Od kiedy weszłam do pokoju, James nie odezwał się do mnie ani słowem. Zignorował propozycje rozmowy, a jabłko nadal leżało na stoliku, nietknięte przez nikogo.
W pomieszczeniu było cicho, a ja czekałam tylko aż na zegarku wybije 20.
Chciałam spotkać się z Tommym i dociec prawdy. Wszystko zwaliło się na mnie nagle, burząc idealny wyjazd i chęć poznania przyczyny, zamieniała się w pragnienie.
Niespokojnie podświetlałam wyświetlacz mojego Iphona, czując jak każda sekunda mija i zbliża się pora rozmowy. Cicha nadzieja, dosłownie słabe światełko z tyłu mojej głowy liczyło na dokładne poznanie przeszłości mojego chłopaka i przywrócenie uśmiechu, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.
Kiedy upragniona godzina w końcu wybiła, wstałam z fotela i rzuciłam krótkie "Wychodzę" w stronę balkonu, na którym stał palący James.
Chłopak oczywiście nic nie odpowiedział, więc śmiało wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi. Podekscytowana zbiegłam po schodach i od razu spojrzałam w kierunku recepcji, przy której nie było dosłownie nikogo.
Szybko odrzuciłam najczarniejsze scenariusze i podeszłam bliżej, rozglądając się dokoła.
Po paru minutach, recepcjonistka zaczęła dziwnie na mnie spoglądać, ale za każdym razem posyłając jej ciepły uśmiech, pozbywałam się jakiś pytań czy komentarzy.
Po chwili, kiedy zaczęłam już robić się niespokojna, Tommy pojawił się i już słyszałam jak łańcuchem różnych słów przeprasza mnie za spóźnienie.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem i uśmiechnęłam się, zapewniając że nic się nie stało.
- Usiądźmy. - wskazał na sofę przeznaczoną dla gości, na której siedziałam kiedy się meldowaliśmy, pierwszego dnia.
Kiedy wszystko było jeszcze w porządku...
- Zanim cokolwiek powiesz, musisz wiedzieć że strasznie mi na tym zależy. Ja... ja go nie poznaję. - zaczęłam, czując że muszę mu to wyznać. Nie wiedział ile to dla mnie znaczy, ile to może mi ułatwić.
- Doskonale o tym wiem, ale naprawdę nie powinienem Ci tego mówić.
- Czego to dotyczyło? - chciałam poznać chociaż temat. Strzępek informacji, która pozwoli mi zacząć rozmowę z Jamesem.
- Na pewno chcesz o tym wiedzieć? - skinęłam, czując powagę w jego głosie i spojrzałam mu w oczy. - Pomagałem mu.
- Co? Ale... w czym? Kiedy?
- Gdy był młody, wpakował się w jakieś gówno. Potem nie mógł dojść do siebie i chciałem mu pomóc. Naprawdę...
- I dlatego patrzył na ciebie z taką nienawiścią? Bo mu pomogłeś? Nie rób ze mnie idiotki. - podniosłam głos, nie wierząc w to co mówi. To były jakieś kpiny.
- Słuchaj, miał problemy ze świadomością. Mylił mnie z ludźmi, którzy naprawdę go ranili. Nie wiem o co chodzi, pewnie przypomniał sobie o przeszłości. - wzruszył lekko ramionami, a ja dokładnie rozebrałam każde słowo. James miał problemy, kiedy był młody?
- Dzięki, dużo mi tym pomogłeś. - uśmiechnęłam się i wstając, przytuliłam go mocno.
- Wszystko dla małej Katie.
- Nie jestem taka mała! - zachichotałam, wtulając twarz w jego tors.
- Dobrze, w takim razie wszystko dla średniej Katie.
- Lepiej. - odchyliłam się, dostrzegając że uśmiecha się tak samo jak ja. Jeszcze raz szybko mu podziękowałam i żegnając się, poszłam do pokoju.
