sobota, 6 września 2014

Rozdział 36

- No, postarałeś się. - Jake poklepał mnie po ramieniu i zaczął rozdzielać porcje narkotyków, tak aby starczyły dla każdego. 
- Wszystko, aby dzisiaj odlecieć. - zaśmiałem się i tuż po tym poczułem małą dłoń na moim ramieniu. - Danielle. - powiedziałem, czując długie paznokcie, znaczące szlak na moim karku. 
- Yhym. Dawno cię tutaj nie widziałam. - mruknęła i wyciągnęła przed moją twarz cygaro.
- Nie powi... a pieprzyć to. - zaciągnąłem się i poczułem, jak toksyczna substancja powoli zmierza do moich płuc. Kochałem to uczucie. Wszystkie problemy odchodziły i pozostawiały mnie zrelaksowanego. 
- Grzeczny chłopiec. - dziewczyna usiadła mi na kolanach, abym mógł zaciągać się dymem z cygara. 
- Ashton Cię puścił? - Jake zapytał, wciągając biały proszek nosem. Wiedział, że Ashton miał zawsze dużo do powiedzenia, kiedy się z nim spotykałem. Po części jestem mu za to wdzięczny ale kiedy przypomnę sobie te jego wszystkie rozmowy, mam nawet dosyć jego głosu. 
- Yup. Mam wrócić do domu, to jedyne o co prosił. - wypuściłem szarą smugę z ust i uśmiechnąłem się na widok czarnych oczu, wpatrujących się w moje. 
- To co bierzemy? - Danielle się uśmiechneła a ja sięgnąłem po pierwszą lepszą folię. 

* Katie * 
Chodziłam po salonie, zastanawiając się nad dzisiejszym dniem. 
Caroline powiedziała, że jedzie razem z Niall'em na zakupy. Och tak, Niall nadal się do mnie nie odzywa. 
Nie wiem, kiedy nam to minie ale nie martwię się o to. Moim aktualnym problemem jest to, że właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że od kiedy chłopcy mnie tutaj odwieźli, nie mogę przestać myśleć o James'ie. 
To jest tak niesamowite i tak naturalne, że znowu go spotkałam... Wiecie, z jednej strony nadal nie dociera do mnie fakt, że widzimy się ponownie, ale z drugiej... to takie normalne robić z nim zakupy. 
Jeszcze dzisiejsza sytuacja z ta koszulką... Boże, jak mogłam być taka głupia? 
Ścisnęłam grzbiet mojego nosa i zastanowiłam się, co mogłoby zająć moje myśli. 
W tym samym momencie mój wzrok napotkał drzwi i zostawione w ich zamku klucze. 
Bingo. 
Sprawdziłam godzinę na telefonie i schowałam go do kieszeni moich jeansów. 
Podbiegłam do wejścia, po drodze chwytając pierwszą lepszą bluzę Niall'a z wieszaka i trzasnęłam drzwiami, zamykając je - wcześniej wyciągniętymi - kluczykami. 
Ruszyłam jedną ze spokojniejszych dróg, uporczywie wpatrując się w moje trampki, odbijające się od szarej kostki brukowej. Przez niedawno padający deszcz powietrze było wyjątkowo świeże, a na drodze stawały mi przeszkody w postaci kałuż.
Skręciłam w prawo i przeszłam obok znajomego mi przystanku autobusowego. 
Zwróciłam szczególna uwagę na jednego chłopaka. Nigdy wcześniej go tutaj nie widziałam a w okolicy znałam już prawie każdą osobę. 
Właśnie. Prawie. 
Wzruszyłam ramionami i włożyłam zmarznięte już trochę ręce do kieszeni. Nie było tak ciepło jak myślałam, ale na szczęście wzięłam jedna z cieplejszych bluz mojego przyjaciela. Moje palce dotknęły jakiś poplątanych kabelków i już wiedziałam, że Niall jak zwykle zostawił słuchawki w swoich kieszeniach. 
Zostawiał tam wszystko; pieniądze, bilety, rachunki, gumy do żucia, papierki po cukierkach i jak zwykle zostawił też to. 
Włożyłam rozplątane już słuchawki do uszu w duchu dziękując Bogu za roztargnienie Niall'a i podłączyłam je do swojego Iphona. Wybrałam jeden z żywszych utworów, chcąc maksymalnie zająć swoje myśli i od razu usłyszałam znane mi basy. 
Nikt do mnie nie pisał ani nie dzwonił, dlatego był to idealny czas na trochę oddechu od tego wszystkiego. 
Robiłam krok za krokiem w myślach analizując ile czasu zostało mi jeszcze do celu. Gdybym jechała autobusem byłoby to dosłownie 15 minut ale co mam lepszego do roboty, szczególnie w pustym domu, aby rezygnować ze spaceru? 
Stanęłam przy krawężniku i cierpliwie czekałam na zmianę światła. Cicho wystukiwałam rytm piosenki na moim udzie i rapowałam w myślach mój ulubiony fragment. Nagle spojrzałam przed siebie i ogromnie się zdziwiłam, widząc tego samego chłopaka co wcześniej. Przyjrzałam mu się nieco dłużej. Ubrany był normalnie, konkretniej w biały t-shirt nakryty granatową bluzą, jeansy i półbuty. Zmarszczyłam brwi i westchnęłam, kiedy światło się już zmieniło a ja musiałam przejść na drugą stronę. 
"Tajemniczy" nadal się nie poruszał. Przecież miał zielone światło... 
Opuściłam nieco głowę, chowając twarz za ciemnymi kosmykami moich rozpuszczonych włosów i starałam się zignorować to uczucie obserwowania. 
Dosłownie czułam jego oczy na sobie. 
Przyspieszyłam kroku, zaniepokojona tym wszystkim i rozglądnęłam się na sklepem do którego cały czas zmierzałam. Powinnam już tam niedługo być. 
Weszłam między bloki aby jeszcze bardziej skrócić sobie drogę i zerknęłam na mój telefon. Nie słyszałam muzyki, nawet jeżeli nadal grała przez wszystko co czułam w środku. 
Oblizałam usta i nieco zwolniłam, starając się uspokoić. Tak naprawdę nie mam żadnych podstaw, żeby myśleć że on mnie śledzi. Nawet nie wiem, czy jest teraz za mną. 
Skręciłam i nareszcie - zobaczyłam mały warzywniak. Ogarnęła mnie radość i ulga, więc już nieco pewniej ruszyłam w kierunku drzwi. Rozglądając się dyskretnie na boki nie zauważyłam nikogo podejrzanego. Nigdzie nie dostrzegłam też granatowej bluzy. Może to był zwykły przypadek? 
Z uśmiechem pociągnęłam za klamkę i usłyszałam dobrze znany mi dzwoneczek, informujący o przyjściu nowego klienta. 
- Dzień dobry. - powiedziałam słodko, czując ogarniające ciepło. Czułam się tu bezpieczniej a napięcie powoli we mnie opadało. 
- Dzień dobry, kochanie. Co podać? - starsza sprzedawczyni, która już doskonale mnie znała zapytała i przyjaźnie się uśmiechnęła. 
- Kakao. 
- Duże, małe? - odwróciła się i zaczęła przeglądać półki z różnymi rzeczami "na szybko", które przeważnie przygotowywało się w kubku.
- Umm... średnie. Albo nie, duże. - zachichotałam i wyciągnęłam jakieś drobne z kieszeni. 
- 5,70. - wręczyła mi opakowanie i włożyła monety do kasy. 
- Dziękuję, do widzenia. 
- Do widzenia. - uśmiechnęła się po raz kolejny i odprowadziła mnie wzrokiem do drzwi.  A! Katie! - krzyknęła i machnęła rękoma. Skierowałam oczy w jej stronę i kiwnęłam głową, na znak tego, że słucham. - Uważaj, ostatnio po okolicy kręcą się dziwne typy. - mruknęła nieco ciszej, jakby był to jakiś sekret. 
Ostatnio. Ostatnio to znaczy kiedy? 
Dziwni. Jak bardzo dziwni? 
Zanim zdążyłam otworzyć usta, aby dowiedzieć się paru szczegółów, mój telefon zadzwonił. W pośpiechu pożegnałam się ze sprzedawczynią, zapewniając ją, iż będę ostrożna i otwierając drzwi, wyciągnęłam telefon z kieszeni bluzy. 
- Tak? - zapytałam i w między czasie rozejrzałam się wokół. Nikogo nie było, a pogoda zdecydowanie się pogorszyła. Szare chmury całkowicie zasłoniły niebo a na rękach - mimo bluzy - mogłam odczuć zimny, przeszywający wiatr. 
- Katie? Gdzie jesteś? - zapytał Ashton jakby zdenerwowanym głosem. Zmarszczyłam brwi i odpowiedziałam, nie zastanawiając się nad głębszym sensem jego telefonu. 
- Znaczy... wracam ze sklepu. Ale chwila, o co chodzi? Czemu dzwonisz? 
- Podaj mi ulicę. 
- Po cholerę Ci...
- Katie, podaj mi natychmiast ulicę. - syknął, na co się wzdrygnęłam. Spojrzałam na tabliczkę starego drogowskazu, stojącego niedaleko mnie. Po przymrużeniu oczu dokładnie przeczytałam napis. 
- Taneer Street. Powiesz mi łaskawie, czemu Cię to tak interesuje? - przeszłam przez ulicę i poprawiłam w ręce opakowanie kakao. Ne będę kłamać - ten spacer był strasznie stresujący. 
- Nie zauważyłaś niczego, nikogo dziwnego? - mówił coraz szybciej a w tle mogłam usłyszeć jakieś hałasy. 
- Właściwie to widziałam taką jedną osobę... Miałam wrażenie, że mnie obserwuje. 
- Okej, słuchaj, jest w tam w pobliżu jakiś sklep? Cokolwiek? 
- Yhym. - mruknęłam, po rzuceniu okiem na bloki, które właśnie mijałam. 
- Wejdź tam i napisz mi dokładną nazwę. Niedługo tam będę. - ledwo co zrozumiałam co mówi, przez jego nie wytłumaczoną zadyszkę. Przytaknęłam, po chwili zdając sobie sprawę, że on tego nie mógł zobaczyć. 
- Dobrze. - po tym Ash się rozłączył a ja zmieszana zaczęłam iść w kierunku księgarni. Litery będące na świecącym szyldzie łączyły się w "Qrntern". Zapamiętałam nazwę i w pośpiechu otworzyłam drzwi. 
- Dzień dobry. - powitała mnie niska, starsza kobieta w luźnej sukience. Wyglądała jak typowa bibliotekarka, a okulary spoczywające na jej małym, okrągłym nosie tylko to potwierdzały. 
- Dobry. - posłałam sztuczny uśmiech i nie wiedząc co zrobić, po prostu stanęłam i rozejrzałam się wokół. 
- W czym mogę pomóc, młoda damo? 
- Ja... ja... - no dalej, Katie, co możesz chcieć z księgarni? - Chciałabym rozejrzeć się za jakąś ciekawą książką. 
- Oh, nie mogłaś lepiej trafić! - złączyła ręce a uśmiech rozpromienił jej twarz. - Chodź tutaj, szybciutko. Pokażę Ci same bestselery. - wskazała na wysoki regał a ja wzdychając, poszłam za nią. Przynajmniej tu byłam bezpieczna. 
Stając, wyciągnęłam telefon i jak najszybciej potrafiłam, wysłałam sms'a Ashton'owi. 
- Popatrz, ta jest jedna z ulubionych książek mojej wnuczki. Wręcz ubustwia głównych bohaterów. - wręczyła mi starą, dosyć cienką książkę, w brązowej oprawie. Mimo lekko pożółkłych kartek, wyglądała na zadbaną a kurz wcale nie pokrywał jej tonami, jak w tych wszystkich oklapłych filmach. 
- A tutaj... - sięgnęła wyżej i stanęła na palcach. - Jest nieco większa. Wiesz, na długie wieczory. - mrugnęła, podając mi zdecydowanie grubszą lekturę. Na okładce widniał cień jakiejś dziewczyny. Przejeżdżała po każdym grzbiecie, zastanawiając się, co mogłaby mi zaproponować a błysk w jej oku był nie do opisania. Widocznie kochała swoją pracę, a każdy autor był jej dokonale znajomy.
Ashton nadal nie dawał żadnego znaku. Zaczynałam się niecierpliwić i nerowow zerkałam w kierunku wejścia. 
- Oh skarbie, lubisz fantasy? - zapytała i spojrzała zza okularów w moją stronę. 
- Um.. niekoniecznie. - skrzywiłam twarz. Zawsze denerwowała mnie przesadna abstrakcja i książki tego typu. 
- Oh, oczywiście. Smoki to już chyba nie dla Ciebie. - zaśmiała się i wyciągnęła jeden z egzemplarzy "Smart Doll". Znałam tą książkę i rzeczywiście miała dobre opinie, ale nigdy nie miałam okazji aby przeczytać ją w spokoju. Właściwie w ogóle rzadko czytałam książki przez brak czasu i mój odwieczny pech do wyboru powieści. 
- Narazie wezmę... - zaczęłam i w tym samym czasie usłyszałam otwierające się drzwi. 
Nareszcie. 
- Katie? - dobrze znany mi głos Ashton'a rozbrzmiał po pomieszczeniu. 
- Tutaj! - odkrzyknęłam i ponownie zwróciłam się do kobiety. - Wezmę tą, bardzo dziękuję Pani za pomoc. - uśmiechnęłam się, nieco szczerzej i odłożyłam nowsze książki na bok. 
- Chodź. - poczułam uścisk na ręce, po czym zostałam pociągnięta do wyjścia. 
- Ale Pani karta biblioteczna! - usłyszałam z oddali, lecz zmuszona skupić się na drodze, ścisnęłam dłoń Ashtona i wyszłam z księgarni. 
- Dobra, wsiadaj do auta. - wskazał na zaparkowane na chodniku BMW. Przytaknęłam i po chwili siedziałam już na miejscu pasażera. Odetchnęłam z ulgą, czując się znacznie lepiej w towarzystwie przyjaciela i oparłam głowę na zagłówku. 
Chłopak włożył kluczyki i rozejrzał się po ulicy, chcąc wyjechać. 
- Ashton... - zaczęłam, nadal nie znając konkretnego powodu całej tej akcji. 
- Jak wyglądała ta osoba. - był widocznie zestresowany, a dłonie zaciśnięte na kierownicy pokazywały mi, że stara się nad tym zapanować. 
- Miał niebieską bluzę, ale co to ma do...
- Słuchaj, to ważne. Każdy szczegół. - mruknął i wyjechał na prostą, dodając gazu. 
- Był wysoki, dobrze zbudowany... uh, nic szczególnego.
- Czułaś się obserwowana? - zapyta, a ja skinęłam. - O której wyszłaś z domu? 
- Czy to jest kurwa jakiś komisariat? O co chodzi? - prawie krzyknęłam, na co chłopak spoważniał. 
- Ty nie czułaś się obserwowana. Ty po prostu byłaś śledzona. 
Na chwilę zamarłam. Wszystko, co czułam w drodze do sklepu było prawdziwe? Nie było żadnego przypadku? 
Nie kontrolowane ciepło rozeszło się po moim orgzaniźmie a ja poczułam się nieswojo. 
Oparłam się o szybę, zmartwiona wszystkim co ostatnio dzieje się w moim życiu i spojrzałam na książkę, leżącą na moich kolanach. "Need You Here Now" - przeczytałam w myślach i westchnęłam. 
Ja właśnie potrzebowałam takiej, jednej, dosyć istotnej osoby obok mnie. 


Hej, hej, hej! :)) Na wstępie przepraszam za tak długą przerwę. Szczerze, bardzo nie chciałam abyście tyle czekali na rodział ale ponad to, że miałam problemy osobiste, doszła do tego szkoła i kłopoty z internetem. 
Ugh, myslałam że zwariuję - wszystko spadło na mnie tak gwałtownie. 
Teraz jest już znacznie lepiej, postaram się dodawać rozdziały regularnie pomimo roku szkolnego i mam nadzieję, że nikt nie przestał czytać przez tą przerwę. :(
Moglibyście skomentowac i pokazać, że chociaż odrobinę czekaliście na #36? Bardzo proszę, potrzebuję teraz motywacji, szczególnie że szykuję niespodziankę :D 
Co do książki, ponieważ pewnie Was nieco zainteresowała... tak, będzie dosyć istotna :))) 
Powodzenia w szkole! Niedługo ten "leń" minie! ;) 
#Muchlove , Caroline 




6 komentarzy:

  1. Ten rozdział >>>>>
    W sumie to nie wiem co napisać, bo wszystkie pomysły mi się wyczerpały, ale coś wymyślę :)
    Wiedziałam, że ta książka będzie miała jakieś znaczenie.
    Katie śledzona... tak myślałam, bo ta osoba wydawała się dziwna.
    Rozdział już na samym początku opisałam i to chyba tyle.. <3 // @luvvmybae

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czekałam *u* Zajebisty <3 :3 Ashton :3 :') <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki boskii <333 Bardzo mnie ciekawi kto ją sledzil.....

    OdpowiedzUsuń
  5. Katie już zawsze będzie miła takie kłopoty? xd Jeśli tak, to zapewne będzie ciekawiej ;3 Rozdział jak zwykle genialny! ;* Wchodzisz w coraz lepszą wprawę ;)

    OdpowiedzUsuń