niedziela, 22 czerwca 2014

Rozdział 4



                      Z dedykacją dla mojej ukochanej przyjaciółki - Olwii 

Pieprzony James. 
- Czego chcesz? 
- Niczego. Przepraszam. - mówiąc to, siada naprzeciwko mnie, również opierając sie o ścianę. Czubki naszych butów się stykają a ja patrzę zdezorientowana na jego smutny wyraz twarzy. 
- Naprawdę? - mówię cicho, nadal mając obawy, czy to w ogóle się dzieje. 
- Tak. Zachowałem się jak dupek, ja... - bawi się palcami, unikając mojego wzroku. 
- Ty co? 
- Nieważne. Chyba już pójdę. 
- Zostań. - jego przeprosiny wywarły na mnie takie wrażenie, że chcę zobaczyć co jeszcze potrafi mi powiedzieć. Chłopak zostaje na miejscu i mam dziwne wrażenie, że przestrzeń między nami się zmniejszyła. 
- Dlaczego tylko ty możesz mnie całować? - delikatnie się śmieje, chcąc uzyskać odpowiedź. Swoją drogą to brzmiało strasznie sztucznie i uroczo, kiedy on to mówił. 
- Bo tylko ja robię to tak dobrze? - unosi brew i śmieje się wraz ze mną. 
Gdy jesteśmy sam na sam atmosfera jest o wiele luźniejsza. 
Korytarz jest pusty, każdy tańczy, albo przebywa w pokojach, próbując zasnąć. 
- Nie byłabym tego taka pewna. - kręcę głową sarkastycznie. Widzę, jak szczerze sie uśmiecha i naprawdę jest to cudowny widok. 
- Chcesz się upewnić? 5 minut Ci nie wystarczyło? - moje przeczucia się utwierdziły, jesteśmy o wiele bliżej niż na początku i wcale mi to nie przeszkadza. 
- Myślę, że stac Cie na więcej. - zbliżam się do niego, przenosząc dłonie na jego barki. 
Dotykam jego warg, ponownie czując ten sam smak alkoholu i papierosów. 
Nasze klatki się stykają, a ja nie mogę opanować dreszczy, kiedy jego język wślizguje się pod mój. Jego palce sa pod moją koszulką i nie mogę się oprzeć, aby nie polizać chociażby delikatnie czarnego metalu, wbitego w jego miękką wargę. 
- Bijemy rekord, kochanie? - szepcze, a ja w zasadzie potwierdzam to, kontynuując to, co zaczęliśmy. James przygryza delikatnie moją dolną wargę, przyciągając mnie jak najbliżej siebie. Jeżeli tylko on może mnie całować, ale codziennie to chętnie przyjmę tę ofertę. 
Wymieniamy tak długo pocałunki, do momentu w którym się odchylam i oznajmiam całkowicie szczerze: 
- Usta mnie bolą. - wybucham po tym śmiechem bo chyba nigdy nie powiedziałam czegoś tak dziwnego. 
- A mnie kolczyk. Muszę chyba go ściągać, bo jeszcze przerwie mi wargę. - również się śmieje. Takiego lubię go najbardziej - totalnie na luzie. Wtedy mam wrażenie, że nikogo nie udaje. 
- Zawsze musisz mi to wypominać? 
- Tak długo, póki będziesz to robić. - oblizuje górną wargę i przeczesuje włosy, zanim wstaje. 
- Szkoda, że Niall nie ma kolczyka... - denerwuję go, bo uwielbiam momenty, kiedy jest zły. 
- Pamiętaj o tym, co Ci powiedziałem. Inaczej czeka Cie kara. - ostrzega mnie i po chwili znika na schodach. 
Zostaję sama i wlepiam swój wzrok w ścianę. Chyba chcę poznać jego rodziaj "kary". 
Uśmiecham się do siebie samej i czuję się w niewyjaśniony sposób genialnie. 

                                                            *** 

Budzę się już w łóżku, przypominając sobie, że Nicole wróciła niedługo po tym, kiedy James odszedł. Odwijam pościal i widzę, że moja kuzynka nadal śpi. 
Niedługo będą jeść śniadanie o 13. 
Wzdycham i powoli wstaję. (czyt. wyciągam dwie nogi za pościel i po 5 minutach podnoszę tyłek)
Przeczesuję włosy ręką i przecieram oczy, po czym podchodzę do wejścia na taras. Jest cudownie, słońce niedawno wyszło i gdy wychodzę, czuję w powietrzu, że w nocy musiał padać deszcz. Rozglądam się po parkingu, na którym jest całkowicie pusto. Uwielbiam te chwile, kiedy wszyscy śpią - jest spokojnie i naprawdę naturalnie. Po kwadransie widzę wychodzącego Chrisa, oczywiście z papierosem. 
- Dzień dobry. - wita mnie i zapala skręta. 
Jest bez koszulki, o mój Boże. 
- Cześć. - to jedyne, co mogę powiedzieć widząc go tak słodko zaspanego. Uśmiecham się i siadam na plastikowym, białym krześle, rozglądając się po niebie. 
Wyciągam telefon i widzę nieodczytaną wiadomość od nieznanego mi numeru. 
"Dobranoc, nałóż krem na usta. :))) James, xx" Ponownie się uśmiecham i odpowiadam tylko krótkim "Dzień dobry :)". 
czuję się dobrze, kiedy o nim myślę, a nie powinnam. To "chłopak" mojej kuzynki, a co najważniejsze moje totalne przeciwieństwo. Wygaszam ekran, będąc w dobrym nastroju od samego rana i przymykam oczy, relaksując się w promnieniach słońca. 
Po 30 minutach słyszę, że Nicole robi coś w pokoju. 
- Wychodzimy gdzieś? - pytam, wychylając się z balkonu, nadal nie opuszczając mojego krzesła. 
- Do McDonald'a? - patrzy na mnie jak na wariatkę. 
- Oh, jasne. Ubierasz się? 
- Jestem prawie ubrana. - spoglądam dokładniej i widzę, że ma na sobie jedynie bieliznę. 
Przecież w akademiku bielizna to już ubranie. 
- Okej. - odpowiadam i wchodzę do środka, aby ogarnąć moje włosy. Zamykam drzwi od łazienki i wyciągam prostownice. Nie ma opcji, żebym wyszła gdziekolwiek z moimi kręconymi włosami. Znaczy sa falowane, ale naprawdę irytuje mnie to, że za 10 minut będą zupełnie inaczej ułożone niż chcę. 
- Nicky? Nie ma prądu? - wołam, kiedy wkładam wtyczkę do gniazdka a urządzenie się nie uruchamia. 
- Tu nie ma światła, więc pewnie to jakaś tymczasowa awaria. - sprawdza lampy w pokoju i woła po chwili. 
Zajebiście. 
Czeszę moje ciemne kosmyki i próbuję je maksymalnie wyprostować. Nie mam nawet jakiejś odżywki, cholera. Ugładzam te, które wyglądają najgorzej i stwierdzam że lepiej będzie je związać. Szukam gumki i po chwili przeglądam się w lustrze z kitka na głowie. Nie jest tak źle, jedynie moje "zwisające" włosy sa nieco bardziej niesforne niż normalnie. Nakładam zwykły krem i odrobinę podkładu, po czym spryskuję nadgarstki perfumami. 
- Możemy iść. - oznajmiam, i kiedy Nicole również jest gotowa, wychodzimy. 
Przy schodach tak jak wczoraj czekają Justin i Sophie. Obok nich stoi James oraz Chris. 
- To wszyscy? - pyta Juss, a reszta potakuje, więc schodzimy na dół. 
James otacza ramieniem moją kuzynkę i czuję się głupio, idąc jako jedyna sama. Poza tym to co wczoraj się stało... 
Przestań, on o tym nawet nie pamięta. 
Dochodzimy do Mc'a i stajemy przed kasą. 
- Chcesz herbatę Katie? - drwi żartobliwie Justin. 
- Nie, wolałabym colę. - sztucznie się uśmiecham i dopowiadam, że chciałabym też frytki. Nie jestem głodna, a dodatkowo widok całującego się Jamesa z Nicky mnie obrzydza. 
A nie powinien. 
Niech ta pieprzona podświadomość się zamknie. 
Idę do łazienki, zostawiając resztę aby sprawdzić stan moich włosów. Otwieram ciężkie drzwi i chce mi się krzyczeć, kiedy widzę jak wilgotne powietrze pogorszyło sytuację. Rozpuszczam je szybko i przeczesuję palcami, kiedy nagle czuję czyjeś dłonie na swoich. 
- Zostaw je tak. Są cudowne. - mówi James, stojąc za mną i bawiąc się jednym, skręconym pasemkiem. 
- Mógłbyś dac mi spokój? - jego twarz jest zdziwiona, kiedy odwracam się i spoglądam na niego zimno. 
- Katie... - przybliża się i spogląda naprawdę uwodzicielsko. 
- Ja nie mogę całować Nialla, a Ty masz do tego pełne prawo? W zasadzie kim dla mnie jesteś, aby mi tego zabraniać? - odpycham go i pochylam głowę na dół, aby związać włosy. Chłopak milczy, a ja wychodzę oburzona. Mógłby coś zrobić, przeprosić, cokolwiek. Największym problemem jest to, że nie mogę tego od niego oczekiwać, bo nawet nie jesteśmy razem. 
Wzdycham głośno i siadam przy stoliku obok Sophie. Chwytam zimny napój i frytki, następnie pytając: 
- Idziemy gdzieś dzisiaj wieczorem? 
- Nie, raczej nie a co? - odpowiada Justin. 
- To co będziemy robić? 
- Spokojnie kochanie, nie rozkręcaj się tak. - śmieje się Sophie i nie powiem, jej podejście poprawia mi humor. - Możemy się spotkać. Może w coś zagramy u Ciebie, co kochanie? - pyta Jussa. 
- Jasne. Ale... 
- Nie, nie w to co myślisz. Mamy chyba jeszcze Monopoly? - rzuca mu uśmiech, widząc że jest lekko zakłopotany. 
Woah. Oni i Monopoly? 
- Monopoly? - nie mogę się powstrzymać i głośno się śmieję. Dopiero teraz zauważam, że James wrócił i je hamburgera, razem z Nicole. 
- Zobaczysz młoda. - Soph puszcza mi oczko i nie wiem, czy mówi na serio czy pod "Monopoly" np. nie kryje się jakiś alkohol. 
- Idziemy? - Nicky mówi słodko. 
- Jasne. - mamroczę i odkładam pustą już tacę na metalowy śmietnik. 
Jestem wściekła, wściekła że James nie idzie teraz obok mnie. Myślałam, że tamten wieczór coś znaczył, że w końcu zmądrzał. 
Wracamy powoli i udajemy się do swoich pokoi, ustalając że spotkamy się na basenie o 15, po tym jak zjemy jakiś lunch. Pływalnie jest niedaleko, niecałe 20 minut na piechotę, a jeszcze skorzystamy z autobusu. 
Na zegarku widnieje godzina 11:20 i stwierdzam, że spakuję się wcześniej. Otwieram torbę, ale nigdzie nie mogę znaleźć stroju kąpielowego. 
- Mogę pożyczyć Ci swój. Mam 3. - proponuje mi kuzynka, widząc że przekopałam już wszystkie ubrania i jestem całkowicie bezradna. 
- Um, byłoby super. Mogę przymierzyć? - nasze budowy się trochę różnią, jestem niższa i trochę grubsza, więc nie wiem czy dam radę wbić się w kostium dopasowany do szczupłej figury Nicky. 
- Trzymaj. - rzuca mi kremowy biustonosz i brązowe majtki. 
Wchodzę do łazienki i ściągam ubrania, mierząc wzrokiem strój. 
Będzie za mały. 
Zapinam jednak górną część i nasuwam ramiączka. Z trudem nakładam też dół i przeglądam się w lustrze. 
Wyglądasz jak jakaś lafirynda, nie oszukujmy się.
Wszystko jest zbyt obcisłe i podkreśla każdą moją krągłość. Nie ma opcji żebym w tym wyszła publicznie. 
- Za małe. - oddaję jej komplet i zastanawiam się, co mam zrobić. Chce iść pływać, jest dosyć ciepło i nie przesiedzę przecież połowy dnia w fotelu oglądając jakieś filmy. 
- Idę do sklepu. - oznajmiam i szukam pieniędzy po kieszeniach. Znajduję wygniecone 20 dolarów i uznaję, że to mi wystarczy. Nicole potakuje i pakuje nasze ręczniki a ja zatrzaskuję drzwi. Orientuję się, że nie wiem właściwie gdzie iść, więc schodzę szybko do recepcji i pytam, gdzie jest najbliższy sklep ze strojami kąpielowymi.
- Musiałaby pani pojechać do centrum. To jakieś 30km. stąd. 
Czy wszystko musi być dzisiaj przeciwko mnie? 
Odchodzę zrezygnowana i siadam na kanapie, myśląc jak mogę się tam dostać. 
- Co się stało? - odwracam się z nadzieją, że ten męski głos należy do Jamesa, ale widzę usmiechniętego Kevina.
- Z nieba mi spadłeś. - wstaję uradowana. 
- Ale nie bolało jak upadałem, spokojnie. - żartuje, na co sie śmieję. Pewnie sie powtarzam, ale jest naprawdę zabawny i całkiem normalny jak na to, że mieszka w akademiku. 
- Mógłbyś mnie podwieźć do centrum? To bardzo ważne, proszę. - robię smutną mine i podchodzę bliżej chłopaka, kładąc ręce na jego klatce piersiowej. 
- Nie ma sprawy. - wzrusza ramionami i sprawnym ruchem wyciąga kluczyki do auta z lewej kieszeni jego krótkich spodenek. 
- Dziękuję, ratujesz mi życie. - uśmiecham się szczęśliwa i całuję go w policzek. Gdyby nie on, prawdopobonie nie poszłabym na ten basen. 
Wychodzimy, a ja szybko odnajduję samochód, do którego zmierzamy. Jest naprawdę niezły. Wskakuję do środka, zajmując miejsce pasażera i po chwili czuję powiew klimatyzacji. 
Dzięki Bogu, że ją ma. 
Kevin poprawia lusterka i rusza, wyjeżdżając po momencie z parkingu. 
- A więc gdzie jedziemy? 
- Do sklepu ze strojami kąpielowymi. - brzmi to conajmniej zabawnie. 
- Nie mów, że zapomniałaś. - śmieje się i wcale mu się nie dziwie. Przecież to moje wakacje. Wakacje oznaczają słońce i wodę, a do wody nie wskoczę z ubraniami. Takie małe przypomnienie. 
Potakuję i widzę, że wyjeżdżamy na jakąś większą ulicę. Chłopak podgłaśnia muzykę, a ja zamyślam się, słysząc jedno z moich ulubionych nagrań. Wymyka mi się jeden wers i widzę zdziwienie Kevina. 
- Cudownie śpiewasz. 
- Przestań, mam strasznie słaby głos. - narzekam i ściszam piosenkę. 
- Nie. Zaśpiewaj coś jeszcze. - ustawia poprzednią głośność i spogląda prosząco. 
Ma cudowny uśmiech, nie mogę mu odmówić. "...Write Your name, over every part" - wyśpiewuję, przymykając oczy. 
- Woah. 
Chichoczę, nie wiedząc czy mówi to, aby mnie pocieszyc czy może rzeczywiście podoba mu się mój głos. 
- Dzięki. -  odpowiadam przez śmiech i resztę drogi przebywamy na słuchaniu muzyki. Podśpiewuję niekiedy, wywołując uśmiech na twarzy Kevina. Naprawdę go lubię, jest świetnym przyjacielem. Skręcamy w jakieś poboczne, dosyć wąskie uliczki i po chwili znajdujemy się na wjeździe do dużej galerii. 
- Mam pójść z tobą?  - pyta, kiedy parkujemy. Nie wiem nawet gdzie tu jest wejście, więc potakuję i zabieram swojego Iphona z siedzenia. Wchodzimy i nie wierzę, że to jest takie ogromne. Wszędzie świecą się szyldy, ludzie chodzą z kawami i dziećmi, a gdy rozglądam się po nazwach sklepów, dostrzegam Calzedonię. Genialnie. 
- To... zostaniesz tutaj?  
- Jasne. Będę czekał na tam, na ławce. - wskazuje palcem umówione miejsce, a ja obracam się i idę w stronę wejścia. Wyobrażam sobie reakcję Jamesa i dosłownie widzę go, próbującego wejść do mojej przymierzalni. Dochodzę tym samym do wniosku, że to może lepiej, że Kevin mnie tu przywiózł i nie boje się o to, że ktoś będzie mnie podglądać. Przeglądam stojaki z gotowymi już kompletami i zastanawiam się, ile ich tu musi być, że stroje poukładane są kolorami. Podchodzę do niebieskiego zbioru i chwytam pierwsze dwa wieszaki ze strojami w moim rozmiarze. Dobieram też jeden pomarańczowy i jeden czarny. Ten ostatni naprawdę mi się podoba, bo jego góra ma śliczne, białe wstawki i jasną kokardkę na złączeniu miseczek. Uśmiecham się do Pani stojącej przy wejściu do przymierzalni i otrzymuję kartonik z cyfrą "4". 
Zasuwam czarny materiał i powoli ściągam ubrania. Pomarańczowy jest niewygodny i odrzucam go podobnie jak jeden z niebieskich. Mam dylemat między czarnym, który idealnie na mnie leży i niebieskim, z szarymi wzorkami, który wygląda cudownie. 
Zawsze stawiałam na wygodę i teraz też tak zrobię, zwłaszcza że ta kokardka jest przeurocza. Poprawiam moją bluzkę i zapinam guzik spodni, wychodząc z kabiny. 
Podchodzę do kasy i płacę, korzystając ze starego bonu promocyjnego, co powoduje, że jeszcze bardziej się uśmiecham. Opuszczam zadowolona sklep z małą torebką i podchodzę do siedzącego Kevina. 
- Już? 
- Tak, dzięki że poczekałeś. - poprawiam włosy i posyłam mu ciepły uśmiech.  
- Chcesz może kawę? 
- Nie, jakoś nie mam ochoty. 
- Okej, to idziemy. - wstaje i zabiera ode mnie torbę. Mimo, że nie jest ciężka, to bardzo miłe z jego strony. Uszczęśliwiona wychodzę z galerii i wsiadam ponownie do nagrzanego od słońca auta. 
- Dziękuję. 
- Przestań, to nic wielkiego. - zapala silnik i jedzie w kierunku akademiku. 

                                                          *** 

- To ile możemy tu być? - pytam, odbierając opaskę na nadgarstek z kasy biletowej pływalni. 
- Do dwóch godzin, potem będziemy musieli dopłacić. - oznajmia Justin i przepuszcza mnie w bramce. 
Idę za dziewczynami do szatni i ściągam ubrania, mając jako jedyna strój po nimi. 
Chwytam ręcznik i idę pod prysznic. Caroline, Jessica, Nicole i Sophie  dołączają po dwóch minutach i juz razem wychodzimy, zmierzając w kierunku chłopaków. Jess kładzie swój ręcznik na jednym z plastikowych leżaków, więc robię dokładnie to samo, ściągając do tego klapki. 
Czuje na sobie wzrok Jamesa i wcale nie jest to takie komfortowe. 
- Gdzie idziemy? - jestem tu pierwszy raz, a do małych kąpielisk to bym tego nie zaliczyła. 
- Gdzie chcemy? - odpowiada zdziwiona Caroline i udaje się w kierunku średniego, podświetlanego basenu. Każdy rozchodzi się w swoja stronę a ja analizuję, gdzie będzie dla mnie najlepiej. 
- Idziesz ze mną? - pyta James, pojawiając się za mną. 
- Nie, poradzę sobie. - odchodzę nadal na niego obrażona i staje na brzegu leniwej rzeki. Sprawdzam stopą, czy woda nie jest za zimna i nagle czuję, że spadam. 
- Ty... - wynurzam się i spoglądam na Jamesa. 
- Coś się stało? - uśmiecha się drwiąco i najwyraźniej ma satysfakcję, że jestem całkowicie przemoczona, kiedy wychodzę. 
Widzę jaki jest zdziwiony, kiedy łapię go za ręce i ciągnę w moja stronę. Przygryzam wargę i łączę nasze usta, robiąc parę kroków w tył. Obracam go jednym, szybkim ruchem i popycham tak, że ląduje w wodzie. Śmieje się głośno, gdy widzę jak wynurza swoją głowę, dokładnie tak samo wkurzony jak ja. 
- Nieładnie... - przygryza wargę, a ja tylko kręcę głową, odchodząc po chwili. Nie ukrywam, jestem z siebie dumna. Wchodzę do pierwszego większego basenu, aby popływać. Trzeba w końcu trochę schudnąć przez te wakacje. 
McDonald Ci nie pomoże Katie. 
Podpływam do kamiennej ścianki i nagle widzę, że James płynie w moją stronę. 
- Jak tu tylko... - grożę, uśmiechając się jednocześnie. 
Co za logika, brawa. 
Ignoruję to, jak to może wyglądać i oddalam się od chłopaka, który jest już znacznie bliżej mnie. Czuję jednak jak jego palce po chwili dotykają moich boków, ściskając mnie w talii. 
- Idź, jestem zła. - powstrzymuję się jednak i przypominam sobie dzisiejszy poranek. 
- Nie gniewaj się kochanie... 
Kochanie
- Będę. Możesz całować od tak Nicole? Potem mnie przepraszasz i znowu to samo? - nadal pozostawiam jego palce tam, gdzie są. Chce to wyjaśnić, a nie uciekać jak dziecko. Z reszta i tak mnie złapie, pływam conajmniej fatalnie. 
- Nie zrozumiesz... - szepcze, zbliżając nasze twarze do siebie. 
- To mi wytłumacz. 
- A nie chcesz robić czegoś poza całowaniem? - na te słowa na chwile zamieram. Czy on, czy on właśnie... 



Kochani, zbliżamy się do 400 wyświetleń, w co nadal nie moge uwierzyć :) Mam nadzieję, że pod rozdziałem równiez pojawią się komentarze, poniważ odblokowałam opcję pisania jako anonim :)) Dziękuję za każde, najkrótsze słowo, mam nadzieję że czekaliście na rozdział. :) 

Czytasz - komentujesz :) 

11 komentarzy:

  1. Bomba. Czekam na następny, chciałabym już go przeczytać, ale wiem że trzeba czasu... A więc do następnego:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Postaram dodać się jutro wieczorem kolejny rozdział :))

      Usuń
  2. Uwielbiam <3 Ubóstwiam <3 Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jezu *-* Boski *-* Uwielbiam i czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Super rozdział pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń