- To poważne. - oznajmił cicho a moje serce na chwilę stanęło, zapominając o tym, że potrzebuję jego bicia do funkcjonowania.
- Gdzie jesteście? Dokąd go zabrali? - zaczęłam nerwowo, starając się nie wybuchnąć. Za taką informacją kryje się kolejne dziesiątki pytań o których chyba nie muszę wspominać.
- Jedziemy właśnie do szpitala, możemy Ciebie wziąć, to całkiem niedaleko od tej kawiarnii, o której wspominał James. "Molly Rainbow", tak?
- Jasne. Zaraz tam będę, pospieszcie się. - wybełkotałam szybko, ale chyba wystarczająco zrozumiale i po zakończeniu połączenia udałam się biegiem pod wejście kawiarenki. Cały czas byłam w szoku i wmawaiałam sobie, że to tylko jeden z moich koszmarów, ale ciągłe potykanie i zadyszka upewniały mnie w tym, że jest to najokrutniejsza rzeczywistość.
Stanęłam, lekko się pochylając aby wyrównać oddech i rozglądnęłam się za autem chłopaków. Nigdzie nic nie jechało a na ulicach panowały pustki co tylko podwyższało moje zdenerwowanie.
Popadałam w paranoje, właściwie nie wiedząc dlaczego, ponieważ James mógł tam trafić przez jakieś małe uszkodzenie. Równie dobrze mógł się potknąć i skręcić kostkę.
Mógł, prawda?
Westchnęłam, kończąc moją wewnętrzną kłótnię z podświadomością i sprawdziłam telefon.
Od: Ashton :)
Zaraz będziemy.
Uspokoiłam się i cierpliwie zaczekałam dopóki czarne BMW nie stanęło przede mną.
Chwyciłam za klamkę i szybko usiadłam na tylnym siedzeniu. Pomijając zbędne powitanie, rzuciłam nerwowym "jedź" i opierając się o siedzenie, głęboko odetchnęłam.
***
Siedzieliśmy już przed salą, na której leżał James i czekaliśmy na jakiegoś lekarza, który prawdopodobnie już wie, co się z nim dzieje. Cały czas odczuwałam strach i niepokój, co chyba udzieliło się reszcie.
Michael i Calum siedzieli obok mnie, uważnie przyglądając się chodzącemu w tą i wewtą Ashton'owi.
- Kurwa mać, czemu nadal nikogo nie ma?! - wrzasnął, zwracając uwagę paru kobiet, zajmujących miejsca przed sala obok.
- Ciszej. Zaraz ktoś powinien przyjść. - mruknął Michael, który załatwiał problem tak jak ja - próbując uspokoić się wewnętrznie, a nie wyrzucać wszystko na wierzch.
- "Zaraz". - zakpił Ash, wyrzucając ręce w powierze. - Siedzimy tu już dwie godziny! - ponownie podniósł głos, dlatego zareagowałam.
- Krzykami go tu nie przywołasz. Usiądź łaskawie i zachowaj komentarze dla siebie.
- Właśnie. - poparł mnie Calum, wskazując na krzesło po jego lewej.
- Wy i te wasze uspokajające rady. - burknął, nadal kręcąc się po korytarzu. - Mogliby... - zaczął ponownie, ale przerwał mu odgłos przesuwanych drzwi w których stanął nieco starszy już lekarz w białym kitlu.
- Co z nim jest? - zapytał Ashton, chyba trochę zbyt bezpośrednio. Mężczyzna poprawił okulary i spojrzał na nas wszystkich. Zatrzymał wzrok na mnie i otworzył usta, chcąc coś powiedzieć.
- Pan Westly chciałby porozmawiać z dziewczyną o imieniu Katie. To pani, prawda? - zapytał spokojnie, stonowanym głosem. Odetchnęłam mentalnie z ulgą i wstałam, wiedząc już że nie może być aż tak źle, jak myślałam. Weszłam za doktorem do jednej z sal, czując na sobie wzrok chłopaków. To oni tak naprawdę powinni pierwsi go zobaczyć.
Zanim mogłam jednak coś powiedzieć, drzwi za mną się zamknęły.
James leżał na jednym z łóżek, normalnie oddychając ale jego stan nie był taki, jaki miałam nadzieję zastać. Ciało miał całe poobijane; siniaki były dosłownie wszędzie. Liczne zadrapania, zabrudzenia i rozcięcia widoczne były na jego ramionach.
- Cześć. - szepnął, osłabiony. Nie odpowiedziałam, jedynie skanując jego ciało z niedowierzaniem. Dlaczego tak wyglądał? Co mu się stało?
Niepewnie podeszłam, stając naprzeciwko niego i przerażonym wzrokiem spojrzałam mu w oczy.
- Powiedz mi, że to nie ma związku z tą wiadomością. To nie jest powiązane, prawda? - mówiłam cicho i dosyć piskliwie, jednak nie potrafiłam inaczej, kiedy brutalna prawda powoli do mnie docierała.
- Właśnie... miałem z Tobą o tym porozmawiać. - wykrzywił twarz, w zasadzie upewniając mnie w tej pieprzonej teorii. Ktoś go pobił. On miał problemy.
- James. - syknęłam. - O co do cholery chodzi? Czemu ktoś wyrządza Ci tyle krzywdy? - łzy zbierały mi się w oczach ale chciałam pozostać silna. Przynajmniej teraz - na jego oczach.
- To skomplikowane... - złość we mnie narastała z każdym jego słowem.
- Podaj mi pieprzony powód! - wrzasnęłam, budząc chyba pacjentkę obok. Widziałam jego zakłopotanie w oczach. Chyba nie był pewny czy mi o tym mówić. Ale nie, kolego; nie ma tak łatwo. - Mów. - rzuciłam, piorunując go wzrokiem.
- To przez moją pracę. - westchnął ale w zamian otrzymał tylko moje zmarszczenie brwi na znak niejasności. "Pracy"?!
- James, nic nie rozumiem.
- Sprzedaję narkotyki, Katie. Jestem dilerem. - odparł a ja poczułam, jakby mój świat zaczął się powoli kruszyć. Dziwne uczucie wypełniło mnie od środka, powodując że znieruchomiałam.
- Co? - pisnęłam cicho, robiąc krok w tył.
- Zaczekaj, proszę. - jego słowa do mnie nie docierały. Moje plecy uderzyły o ścianę, znajdującą się obok drzwi. Miałam chwycić za klamkę, ale wtedy James usiadł na łóżku i wstał podpierając obolałe plecy. - Boisz się mnie? - zrobił parę kroków w moją stronę, lekko kuśtykając i sycząc z bólu. Przełknęłam ślinę.
- Tak. - wydukałam, mając dłoń coraz bliżej klamki. Nie przestawał iść w moją stronę, jednocześnie wpatrując mi się w oczy.
- Jesteś pewna? - był już stosunkowo blisko, przez co moje palce zesztywniały. Nie odpowiedziałam. Jego ciało było coraz bliżej mojego, powodując że nie mogłam wykonać ani jednego ruchu. Przerażał mnie fakt tego, że sprzedaje narkotyki, owszem, ale najbardziej bałam się jego "znajomych". Oni wszyscy pewnie w tym siedzą i okłamywali mnie przez cały ten czas.
- James... - przywarłam maksymalnie do ściany, nie chcąc aby jego klatka zetknęła się z moją.
- Nie pozwolę Ci wyjść, ponieważ wiem, że się mnie boisz. - szepnął, gładząc swoją dłonią moje przedramię. Zjechał tak niżej, łapiąc mnie za rękę i splótł nasze palce. Mój oddech stawał się płytszy z każdym jego ruchem. To, jak na mnie działał i ile informacji naraz do mnie dotarło mnie doszczętnie przerażało. - Chciałbym Ci coś powiedzieć... - czułam jego oddech. Ta odległość zdecydowanie nie działała na moją korzyść. - Pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają, Katie. - spojrzał swoimi błękitnymi tęczówkami na mnie, po czym delikatnie pocałował mnie w policzek i odszedł, obrócony plecami do mnie. Zaciągnęłam się powietrzem i szybko opuściłam salę.
Boże, co dzieje się z moim życiem.
Cześć wszystkim! Na wstepie przepraszam za przerwę - jestem okropna i doskonale o tym wiem XD Dzisiejszy dzień był beznadziejny, tyle mogę napisać. Mam lekka załamkę, przepraszam za rozdział i wgl. filozoficzne przysłowia o okrutnym życiu. xddd Do nastepnego!
#Muchlove , Caroline
Fajny rozdział,tylko krótki :/
OdpowiedzUsuńKrótkii :(
OdpowiedzUsuńSUPER GENIALNY ROZDZIAŁ (trochę krótki ;/) ! Nie wiem co tam u Ciebie nie tak, ale mogę się założyć, że niedługo wszystko będzie w porządku. Tylko się nie poddawaj i nie wątp w siebie ;* Dużo weny życzę <3
OdpowiedzUsuńDziękuję, takie słowa wiele dla mnie znacza :) ❤️
UsuńCo za emocje sjsodisoshsid
OdpowiedzUsuńJames pobity, biedaczek :(
To nic, że krótki rozdział, nadrobiłaś treścią, bo ja tu siedze i nie wiem co mam ze sobą zrobić ajsiosusjydixd
Warto było czekać :) // @luvvmybae