Moje myśli nadal były niespokojne, ale miałam nadzieję że to po prostu słabszy okres w życiu Jamesa. Jeżeli tak było naprawdę, upora się z tym i wszystko wróci do normy. Nacisnęłam klamkę i ku mojemu zdziwieniu, pokoju nie wypełniało chłodne powietrze, a firanka nie była rozwiewana na wszystkie strony przez wiatr, dochodzący z półuchylonych drzwi na taras.
- Katie? - usłyszałam słaby, lekko zachrypnięty głos Jamesa, kiedy dłuższą chwilę stałam w drzwiach i dopatrywałam się stojącej na balkonie postaci.
- Tak?
- Możesz tu podejść? - gdybym zamknęła oczy, powiedziałabym że to mały chłopiec, który zgubił się w sklepie i potrzebujący pomocy kogoś starszego. Wychyliłam głowę i zobaczyłam mojego chłopaka, siedzącego na skraju łóżka z pochyloną głową. Zrobiłam parę nieśmiałych kroków w jego kierunku i stanęłam tuż przed nim, czekając na to co powie dalej. - Przepraszam.
Bez żadnego uprzedzenia założyłam ręce za jego szyję i zamknęłam w szczelnym uścisku. Jego dłonie mocno mnie przyciągnęły, łącząc tym samym nasze ciała.
Potrzebowałam tego tak bardzo, że chwila w której byłam otulona jego ramionami, wydawała się być wiecznością. - Bardzo przepraszam. - wyszeptał, gładząc palcami moje plecy. Chciałam coś powiedzieć ale bałam się, że mogę zniszczyć moment, w którym właśnie do mnie powrócił. Każde słowo było zbędne, kiedy czułam że nie jestem dla niego obojętna.
Cisza wokół nas była przepełniona rzeczami, które chcieliśmy powiedzieć. Co chwilę mocniej zaciskałam swoje dłonie, jakbym nigdy nie chciała już go wypuścić.
- Już wszystko w porządku. - wyszeptałam i lekko się odsunęłam, chcąc zobaczyć jego twarz. Błękitne oczy znowu się rozświetliły, a małe wgłębienie na lewym policzku, znowu mogło się ukazać przez jego uśmiech.
- Kocham Cię. - zanim tylko zdążyłam na to odpowiedzieć, poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałam skąd nadeszła taka zmiana, ale bez zastanowienia odpowiedziałam na pocałunek, jeszcze bardziej go pogłębiając.
Jego uścisk stawał się coraz to silniejszy, kiedy w końcu złapał za rąbek mojej koszulki i ściągnął ją ze mnie, nie pytając nawet o pozwolenie.
Ponownie zaczął łączyć nasze usta, zachłannie mnie do siebie przyciągając.
Wplotłam palce w jego włosy i mocno przygryzłam jego kolczyk, pociągając tym samym jego dolną wargę.
Jego dłonie zjechały na tył moich ud, wbijając opuszki w ich skórę więc szybko oplotłam nogi na jego pasie nie przerywając pocałunków. Poczułam pod plecami materac, kiedy delikatnie mnie obrócił i mocno zaciągnęłam się powietrzem, czując delikatne muśnięcia na mojej szyi.
Nie wiedziałam co się dzieje, ale pragnęłam tego bardziej niż kiedykolwiek.
Chłopak szybko zrzucił z siebie t-shirt i nachylił się ponownie, zamykając jakąkolwiek przestrzeń między nami.
- Chciałbym zapomnieć. - powiedział przez lekka zadyszkę, mając usta parę centymetrów od mojej twarzy.
- Pozwól mi sprawić, że zapomnisz.
Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i zatraciliśmy się w każdym dotyku.
***
Przeciągnęłam się, ziewając ospale. Gdy skierowałam wzrok na śpiącego chłopaka, kąciki moich ust znacznie się podniosły, wiedząc że śpi tu on - mój prawdziwy James, który po przebudzeniu będzie taki jak dawniej.
Odwinęłam kołdrę na bok, sprawdzając godzinę. Moje stopy dotknęły chłodnej podłogi i zrobiły parę kroków, kierując mnie na taras.
Ostatnio to James przesiadywał na nim, wypalając dziesiątki papierosów, ale starałam się o tym zapomnieć i w spokoju móc wyjść, cieszyć się świeżym, porannym powietrzem.
Mimo wszystko, odczuwałam niepokój. Nie wiedziałam, czy aż tak duży wybuch złości mojego chłopaka mógł być spowodowany taką małą rzeczą. Po części przerażał mnie fakt, że mógł mieć zaburzenia psychiczne w młodym wieku ale tak jak większość rzeczy, które ostatnio pojawiały się w mojej głowie - odrzuciłam myśli krążące wokół tej sprawy.
* James *
Obudziłem się, ręką po omacku szukając drobnej sylwetki, która powinna leżeć obok mnie. Gdy napotkałem jeszcze lekko ciepłe od jej ciała prześcieradło, otworzyłem oczy i z lekko przymrużonymi powiekami dostrzegłem pochyloną na barierce tarasu dziewczynę.
Opadłem na poduszkę i westchnąłem, ciesząc się że w końcu nie siedzi smutna przed telewizorem, tępym wzrokiem oglądając te wszystkie bezsensowne seriale.
Nie mogłem znieść myśli, że przeze mnie była w takim stanie i musiałem ją przeprosić za wszystko, co ostatnio zepsułem.
Chcę żeby się uśmiechała, tylko to odgania ode mnie te wszystkie złe wspomnienia i pozwala chociaż na chwilę skupić się na przyszłości.
- Schodzisz dzisiaj na śniadanie? - stanęła w drzwiach, prowadzących na balkon i mimo jej pewnej postawy, słyszałem nutkę niepewności w jej głosie.
- Oczywiście.
Uśmiechnęła się, co odwzajemniłem i za nim zdążyłem powiedzieć jej o moim pomyśle, związanym z dzisiejszym dniem, weszła do łazienki.
Pokiwałem w rozbawieniu głową i sięgnąłem po telefon, w jednej sekundzie marszcząc brwi.
Od: nieznany.
Miłego dnia. Pamiętasz jeszcze 1.03.2008?
Moje ciało zesztywniało. Od razu wiedziałem kto był nadawcą wiadomości a datę pamiętałem doskonale, o czym Tommy doskonale wiedział.
Wtedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
W mojej głowie przez chwilę dosłownie zaszumiało, a ręka w której nie trzymałem komórki zacisnęła się w pięść. To było celowe, wszystko co zawsze robił było celowe.
Gdy już chciałem odpisać przelewając całą nienawiść na klawiaturę, Katie stanęła w drzwiach, poprawiając fryzurę.
- Myślisz, że dobrze mi w koku? - zapytała słodkim głosem, a ja mentalnie przekląłem że musiała mi przerwać moje myśli.
- We wszystkim Ci dobrze, kochanie. - posłałem sztuczny uśmiech, a dziewczyna jakby dowartościowana, poprawiła fryzurę.
- Wstawaj i idziemy na śniadanie. Jestem strasznie głodna.
- Zaczekaj, tylko odpiszę i już...
- Nie. Wstajesz teraz, twoi głupi koledzy zaczekają. - przerwała i podchodząc, zabrała mi telefon z ręki. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, w mgnieniu oka rzuciła we mnie jedną z moich koszulek. Następnie odszukała spodnie, które były przewieszone przez oparcie krzesła i jednym ruchem zrzuciła ze mnie kołdrę.
- Raz, raz! - zachichotała i wyrzuciła rękę w powietrze, pokazując abym natychmiast się ruszył. Nienawidziłem jej za to wczesne wstawanie i chęć do zarażania tym innych.
Westchnąłem i przewinąłem t-shirt przez głowę, po czym założyłem spodnie.
Stanąłem przed lustrem w łazience, pospiesznie poprawiając włosy. Umyłem zęby, cały czas słysząc dobiegające zza drzwi miarowe odliczanie Katie, przeplatane uroczym śmiechem. Przewróciłem oczami, wycierając twarz ręcznikiem i wyszedłem, wskazując rękoma na siebie.
- 9 minut i 12 sekund. Brawo. - oznajmiła, delikatnie się uśmiechając i złożyła krótki pocałunek na moich ustach. Nieświadomie oblizałem wargi, kiedy się odwróciła i wyszła przez drzwi, prosząc już z korytarza abym je zamknął.
Zeszliśmy na parter, szybko znajdując się w restauracji. Dobrze przypomniałem sobie słowa Tommiego o możliwym spotkaniu właśnie w tym miejscu, więc poszedłem razem z Katie, jedynie krzyżując sztućce na naszym stoliku.
Czekaliśmy z talerzami w kolejce, już wypatrując czegoś ciekawego, znajdującego się na blaszanych tacach.
Przesuwaliśmy się, cały czas napotykając coś, co mogłoby dobrze smakować. Uśmiechnąłem się, kiedy Katie zamiast pomidorów wzięła ketchup i zanim się zorientowałem, zniknęła w poszukiwaniu soków.
- Twoja dziewczyna bardzo ładnie pachnie. Wanilia, prawda? - usyszałem mrożący krew w żyłach, męski głos zza pleców.
- Nie waż się nawet jej tknąć. - wysyczałem, nie odwracając się w jego stronę. Mój głos wypełniony był nienawiścią, kiedy słyszałem jego głęboki, spokojny oddech tuż przy moim karku. Nie chcę robić zamieszania, szczególnie że jesteśmy wśród masy ludzi ale nie wiem, czy zaraz nie wybuchnę.
- Spokojnie, narazie nie mam takich zamiarów. - wziąłem głęboki oddech, chcąc się uspokoić. Mimo, że rozmawialiśmy nie widząc swoich twarz, byłem pewnien że właśnie się uśmiechnął. Zawsze kochał sprawiać mi ból i uderzać w najsłabsze punkty.
- Posłuchaj mnie kurwa uważnie. Jeżeli zamienisz chociaż 2 słowa z Katie, beze mnie w pobliżu odpłacę się za wszystko.
- W takim razie czekam. - oznajmił rozbawionym głosem a ja nie wytrzymując, wyszedłem z kolejki i szybko odszukałem nasz stolik.
Złość we mnie buzowała, chociaż starałem sobie uświadomić jak słaby był, chcąc zranić mnie poprzez moją dziewczynę. Zawsze był pojebany i żałosny, tylko szczerze miałem nadzieję, że nie będę musiał znowu sobie o tym przypominać.
Gdy zobaczyłem już jedzącą Katie przy stole z ruszającą się na boki kitką, zorientowałem się jak mocno zacisnąłem palce na naczyniu.
Momentalnie się rozluźniłem i dyskretnie ukryłem jakiekolwiek znaki na mojej twarzy, mówiące o tym co aktualnie czuję w środku.
- Przepraszam, byłam strasznie głodna. - powiedziała, kiedy odsunąłem krzesło i odstawiłem jedzenie na stolik.
- Nie ma sprawy.
- Czy... czy wszystko w porządku? - zapytała nieśmiale, chyba dostrzegając z jakim skupieniem wpatruje się w punkt, w którym rozmawiałem przed chwilą z Tommym. Nie znosiłem faktu, że tak dobrze potrafiła wyczuć, co dokładnie czuję.
Posłałem jej nerwowy uśmiech i potaknąłem, nabijając na widelec trochę papryki.
- Pójdziemy dzisiaj zjeść coś na mieście, co ty na to? - zaproponowałem, widząc lekkie zaniepokojenie w jej oczach.
- Jasne.
- Naprawdę wszystko jest dobrze. - westchnąłem i spojrzałem jej prosto w oczy. Zawsze byłem dobrym kłamcą, dlatego wyraźnie podniosła kąciki ust i w spokoju dokończyła jedzenie.
Kiedy upragniona godzina w końcu wybiła, wstałam z fotela i rzuciłam krótkie "Wychodzę" w stronę balkonu, na którym stał palący James.
Chłopak oczywiście nic nie odpowiedział, więc śmiało wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi. Podekscytowana zbiegłam po schodach i od razu spojrzałam w kierunku recepcji, przy której nie było dosłownie nikogo.
Szybko odrzuciłam najczarniejsze scenariusze i podeszłam bliżej, rozglądając się dokoła.
Po paru minutach, recepcjonistka zaczęła dziwnie na mnie spoglądać, ale za każdym razem posyłając jej ciepły uśmiech, pozbywałam się jakiś pytań czy komentarzy.
Po chwili, kiedy zaczęłam już robić się niespokojna, Tommy pojawił się i już słyszałam jak łańcuchem różnych słów przeprasza mnie za spóźnienie.
Pokiwałam głową ze zrozumieniem i uśmiechnęłam się, zapewniając że nic się nie stało.
- Usiądźmy. - wskazał na sofę przeznaczoną dla gości, na której siedziałam kiedy się meldowaliśmy, pierwszego dnia.
Kiedy wszystko było jeszcze w porządku...
- Zanim cokolwiek powiesz, musisz wiedzieć że strasznie mi na tym zależy. Ja... ja go nie poznaję. - zaczęłam, czując że muszę mu to wyznać. Nie wiedział ile to dla mnie znaczy, ile to może mi ułatwić.
- Doskonale o tym wiem, ale naprawdę nie powinienem Ci tego mówić.
- Czego to dotyczyło? - chciałam poznać chociaż temat. Strzępek informacji, która pozwoli mi zacząć rozmowę z Jamesem.
- Na pewno chcesz o tym wiedzieć? - skinęłam, czując powagę w jego głosie i spojrzałam mu w oczy. - Pomagałem mu.
- Co? Ale... w czym? Kiedy?
- Gdy był młody, wpakował się w jakieś gówno. Potem nie mógł dojść do siebie i chciałem mu pomóc. Naprawdę...
- I dlatego patrzył na ciebie z taką nienawiścią? Bo mu pomogłeś? Nie rób ze mnie idiotki. - podniosłam głos, nie wierząc w to co mówi. To były jakieś kpiny.
- Słuchaj, miał problemy ze świadomością. Mylił mnie z ludźmi, którzy naprawdę go ranili. Nie wiem o co chodzi, pewnie przypomniał sobie o przeszłości. - wzruszył lekko ramionami, a ja dokładnie rozebrałam każde słowo. James miał problemy, kiedy był młody?
- Dzięki, dużo mi tym pomogłeś. - uśmiechnęłam się i wstając, przytuliłam go mocno.
- Wszystko dla małej Katie.
- Nie jestem taka mała! - zachichotałam, wtulając twarz w jego tors.
- Dobrze, w takim razie wszystko dla średniej Katie.
- Lepiej. - odchyliłam się, dostrzegając że uśmiecha się tak samo jak ja. Jeszcze raz szybko mu podziękowałam i żegnając się, poszłam do pokoju.
Moje myśli nadal były niespokojne, ale miałam nadzieję że to po prostu słabszy okres w życiu Jamesa. Jeżeli tak było naprawdę, upora się z tym i wszystko wróci do normy. Nacisnęłam klamkę i ku mojemu zdziwieniu, pokoju nie wypełniało chłodne powietrze, a firanka nie była rozwiewana na wszystkie strony przez wiatr, dochodzący z półuchylonych drzwi na taras.
- Katie? - usłyszałam słaby, lekko zachrypnięty głos Jamesa, kiedy dłuższą chwilę stałam w drzwiach i dopatrywałam się stojącej na balkonie postaci.
- Tak?
- Możesz tu podejść? - gdybym zamknęła oczy, powiedziałabym że to mały chłopiec, który zgubił się w sklepie i potrzebujący pomocy kogoś starszego. Wychyliłam głowę i zobaczyłam mojego chłopaka, siedzącego na skraju łóżka z pochyloną głową. Zrobiłam parę nieśmiałych kroków w jego kierunku i stanęłam tuż przed nim, czekając na to co powie dalej. - Przepraszam.
Bez żadnego uprzedzenia założyłam ręce za jego szyję i zamknęłam w szczelnym uścisku. Jego dłonie mocno mnie przyciągnęły, łącząc tym samym nasze ciała.
Potrzebowałam tego tak bardzo, że chwila w której byłam otulona jego ramionami, wydawała się być wiecznością. - Bardzo przepraszam. - wyszeptał, gładząc palcami moje plecy. Chciałam coś powiedzieć ale bałam się, że mogę zniszczyć moment, w którym właśnie do mnie powrócił. Każde słowo było zbędne, kiedy czułam że nie jestem dla niego obojętna.
Cisza wokół nas była przepełniona rzeczami, które chcieliśmy powiedzieć. Co chwilę mocniej zaciskałam swoje dłonie, jakbym nigdy nie chciała już go wypuścić.
- Już wszystko w porządku. - wyszeptałam i lekko się odsunęłam, chcąc zobaczyć jego twarz. Błękitne oczy znowu się rozświetliły, a małe wgłębienie na lewym policzku, znowu mogło się ukazać przez jego uśmiech.
- Kocham Cię. - zanim tylko zdążyłam na to odpowiedzieć, poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałam skąd nadeszła taka zmiana, ale bez zastanowienia odpowiedziałam na pocałunek, jeszcze bardziej go pogłębiając.
Jego uścisk stawał się coraz to silniejszy, kiedy w końcu złapał za rąbek mojej koszulki i ściągnął ją ze mnie, nie pytając nawet o pozwolenie.
Ponownie zaczął łączyć nasze usta, zachłannie mnie do siebie przyciągając.
Wplotłam palce w jego włosy i mocno przygryzłam jego kolczyk, pociągając tym samym jego dolną wargę.
Jego dłonie zjechały na tył moich ud, wbijając opuszki w ich skórę więc szybko oplotłam nogi na jego pasie nie przerywając pocałunków. Poczułam pod plecami materac, kiedy delikatnie mnie obrócił i mocno zaciągnęłam się powietrzem, czując delikatne muśnięcia na mojej szyi.
Nie wiedziałam co się dzieje, ale pragnęłam tego bardziej niż kiedykolwiek.
Chłopak szybko zrzucił z siebie t-shirt i nachylił się ponownie, zamykając jakąkolwiek przestrzeń między nami.
- Chciałbym zapomnieć. - powiedział przez lekka zadyszkę, mając usta parę centymetrów od mojej twarzy.
- Pozwól mi sprawić, że zapomnisz.
Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i zatraciliśmy się w każdym dotyku.
***
Przeciągnęłam się, ziewając ospale. Gdy skierowałam wzrok na śpiącego chłopaka, kąciki moich ust znacznie się podniosły, wiedząc że śpi tu on - mój prawdziwy James, który po przebudzeniu będzie taki jak dawniej.
Odwinęłam kołdrę na bok, sprawdzając godzinę. Moje stopy dotknęły chłodnej podłogi i zrobiły parę kroków, kierując mnie na taras.
Ostatnio to James przesiadywał na nim, wypalając dziesiątki papierosów, ale starałam się o tym zapomnieć i w spokoju móc wyjść, cieszyć się świeżym, porannym powietrzem.
Mimo wszystko, odczuwałam niepokój. Nie wiedziałam, czy aż tak duży wybuch złości mojego chłopaka mógł być spowodowany taką małą rzeczą. Po części przerażał mnie fakt, że mógł mieć zaburzenia psychiczne w młodym wieku ale tak jak większość rzeczy, które ostatnio pojawiały się w mojej głowie - odrzuciłam myśli krążące wokół tej sprawy.
* James *
Obudziłem się, ręką po omacku szukając drobnej sylwetki, która powinna leżeć obok mnie. Gdy napotkałem jeszcze lekko ciepłe od jej ciała prześcieradło, otworzyłem oczy i z lekko przymrużonymi powiekami dostrzegłem pochyloną na barierce tarasu dziewczynę.
Opadłem na poduszkę i westchnąłem, ciesząc się że w końcu nie siedzi smutna przed telewizorem, tępym wzrokiem oglądając te wszystkie bezsensowne seriale.
Nie mogłem znieść myśli, że przeze mnie była w takim stanie i musiałem ją przeprosić za wszystko, co ostatnio zepsułem.
Chcę żeby się uśmiechała, tylko to odgania ode mnie te wszystkie złe wspomnienia i pozwala chociaż na chwilę skupić się na przyszłości.
- Schodzisz dzisiaj na śniadanie? - stanęła w drzwiach, prowadzących na balkon i mimo jej pewnej postawy, słyszałem nutkę niepewności w jej głosie.
- Oczywiście.
Uśmiechnęła się, co odwzajemniłem i za nim zdążyłem powiedzieć jej o moim pomyśle, związanym z dzisiejszym dniem, weszła do łazienki.
Pokiwałem w rozbawieniu głową i sięgnąłem po telefon, w jednej sekundzie marszcząc brwi.
Od: nieznany.
Miłego dnia. Pamiętasz jeszcze 1.03.2008?
Moje ciało zesztywniało. Od razu wiedziałem kto był nadawcą wiadomości a datę pamiętałem doskonale, o czym Tommy doskonale wiedział.
Wtedy pierwszy raz się spotkaliśmy.
W mojej głowie przez chwilę dosłownie zaszumiało, a ręka w której nie trzymałem komórki zacisnęła się w pięść. To było celowe, wszystko co zawsze robił było celowe.
Gdy już chciałem odpisać przelewając całą nienawiść na klawiaturę, Katie stanęła w drzwiach, poprawiając fryzurę.
- Myślisz, że dobrze mi w koku? - zapytała słodkim głosem, a ja mentalnie przekląłem że musiała mi przerwać moje myśli.
- We wszystkim Ci dobrze, kochanie. - posłałem sztuczny uśmiech, a dziewczyna jakby dowartościowana, poprawiła fryzurę.
- Wstawaj i idziemy na śniadanie. Jestem strasznie głodna.
- Zaczekaj, tylko odpiszę i już...
- Nie. Wstajesz teraz, twoi głupi koledzy zaczekają. - przerwała i podchodząc, zabrała mi telefon z ręki. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, w mgnieniu oka rzuciła we mnie jedną z moich koszulek. Następnie odszukała spodnie, które były przewieszone przez oparcie krzesła i jednym ruchem zrzuciła ze mnie kołdrę.
- Raz, raz! - zachichotała i wyrzuciła rękę w powietrze, pokazując abym natychmiast się ruszył. Nienawidziłem jej za to wczesne wstawanie i chęć do zarażania tym innych.
Westchnąłem i przewinąłem t-shirt przez głowę, po czym założyłem spodnie.
Stanąłem przed lustrem w łazience, pospiesznie poprawiając włosy. Umyłem zęby, cały czas słysząc dobiegające zza drzwi miarowe odliczanie Katie, przeplatane uroczym śmiechem. Przewróciłem oczami, wycierając twarz ręcznikiem i wyszedłem, wskazując rękoma na siebie.
- 9 minut i 12 sekund. Brawo. - oznajmiła, delikatnie się uśmiechając i złożyła krótki pocałunek na moich ustach. Nieświadomie oblizałem wargi, kiedy się odwróciła i wyszła przez drzwi, prosząc już z korytarza abym je zamknął.
Zeszliśmy na parter, szybko znajdując się w restauracji. Dobrze przypomniałem sobie słowa Tommiego o możliwym spotkaniu właśnie w tym miejscu, więc poszedłem razem z Katie, jedynie krzyżując sztućce na naszym stoliku.
Czekaliśmy z talerzami w kolejce, już wypatrując czegoś ciekawego, znajdującego się na blaszanych tacach.
Przesuwaliśmy się, cały czas napotykając coś, co mogłoby dobrze smakować. Uśmiechnąłem się, kiedy Katie zamiast pomidorów wzięła ketchup i zanim się zorientowałem, zniknęła w poszukiwaniu soków.
- Twoja dziewczyna bardzo ładnie pachnie. Wanilia, prawda? - usyszałem mrożący krew w żyłach, męski głos zza pleców.
- Nie waż się nawet jej tknąć. - wysyczałem, nie odwracając się w jego stronę. Mój głos wypełniony był nienawiścią, kiedy słyszałem jego głęboki, spokojny oddech tuż przy moim karku. Nie chcę robić zamieszania, szczególnie że jesteśmy wśród masy ludzi ale nie wiem, czy zaraz nie wybuchnę.
- Spokojnie, narazie nie mam takich zamiarów. - wziąłem głęboki oddech, chcąc się uspokoić. Mimo, że rozmawialiśmy nie widząc swoich twarz, byłem pewnien że właśnie się uśmiechnął. Zawsze kochał sprawiać mi ból i uderzać w najsłabsze punkty.
- Posłuchaj mnie kurwa uważnie. Jeżeli zamienisz chociaż 2 słowa z Katie, beze mnie w pobliżu odpłacę się za wszystko.
- W takim razie czekam. - oznajmił rozbawionym głosem a ja nie wytrzymując, wyszedłem z kolejki i szybko odszukałem nasz stolik.
Złość we mnie buzowała, chociaż starałem sobie uświadomić jak słaby był, chcąc zranić mnie poprzez moją dziewczynę. Zawsze był pojebany i żałosny, tylko szczerze miałem nadzieję, że nie będę musiał znowu sobie o tym przypominać.
Gdy zobaczyłem już jedzącą Katie przy stole z ruszającą się na boki kitką, zorientowałem się jak mocno zacisnąłem palce na naczyniu.
Momentalnie się rozluźniłem i dyskretnie ukryłem jakiekolwiek znaki na mojej twarzy, mówiące o tym co aktualnie czuję w środku.
- Przepraszam, byłam strasznie głodna. - powiedziała, kiedy odsunąłem krzesło i odstawiłem jedzenie na stolik.
- Nie ma sprawy.
- Czy... czy wszystko w porządku? - zapytała nieśmiale, chyba dostrzegając z jakim skupieniem wpatruje się w punkt, w którym rozmawiałem przed chwilą z Tommym. Nie znosiłem faktu, że tak dobrze potrafiła wyczuć, co dokładnie czuję.
Posłałem jej nerwowy uśmiech i potaknąłem, nabijając na widelec trochę papryki.
- Pójdziemy dzisiaj zjeść coś na mieście, co ty na to? - zaproponowałem, widząc lekkie zaniepokojenie w jej oczach.
- Jasne.
- Naprawdę wszystko jest dobrze. - westchnąłem i spojrzałem jej prosto w oczy. Zawsze byłem dobrym kłamcą, dlatego wyraźnie podniosła kąciki ust i w spokoju dokończyła jedzenie.
Wysłuchałam Was i po raz pierwszy jest znośne zakończenie. xd
Doskonale wiem, że ostatnie rozdziały były za krótkie ale proszę, zrozumcie mnie - za parę dni wyjeżdżam. Chcę, żebyście mieli jak najkrótszą przerwę i staram się nadganiać rozdziały jak mogę, chociaż jest to trudne.
Ten rozdział pisałam ponad godzinę. Tylko wygląda na dosyć krótki i łatwy, ale w rzeczywistości jest to dosyć długa praca :)
Ostatnie komentarze po prostu mnie zabiły! Jesteście zdecydowanie najlepsi, dziękuję! <3
#Muchlove, Caroline
3000 TYSIĄCE! MÓJ BOŻE, PAMIĘTACIE JESZCZE JAK SIE ODDYCHA? XD
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKO, DO NASTĘPNEGO KOCHANI! <3
3000 TYSIĄCE! MÓJ BOŻE, PAMIĘTACIE JESZCZE JAK SIE ODDYCHA? XD
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKO, DO NASTĘPNEGO KOCHANI! <3