piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 35

Podczas jazdy w zasadzie się nie odzywałam. Wystukiwałam nieznany mi rytm na kolanie i starałam się przekonać moje myśli, że miejsce do którego jedziemy, nie jest niczym niebezbiecznym. 
To jest James, Ashton i Michael - znasz ich całkiem nieźle. Calum też jest miły. 
Jest miły, prawda? 
Ugh, dlaczego się tak stresuję? To przez ich ubiór, przez to co ostatnio dzieje się w moim życiu? Nie istotne, muszę się trochę rozluźnić. 
- Możesz dać jakąś inną stację? - zapytałam prowadzącego pojazd Ashton'a. Rock wcale nie był gatunkiem muzyki, przy krótym mogłam sobie uspakajająco ponucić. 
- Yeah. Jak się domyślam, pop? 
- Yup. - zabawnie podkreśliłam "p" i zobaczyłam, na jakią stację się zdecydował. - Uwielbiam to! - powiedziałam nieco za głośno i podśpiewałam doskonale znany mi tekst: "Coz players gonna play, play, play, play, play  and haters gonna hate, hate, hate, hate, hate" 
- Boże, co to za nagranie. - mruknął Calum, ale w odpowiedzi dostał tylko głośniejsze wyśpiewanie następnego wersu. 
- Uhg, możemy to zmienić? - zapytał Ash, ale ja pokiwałam przeczące głową. - Katie, nie torturuj. 
- Co jest w tym złego? 
- Wszystko. - odparł krótko na co przewróciłam oczami. Daję słowo, żyję w otoczeniu jakiś okropnych punk'ów, którzy kochają jedynie gitarowe solówki i bit w postaci perkusji. 
Zanim piosenka się skończyła, auto stanęło a ja na chwilę zamilkłam. Rozglądnęłam się dookoła i nie mogłam uwierzyć w to, że stoimy po drugiej stronie ulicy, prowadzącej do centrum handlowego. 
- My... my idziemy na zakupy? - wskazałam palcem na budynek i z trudem powstrzymałam śmiech, kiedy Ash przytaknął. Chłopak następnie wysiadł, podobnie jak pozostała trójka a ja szerokimi oczami wpatrywałam się w loga, znajdujących się wewnątrz sklepów.
Poganiana przez Michael'a ostatecznie wyszłam i ruszyłam za czwórką "bantydów" do wejścia głównego. Jak mogli się tak ubrać, z zamiarem pójścia na zakupy? Każda osoba będzie sie ich bała, a jeżeli pójdzie żle, to nie zostaną wyrzuceni z jakiegoś sklepu przez ochroniarzy. 
Kiedy przeszliśmy przez drzwi, poczułam przyjemne ciepło i ten typowy, sklepowy zapach. To pachnie zupełnie jak nowe, stylowe ubrania, markowe buty i torebki. 
Ściągnęłam sweterek i podeszłam do nich, stając po jednej stronie. 
- Gdzie idziemy? - zapytałam, przyspieszając kroku aby nadal zostać u boku Calum'a. 
- Zastanówmy się przez chwilę... - Ashton zrobił "wyczekującą pauzę" i rozejrzał się dookoła. - może do sklepu. - szepnął, a rękoma wykonał jestem-wróżką-i-rozpylam-pył ruch. 
- Raczej się zorientowałam. Chodzi mi bardziej o nazwę. 
- Najpierw wejdziemy do "Flopper'a" po coś dla nas, a następnie po coś dla Ciebie. A, no i jak będziesz grzeczna, to kupimy Ci coś słodkiego. - zachichotał, po czym wskazał na wcześniej wspomniany sklep. 
W sumie to miłe, że zabrali mnie ze sobą i będę mogła wybrać coś dla siebie. Dawno nie kupiłam niczego nowego a zbilża się jesień, więc... 
Rozejrzałam się po wystawie i zrozumiałam dlaczego weszliśmy akurat tutaj. Bluzki były czarne, spodnie były czarne, akcesoria były czarne... nawet ściany były czarne. 
- Co myślicie o tym? - zapytał Michael, wskazując na czarny, prosty t-shirt, powieszony na (czarnym) wieszaku. 
- Ja wziąłbym tą. Widzieliście "L" z tego? - Cal wyciągnął kolejną bluzkę ze sterty i wskazał na identyczną koszulkę. 
- Ugh, jesteście poważni?! - pisnęłam i zabrałam ubrania z ich rąk. - Wychodzimy stąd, ja wam coś wybiorę. - popchnęłam każdego w kierunku wyjścia i zfrustrowana pokiwałam głową. - Idziemy teraz do normalnego sklepu, z normalną odzieżą. 
Podnieśli ręce w geście niewinności i zaczęli iść w tym samym kierunku co ja. Boże, czułam się jak w jakimś serialu komediowym. 
                                                             
                                                                    *** 

Ostatecznie weszliśmy do H&M'u. Widziałam jak krzywo patrzą na koszule w różnokolorowe wzorki czy chociażby spodnie, wykonane z jeansu. 
Nie wiedziałam, że aż tak uwielbiają czarny, przecież kiedy pierwszy raz ich spotkałam nie wyglądali aż tak... niebezpiecznie. 
- Okej. Stawać w rzędzie. - wskazałam palcem miejsce przy regale z koszulkami i zmierzyłam każdego wzrokiem. - Spodnie będziecie mieć takie, jakie macie. Tragedi nie ma. - mruczałam pod nosem, analizując co mogłabym wybrać. Odwróciłam się do rzędu równo ustawionych t-shirtów i zaczęłam przeszukiwanie. 
- Rozmiar? - rzuciłam w kierunku Michaela. 
- L. 
- Trzymaj i do przymierzalni. - rzuciłam w niego szarą koszulką z dużym, czerwonym nadrukiem. Z tyłu widniał biały napis, mówiący "Jestem idiotą". 
- Rozmiar? - ponowiłam pytanie, tym razem kierując je do Ashtona. 
- L. 
- Ta będzie twoja. Ruchy, ruchy. - wskazałam w kierunku idącego Michael'a, po tym jak podałam mu białą koszulkę z szarymi, sporymi literami. Łączyły się one w nazwy miast Europy. 
- Rozmiar? - kolejnym był Calum. Usmiechnęłam się na to, że są teraz tacy posłuszni a ja w zasadzie odgrywam rolę złego wojskowego. 
- M albo L. Zależy. 
- Dobra, w takim razie... dwie sztuki granatowego t-shirt'u z białym nadrukiem. - chłopak już automatycznie poszedł do przymierzalni. 
Sięgnęłam po kolejną czerwono-czarną  bluzkę, przedstawiającą coś na wzór koszuli  i nieświadomie, od razu podałam ją James'owi. 
- Zgadza się. - po raz pierwszy dzisiejszego dnia powiedział coś oprócz "cześć". 
- Ja.. uh.. - zaczęłam, zdając sobię sprawę że nie zapytałam go o rozmiar. 
- Wiem, zawsze miałaś dobrą pamięć. - uniósł kąciki swoich ust i poszedł do reszty. 
Cholera. 

                                                             *** 

- Mało czarnego. - stwierdził Calum, podobnie jak pozostali. Westchnęłam zrezygnowana i zamknęłam na chwilę oczy. 
- Słuchajcie... - zaczęłam, starając zachowac się spokój. - Jeżeli chcecie gdzieś wyjść tak, aby co druga osoba nie oddalała się od Was na jakieś 5 metrów, musicie włożyć na siebie coś mniej odstraszającego. 
- Ale...
- Stop. Kupujcie to i koniec. 
- Dobra. - prychnął Michael, lecz szybko przerwałam mu ruchem ręki. 
- To nie koniec. - wszystcy jęknęli, lecz nadal nie mogłam przestac się uśmiechać. - Okej, więc... - przedłużyłam, wyciągając zza pleców dodatki. - To dla Ciebie. - wręczyłam Ashton'owi czarny (inaczej pewnie zostałby odrzucony) kapelusz. - Dalej... - mruknęłam, podając Michael'owi czerwony pasek, idelanie pasujący do aktualnie założonej przez niego koszulki. 
Nie było az tak źle, ponieważ dwójka zaczęła przymierzać i oglądać dane im rzeczy. Pokiwałam z uznaniem, kiedy Ash założył kapelusz, bo cholera, wyglądał w nim strasznie gorąco. 
- To jest Twoje. - powiedziałam do Calum'a i podałam mu zwykły, tani, niebieski zegarek. - No i Twój... - wykrzywiłam usta w obawie, że James'owi nie spodoba się to co wybrałam w międzyczasie. Podałam mu opakowanie czerwonych, kontrastujących z jego czarnymi butami sznurówek. Lekki uśmiech pojawił się na jego twarzy, przez co uspokoiłam się, że każdy jest zadowolony. 
- I jak? - zapytałam, skanując każdego w już kompletnym stroju. 
- Zajebiście. - stwierdzili zgodnie i chwilę po tym, staliśmy już w kolejce do kasy. 
Przeglądnęłam parę damskich rzeczy, ale nie znalazłam nic interesującego i zanim mogłam się zorientować, czwórka chłopaków z sporymi torbami stała koło mnie. 
- Teraz Twoja kolej. - zachichotali i pociągnęli mnie w kierunku - wybranego przez nich - sklepu. 
Matko, chcę wrócić do domu. 

