Nad czym konkretnie?
Oh, dobre pytanie. Najgorsze było to, że sama nie wiedziałam jak mam rozumieć tą sytuację.
Weźmy na to, że teoretycznie ktoś Was porywa, tuż po tym, kiedy poznajecie nową osobę w nieznanym wam barze. Następnie spotykacie swoją miłość sprzed dwóch lat i zostajecie śledzone przez jakiegoś psychopatę. Po drodze kłócicie się ze swoim najlepszym przyjacielem i ostatecznie doprowadzacie się do najgorszego - poczucia winy.
Coś wewnątrz mówiło mi, że problem jest we mnie i jeżeli mam być całkowicie szczera, przez prawie całą noc zadręczałam się myślami, o tym "jak by to było, gdybym nie zamieszkała z Niall'em". W końcu jestem tu przez niego i nadal nie mogę pozbyć się wrażenia, że to była zła decyzja. Mam jedynie nadzieję, że wczorajsza obietnica James'a była prawdziwa... to co się z nim dzieje mnie przeraża.
- Um... Katie? - zapytał niepewnie Calum, wyrywając mnie z moich zamyśleń i odsunął krzesło, siadając naprzeciwko mnie.
Spojrzałam na niego, nie podnosząc jednak głowy i czekałam, aż zacznie kontynuować.
Swoją drogą praktycznie go nie znałam, a czułam się znacznie bezpiecznej w jego otoczeniu. - Jeżeli zastanawiasz się nad... - zaczął, bawiąc się palcami. Rzadko zdarzało mi się widzieć skrępowanego chłopka, więc zmarszczyłam nieco brwi i słuchałam dalej. - Wiedzę, że coś Cię drażni. - wydusił i spojrzał mi w oczy swoimi ciemnymi tęczówkami.
- Chciałabym wiedzieć tylko jedno... - zaczęłam, zbierając w między czasie resztki pewności siebie, błąkające się gdzieś wewnątrz mnie. Cal przytaknął, a ja wzięłam wdech i dokończyłam swoją myśl. - Jak on zniósł nasze rozstanie?
* James *
Kiedy mimo nadal towarzyszącego bólu głowy, mogłem sam skonstruować zdanie, zaczęło się jedno z najgorszych - rozmowa z Ashton'em.
Chłopak stał przede mną, kiedy ja zajmowałem miejsce na kanapie i przez mruczenie czegoś pod nosem, wiedziałem, że stara się uspokoić.
- Ashton, posłuchaj... - zacząłem, chcąc się jakkolwiek wytłumaczyć. Może nie zdziałałbym tym wiele, ale to zawsze jakieś słowa postawione w linii obrony.
- Nie, nie. - zaśmiał się i pokiwał głową na boki. Już wiedziałem, że nie będzie łatwo. - To ty posłuchaj. - wskazał na mnie palcem i zacisnął szczękę. - Pozwoliłem Ci tam pójść tylko dlatego, abyś mógł odpocząć od "tego" - wskazał rękami dookoła. - Myślałem, że to dobry pomysł. Po raz kolejny Ci zaufałem i ugiąłem się aby nie widzieć cię potem chodzącego ze spuszczonym łbem. I wiesz co? To była najgorsza decyzja, jaką mogłem podjąć. - jego ton głosu był spokojny a ja przez chwilę miałem wrażenie, że każde słowo przygotował przedtem i teraz tylko dogrywał przede mną scenkę. - I to wszystko przez jakąś prostą dziewczynę, która od tak wróciła do twojego życia. - prychnął, uruchamiając we mnie tykającą bombę.
- Nie mów tak o niej. - syknąłem, spoglądając nieco groźniej.
- Nie? A jak mam mówić? Cudowna, przesłodka Katie wraca i rozpieprza Ci wszystko nad czym pracowałeś! - zakpił.
- Zamknij się.
- Słaby punkt, nie? - przybliżył się z uśmiechem. - Ona jest Twoim najsłabszym punktem i mimo Twoich uczuć, mogę nazwać ją też Twoim przekleństwem. - wypowiedział i pozostawił między nami ciszę. Ciszę albo i tysiące, niewypowiedzianych słów.
***
Siedziałem na kanapie, myśląc nad słowami Ashton'a. Zawsze musi wszystko sformułować tak, że nie mogę zapomnieć ani jednej sylaby.
Co jeżeli miał rację? Co jeżeli jak zwykle myśli racjonalnie? Wypuściłem powietrze nie wiedząc nawet, że tak długo je przetrzymywałem i musiałem stwierdzić jeden fakt; to nie Katie była problemem, lecz ja. Moje słabości, znajomości... nawet to, czym się zajmuję. Jestem powiązany z tym gównem od każdej strony. Gdyby nie to, kim jestem, Katie byłaby bezpieczna.
- James? - usłyszałem cichy szept i odwróciłem głowę w kierunku drzwi, przerywając swoje filozoficzne myśli.
- Hm? - mruknąłem, szybko wracając do poprzedniej pozycji. Nie mogłem znieść widoku jej zmęczonej płaczem twarzy.
- Wiesz... - jąkała się, patrząc w podłogę. Nieśmiałość - kolejna cecha "starej" Katie.
- Siadaj. - poklepałem miejsce obok siebie i po chwili poczułem jej ciało obok mojego. Nadal jednak nie patrzyłem bezpośrednio na nią przez to niewiarygodne poczucie winy.
- Myślałam nad tym, co ostatnio się zdarzyło. - zaczęła, zbierając słowa.
- Przepraszam. - skierowałem wzrok na nią, spoglądając w jej ciemne, brązowe tęczówki. Uniosła brwi w zdziwieniu, więc zacząłem kontynuować. - Za wczoraj, za przed wczoraj... za całe dwa lata. - westchnąłem.
- Nie masz za co przepraszać. To ja przepraszam, gdybym się tu nie pojawiła...
- Przestań, to moja wina. - ponownie nie utrzymywaliśmy kontaktu wzrokowego. Siedzieliśmy w ciszy, myśląc nad tym co dalej powiedzieć, a raczej co musimy powiedzieć.
- Powinnam... powinnam chyba wyjechać. Tak będzie... lepiej. - wydukała wolno, na co zamarłem. Nie, nie, nie teraz, kiedy znowu miałem ja tak blisko siebie.
- Nie możesz. Nigdzie nie będziesz wystarczająco bezpieczna.
- James, poradzę sobie. - zabrzmiała jak mała dziewczynka na co lekko się uśmiechnąłem.
- Zaufaj mi.
- Proszę Cię, to nie ma sensu.
- Wszystko ma sens, po prostu zostań tutaj i... - urwałem, nagle nie mogąc się wysłowić. - Pomóż mi. - wyszeptałem i po chwili poczułem, jak przytula się w mój bok. Dokładnie tak jak dwa lata temu.
Heeeeeeej :D No kochani. kolejny rozdział za nami... jak wrażenia? :)) Słyszałam, że macie problemy z dodawaniem komentarzy... nie wiem dlaczego ale mimo tego zobaczyłam, że coraz mniej osób zostawia wpisy :( Sama nie wiem dlaczego...
Dlatego proszę, jeżeli przeczytałaś - skomentuj. Jakkolwiek, po prostu pokaż, że tu byłaś :) x
#Muchlove , Caroline
Krótki :D Ale i tak boskii ^U^
OdpowiedzUsuńO Jezuu... Kocham poprostu ten blog o.0 nie moge sie doczekać następnego rozdziału, najlepszy ❤️❤️❤️ Szkoda tylko ze ten był tak krótki :c
OdpowiedzUsuńJames i Katie, znowu razem? ;3 ale mieszasz kobieto xd Krótki, ale wiele mówi. Życzę jak najwięcej weny do pisania ;*
OdpowiedzUsuńCudne <3 <3 <3 <3 Kolejny chcę teraz już,natychmiast :D <3
OdpowiedzUsuńNo niech juz do siebie wrócą <33333
OdpowiedzUsuń