Nie mogłam nacieszyć się tym prostym, a jak wiele znaczącym w tamtym momencie dotykiem. Sam fakt, że stałam zaledwie paręnaście centymetrów od niego, był niesamowity. Chciałabym powiedzieć, jak bardzo tęskniłam, ale tak naprawdę od roku prawie o nim nie myślałam. Nie zrozumcie mnie źle, po prostu wolałam zapomnieć o tym najszybciej jak się da, aby nie męczyć swoich myśli tym, - co jak myślałam do teraz - nie powróci. Układałam w głowie jakieś sensowne zdanie, które mogłabym teraz powiedzieć, jednocześnie przerywając tą niezręczną ciszę, panującą między nami ale
wszystko przerwały krzyki, dochodzące z dołu. Otworzyłam szeroko oczy i gwałtownie podeszłam do drzwi, delikatnie je uchylając aby dowiedzieć się, co się działo.
- Jak mogłeś postawić ją przed takim wyborem?! - wrzasnęła rozwścieczona Caroline. Wręcz mogłam wyobrazić sobie, jak wymachuje teraz rękoma. Jej twarz pewnie jest w połowie czerwona a brwi maksymalnie zmarszczone. Kto jak kto, ale ona złościła się w sekundę i można powiedzieć, że wkładała w to całe swoje serce.
- Chcesz, żeby wszystko powróciło?! Już nie pamiętasz tego, jak Katie zasypiała na całą noc w twoich ramionach, bezsilnie wtulając się w jedną z twoich bluzek?! - Niall odpowiedział jej równie głośno, tym samym sprawiając, że poczułam małe ukłucie w sercu.
- Wiesz ile teraz będzie się na Ciebie gniewać? Tego chciałeś? Aby straciła do Ciebie zaufanie?!
- Może mi już nigdy nie wybaczyć, bo wiesz co? Zrobiłem dobrze, chroniąc ją przed James'em! Ten klub też jest podejrzany! - miałam wrażenie, że urządzili sobie konkurs "kto krzyknie głośniej". Mam nadzieję, że nie słychać tego poza domem - przechodni by się zdziwili. Zaciekawiona ich dialogiem, przysłuchiwałam się każdym kolejnym słowom.
- Ty naprawdę jej nienawidzisz, to jej decyzja, to jej życie. Co niby jest nie tak w tym miejscu? Byliśmy tam, wszystko było okej!
- Nienawidzę? Kocham ją jak rodzinę! - to chyba najgłośniejsza i najmilsza rzecz, którą wypowiedział Niall. Czułam się jak małe dziecko, podsłuchujące kłótnię rodziców. - Mój kolega zamawiał tam narkotyki, skąd wiesz że James do nich nie wrócił? - moje oczy momentalnie się powiększyły.
Narkotyki?
- Nie żartuj, to niemożliwe... - moja przyjaciółka przestała piszczeć a jej głos nieco odbiegł od wrzasku.
- Dać Ci numer do niego? Chętnie porozmawia, blondynki sa w jego typie.
- Przestań, nie możesz oceniać tego tak pochopnie...
- Zakończmy tę rozmowę. Nie chcę wracać do tego co było. Chcę moją uśmiechniętą Katie. - rzucił i po chwili trzasnął drzwiami.
Oszołomiona, powolnie odwróciłam się w stronę okna, ale tam już nikogo nie było.
Na parapecie, leżało jedynie małe, białe pudełeczko. Podeszłam i chwyciłam kartonowy prostokąt, otwierając jego wieczko.
Telefon.
No tak, przecież jak narazie nie miałam styczności ze światem.
Poprawka - nie miałaś jak i kiedy mieć z nim styczność.
Westchnęłam i wcisnęłam przycisk uruchamiający mojego nowego Iphona. Na ekranie pojawiło się klasyczne, czarne jabłko. Nie marnując czasu na uruchomienie się sprzętu, weszłam do łazienki, po drodze zabierając pognieconą piżamę spod poduszki.
Rzuciłam spodenki i wyciągnięty, stary t-shirt na podłogę i przetarłam zmęczoną twarz, stając przed lustrem. Kiedy wzrokiem napotkałam moje odbicie, nie mogłam uwierzyć jak zmieniła się moja twarz.
Make-up całkowicie zszedł i rozmazał się po całej twarzy. Moje oczy były lekko opuchnięte i zaczerwienione, a skóra przypominała ziemiankę.
Westchnęłam i przemyłam wszystko wodą, następnie ściągając brudne ubrania z mojego poobijanego ciała.
Co jeżeli oni wrócą? Co jeżeli oni nie żartowali?
Odkręcając zimną wodę pod prysznicem, przerwałam swój myślowy monolog i sięgnęłam po żel o zapachu truskawek. Walczyłam z myślami, prześladującymi mój umysł ale ostatecznie oddałam się kojąco spływającemu strumieniu wody i przetarłam gąbką lekko zabrudzone ramiona.
* James *
- Musimy coś zrobić. - stwierdził Calum i otwierając naszą lodówkę, wyciągnął z niej zimne piwo.
- Calum, cholera, zawsze wiedziałem że twoja błyskotliwość przekracza wszelkie granice. - zaironizował Ashton a ja przytaknąłem, kolejny raz zaciągając się swoim papierosem. Puszczałem małe, szare kółeczka, myśląc nad naszym teoretycznym planem.
Nie byłem nawet aż tak bardzo zdziwiony tym wszystkim, ponieważ przywykłem do chorych akcji, odkąd poznałem chłopaków. Jedyną, najbardziej irytującą rzeczą był fakt, że to wszystko sprawka Tommi'ego. Wpieprza się po raz kolejny, wcale nie zaproszony i wcale nie sprowokowany.
- A gdyby zamieszkała tutaj? - Michael przerwał krótką ciszę, jako pierwszy rzucając pomysłem.
- Odpada. Jest zapatrzona w swoich przyjaciół i pewnie wolałaby zostać z nimi niż z dilerami. - odparłam, lecz on znów wyszedł z propozycją.
- To może będziemy ją śledzić?
- I tak będę jeździł za nią w każde możliwe miejsce, do którego się uda. W domu jest bezpieczna, przynajmniej na razie.
- Poczekajmy na ich ruch. W razie czego, załatwimy to szybko i krótko. - mruknął Ash i rzucił się na kanapę, po chwili uruchamiając telewizor.
- A co z Tomm'ym?
- Jak tylko go znajdę. - prychnąłem. - Zabiję jak psa.
* Katie *
Ubrana w piżamę, wyszłam z łazienki. Przyznam się, że przed wróceniem do pokoju, zastanawiałam się nad wzięciem czegoś cięższego, na wypadek niechcianej wizyty jakiegoś psychopaty.
Tak, to oficjalne. Zwariowałam.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy zastałam wszystko tak, jak było. Skacząc na łóżko, wzięłam do ręki telefon i wpisałam kod, który znajdował się na wierzchu pudełka.
Tapetą było zwykłe, białe tło, ale bardziej zdziwił mnie fakt, że miałam dwie nie odczytane wiadomości.
Od: Ashton
Jutro o 10 będziemy czekać przy kiosku, niedaleko Twojego domu. Nie stresuj się, wszystko będzie dobrze. xx
Od: James
Dobranoc. x
Chwila, czemu mam zapisane ich numery?
Szybko wróciłam do ekranu głównego i weszłam w spis kontaktów, zastając cztery numery: Ash'a, James'a, Michael'a i - nie znanego mi - Caluma.
Wystukałam nową wiadomość i sprawdziłam resztę podstawowych aplikacji.
Do: Ashton
Mogę chociaż wiedzieć, kim jest Calum?
Odpowiedź przyszła stosunkowo szybko, a po rzucie oka na inne funkcje, stwierdzam że chłopcy nigdzie więcej niczego nie zapisali.
Od: Ashton
Poznasz go już wkrótce. Tak na marginesie, uratował Ci życie. :))
Do zobaczenia jutro, żółta power-rangerko. ;)
Mimowolnie się uśmiechnęłam, on naprawdę nie pozwalał się na siebie złościć.
Tak w sumie, będę musiała podziękować temu całemu Calum'owi.
Wsunęłam się pod kołdrę i zaczęłam instalować używane przeze mnie portale społecznościowe. Chociaż nowy telefon mógł zająć czymś moje myśli.
Wiecie, to jest straszne, kiedy wszystko spada na Ciebie w tak zastraszającym tępię. Każde nieszczęście goni kolejne i przytłacza Cię sam fakt, że ani jedna rzecz nie idzie po twojej myśli. Popadasz w błędne koło i nie możesz pozwolić sobie na chwilę oddechu.
Przerywając swoje filozoficzne myśli, weszłam jeszcze raz w kontakty, czekając aż Twitter zostanie w pełni zainstalowany i wpisałam numer Niall'a i Caroline. Nie zapomniałam też o telefonie mamy i taty. Tak właściwie, to co oni teraz robią? Myślą chociaż czasami o mnie? O tym, co mogłoby się dziać u mnie w domu?
Tak, na pewno. Zastanawiają się, czy ich córka została dzisiaj porwana, czy też może zaatakowana podczas drogi do sklepu.
Zatwierdziłam też 3, dosyć potrzebne mi od niedawna numery - policja, straż pożarna i pogotowie.
Myślicie, że ustawienie ich na szybkim wybieraniu będzie dobrym pomysłem?