* James * 
Zaprowadziliśmy Katie do dobrze znanego nam sklepu i tak jak się spodziewaliśmy - role się odwróciły. Patrzyła na wszystkie ubrania szeroko otwartymi oczami a nawet nie wiedziała, co zaplanowaliśmy dalej. 
- Dobra, ustawiaj się tutaj. - przedrzeźniliśmy ją, mówiąc wysokim głosem. Mieliśmy przewagę liczebną, także każdy z nas miał wybrać oddzielną część garderoby. 
Odwróciliśmy się i ruszliśmy do półek z wyznaczonymi wcześniej rzeczami. 
- Dobra. Rozmiar? - pisnął Ashton, na co Katie wywróciła oczami. Powstrzymałem chichot bo to było dla niej takie... typowe. 
- S. 
Zaśmialiśmy się głośno, tylklo ją drażniąc, po czym sprawdziliśmy metki. 
- Spodnie będą dobre. - stwierdził Michael i wręczył jej obcisłe, czarne legginsy. Popatrzyła na niego zdezorientowana, ale wiedziała, że jeżeli my kupiliśmy coś nie pasującego do nas - ona też będzie musiała. 
- Bluzka dla szanownej pani. - Calum podał jej białą, obcisłą bluzkę z czarnym napisem "FUCK". Była podobna do tej, którą miała na sobie, jeżeli chodzi o długość. Kolejny raz wywróciła oczami i przewiesiła to przez rękę, wzdychając. 
- Błagam Cię, nie mów że miałeś mi wybrać stanik. - uprzedziła Ashtona, trzymającego cos za plecami. Ten wybuchnął śmiechem, następnie wyciągając czarną, skórzaną kurtkę przed siebie. 
- Myślałem o tym, ale ostatecznie wziąłem Ci to. Będzie idealna. - stwierdził i rzucił ubranie na stertę wczesniej wybranych. 
Teraz moja kolej. 
Dobra, kiedy wybierałem coś ze ściany "akcesoria" myślałem że rozpieprze te wszystkie plączące się, złote łańcuszki. Pomińmy fakt, że wyglądałem komicznie, stojąc w czarnej, skórzanej kurtce i wybierając coś z tych błyszczących gówienek.
Otworzyłem dłoń, ukazując tym samym srebrny naszyjnik i wyciągnąłem ją w kierunku Katie. 
- Woah. 
- Mogę? - zapytałem, rozpinając łańcuszek. Na końcu było coś w rodzaju gwiazdki, lekko błyszczało i stwierdziłem że nie będzie chyba takie złe. Widziałem jej zdezoriendowany wzrok, ale kiedy podniosła włosy, przełozyłem biżuterię przez jej szyję i złączyłem zapięcie z tym małym jebanym kółeczkiem, które powinno być znacznie większe. 
Jej palce zacisnęły się na przywieszce a ja wkładając ręce do kieszeni, wskazałem na jedną z przymierzalni. 
- Wohooo, stary to Ty tak rozumiesz pojęcie "przyjaciele"? - trącił mnie Calum, kiedy Katie się już przebierała, ale wcale mnie to nie rozbawiło. 
- Miałem wybrać dodatki, to wybrałem. 
- I akurat wziąłeś naszyjnik? - brunet naprawdę przekracza granicę, śmiejąc się między słowami. 
- Tak, wziąłem kurwa naszyjnik i nie liczę na nic więcej, niż przyjaźń. Dotarło? - rzuciłem chłodko, na co każdy z moich przyjaciół gwałtownie zpoważniał. 
- Emm... chłopcy? - Katie przesunęła zasłonę na bok i stanęła ubrana w to, co jej wybraliśmy. Jej mina nie wyrażała zachwytu, a raczej coś na wzór... zmieszania. 
Przełknąłem ślinę i zmierzyłem ją wzrokiem.
- Wyglądasz.. - zacząłem, zbierając słowa. 
- Tak... - dopowiedział Michael, też robiąc po tym pauzę. 
- Cholernie... - Ashton oblizał wargę i zanim powiedział coś dalej, przerwał mu Calum.
- Seksownie. 
Dziewczyna zaśmiała się głośno i byłem pewien, że zaraz schowa się z powrotem, abyśmy nie zobaczyli jej stających się z każdą sekundą, coraz czerwieńszych policzków.
- Dobra, biorę to. - mruknęła i zasunęła szary materiał, aby móc się przebrać. 
My nadal staliśmy, zszokowani. Gdybyście tylko zobaczyli, jak czarny idealnie do niej pasował... Jej ciemne włosy tylko podkreślały to wszystko i tak jak zawsze lubiłem, były lekko pofalowane. 
Lubiłeś. Właśnie, lubiłem. 
Jako jedyny się otrząsnąłem i zacząłem lekko szturchać nadal zapatrzonych przed siebie chłopaków. 
- Będę czekał na zewnątrz. - oznajmiłem i ruszyłem w kierunku wyjścia, po drodze napotykając parę zaniepokojonych moją nagłą reakcją pracownic. 
Usiadłam na ławce, będącej dokładnie naprzeciwko i westchnąłem głęboko. Nie, nie mogę ponownie patrzeć na nią w ten sposób. 
Wyciągnąłem telefon i sprawdziłem wszystkie powiadomienia. Pośród ogromu wiadomości z twitter'a, odnalazłem jednego sms'a, od jednego z moich znajomych. 

Od: Jake 
Yo, bracie, impreza dzisiaj u Chantel o 22. Wpadasz? 

Szybko odpisałem, nie zastanawiając się specjalnie nad treścią. To idealny pomysł aby zopomnieć o tym całym gównie. 

Do: Jake
Yup, przywiozę coś odlotowego. ;) 

Odetchnąłem głęboko, ciesząc się z tego, że mam juz zaplanowany wieczór i niecierpliwie czekałem na resztę, która pojawiła się nieco szybciej, niż się spodziewałem. 

                                                         *** 

- Ashton, biorę ze sobą! - zawołałem i nie czekając na odpowiedź, otworzyłem ogromną szafkę z dziesiątkami rodzajów prochów. Cisza za strony mojego przyjaciela trwała zdecydowanie za długo więc odwróciłem głowę w kierunku drzwi, w których - jak się okazało - stał, z założonymi rękoma. 
- James, wiesz przecież dokładnie...
- Nie chcę słuchać tego pieprzenia. Poza tym większość jest dla Jake'a i reszty. - chwyciłem foliowe torebeczki i wepchnąłem je jednym ruchem do kieszeni spodni. 
- Czemu to robisz? - jego głos był spokojny i stonowany i przez chwilę czułem się jak u jednego z tych terapeutów, którzy chcą Ci "pomóc". 
- Ashton... - jęknąłem i w myślach już błagałem o koniec naszej wymiany zdań. 
- Katie? - zapytał, jakby już znał odpowiedź. Nienawidzę tego jego szóstego zmysłu, który zawsze wie, gdzie szukać odpowiedzi. Westchnąłem i skinąłem głową, na co automatycznie przesunął się i wskazał gestem ręki wolne wyjście. 
- Ale... 
- Tylko proszę, zrób tak, abym nie musiał odbierać cię z komisariatu. 
- Dzięki. - uśmiech rozpromienił się na mojej twarzy a nogi same zmusiły mnie do wybiegnięcia z domu. 


Jeden z moich ulubionych rozdzialow. Ostatnio pojawiły sie 2 komentarze, mimo ze dodałam rozdział wcześniej... Musiałam to napisac, ponieważ trochę mnie to zdziwiło. 
No cóż, mowi sie trudno :)) 
Teraz mam trochę gorsza sytuacje i nie bede mogła publikować rozdziałów w najbliższym czasie (3-5 dni). Nic nie moge z tym zrobic, to jest zbyt ważna sprawa, abym mogła sobie spokojnie pisać. Przepraszam. 

Kocham Was, mam nadzieje ze rozdział przypadł Wam do gustu. Przepraszam za błędy i gramatykę... Ugh, za wszystko. 
#Muchlove, Caroline. 

10 komentarzy:

  1. IDEALNIE :3
    Awww Ash <3
    Czekam na kolejny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyobraziłam sobie tą sytuację w sklepie i o mało ze śmiechu nie pękłam xd a pozatym rozdział CUDOWNY!!! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezuuu *-* Mogłabym siedzieć całymi dniami i czytać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział, a ja już oczami wyobraźni widziałam tych punk'owców, którzy mierzą ubrania z H&M'u wybierane przez taką kruszynę :D Bardzo mnie to rozśmieszyło :P

    OdpowiedzUsuń
  5. jejku cudowny rozdział. czekam na kolejny z niecierpliwością. jutro ostatni dzień wakacji, z tej okazji chciałabym życzyć cudownej autorce tego boskiego opowiadania oraz każdemu kto przeczyta mój komentarz, żeby ni tam wiecie w szkole wam szło dobrze i wgl, ale żeby Was nie zamęczyli także. kocham opowiadanie. kocham autorkę tego cuda. *-* do następnego. weny i pozdraqiam ;* buziaki
    ~ Pulinaa ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń