piątek, 12 września 2014

Rozdział 39

* Katie * 
Mimo, że nadal się obwiniałam, ucieszyłam się z tego, co powiedział James. Teraz moim priorytetem jest pomoc. 
- Chciałbyś się czegoś napić? - powiedziałam po dobrych 15 minutach, kiedy siedzieliśmy w ciszy. 
- Yup. Chodź, zrobimy coś razem do picia. - wstał, posyłając mi mały uśmiech. Wiedziałam, że to było dla niego trudne. Sama zastanawiałam się bardzo długo nad tym, aby wejść do tego pieprzonego pokoju i wydusić z siebie te parę słów. 
- To na co masz ochotę? - zapytałam, stając za ladą i uśmiechając się nienaturalnie aby rozluźnić to okropne napięcie, będące wokół nas. 
- Nie chcesz wiedzieć. - wybuchnął śmiechem, cytując siebie sprzed 2-óch lat. Szybko się odwróciłam, żeby nie mógł zobaczyć moich zarumienionych policzków i zabrałam się za krojenie napoczętej przez Michael'a cytryny. - Więc... dzisiaj też zostajesz na noc? - zapytał. 
- Um... sama nie wiem. Pogadam o tym z Ashton'em... - zaczęłam, nie wiedząc jak dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Mimo, że chciałam zostać, nie wiedziałam czy mogę. Poza tym, co miałabym powiedzieć Niall'owi i Caroline? Pewnie już teraz zastanawiają się, dlaczego jeszcze nie wróciłam. 
- Na pewno się zgodzi. - odparł, jakby czytając mi w myślach i zaczął stukać palcami o blat. 
- Zobaczymy. - wzruszyłam ramionami i zalałam cukier, cytrynę i brzoskwinię wodą. - Proszę. - położyłam szklankę przed chłopakiem.
- Woah, moglibyśmy Cię zatrudnić. 
- Błagam Cię, to najprostsza rzecz na świecie. - zamieszałam moją porcję i wzięłam małego łyczka za pomocą czarnej, grubej słomki. 
- Najprostsze rzeczy są niekiedy najlepsze. 

                                                                *** 

- Katie, naprawdę możesz zostać. - Ashton powtórzył to samo po raz setny. Był strasznie uparty. 
- Zrozum, muszę wracać do domu. Martwią się o mnie. - mruknęłam, zakładając buty. Była już 17 i znając Niall'a, już siedzi w oknie z zegarkiem. 
- Napisz jakiś kit rodzicom, nie połapią się. - stwierdził Calum, dołączając do grona zatytułowanego "Katie, zostań. Tutaj będziesz bezpieczniejsza". 
- Mimo, że Niall zachowuje się jak mój ojciec, wykrywa kłamstwo trzy razy lepiej. 
- Niall? - zapytał James, siedzący na kanapie. Nawet nie wiedziałam, że słucha naszej rozmowy. 
- Tak, mieszkamy razem. - dopiero po chwili zrozumiałam, jak to zabrzmiało. Mina chłopaków mówiła sama za siebie, więc szybko zaczęłam tłumaczyć, co miałam na myśli. - Znaczy... jako przyjaciele. Dobrzy przyjaciele. 
- Więc teraz to nazywa się "dobry przyjaciel"? - zaświergotał Ashton, przez co spiorunowałam go wzrokiem. 
- Mieszkam tez z jego dziewczyną, także oszczędź sobie komentarzy. - rzuciłam oschłym tonem, wsadzając telefon głęboko do kieszeni. - Dobra, to do zobaczenia. - wyszłam i zatrzasnęłam drzwi. Ruszyłam na przód, zastanawiając się nad drogą powrotną do domu. Najbliższy przystanek jest 10 minut drogi stąd, ale musiałabym czekać na autobus ponad kwadrans. Zawsze miałam to niesamowite szczęście i wyczucie czasu. 
Stanęłam, myśląc nad jakimś tramwajem, ale nie mogłam przypomnieć sobie, którym dojechałabym najszybciej. Stwierdziłam więc, że przejdę ten odcinek ale tymi największymi drogami na których panował ruch. Będę czuła się tam swobodniej przez dużą ilość spacerujących osób. 
Skręciłam więc w ulicę, na której sprzedawano boską kawę. Mimo, że zapach dochodzący z wewnątrz strasznie mnie kusił, przeszłam dalej i minęłam skrzyżowanie. 
Tak jak myślałam, mogłam ukryć się w tłumie, przechodząc obok jednego z biurowców. 
Odetchnęłam z ulgą, w końcu widząc moją ulicę i już prawie truchtając, otworzyłam bramę. Zadzwoniłam do drzwi, po chwili słysząc głośne kroki. 
- Kto tam? - mój przyjaciel zapytał, jak zawsze zapominając o tym, że mamy zamontowane coś takiego jak wizjer. 
- Ja. - zachichotałam, wywracając oczami. Drzwi się otworzyły, więc szybko weszłam do środka i poczułam zapach pieczonych ciasteczek. 
- Co tam pieczecie? - powiedziałam głośniej, myśląc że Caroline jest w kuchni. W końcu Niall nigdy nie upiekłby niczego samodzielnie. Jak twierdził "to nie jego działka". 
- Nie ma jej. - odparł Niall, na co wytrzeszczyłam oczy. - No już się tak nie dziw, koleżanka wyciągnęła ją na spacer, ale to ona to zrobiła. - zaśmiał się cicho, orientując się o co mi chodzi. - A propo, szukałem jej. - wskazał na bluzę, którą właśnie wieszałam. 
- Taa, przepraszam. Wzięłam ją w pośpiechu i wiesz... 
- Nie ma sprawy. - zrobił pauzę i po chwili dodał. - Jeżeli chcesz... możesz ozdobić ze mną te gówniane ciastka. Caroline powiedziała, że mam je posmarować lukrem, ale nie do końca wiem, jak go się robi. - zaśmiał się, na co kiwnęłam głową. 
Mówiłam już, że Niall nie ma talentu kucharskiego, prawda? 
Weszliśmy do kuchni i wystawiliśmy tacę z wypiekami za okno, aby mogły się ostudzić. 
- Dobra, ja zrobię lukier a Ty poszukaj jakiegoś pędzla. - wyciągnęłam cukier puder i spojrzałam na chłopaka z niejasnym wyrazem twarzy. - Nie, nie ten którym się maluje. Taki do ciast. - nadal nic. -  Ugh, taki gumowy. Ten, którym chciałeś malować ściany. - dopiero wtedy przypomniał sobie, o czym mówię i zaczął przeszukiwać szafki. 
Wymieszałam wszystko, dolewając jeszcze trochę wody i sięgając po chłodne już ciastka, zawołałam Niall'a, czytającego jakąś gazetę. 
- Chodź, już możemy je posmarować. - wzięłam pierwsze ciasteczko i po chwili wręczyłam identyczne chłopakowi. 
Posmarowaliśmy wszystkie tak samo, wiedząc, że Carls by to tak zrobiła i sięgnęliśmy po ostatnie. 
- Zaczekaj. - powiedział Niall i zaczął coś malować lukrem. Cały był w białej, słodkiej i co najgorsze lepkiej substancji ale uśmiech nie schodził z jego twarzy. - Proszę. - wręczył mi ciastko z krzywym, uroczym napisem "I'm sorry" , powodując to, że moje kąciki ust samoistnie się podniosły. Szybkim ruchem pędzla, przyzdobiłam moją sztukę małymi oczkami i uśmieszkiem, również podając ją przyjacielowi. 
- Nienawidzę się z tobą kłócić. - otworzył ramiona i mocno mnie przytulił. 
- Ja też. - szepnęłam, mocno zaciskając ręce na jego barkach. Jak dobrze znowu mieć go w 100%-tach. 

                                                *** 

- Katie, co chcesz na kolację? - krzyknął Niall, kiedy leżąc na kanapie, oglądałam jeden z moich ulubionych seriali. 
- Kanapkę. - odkrzyknęłam, starając się skupić na nowym wątku. 
- Z czym? - ponownie zawołał i w między czasie, mogłam usłyszeć jak otwiera lodówkę. 
- Z tym co zawsze! - na potwierdzenie włączył czajnik i zaczął kroić chleb, co doskonale mogłam usłyszeć siedząc w salonie obok. 
Ellie - główna bohaterka, -jak się okazało- dowiedziała się o zdradzie Roberta, syna Sandry z pierwszego małżeństwa Daniela, który był kuzynem Mirelli - ciotki Florencji, mieszkającej we Włoszech. 
Dobra, może Niall ma trochę racji co do poziomu tej telenoweli. 
Przełączyłam kanał na wiadomości i nieco ściszyłam głośność. Ziewnęłam i przeciągnęłam się, w końcu zmieniając pozycję na sofie. 
Na dobrą sprawę, od ponad dwóch godzin czułam się niesamowicie błogo. Być może to przez to, że pogodziłam się z Niall'em... chwilo trwaj. 
- Umyj ręce i chodź! - zawołał przyjaciel na co wywróciłam oczami. Naprawdę, on kontroluje moje życie pod każdym względem. 
- Chwila. - odparłam i wstając, poszłam do łazienki. 
Odkręciłam wodę, nabrałam trochę mydła i dokładnie umyłąm dłonie tak, aby Niall mógł spac spokojnie, bez żadnych obaw o bakterie żyjące na mojej skórze. 
Nagle, poczułam wibrację telefonu w tylnej kieszeni. Uśmiechnęłam się i wycierając palce kremowym ręcznikiem, sięgnęłam ręką, szukając urządzenia z tyłu jeans'ów. 
Odblokowałam ekran i zmarszczyłam brwi, widząc nieznany mi numer. 

Od: 529685477
Do zobaczenia niedługo kochanie. Zdążyłaś się już pożegnać z resztą znajomych? 


Szybko zacisnęłam palce na plastikowej obudowie, aby nie wypuścić Iphon'a z ręki i zaczęłam głębiej oddychać. 
"Pożegnać"? Mój Boże... 
Czując jak nie kontroluje mojego oddechu, osunęłam się na ziemię, przytrzymując się umywalki. 
Starałam się uspokoić, ale to chyba było jedn znaczne... ktoś chciał mnie po prostu zabić. 

Nie zastanawiając się długo, wybrałam numer James'a i przyłożyłam komórkę do ucha. Każdy sygnał zdawał się trwać dwa razy dłużej, ale w końcu odebrał.
- Halo? - chłopak powiedział beztrosko, uciszając - jak myślę - chłopaków z tyłu. 
- J-James? 

Nooooo i kolejny za nami :))) Koemntarzy jest mniej, no cóż, może komuś się po porstu znudziło ;p Co do rozdziałów... przepraszam, jeżeli są krótsze ale pisze je na bieżąco przez natłok spraw w szkole i przy okazji szykuję dla Was coś specjalnego, więc chyba sami rozumiecie :)) 
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, ściskam każdego kto to teraz czyta no i od razu zapraszam na kolejny rozdział, który będzie... hmm, interesujący :) 
#Muchlove , Caroline 




5 komentarzy:

  1. Mega <3 Nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja ciągle czytam i nie mam zamiaru przestać ;* Faktycznie trochę nudno się zaczyna, czegoś mi tu brakuje...Może rozwiń jakoś akcję? - chcę Ci tylko poradzić, więc nie odbieraj tego negatywnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmm :3 Zawsze będę to czytać <3 Uzależniłam się ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam za nie komentowanie. Nie mam usprawiedliwienia na swòj temat, chyba że moją słabą pamięć..
    Rozdział jest susosfsosjbaoofus, boski, cudowny... Tak jak kiedyś napisałam 'nic dodać, nic ująć'.
    Ten sms był niepokojący. Ciekawe kto go napisał. Będę sobie zadawała to pytanie, dotąd aż nie dowiem się kto był jego adresatem.. Boję się o Katie.
    Jeżeli tak jak napisałaś, następny rozdział będzie interesujący, to nie mogę się już go doczekać sjzisiszisjixbosieo <3
    // @luvvmybae

    OdpowiedzUsuń