Bałam się swoich myśli. Bałam się mojego życia. Bałam się powoli każdej sekundy z dzisiejszych wspomnień.
Zamknęłam oczy, chcąc odpędzić natrętne obrazy dzisiejszych wydarzeń ale nic nie działało.
Najpierw gesty tego obrzydliwego typa, potem słowa James'a, następnie jeszcze wcześniejsze wspomnienia z rozmowy z Ashton'em. Starałam się zachować spokój i racjonalne myślenie, ale za każdym razem kiedy zasypiałam, po chwili budziłam się wystraszona i roztrzęsiona.
Wstałam, dotykając bosymi stopami zimnych paneli. Podeszłam do drzwi, delikatnie naciskając klamkę. Było cicho, dlatego uważnie stawiając kolejne kroki, przeszłam przez schody i znalazłam się w salonie. Caroline musiała już spać, ponieważ światło w jej pokoju jest już wyłączone, a płyta jej ulubionego zespołu leży, wyciągnięta z wieży.
Przeszłam po miękkim, puchowym dywanie i zatrzymałam się przed pokojem Niall'a.
Mała lampka dawała lekkie światło a ciche basy wydobywały się z jego ukochanych głośników. Zamiast rock'u pogrywała jedna z ballad, może delikatnie wzmocniona gitarami. Zastanowiłam się przez chwilę, po czym cicho zapukałam w drewno.
- Niall? - wyszeptałam, na co chłopak leżący na łóżku, skierował wzrok w moją stronę. - Nie-nie mogę spać.
Westchnął i odsunął kawałek kołdry, wskazując miejsce obok siebie. W mojej ręce brakowało jedynie zwisającego bezwładnie misia, abym wyglądała na zagubione, przerażone dziecko.Bez słów położyłam się obok niego i obtuliłam jego sylwetkę rękoma. Wszystko co dzisiaj powiedział było prawdą i wcale nie chciałam wracac do tego, co było kiedyś. Nie chciałam wchodzić w to bagno, ale problem tkwił w tym, że ja juz w nim tkwię. "Gramy w tej samej dużynie" to czas teraźniejszy, a przecież nikt nie zmieni prawd zapisanych w podręczniku do polskiego.
Czy w akcie urodzenia nie powinni pisać czegoś o tym, jak trudne może być twoje życie?
***
Obudziłam się wtulona w ramię mojego przyjaciela. Nie mówiąc nic, cicho wstałam i wyszłam z pokoju tak, aby go nie obudzić.
Nie pogodziliśmy się, nawet nie odezwaliśmy się do siebie zwykłym "dobranoc", ale jeżeli mam być szczera, jego uścisk w zupełności mi wystarczał.
Ziewnęłam i udałam się do kuchni, sprawdzając która jest godzina. Była 8:25 a z radia, które zapewne wcześniej włączyła Caroline, leciała akurat moja ulubiona piosenka.
" Sing, ooooooooooooh, sing! ooooh, louder! " - pośpiewywałam i w między czasie nalewałam soku pomarańczowego do jednej ze szklanek, która nie leżała aktualnie w zmywarce. Dobrze pamiętam, że wypiłam ostatni karton wczoraj, dlatego zdziwiłam się kiedy zobaczyłam dwie, nowe butelki.
Niall.
Uśmiechnęłam się pod nosem i wyciągnęłam czekoladowe ciasteczka z napoczętego pudełka. Mam jeszcze około godziny do spotkania z chłopakami, ale czas zacząć się chyba z grubsza ogarniać. Otrzepałam palce z okruchów i poszłam do pokoju, w myślach już skanując każdą półkę mojej szafy.
Normalnie zapytałabym Niall'a o to, jaka ma być dzisiaj pogoda ale teraz, byłam raczej zdana na siebie. Odłączyłam telefon od ładowarki i szybko sprawdziłam, że mimo zachmurzenia, nie ma mowy o deszczu.
Otworzyłam szafę i zaczęłam analizować w czym mogłabym wyjść, a co nie będzie wyglądało na tak bardzo przemyślane.
Tak, znam ten problem.
15 minut później stałam przed lustrem, przyglądając się mojej stylizjacji. W zasadzie nie wiem, dlaczego tak mnie obchodziło, czy wyglądam dobrze, bardzo dobrze, czy też beznadziejnie ale umówmy się, że wy również.
Czarny crop-top, który odsłaniał jedynie odrobinę brzucha, został nakryty rozpinanym sweterkiem w tym samym kolorze. Jasne jeansy kontrastowały z "mroczną" górą, a czarne, wysokie buty współgrały z rzemykami, zdobiącymi moje nadgarstki. Założyłam je w zasadzie po to, aby ludzie - a tym bardziej chłopcy - nie dostrzegli moich ran.
Nieco ostry ubiór został przełamany delikatnym make-up'em i jasną szminką.
Zatwierdziłam wszystko kiwnięciem głowy i bez słowa wyszłam z domu. Dopilnowałam, aby dzwonek mojego telefonu był wystarczająco głośny w przypadku, gdyby Niall znowu się niepokoił i spokojnym krokiem udałam się do umówionego miejsca.
***
Myślałam, że zemdleję na widok czterech, wysokich chłopaków ( a raczej mężczyzn ) stojących obok kiosku, w którym zazwyczaj kupuję poranną gazetę.
Tak a propo zerwałam z paleniem, więc od roku nie kupuję tutaj również papierosów.
Moje oczy skanowały ich ubiór i normalna osoba, mogłaby pomyśleć że zaraz wyciągną pistolety i zabiją każdą osobę w zasięgu ich wzroku.
Oh, Katie. Jednak jesteś normalna.
Czarne, skórzane kurtki i ciemne spodnie stanowiły podstawę u każdego. Ashton miał dodatkowo - chyba nie muszę wspominać o kolorze - bandanę i okrągłe okulary.
Na nosach James'a i Michaela dostrzegłam czarne ray-ban'y, a wzrok do ich nadgarstków skutecznie przyciągały srebrne, dosyć duże zegarki.
Czwarty, nieznany mi chłopak jako jedyny miał odsłonięte oczy, lecz jego ciemne źrenice w zasadzie same stanowiły szkiełka brakujących okularów.
Dobry Boże, wyglądali jak zabójcy.
- Um... hej. - powiedziałam oszołomiona, podchodząc bliżej. Maksymalnie się wyprostowałam, czując się dzięki temu pewniej i wysiliłam się na minimalny uśmiech.
- Cześć. - mruknęli jednocześnie. "Nieznany" wyciągnął rękę i przedstawił się, tym samym ukazując swój dosyć miły, łagodny głos. - Calum.
- Katie. - ścisnęłam jego palce i od razu przypomniałam sobie, że to właśnie on mnie uratował. - Dziękuję, naprawdę nie wiem co by było...
- Bla bla bla, nie ma za co. - roześmiał się, jednocześnie mi przerywając.
- Dobra, każdy się już zna, więc możemy jechać. - oznajmił Ashton a ja zmarszczyłam znacząco brwi.
- Jechać, dokąd?
- Zobaczysz.
- Ash... - jęknęłam, ale on tylko się zaśmiał, po raz kolejny zabijając mnie swoimi dołeczkami.
- Chodź, chodź. Bez zbędnego gadania. - nacisnął przycisk na kluczach, otwierając samochód i ruchem głowy wskazał, abym poszła za nimi.
W drodze, spoglądnęłam na chwilę na James'a, lecz on tępo wpatrywał się przez siebie. Coś było nie tak, ale w sumie... to jak mamy się do siebie odnosić? "Um... część. Um... pa?"
- Katie, wsiadasz? - zapytał Ashton, machając mi palcami przed twarzą.
- Tak, tak. - mruknęłam i wsiadłam, dostając miejsce między Calum'em a Michael'em. Mimo, że byłam na środku, siedzenia były szerokie więc nie musieliśmy się jakoś specjalnie ściskać, jak w normalnych autach osobowych.
Samochód ruszył, a w mojej głowie pojawiło się jedno pytanie: Dokąd jedziemy?
Tak, tak, kocham Was tak bardzo że dzisiaj rozdział o dzień wcześniej XD A co mi tam, po takich komentarzach to się zmusiłam i pisałam do północy. :D
Oczywiście głównym powodem było to, że... BLOG MA JUŻ 5000 WEJŚĆ! :) ndrbgwbsjgnkwsnishivhsne - to jedyne co mogę powiedzieć.
Komentarzy jest coraz więcej więc wnioskuję, że druga cześć podoba się Wam bardziej... oh, dobra. Mi też XD Hahaha, czekam na Wasze wpisy, może macie jakiś pomysł na to, gdzie pojedzie Katie? :)
#Muchlove , Caroline
*-* Szczerze? Nie wiem xd
OdpowiedzUsuńA Ash podoba mi sie coraz bardziej :3
Cholera. Użyłam wszystkich słów jakie mi przychodzą do głowy. Muszę się powtarzać. Cudowny. Boski. Fantastyczny. Super. Kocham. Bardzo. Piękne opowiadanie. *-*
OdpowiedzUsuńSzczerze, to nie wiem gdzie pojedzie Katie. Mam nadzieję, że szybko się dowiemy. Dziękuję, że dodałaś wcześniej rozdział. Czekam na nexta. Pozdrawiam. Buziaczki ;* Dużooo weny życzę.
~ Pulinaa ;)
Dziękuję! X
Usuń