wtorek, 16 września 2014

Rozdział 41

* James * 
Poczuć jej ciepłe, miękkie wargi na swoich, sprawiło, że poczułem się jakbym na nowo oddychał; jakby ktoś ściągnął tą kamienną maskę, uwalniając mnie od tego nieznośnego ciężaru. 
W jednej chwili chciałem zedrzeć z niej wszystkie ubrania i całować ją przez całą noc, przepraszając tym samym za to, co zrobiłem. 
Jej usta wygięły się w delikatny uśmiech, po czym oderwały się od moich. Popatrzyłem na jej roziskrzone, brązowe oczy, które chociaż wcale nie przypominały barwą Oceanu, sprawiały, że mogłeś w nich utonąć. 
Zanim mogłem coś zrobić lub powiedzieć, jej głowa oparła się o moją klatkę, a ręce delikatnie ścisnęły materiał mojej koszuli. Mały uśmiech mimowolnie wkradł się na moją twarz, przypominając sobie, że zawsze musiała przytulić coś do snu. Jej lekko poplątane włosy, obtulały mnie z każdej strony i dopiero teraz zauważyłem, że były o parę centymetrów dłuższe niż wcześniej. Poczułem pewien impuls. 
- Katie? - zapytałem szeptem, kolejny raz tego wieczoru, czując, że muszę powiedzieć jej o paru rzeczach z których nadal nie zdawała sobie sprawy. 
Niestety już spała, a jej oddech powoli się wyrównywał, kontrastując z moimi szaleńczo szybkimi wdechami i wydechami. 
Nie mogłem nic na to poradzić, że kiedy nawet mnie dotykała, czułem mrowienie i przyjemne ciepło jednocześnie. Sprawiała, że wszystko co tylko zrobiłem, wydawało być się niezwykłe i wyjątkowe. Dokładnie tak, jak ona. 
Zamknąłem oczy, nadal mając uniesione kąciki ust i zanim zasnąłem, kilkanaście razy odtworzyłem sobie w myślach, to co stało się przed chwilą. 
Mimo, że nie wiedziałem co między nami jest, wiedziałem jedno : Muszę ją chronić. 

                                                         *** 

Obudziłem sie rano, powoli otwierając zaspane oczy. Przez przeciągnięcie pleców i rąk, poczułem, że na mojej klatce nie było już tego jednego z najprzyjemniejszych ciężarów. Rozglądnąłem się za Katie, po raz kolejny przypominając sobie o fakcie, że uwielbiała wcześnie wstawać i bez większego zaskoczenia, ujrzałem jej sylwetkę w dosyć szerokiej jeans'owej koszuli, stojącą na balkonie. Uporczywie wpatrywała się w jakiś punkt przed nią, a krótkie spodenki od jej piżamy, które były prawie niewidoczne przez długość jeans'owej narzuty, odsłaniały jej długie, zgrabne nogi na których widok o mało co nie przygryzłem wargi. Wstałem, z grubsza poprawiając pościel i poduszki, po czym cicho podszedłem w stronę balkonu. Robiąc parę kroków, przy okazji czując zimne, poranne powietrze, objąłem ją w pasie, układając łowę w zagłębieniu między jej ramieniem a szyją. 
- Dzień dobry. - mruknąłem jeszcze zaspanym głosem, kołysząc ją lekko na lewo. 
- Dobry. - zachichotała, o dziwo nie wyrywając się z mojego lekkiego uścisku. 
Trwaliśmy tak, patrząc przed siebie, nie licząc ubiegających z czasem sekund. 
- Boisz się? - zapytałem, dopiero potem zdając sobie sprawę z dwuznaczności tych słów. Jej drobne ciało się obróciło, stając twarzą w twarz ze mną a drobne, smukłe dłonie spoczęły na moich barkach. 
- Nie. - posłała mały uśmiech na koniec, spuszczając wzrok z moich oczu. Skinąłem, ciesząc się, że chociaż to idzie po dobrej myśli. 
- Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? - zapytałem, kładąc dłoń na jej talii. Każdy mój dotyk był przez nią akceptowany, co sprawiało że nie mogłem powstrzymać tego szczęścia, ogarniającego mnie od środka. 
- Um... - jej uśmiech zmalał a wzrok ponownie uciekł gdzieś na podłogę. - Muszę najpierw porozmawiać z Niall'em... to, nie będzie łatwe. 
- Jest strasznie nadopiekuńczy. - stwierdziłem, wywracając oczami. 
- Wiem, ale nie robi tego specjalnie. 
- Katie, ty nie masz pięciu lat. - stwierdziłem cicho, ale nie odpowiedziała na to, tak jakby nie dotarło to do jej uszu. Wiedziałem, że jest dla niej bardzo ważny i po części mu tego zazdrościłem. 
- W każdym razie... powinieneś się zbierać. Czeka mnie "poważna rozmowa" - zrobiła cudzysłów w powietrzu i zaśmiała się cicho, robiąc parę kroków w bok i po chwili znikając za drzwiami. 
Westchnąłem, wiedząc że po tej całej rozmowie wiele może się zmienić. Miałem jednak plan. Plan, który musiałem zrealizować aby być w końcu szczęśliwym. 

* Katie * 
Pół godziny po tym, kiedy pożegnałam się z James'em, ubrałam się w swój ulubiony, wygodny do granic możliwości dres i zeszłam na dół, po schodach. 
Rozejrzałam się za Niall'em, ostatecznie dostrzegając go na kanapie, podczas grania w jakieś wyścigi samochodowe. 
- Niall? - zapukałam we framugę drzwi, czekając aż się odwróci. 
Chłopak przerwał grę i spojrzał na mnie, wskazując miejsce obok siebie. 
Podeszłam, usiadłam i spojrzałam na niego wymownie, aby zaczął. 
- Ostatnio dużo się kłócimy. - przytaknęłam, szczerze nie pamiętając podobnego okresu w naszej przyjaźni. Zawsze się dogadywaliśmy. - I tak jak już wiesz, nie cierpię tego. Nie będę się też znowu kłócił o to, co zależy od ciebie. Po prostu... strasznie się o ciebie martwie. - westchnął, zwilżając wargi językiem. 
- Wiem, tylko że ja umiem o siebie wystarczająco zadbać, Niall. - jęknęłam na końcu, patrząc na moje niezwykle interesujące buty.
- Jesteś małą księżniczką. 
- Niezależną, małą księżniczką. - poprawiłam, na co się zaśmiał. Szturchnął mnie, podając joysticka. 
- Rundka? - zapytał, poruszając zabawnie barwami. Skinęłam i po chwili mogłam sterować jednym z aut, wybranych przez Niall'a. Ogółem te gry wyścigowe są strasznie proste ale nie można się przy nich nudzić. Wyprzedziłam go, skręcając w lewo ale wypadłam z toru i ostatecznie przegrałam. 
Jak zwykle. 
- To wina tego samochodu! - pisnęłam, udając obużoną. 
- Nie, to wina twojej wrodzonej, nieodwracalnej beznadziejnowości. - odparł, klepiąc mnie lekko po ramieniu. 
- Serio, Niall, zaglądaj czasem do słownika. - zachichotałam, wkładając rękę w jego włosy i mocno je targając. 
- Rujnujesz godziny, spędzone przed lustrem. Jak bezduszną istotą jesteś? 
- Nawet ich nie rozczesałeś! - stwierdziłam, czując jak niektóre, jasne kosmyki były ze sobą poplątane. 
- Rozczesałem. 
- Okłamujesz siebie, czy mnie? - zaśmiałam się, widząc jak świecą się jego niebieskie oczy. 
- Dobra, może masz rację, ale one nawet bez tego wyglądają oszałamiająco. 
- Oj bardzo. - pocałowałam go w policzek i poszłam do kuchni, chcąc zrobić nam po herbacie. 

                                                            *** 

Szykowałam się do wyjścia, na które ostatecznie się zdecydowałam. Wczorajszy wieczór, przypomniał mi o szczęściu, które kiedyś miałam i nie wiedziałam dlaczego ale po prostu nie mogłam powiedzieć sobie "nie". 
Sprawdziłam po raz dziesiąty torebkę i mój strój, stwierdzając, że czarna spódniczka i biała bluzka z nadrukiem idealnie pasują do moich nowych, ciemnych vansów i złotych bransoletek, pożyczonych od Caroline. 
Ona sama była ogromnie podekscytowana moim "spotkaniem-randką" z James'em, stwierdzając, że zawsze uważała nas za słodką parę. 
Dla sprostowania, narazie niczym takim nie byliśmy. 
- Niall, wychodzę! - krzyknęłam, opuszczając dom i zatrzaskując drzwi. Czułam coś w rodzaju motylków w brzuchu, kiedy szłam do kawiarni, gdzie mieliśmy się spotkać. Nie będę nikogo oszukiwać. Nagle, mój telefon niespodziewanie zadzwonił, więc szybko sięgnęłam dłonią do przegródki w torbie, odbierając. 
- No hej. - zaśmiałam się, będąc w genialnym humorze. 
- Cześć. Mamy problem. - powiedział Ashton, poważnym głosem na co gwałtownie się zatrzymałam, czekając na rozwinięcie. - James jest w szpitalu. 

Dobry wieczór, dobry wieczór xdd Przepraszam za dupny rozdział, jest króki, pewnie z masą błędów itp. ale naprawdę pisze go na szybko, nie patrząc na większy sens. Miałam problem z internetem, dodatkowe lekcje... ugh, #hated xd Mam nadzieję, że mimo wszystko skomentujecie i poprawicie mi nieco humorek :)) 
#Muchlove , Caroline 

6 komentarzy:

  1. Rozdział genialny! Człowieku! Świetnie wszystko opisujesz! Po prostu G-E-N-I-A-L-N-E! Czekam z niecierpliwością na nexta ;3 Mega dużo weny życzę ; ***

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezuu co z James'em?? Kiedy następnyy?? :* <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki cudowny rozdział *-* czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przezajebisty rozdział :) Czekam na następny/Magda Horan

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny rozdział.
    Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń