojego komentarzs, chociaż go pisałam :c Coś mi szwankuje i pewnie niedodało. za co Cię ogromni przepaszam. Ale tamten rozdział też był cudowny. Fantastyczny. Boski. Jak całe opowiadanie! <3 Kocham. Bardzo.
James taki.. ooo.. jezu kocham Jatie <3 nie mogę się doczekać ciągu dalszego, mam nadzieję, że będą razem szczęśliwi.
Gdyby moja przyjaciółka nie pokazała mi tego bloga, to nie wiem jakbym żyła. Jestem wdzięczna jej za to, bo Twój blog to cudo. Boski jest. Tak wiem powtarzam się. Nie rozpisuję się już więcej, bo nie będę miała co napisać w kolejnych komentarzach. Pozdrawiam. Życzę weny i amm.. jak by to powiedzieć.. powodzenia w szkole? Chyba tak tego napewno Ci życzę. Buziaczki kochana :*
~ Pulinaa ;)
O Jezuuuu, jaki wspaniały komentarz! :) dziekuje, nawzajem i do następnego! Xx
UsuńJati <3
OdpowiedzUsuńJati <3
Jati <3
Awwww!
Bosko *-*
Idealnie <3
Następny pełen emocji rozdział hgytwektgflgewfgewkdgskdfg
OdpowiedzUsuńAle mnie Niall zdenerwował, no nie mogę. Dziwnie się zachował.
Pierwsze spotkanie po 2 latach nie przebiegło tak źle jak się spodziewałam.
Mam nadzieję, że szybko będą razem, bo ja tu nie wytrzymam! Kocham Jatie grgfagfkrhgakjeh
(Tak samo jak i autorkę tego bloga ;>)
Uważam, że ten rozdział był słodki i nie mogę opanować się (jak zawsze) przed napisaniem na sam koniec aukfdewrkwgrfkewgkgsku <3
Dobra, zachowam się jak typowa gimbusiara, ale co tam : kckckckckckkc <3 hahha, na serio dziękuję, uwielbiam czytać Twoje komentarze :) x
UsuńBoski,bo nie mam określeń na ten rozdział...Ahh ten Niall...I tak go kocham :D <3 ♥ ♥
OdpowiedzUsuńJezu, dawno mnie nie było i przepraszam, ale sama rozumiesz, wakacyjne wyjazdy :) Nadrobiłam wszystkie rozdziały i będę komentować nowe ^^ Rozdział genialny <3
OdpowiedzUsuńJasne, rozumiem :) Miło, że już "wróciłaś" :)) x
UsuńNiech będą razeem :**** plose plose ploseee
OdpowiedzUsuńCo ja mam tu napisać..? Jestem przeszczęśliwa z tego, że James i Katie są znowu razem i z tego jak dojrzale i słodko James się zachował. Uwielbiam czytać tego bloga! <3 Ta historia jest cudowna! <3 Powodzenia w pisaniu i wyrabianiu, żeby odpisywać na komenterze, bo jest ich coraz więcej. Czytam to od samego początku i widze, że dużo się czytelniczek namnożyło. Oczywiście się z tego cieszę, że jest nas coraz więcej <3
OdpowiedzUsuń