Zgodziłam się, pisząc do Caroline że organizuję piżama party z jedną koleżanką i chciałabym trochę odpocząć od towarzystwa Niall'a. (Co oczywiście nie było prawdą, ponieważ tak naprawdę marzyłam o jego towarzystwie i niesamowitym darze pocieszania)
- Okej, tutaj masz koc... poduszki... wiem, że to nie jest nic specjalnego... - zaczął Ash, ewidentnie zawstydzony tym, że musiałam spać na kanapie.
- Wszystko jest idealnie, bardzo Ci dziękuję. - uśmiechnęłam się, nie widząc nic strasznego w warunkach, które mi zapewnił.
- Świetnie. W takim razie, gdybyś czegoś potrzebowała to wołaj mnie; jestem tuż za drzwiami.
- Jasne. - odparłam wesoło i zaczęłam rozkładać kraciasty koc, aby móc się położyć.
Swoją drogą w towarzystwie 4 chłopaków czułam się znacznie bezpiecznej niż w moim domu, dlatego byłam zachwycona pomysłem spędzenia tutaj nocy.
Ashton wyszedł i - jak mogłam usłyszeć - zaczął rozmawiać z Michael'em. Calum oczywiście siedział przy jednym ze stolików i przeglądał coś na laptopie, nadal wmawiając sobie, że "zaraz skończy". Jedyną osobą, której nie widziałam nigdzie po drodze na zaplecze był James.
W samochodzie postanowiłam, że muszę z nim porozmawiać o tym, co się teraz między nami dzieje. Szczerze mówiąc mam takie momenty, że tęsknię za tym co było kiedyś.
Tęsknię za jego sprośnymi komentarzami, nadmierną opiekuńczością, uśmiechem...
Prrr, Katie. Stop!
Potrząsnęłam głową i wzdychając, wtuliłam twarz w małą, kwadratową poduszkę.
Zaczęłam uspokajać swoje emocje i po raz pierwszy od godziny miałam wyrównany, spokojny oddech. W tle słyszałam głosy rozmawiających chłopaków i stukanie kieliszków, ale i tak wiedziałam, że robią to najciszej jak mogą. W końcu miałam chwilę spokoju. Świadomość, że nie jestem sama podnosiła mnie na duchu, chociaż moje myśli zajęte były tą sprawą z narkotykami. Słowa Niall'a powtarzały się w mojej głowie i powielały jak bakterie: z każdym przypomnieniem było ich coraz więcej.
Gdy już prawie odpłynęłam, zmuszając się do myślenia o białych kwadratach, usłyszałam potworny hałas. Moje serce przypieszyło a źrenice rozszerzyły się do granic możliwości.
Zdezorientowana szybko zeskoczyłam na podłogę i odwróciłam głowę w stronę okna, aby zobaczyć co wybiło szybę. Zdecydowanie nie były to białe kwadraty a coś ogromnego, ponieważ rama została całkowicie pozbawiona szkła.
Kiedy doszłam do wniosku, że zaraz ktoś mógłby wskoczyć do pokoju i wcale nie byłaby to osoba, która zaśpiewałaby mi kołysankę i życzyła dobrej nocy, ujrzałam chłopaka z blond włosami, leżącego na podłodze.
James.
Chłopak zwijał się z bólu a wokół niego porozrzucane były malutkie kawałeczki szkła.
- Danielle... - zaczął mamrotać, próbując się poruszyć. - Danielle... - wyszeptał ponownie a ja dosłownie poczułam ukłucie w sercu. Co się z nim stało?
- Katie?! - krzyknął Ashton i sekundę po tym wpadł do pomieszczenia, stając we framudze drzwi. - Ja pierdole... - spostrzegł James'a, nadal mruczącego imię nieznanej mi dziewczyny i podszedł do niego, kucając. - Czy ja do cholery nie wyraziłem się jasno?! - wrzasnął tak głośno, że aż się skrzywiłam. James po raz kolejny zaczął bełkotać i w tym samym momencie zorientowałam się, że był pijany.
- Ashton... - wyszeptałam, praktycznie załamana stanem blondyna. Gdybyście tylko go zobaczyły... Jego oczy były przekrwione, ubrania śmierdziały dymem papierosowym a zawsze idealnie ułożone włosy znajdowały się w opłakanym stanie.
- Calum! Weź stąd Katie! - przywołał chłopaka, który po chwili zjawił się w drzwiach i również zeskanował wszystko wzrokiem. Jego ciemne brwi uniosły się wysoko a usta lekko rozchyliły, kiedy zobaczył stłuczone okno.
- Powiedziałem, zabierz ją na bar. - syknął Ash i zaczął poklepywać James'a po twarzy.
Cal zrobił parę kroków w moją stronę, omijając szkło porozwalane na podłodze i złapał mnie za ramię.
