wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział 5

- Jeżeli masz to robić równiez z moją kuzynką, to dziękuję bardzo, ale nie. - odsuwam się, chociaż cholera, ile bym dała aby go pocałować. 
James chwyta jednak mój nadgarstek i złącza nasze usta. 
- Wiesz, że nie zależy mi na Nicole, prawda? - mówi, a ja czuję jego ciepły oddech na moich wargach. 
- Udowodnij to. - odpycham go delikatnie i odchodzę. 
Nie chcę tkwić w punkcie, gdzie nie wiem kim on chce dla mnie być. Wychodzę, po raz kolejny zmieniając miejsce do pływania. Zanurzam się po czubek głowy i podpływam do reszty, stojącej przy zjeżdżalniach. 
- Idziemy na górę, pozjeżdżamy, też chcesz? - uśmiecha się Caroline.
- Um... nie, dzięki. 
Nie lubię zjeżdżalni, nic na to nie poradzę. Wychodzę z wody już trzeci raz i mam tego dosyć. Podchodzę do naszego leżaka i poprawiam ręcznik, aby się na nim położyć. 
Kładę głowę na oparciu i oglądam, jak moi przyjaciele wypadają jeden po drugim z kolorowych rur. Co chwile wybucham śmiechem, kiedy Justin wyskakuje i drze się na cały basen. Nie sa nawet tacy źli, przynajmniej nie jest tak nudno. 
- Też nie lubisz zjeżdżalni? - odwracam sie i widzę Nialla. Jego tors błyszczy się od kropelek wody, a całkowicie mokre włosy są roztrzepane na wszystkie strony.
- Taa. - zostawiam moich znajomych i skupiam całą uwagę na chłopaku. 
- Może chcesz popływać? - wskazuje na basen, do którego wcześniej wchodziła Caroline. Mimo, że byłam już w wielu miejscach, z nim mogę iść nawet jeszcze 3 razy. 
Szczególnie bez koszulki. 
- Nie jestem najlepszą pływaczką... - ściągam klapki i staję na schodkach. Woda jest chłodniejsza, ale Niall nie ma z tym problemu i wskakuje do niej od razu. 
OK. 
- Pomogę Ci, spokojnie. - wyciąga ręce, a ja niepewnie łapię się jego ramienia, odpływając od brzegu. 
- Um, dzięki. - uśmiecham się i kładę drugą rękę tak, że opieram się na jego barkach. 
- Chcesz na barana? - podnosi kąciki ust, a ja potakuję. Wskakuję na jego plecy i oplatam nogi wokół jego bioder. Śmieję się, gdy jego ręce podpierają moja pupę, aby było mi wygodnie i po chwili czuję, że oddalamy się coraz bardziej od brzegu. 
- Nurkujemy? - pyta. 
- Yhym. - mimo, że tego nienawidzę, chcę spędzić z nim maksymalnie dużo czasu. 
- Raz, dwa, trzy... - zamykam oczy i schodzimy po wodę. Zaciskam dłonie na jego barkach mocniej i wypuszczam powietrze. Biorę wdech, kiedy już się wynurzamy i chichoczę bez powodu. To było zabawne, nigdy z kimś nie nurkowałam. Przecieram oczy i spoglądam na roześmianego Nialla. Jego niebieskie oczy śledzą moje ciało a ja lekko go ochlapuję wodą, na co oddaje mi tym samym. 
W jednej sekundzie czuję mocny uścisk w talii i znajduję się centymetr nad wodą. James, do cholery znowu on. 
- Puść mnie James. - jęczę, spoglądając na Nialla, żeby nie odchodził. 
- Nie tak szybko. - wyrzuca mnie na przód, przez co ponownie się zanurzam. 
Czy ja wyglądam kurwa na nurka?! 
- Jesteś taki nieznośny! - krzyczę, osuszając twarz ręka. 
- Jesteś taka podniecająca. - rzuca uśmiech i wyobrażam sobie, jak może czuć się teraz Niall. Przed chwilą sama czułam sie o wiele lepiej. 
- Zostawisz nas na chwilę? - pytam Nialla wymuszając sztuczny, słodki uśmiech i specjalnie pozostawiam krótki pocałunek na jego ustach. Chłopak odchodzi, a ja podchodzę do Jamesa. 
- Co ty kurwa odstawiasz? - przekleństwa nie są przeze mnie często używane, ale to co on robi pozwala mi na użycie każdego słowa. 
- Nic. 
- Nic? 
- Absolutnie nic. 
- Idź. - wskazuję leżak i spoglądam w jego kierunku, zauważając że zostały tam tylko dwa ręczniki. Musimy wychodzić, najwyraźniej minął już przydzielony nam czas. 
- Powiedz to jeszcze raz a dam Ci spokój. 
Mamroczę coś pod nosem, krzyżując ręce. Czy on musi być taki... 
- Właśnie o to chodzi, nie chcesz abym szedł. - moje myśli przerywa jego trafna odpowiedź. 
- Nie chcę, ale chce żebyś odpuścił. Dobrze się z nim bawiłam. - mówię spokojniej, przyznając mu po części rację. 
Tak, to można nazwać hipokryzją. 
- Lepiej niż ze mną? - przybliża się i cholera, znów słyszę ten głos. 
- Sama nie wiem. Jest uroczy. - w zasadzie jestem teraz szczera. 
- Ale nie tak jak ja, co? - pyta i znacznie przybliża nasze twarze. Czuję znajomy mi ciepły oddech i po chwili James delikatnie mnie całuje. Zawsze czuję to tak samo dobrze i tak samo tracę kontrolę, kiedy zimno jego kolczyka mnie uderza. Oddaje pocałunek i czuję, jak nasze języki sekundę po tym się łączą. 
- Musimy iść. - mówię bez tchu, spoglądając na zegarek. 
- Nie-e. - mówi to tak słodko, że od razu przypominam sobie jak mówiłam dokładnie tak samo w przedszkolu. 
- Chcesz dopłacać 10 dolców za następną godzinę? - uśmiecham się i widzę, że raczej oboje tego nie chcemy. Podpływamy do barierki i podchodzimy do leżaków. Chwytam mój ręcznik i natychmiast się nim owijam, czując że zaraz mogę zamarznąć. Rozchodzimy się przy szatniach i po 10 minutach, kiedy już się wysuszyłam i przebrałam, widzę go czekającego na mnie przy wyjściu, zajętego przeglądaniem telefonu. 
- Jak to... nie ma ich? - dziwię się, że jest tutaj jako jedyny. 
- Justin napisał, że poszli, bo autobus by już im uciekł. 
- I nie mogli nas zawołać, cokolwiek? - wzdycham, nie wierząc że mogli nas tak zostawić. Nie mam nawet pieniędzy na taksówkę.
- Jesteś głodna? - pyta, wzruszając ramionami na moje poprzednie pytanie. Potakuję i poprawiam moją torbę na lewym ramieniu. Idziemy w milczeniu, po tym jak zostawiliśmy opaski w kasie i wcale nie czuje się z tym nie komfortowo. James delikatnie się uśmiecha, a ja popycham drzwi na zewnątrz. Słońce od razu ogrzewa moją skórę i czuję się znacznie lepiej na świeżym powietrzu. 
- To.. gdzie idziemy? - pytam, spoglądając na chłopaka. Z każda sekunda jestem coraz bardziej głodna. 
- McDonald's? - wykrzywia twarz pytająco, a ja wywracam oczami. 
- Naprawdę nie jecie tu nic innego? 
- Dobra, to weźmiemy pizzę na wynos. - wzdycha. 
A warzywa też macie paczkowane i smażone na tłuszczu? 
Powtarzam jego gest i idę tuż za nim. Nie znam tej okolicy, nawet nie wiem jaka to jest ulica. Skręcamy w cudowną alejkę z małymi sklepikami i targami, a ja nie mogę ukryć zachwytu tymi wszystkimi rzeczami. 
- Zrobisz mi zdjęcie? - pytam i spoglądam prosząco, ustawiając się na tle jakiejś budki. 
James chwyta aparat i wykonuje parę szybkich fotek, które po sekundzie nakrywam moim ulubionym filtrem. 
- Czemu je tak zamalowałaś? - spogląda na mój ekran. 
- Nie zamalowałam, tylko ulepszyłam. 
- Wcześniej wyglądałaś lepiej, naturalniej. 
- Zamknij się. Mieliśmy coś jeść, a chodzimy juz jakieś dobre 10 minut. - zwracam mu uwagę i publikuję przerobioną fotkę na tumblerze i Instagramie. 
- Pizzeria jest tam, to niedaleko. - wskazuje palcem na kremowy budynek z wielkim posągiem grubego kucharza, trzymającego pizzę. To miasteczko jest naprawdę urocze, nie wiem czemu mieszka tu tak mało osób. Gdy podchodzimy bliżej, wyciągam telefon i robię zdjęcie, wręczając po tym Iphona Jamesowi, aby znowu mnie sfotografował. 
- Naprawdę musisz mieć zdjęcie ze wszystkim? - przewraca oczami i gdy się uśmiecham, słyszę "pstryk". 
- Lubię robić sobie zdjęcia, co w tym dziwnego? - odbieram do niego komórkę i wzruszam ramionami. Nic nie odpowiada i obydwoje wchodzimy do środka. 
Podchodzimy do lady, a ja chwytam menu, oznajmiając że chcę zwykłą pizzę z salami. James potakuje i składa zamówienie, po czym siadamy na krzesłach tuż przy barku. 
- Nie mam ani grosza. - patrzę na jego reakcje i jestem zszokowana, kiedy wzrusza ramionami, po czym wyciąga od tak 20 dolarów. 
- Starczy na pizze i taksówkę, nie martw się. 
- Dzięki. - uśmiecham się i czuje zapach sosu pomidorowego, który wręcz uwielbiam.  - Często tutaj jesz? - chcę podtrzymać rozmowę, bo już i tak długo siedzimy w ciszy. 
- Taa. Mają genialnego kucharza, zobaczysz. 
Jest całkiem miły i nie mówi nic, co ma podtekst seksualny, z czego jestem naprawdę zadowolona. Nareszcie spędzam z nim normalnie czas, to już jakiś postęp. 
Opalony mężczyzna podaje nam kartonowe opakowanie i szybko wydaje resztę dla Jamesa. Otwieram karton, czując że nie wytrzymam ani minuty dłużej a moim oczom ukazuje się najcudowniejsza rzecz, jaką mogłabym dostać po basenie - pizza. 
Gorąca, wypełniona salami - taka jaką ubóstwiam. Biorę jeden kawałek i wręczam resztę James'owi. 
- Zaczekaj, zadzwonię po taksówkę. - otrzepuje ręce z mąki i wyciąga telefon. Szybko pochłaniam drugi kawałek i zanim taksówka przyjeżdża, jestem w połowie 4. 
Wsiadamy, a ja powtarzam sobie, że to już i tak za dużo jak na dzisiaj, miałam przecież się odchudzać.
- Akademik Im. Mackenzie Flous. - mówimy w tym samym czasie i śmiejemy się z miny kierowcy, wartej nagrania. 
Odblokowywuje telefon i przeglądam zrobione dzisiaj zdjęcia. Gdy czekałam na pizzę, fotografowałam lokal i ludzi idących ulicą, a patrząc na efekty nie żałuję tej decyzji.
- Mogę? - pyta chłopak, wyciągając rękę w moją stronę. 
- Taa, jasne. - wręczam mu moją komórkę, chociaż nie lubię oddawać komuś mojej najlepszej przyjaciółki na więcej niż 2 minuty. Widzę, że przewija galerię palcem i niekiedy minimalnie unosi kąciki swoich ust. 
- To jest śliczne. - pokazuje fotografię zrobioną na ulicy z małymi sklepikami. 
- Dzięki. 
- Zaczekaj. - cofa dłoń i zaczyna coś majstrować. Wyglądam za okno, chcąc zabić czas, który znacznie się wydłuża kiedy nie mam czym zająć moich palców. 
- Proszę. - oddaje urządzenie, a ja od razu widzę powiadomienie, że ktoś polubił moje nowe zdjęcie na Instagramie. Jednym kliknięciem otwieram aplikacje i widzę, że James dodał tamta fotkę, podpisując "THANK YOU JAMES, MY HERO" (Dziękuję James, mój bohaterze). Śmieję się, ale właściwie nieźle tu wyszłam więc zostawiam wszystko tak, jak jest. 

