niedziela, 28 września 2014

Rozdział 43

Siedziałam, wpatrując się w jeden punkt. Lawina myśli i informacji całkowicie mnie zasypała i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić. 
Nie byłam pewna, czy wszystkie informacje z dzisiejszego dnia do mnie dotarły. To, że chłopcy cały czas mnie okłamywali, przerażało mnie chyba najbardziej. To znaczy, że on... on tak naprawdę się nie zmienił? Nadal tkwił w tym, co zaczął w nastoletnich latach? Po głowie chodziły mi różne myśli. Jedną, chyba najgorszą była ta, która doprowadzała mnie do stwierdzenia, że powoli układaliśmy sobie sprawy między nami. 
Właściwie... jeżeli James chciałby zacząć coś nowego, dlaczego kłamał? Dlaczego nie uprzedził mnie o tym wszystkim wcześniej i nie postawił sprawy w jasnym świetle? 
Westchnęłam, opierając łokcie o kolana i chowając twarz w zimne dłonie. 
Obojętnie co się wydarzyło i wydarzy, chciałam aby wszystko było z nim w porządku. Kiedy Michale, Calum i Ashton siedzieli za drzwiami, lekarz przedstawił mi nieco bardziej sytuację Jamesa. Był mocno poobijany i niektóre rany musiały zostać porządnie zdezynfekowane, aby "zakażenia nie postąpiły i nie spowodowały poważnych uszkodzeń skóry".
Medyk jak medyk - prościej nie potrafił.
Zaczęłam stukać butami w kremowe kafelki, nie wiedząc właściwie na co czekam. Powinnam wstać, wyjść, wrócić do domu i zakończyć ten szalony rozdział z mojego życia. Jestem na tyle głupia, że postawienie grubej kreski, oddzielającej niektóre osoby ode mnie sprawia mi problemy. 
Mimo tego wstałam. Przeszłam następnie przez korytarz, mijając pozostałe sale i naciskając klamkę, znalazłam się przy windzie. Jedna jedyna myśl krążyła mi po głowie i nawet jeżeli uznacie mnie za wariatkę, powiem to na głos: - Muszę zapalić. 

* James * 
- Nienawidzę Cię. - pierwsze słowa, które wyszły z ust mojego przyjaciela, kiedy opowiedziałem mu z grubsza, co się tak właściwie wydarzyło. Mimo tego całego ryzyka, mojego obecnego położenia i co najistotniejsze - samopoczucia, gdyby było trzeba ; zrobiłbym dokładnie to samo.
- Czy Ty wiesz, co mogło się z Tobą stać? - zapytał Mikey, którego widzę po raz pierwszy tak rozdrażnionego. Stał obok Ashton'a, przysłaniając nieco stojącego za nimi bruneta. 
- Chłopaki. - powiedziałem stanowczo, spoglądając chłodnym wzrokiem. - Starałem się, aby każdy był w końcu szczęśliwy, tak? 
- Każdy, czyli kto? - zakpił Ash, wyraźnie wkurzony. 
Wkurwiony to lepsze określenie, nie sądzisz James?
- Katie? - machnął rękoma, wykrzykując imię dziewczyny na całą salę. - Może chciałeś uszczęśliwić Tommie'go, idąc do niego i wypisując się z tego wszystkiego? - kontynuował, cały czas nie przerywając ze mną kontaktu wzrokowego. Byłem zbyt obolały aby kontratakować; po prostu głęboko oddychałem, próbując zignorować jego słowa. - James, pamiętasz co kiedyś Ci powiedziałem? Z tego biznesu nie ma ucieczki. 
I tu miał rację. Jeden jedyny punkt o którym zapomniałem, chcąc skreślić moje ostatnie lata. 
- Zrozum, że chciałem dobrze. Nie mogłem patrzeć, kiedy była taka...
- Ona? - mruknął Cal, stając w końcu obok Michaela. - Czyli teraz jest "ona", a nie "my"? - pokiwał delikatnie głową, myśląc że znał odpowiedź. Czułem się jakbym właśnie stał - a właściwie leżał - przed Bogiem w trzech postaciach i wysłuchiwał wszystkich swoich grzechów. Byłem bezradny ale głos nadal posiadałem, więc w końcu odpowiedziałem. 
- Zawsze będziemy "my". 
- Dlatego teraz nas zostawiasz? Po tym wszystkim przez co przeszliśmy... - Calum nadal patrzył prawie zaszklonymi oczami na mnie. Nie, on nie mógł się jakkolwiek wzruszyć. On nawet nie wzruszył się na Titanicu. 
- Nikogo kurwa nie zostawiam! - podniosłem ton i szybko zacząłem mówić dalej, aby już mi nie przerwali. - Jesteście dla mnie jak bracia. Nigdy nie będzie końca tego, co jest między nami. To, co dla mnie zrobiliście było niesamowite i nie ma opcji, żebym jakkolwiek się odwdzięczył. Ale ona... ona sprawia, że jestem szczęśliwy. - stopniowo schodziłem do szeptu. - Wy sprawiacie, że jestem szczęśliwy. 

* Katie * 
Po tym, jak poszłam do sklepu i kupiłam jedną paczkę dobrze mi znanych papierosów, stanęłam przed szpitalem, opierając się o jedną z barierek. Wyciągając jednego skręta, najpierw na niego spojrzałam. 
Nie powinnaś. 
Obkręciłam białą część między palcami. Wiedziałam, że zrobię źle, jeżeli to odpalę ale czułam jak bardzo tego potrzebuję. Kiedy sięgnęłam do kieszeni, aby wyciągnąć z niej zapalniczkę, zorientowałam się, że przecież od dawna nie palę i nie mam jej przy sobie. 
Westchnęłam, rzucając zwiniętym tytoniem o ziemię. Czy nawet nie mogę otrzymać 5 minut spokoju? To tylko 300 sekund dla mnie; dla relaksu. 
- Zapomniało się ognia? - usłyszałam męski głos i odwracając głowę, zobaczyłam trochę starszego i wyższego od siebie chłopaka. 
- Ta. - mruknęłam zła, odwracając wzrok. Nie znałam go. 
- Jeżeli chcesz... - zaczął , sięgając do kieszeni. Momentalnie odskoczyłam, przestraszona, że chce wyciągnąć pistolet. Strach mnie sparaliżował a oczy znacznie się rozszerzyły. - Spokojnie. - zachichotał i otworzył dłoń, w której znajdowała się pomarańczowa, plastikowa zapalniczka. 
Posłałam mu słaby uśmiech, nadal pozostając trochę nieufną, ale wyciągnęłam kolejnego papierosa i pozwoliłam na podpalenie końcówki. Kiedy tylko mogłam się już zaciągnąć, ogarnęła mnie niesamowita błogość. Wypuszczając dym, spojrzałam na tajemniczego mężczyznę. Miał ciepłe, brązowe oczy, pogodny wyraz twarzy a jego delikatny uśmiech sprawiał, że powoli przestawałam się go obawiać. Nie mogę w końcu czuć się niebezpiecznie w otoczeniu każdej przypadkowej osoby, prawda? 
- Dzięki. - powiedziałam, ciesząc się w końcu smakiem nikotyny. 
- Nie ma za co. - wyciągnął swoją paczkę i po chwili tak jak ja, zaczął puszczać małe, szare kółeczka. - Nie jesteś jedną z tych, które wolałyby zapalić jakieś lighty? - zapytał, spoglądając zabawnie. Rzeczywiście, nie miałam tych cieniutkich, - jak mówią - damskich skrętów a na paczce nic nie pisali o tym, że są to lighty.  
- Mój chłopak... były chłopak - szybko się poprawiłam. - Nauczył mnie palić te i jakoś tak... 
- Rozumiem. - odparł uspakajająco, pozwalając na zapadnięcie miłej ciszy. Mocno napełniłam płuca i wypuściłam ługą smugę w powietrze, opanowywując wszystkie swoje nerwy. Dopiero teraz zauważyłam, że niebo jest już nieco ciemniejsze i widać te początkowo pojawiające się gwiazdy. Dosyć zimne powietrze kontrastowało z już powoli dopalającym się papierosem. Brak ruchu, samochodowych świateł czy ludzkich rozmów dodawał temu wszystkiemu wieczorowej, przyjemnej atmosfery. 
- Kiedy byłam mała, - zaczęłam, przygniatając butem końcówkę. - uwielbiałam czekać, aż pokażą się nowe. - wskazałam głową na jedną gwiazdkę. 
- Ja zawsze leżałem na trawie i zastanawiałem się, ile ich tak naprawdę jest. -również zapatrzył się w niebo. - Każda kolejna może sprawić, że poprzednia zgaśnie. - stwierdził cicho, spoglądając po tym na mnie. Kiedy miałam się zapytać o niego, ponieważ brązowe  tęczówki były niesamowicie hipnotyzujące a sama jego osoba niesamowicie mnie zaciekawiła, główne drzwi wejściowe się otworzyły a z ust Ashton'a wydobył się dźwięk mojego imienia. 
- Katie, musisz tam pójść. - stwierdził, na co wywróciłam oczami. 
- Nie, niczego nie muszę. 
- On cię potrzebuje. - te słowa mnie już nieco bardziej poruszyły. Nadal jednak stałam nieruchomo, kątem oka badając spokojną twarz nieznajomego. - Ma coś ważnego do powiedzenia... - szepnął, nieznacznie się zbliżając.
Pomóż mi - ostatnie wspomnienie tego, kiedy razem siedzieliśmy na kanapie wróciło do mnie, jeszcze bardziej krusząc tą ścianę obronną. Potem wrócił smak jego warg i zaszklone oczy... Jego dotyk i skrucha...  - Bardzo chciał Cię zobaczyć... - kontynuował przyjaciel. Skinęłam i niepewnie weszłam do budynku, po raz ostatni spoglądając na mężczyznę, który spędził sporo czasu ze mną, po prostu będąc. 
"Każda kolejna może sprawić, że poprzednia zgaśnie"... mówimy o wspomnieniach czy o gwiazdach? 
Pozostawiłam moje filozoficzne myśli, dziwną sytuację sprzed paru minut i skupiłam się na drodze. Korytarz oświetlały już lampki a z niektórych sal mogłam słyszeć rozmowy sióstr z pacjentami. Wiedziałam, że mój rozsądek krzyczał abym zawróciła i odpuściła sobie raz na zawsze ale nogi same zaczęły robić coraz to większe kroki w stronę pokoju Jamesa. W końcu znalazłam się na ścianie, gdzie znajdowały się jego drzwi i odszukując numerek, delikatnie zapukałam. 
- Można. - ciche, lecz stanowcze stwierdzenie chłopaka dotarło do moich uszu a ręka sama nacisnęła na klamkę, umożliwiając spotkanie jego sylwetki z moimi oczami. Czułam jak dwie części mnie nie współpracują - umysł, serce, ciało, myśli... wszędzie w środku mnie panował chaos. A jednak; stojąc przed nim dokładnie wiedziałam co chcę zrobić. Zrobiłam więc parę kroków w kierunku łóżka, na którym leżał i usiadłam na ruchomym krzesełku obok. Jego mina wyrażała to, jak bardzo zaskoczony jest moją obecnością. 
- Cześć. - głupio szepnęłam, spuszczając głowę. Instynkt i samoistne działania odeszły, zostawiając mnie samą. - Ashton mówił, że... masz coś ważnego do powiedzenia. - kolejna durna kwestia. Mogłam zrobić to jakoś mniej bezpośrednio... 
- Um.. tak. - oblizał swoje wargi i dobrze przez to wiedziałam, że denerwuje sie tak samo jak ja. Siedziałam, bawiąc się swoimi palcami, nie nawiązując z nim kontaktu wzrokowego. Przez chwile nawet żałowałam, że nie zostałam na zewnątrz i nawet nie dałam mu szansy na wysłumaczenia, ale umówmy sie że tez mam uczucia. Kolejne sekundy mijały, kiedy chłopak nareszcie się odezwał. - Mogłabyś coś dla mnie zrobić? - zapytał kruchym głosem, więc skinęłam, w myślach mówiąc, że to ostatni raz kiedy zgadzam się na jego pomysły. - Zamknij oczy i cofnij się dwa lata wcześniej. - szepnął, pozostawiając chwilę czasu. Mocno zacisnęłam powieki i mimo zdziwienia, zrobiłam to o co prosił. - Mogę wiedzieć, co widzisz jako pierwsze? - nieśmiały ton kompletnie do niego nie pasował. Czułam się nieswojo i nie wiedziałam o co chodzi ale po chwili otworzyłam usta. 
- Ciebie. Twój uśmiech... - wypowiedziałam za szybko i od razu się ocknęłam, otwierając szeroko oczy. James leżał, wpatrując się we mnie z tym samym uśmiechem, który przed chwilą zobaczyłam dzięki mojej wyobraźni. 
- Przepraszam. 
- Za co? - zmarszczyłam brwi i spojrzałam ciekawsko. Wszystko dzisiaj miało zbyt ukryte i symboliczne znaczenie. 
- Za to, że nie mogę się powstrzymać. - teraz absolutnie go nie zrozumiałam. Nadal gapiłam się w jego błękitne tęczówki, szukając odpowiedzi; ale kiedy jego palce musnęły moją dłoń, zrozumiałam. 
- Nie masz za co. - zacieśniłam uścisk, posyłając mu delikatny uśmiech. To było to, czego mi brakowało. 
- Chodź tu. - wskazał drugą dłonią materac, lekko się przesuwając abym miała miejsce.
- Nah, jesteś cały poobijany. 
- Przestań, Katie. - jęknął, wywracając oczami.
- Zrobię Ci krzywdę... - zaczęłam, naprawdę nie chcąc sprawić mu bólu. 
- Kochanie, nigdy nie zrobiłaś nawet nic podobnego. - odparł, więc powoli i ostrożnie weszłam na materac, ukrywając powoli pojawiające się rumieńce na moich policzkach. Wtuliłam się w bok chłopaka i odetchnęłam z ulgą. - Tęskniłem za tobą. 

Hej, hej, hej XD Nie za dużo Jatie w jednym rozdziale? :)) Mam nadzieję, że wszystko było znośne a nieco inny styl przypadł Wam do gustu. Ogólem chyba dosyć spokojnie, ale dająco do myślenia ;)
Oczywiście przepraszam za opóźnienia, ale będą one częste ze względu na moje szkolne obowiązki. Nauczyciele naskoczyli na nas ze stosem sprawdzianów i kartkówek a mam jeszcze trochę życia prywatnego - znajomych, rodziny czy nawet czasu dla samej siebie. 
Wena jest, pomysł są, komentarzy nieco mniej... ale daję radę :) Piszcie, komentujcie - potrzebuję teraz tego zdecydowanie najbardziej aby wiedzieć że ta praca ma sens i uszczęśliwiam nią nie tylko siebie ale i Was. Bardzo mocno Was kocham <3 Do następnego!
#Muchlove , Caroline 


5 komentarzy:

  1. Boski,mega,przecudowny i wiele wiele innych określeń :) Kocham tego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju <3 bardzo podoba mi się twój styl pisania i czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Fangirluje po tym rozdziale sjsiiejxogodksodjid
    Kocham Jatie <3 Autorkę też :)
    Doskonale cię rozumiem. Trzeba mieć czas dla siebie, właśnie ze względu na szkołę, bo jak zawsze zadają dużo pracy domowej, ciągle robią kartkówki.. Ja to wiem, choć od dwóch tygodni nie chodzę do szkoły.
    Rozdział jak zawsze adxucodbeodkrjxj
    Biedaczek James, ale zasłużył sobie na to.
    Ten tajemniczy chłopak.. w sumie nic nie zrobił, ale już mi się nie podoba.
    Jak zawsze, życzę weny x
    // @luvvmybae

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy będzie kolejny rozdział? KOCHAM TO <3 <3 To jest takie hdnujfuyhgugewuhfuysdhnfujghfdhjr <3 Boskie :* <3

    OdpowiedzUsuń