- Nie. - pisnęłam i wyrywając się, podbiegłam do James'a. Uklęknęłam przed nim, łapiąc jego twarz w dłonie. Próbowałam złapać z nim kontakt wzrokowy, ale był absolutnie zdezorientowany.
- Przepraszam. - wyszeptał, ledwo co zrozumiale i po chwili osunął się na ziemię.
Moje oczy lekko się zaszkliły, po czym poczułam silne ramiona, odciągające mnie w tył.
- Jest przytomny, spokojnie Katie. - zapewnił mnie Ashton i zaczął rozrywać jego koszulkę.
Zakryłam usta dłonią i nadal nie wierzęc w to, co się właśnie zdarzyło, wyszłam otulona ramieniem Calum'a.
* James *
Jake wysadził mnie przed moim domem. W zasadzie nie widziałem gdzie idę ani co się ze mną dzieje, ale zrozumiałem słowo "dom" i "idź", więc wysiadłem z auta i zginając nogi w kolanach, zacząłem isć przed siebie. Chwiałem się na prawo i lewo a obraz przede mną był całkowicie rozmazany. (Jeżeli zielono-szare paski i niekształtne kółka można w ogóle nazwać "obrazem").
Przymrużyłam oczy, czując silny ucisk w głowie i robiąc trzy duże kroki, wpadłem na coś zrobionego ze szkła.
Momentalnie pochyliłem się do przodu i poczułem twardy grunt pod obolałym ciałem, sprawiający że podkurczyłem nogi aby pozbyć się tego ukłucia w płucach.
Ból dotarł do każdego zakamarka; poczułem go nawet w dłoniach. Dochodziły do mnie odgłosy, ale tak jak wszystko - były nie zrozumiałe.
Nagle poczułem delikatną skórę drobnych, dobrze znanych mi dłoni. Smukłe palce pogładziły moje policzki a mój umysł przetworzył już informację, że była to Katie.
- Przepraszam. - szepnąłem ostatkiem sił i zamknąłem oczy, czując że dłużej nie wytrzymam. Zemdlałem.
***
Powolnie otworzyłem oczy, czując przebijające się przez moje powieki światło.
Ból w mojej głowie zmusił mnie do pozostania na poduszce, ale nawet po suficie rozpoznałem miejsce w którym się znajduję.
- Co do... - wymamrotałem ale od razu zostałem uciszony przez kobiecy głos.
- Już dobrze.
Skierowałem wzrok przed siebie i ujrzałem Katie, gładzącą moją rękę. Przez chwilę nie mogłem nic powiedzieć, wpatrując się w jej cudowny uśmiech.
Jej załzawione, lekko opuchnięte oczy świadczyły o tym, że płakała.
- Katie... - mruknąłem, zamykając na chwilę oczy. Nie rozumiałem, dlaczego każdy mój ruch był tak bolesny.
- Spokojnie, ja po prostu... - schyliła głowę po tym, jak jej głos się nieco załamał i wymamrotała coś do siebie.
Patrzyłem na nią wyczekująco. "Po prostu" co? Właściwie, co ja kurwa robię na kanapie w środku dnia?!
- Martwiłam się. - wyszeptała, a moje serce złamało się na pół.
- Przestań. - usiadłem, starając się zignorować towarzyszący tej czynności ból, ale ostatecznie cicho syknąłem. - Wszystko jest w porządku. - brałem oddechy między słowami, nie mogąc wypowiedzieć ich wyraźnie.
- Obiecaj mi coś. - powiedziała, mocniej ściskając moje palce. Skrzywiłem twarz ale szybko potaknąłem, czekając na dalszą wypowiedź dziewczyny. - Nigdy więcej nie sięgniesz po prochy. - widziałem, że walczyła ze łzami. Wtedy przypomniała mi się wczorajsza noc i to, jak bardzo przegiąłem z używkami.
- Obiecuję. - spojrzałem jej w oczy a następnie poczułem jej usta na moim policzku.
- Dziękuję. - szepnęła, wstając i wychodząc.
Dobry Boże, powiedz, że to nie był sen.
Witam, witam. Znowu zawaliłam, bo rozdział jest 3 godziny później ale mam nadzieję, że jeszcze nie śpicie XD Następny rozdział będzie dłuższy... tutaj tez nieco gorzej wypadłam xd
No słońca... akcja się chyba rozwija a to wcale nie koniec kłopotów... :D Sen, jawa? Jawa czy sen...? Do następnego, liczę na Wasze komentarze! :)
#Muchlove , Caroline
Jezuuu *.* Chcę następny :c
OdpowiedzUsuń2...dni.....2 dni.....
OdpowiedzUsuńNie dam rady!
Ahs :3
James! :3
Awww <3
Dodawaj nexta jak najszybciej, bo nie wyrobię! ;*
OdpowiedzUsuń