                                                                         ***

- Coś nas ominęło? - pytam, kiedy obydwoje wchodzimy do pokoju chłopaków, wypełnionego aktualnie chipsami, ubraniami i oczywiście ludźmi. 
- Chodźcie! Właśnie zaczynamy Monopoly!- Jessica klaszcze w ręce, a ja zastanawiam się, czy znowu nie paliła jakiegoś zioła. 
Zrzucam torbę na podłogę i poprawiając włosy siadam koło Nialla. 
- Hej piękna. - wita mnie, a ja uśmiecham się ciepło na jego słowa. 
Poprawiam rękawy bluzy i przybliżam się, aby zobaczyć planszę. Uświadamiam sobie wtedy, jak dawno w to nie grałam. 
- Dobra, robimy dwuosobowe drużyny. Która bierzesz Justin? - pyta Kevin, rokładając pionki. 
Zaznaczam "którą". 
- Caroline. - dziewczyna patrzy zdziwiona, ale po chwili przybliża się do Jussa i opiera głowę o jego ramię. 
- Nicole idzie do Jamesa, więc ja wezmę... - zastanawia się na głos Chris. 
- Właściwie to ja biorę Katie. - oznajmia chłopak. 
Co? Mnie? 
- Ach, to oczywiście Nicole. - decyduje się Chris, a ja jestem zmuszona usiąść obok mojego "partnera". W sumie, to chyba część udowadniania, że zależy mu bardziej na mnie. 
Szybko przestaje się zastanawiać nad sensem jego wyboru i widzę, że każdy już wie z kim gra. 
- Więc przegrani wypijają tą oto wódkę po połowie. Całą. - Kev podkreśla to ostatnie słowo, a po przypomniniu sobie, jaka jestem beznadziejna w tą grę, przełykam przestraszona ślinę. 
- Spokojnie, jestem w to najlepszy. - James kładzie rękę na moim udzie i nie wiedziałam, że aż tak mnie to uspokoi. 
Rzeczywiście, gdy zaczynamy, wszystkie punkty idą na nasze konto. Ja właściwie się tylko przyglądam i przeliczam ile już zarobiliśmy, ale uznajmy że to praca zespołowa. 
- No stary, zgarniasz wszystkie najlepsze miejsca. - narzeka Justin, po czym zapala papierosa. Chyba jest zdenerwowany, jeszcze trochę i będzie musiał wypić tą wódkę. 
- Zgarniam wszystko, co najlepsze. - spogląda po tym na mnie a ja od razu się rumienie. 
Okej okej okej okej, tylko nie wybuchnij. 
Uśmiecham się do niego i chcąc mu podziękować, obejmuję go w talii, opierając głowę o jego plecy. To było urocze, cały czas powtarzam to w mojej głowie. 
Czuję, jak jego ręce przenoszą się aby chwycić mnie i po sekundzie leżę na jego nogach, oglądając dalszy przebieg gry. Jak dobrze, że nie jestem z Justinem. Wypala już 3 papierosa i jest cały poddenerwowany. 
- Koniec. - oznajmia James, kiedy jego pionek przekracza po raz ostatni metę. 
Juss przegrywa i zrezygnowany sięga po butelkę. 
- Dostanę nagrodę? - widzę niebieskie oczy spoglądające na mnie z góry. 
- Yhymmm... - ciągnę go za koszulkę i składam delikatny pocałunek na jego wargach. 
Sophie patrzy na nas z lekkim zdezorientowaniem, a ja tylko usmiecham się w zasadzie nie chcąc niczego sugerować. 
- Mmm... musimy częściej grać. - mówi po chwili James, oblizując wargi. 
Nie ma problemu. 
- Widzę tu jakies romanse... - szepcze do mnie Jessica. 
- Zamknij się. - James sprowadza ją na ziemię i wstaje. 



O Jezu, to już 500! :) Nie wierzę, naprawdę :) 
Dziekuję za komentarze i ponownie o nie proszę, ponieważ gdy je czytam to z podwójną przyjemnością i szybkością zabieram sie do następnego rozdziału :) 
Much love, xx 

12 komentarzy:

  1. Dlaczego to musi się kończyć zawsze w takich ciekawych momentach no... NIE CIERPIĘ CZEKAĆ

    OdpowiedzUsuń
  2. KOCHAM TO <3 adrysiagowyifoiudhgfdhpughsdr

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest genialne <3 Czekam na więcej i pisz szybko <3 /K.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny jak zawsze, jezu :D:D nie doczekam się noo ;cc

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne. Naprawdę niezłe.Dawno nie czytałam tak dobrej historii. Ciekawy i oryginalny pomysł.Pozostaje mi tylko czekać na kolejny rozdział .Mam nadzieję że szybko go dodasz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział serdecznie pozdrawiam ♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń