czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 24

Czytałam kolejne napisy na pasku informacyjnym, kiedy w telewizji emitowano właśnie wiadomości. Kolorowe światło, bijące od średnich rozmiarów ekranu odbijało się od moich smutnych oczu. 
Od kiedy weszłam do pokoju, James nie odezwał się do mnie ani słowem. Zignorował propozycje rozmowy, a jabłko nadal leżało na stoliku, nietknięte przez nikogo. 
W pomieszczeniu było cicho, a ja czekałam tylko aż na zegarku wybije 20. 
Chciałam spotkać się z Tommym i dociec prawdy. Wszystko zwaliło się na mnie nagle, burząc idealny wyjazd i chęć poznania przyczyny, zamieniała się w pragnienie. 
Niespokojnie podświetlałam wyświetlacz mojego Iphona, czując jak każda sekunda mija i zbliża się pora rozmowy. Cicha nadzieja, dosłownie słabe światełko z tyłu mojej głowy liczyło na dokładne poznanie przeszłości mojego chłopaka i przywrócenie uśmiechu, który zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach.  
Kiedy upragniona godzina w końcu wybiła, wstałam z fotela i rzuciłam krótkie "Wychodzę" w stronę balkonu, na którym stał palący James. 
Chłopak oczywiście nic nie odpowiedział, więc śmiało wyszłam, zatrzaskując za sobą drzwi. Podekscytowana zbiegłam po schodach i od razu spojrzałam w kierunku recepcji, przy której nie było dosłownie nikogo. 
Szybko odrzuciłam najczarniejsze scenariusze i podeszłam bliżej, rozglądając się dokoła. 
Po paru minutach, recepcjonistka zaczęła dziwnie na mnie spoglądać, ale za każdym razem posyłając jej ciepły uśmiech, pozbywałam się jakiś pytań czy komentarzy.
Po chwili, kiedy zaczęłam już robić się niespokojna, Tommy pojawił się i już słyszałam jak łańcuchem różnych słów przeprasza mnie za spóźnienie. 
Pokiwałam głową ze zrozumieniem i uśmiechnęłam się, zapewniając że nic się nie stało. 
- Usiądźmy. - wskazał na sofę przeznaczoną dla gości, na której siedziałam kiedy się meldowaliśmy, pierwszego dnia. 
Kiedy wszystko było jeszcze w porządku... 
- Zanim cokolwiek powiesz, musisz wiedzieć że strasznie mi na tym zależy. Ja... ja go nie poznaję. - zaczęłam, czując że muszę mu to wyznać. Nie wiedział ile to dla mnie znaczy, ile to może mi ułatwić.  
- Doskonale o tym wiem, ale naprawdę nie powinienem Ci tego mówić. 
- Czego to dotyczyło? - chciałam poznać chociaż temat. Strzępek informacji, która pozwoli mi zacząć rozmowę z Jamesem. 
- Na pewno chcesz o tym wiedzieć? - skinęłam, czując powagę w jego głosie i spojrzałam mu w oczy. - Pomagałem mu. 
- Co? Ale... w czym? Kiedy? 
- Gdy był młody, wpakował się w jakieś gówno. Potem nie mógł dojść do siebie i chciałem mu pomóc. Naprawdę...
- I dlatego patrzył na ciebie z taką nienawiścią? Bo mu pomogłeś? Nie rób ze mnie idiotki. - podniosłam głos, nie wierząc w to co mówi. To były jakieś kpiny. 
- Słuchaj, miał problemy ze świadomością. Mylił mnie z ludźmi, którzy naprawdę go ranili. Nie wiem o co chodzi, pewnie przypomniał sobie o przeszłości. - wzruszył lekko ramionami, a ja dokładnie rozebrałam każde słowo. James miał problemy, kiedy był młody? 
- Dzięki, dużo mi tym pomogłeś. - uśmiechnęłam się i wstając, przytuliłam go mocno. 
- Wszystko dla małej Katie. 
- Nie jestem taka mała! - zachichotałam, wtulając twarz w jego tors. 
- Dobrze, w takim razie wszystko dla średniej Katie. 
- Lepiej. - odchyliłam się, dostrzegając że uśmiecha się tak samo jak ja. Jeszcze raz szybko mu podziękowałam i żegnając się, poszłam do pokoju. 
Moje myśli nadal były niespokojne, ale miałam nadzieję że to po prostu słabszy okres w życiu Jamesa. Jeżeli tak było naprawdę, upora się z tym i wszystko wróci do normy. Nacisnęłam klamkę i ku mojemu zdziwieniu, pokoju nie wypełniało chłodne powietrze, a firanka nie była rozwiewana na wszystkie strony przez wiatr, dochodzący z półuchylonych drzwi na taras. 
- Katie? - usłyszałam słaby, lekko zachrypnięty głos Jamesa, kiedy dłuższą chwilę stałam w drzwiach i dopatrywałam się stojącej na balkonie postaci. 
- Tak? 
- Możesz tu podejść? - gdybym zamknęła oczy, powiedziałabym że to mały chłopiec, który zgubił się w sklepie i potrzebujący pomocy kogoś starszego. Wychyliłam głowę i zobaczyłam mojego chłopaka, siedzącego na skraju łóżka z pochyloną głową. Zrobiłam parę nieśmiałych kroków w jego kierunku i stanęłam tuż przed nim, czekając na to co powie dalej. - Przepraszam. 
Bez żadnego uprzedzenia założyłam ręce za jego szyję i zamknęłam w szczelnym uścisku. Jego dłonie mocno mnie przyciągnęły, łącząc tym samym nasze ciała. 
Potrzebowałam tego tak bardzo, że chwila w której byłam otulona jego ramionami, wydawała się być wiecznością. - Bardzo przepraszam. - wyszeptał, gładząc palcami moje plecy. Chciałam coś powiedzieć ale bałam się, że mogę zniszczyć moment, w którym właśnie do mnie powrócił. Każde słowo było zbędne, kiedy czułam że nie jestem dla niego obojętna. 
Cisza wokół nas była przepełniona rzeczami, które chcieliśmy powiedzieć. Co chwilę mocniej zaciskałam swoje dłonie, jakbym nigdy nie chciała już go wypuścić. 
- Już wszystko w porządku. - wyszeptałam i lekko się odsunęłam, chcąc zobaczyć jego twarz. Błękitne oczy znowu się rozświetliły, a małe wgłębienie na lewym policzku, znowu mogło się ukazać przez jego uśmiech. 
- Kocham Cię. - zanim tylko zdążyłam na to odpowiedzieć, poczułam jego ciepłe wargi na swoich. Nie wiedziałam skąd nadeszła taka zmiana, ale bez zastanowienia odpowiedziałam na pocałunek, jeszcze bardziej go pogłębiając.
Jego uścisk stawał się coraz to silniejszy, kiedy w końcu złapał za rąbek mojej koszulki i ściągnął ją ze mnie, nie pytając nawet o pozwolenie. 
Ponownie zaczął łączyć nasze usta, zachłannie mnie do siebie przyciągając. 
Wplotłam palce w jego włosy i mocno przygryzłam jego kolczyk, pociągając tym samym jego dolną wargę. 
Jego dłonie zjechały na tył moich ud, wbijając opuszki w ich skórę więc szybko oplotłam nogi na jego pasie nie przerywając pocałunków. Poczułam pod plecami materac, kiedy delikatnie mnie obrócił i mocno zaciągnęłam się powietrzem, czując delikatne muśnięcia na mojej szyi. 
Nie wiedziałam co się dzieje, ale pragnęłam tego bardziej niż kiedykolwiek. 
Chłopak szybko zrzucił z siebie t-shirt i nachylił się ponownie, zamykając jakąkolwiek przestrzeń między nami. 
- Chciałbym zapomnieć. - powiedział przez lekka zadyszkę, mając usta parę centymetrów od mojej twarzy. 
- Pozwól mi sprawić, że zapomnisz. 
Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia i zatraciliśmy się w każdym dotyku. 

                                                            *** 

Przeciągnęłam się, ziewając ospale. Gdy skierowałam wzrok na śpiącego chłopaka, kąciki moich ust znacznie się podniosły, wiedząc że śpi tu on - mój prawdziwy James, który po przebudzeniu będzie taki jak dawniej. 
Odwinęłam kołdrę na bok, sprawdzając godzinę. Moje stopy dotknęły chłodnej podłogi i zrobiły parę kroków, kierując mnie na taras. 
Ostatnio to James przesiadywał na nim, wypalając dziesiątki papierosów, ale starałam się o tym zapomnieć i w spokoju móc wyjść, cieszyć się świeżym, porannym powietrzem. 
Mimo wszystko, odczuwałam niepokój. Nie wiedziałam, czy aż tak duży wybuch złości mojego chłopaka mógł być spowodowany taką małą rzeczą. Po części przerażał mnie fakt, że mógł mieć zaburzenia psychiczne w młodym wieku ale tak jak większość rzeczy, które ostatnio pojawiały się w mojej głowie - odrzuciłam myśli krążące wokół tej sprawy. 

* James * 
Obudziłem się, ręką po omacku szukając drobnej sylwetki, która powinna leżeć obok mnie. Gdy napotkałem jeszcze lekko ciepłe od jej ciała prześcieradło, otworzyłem oczy i z lekko przymrużonymi powiekami dostrzegłem pochyloną na barierce tarasu dziewczynę. 
Opadłem na poduszkę i westchnąłem, ciesząc się że w końcu nie siedzi smutna przed telewizorem, tępym wzrokiem oglądając te wszystkie bezsensowne seriale. 
Nie mogłem znieść myśli, że przeze mnie była w takim stanie i musiałem ją przeprosić za wszystko, co ostatnio zepsułem. 
Chcę żeby się uśmiechała, tylko to odgania ode mnie te wszystkie złe wspomnienia i pozwala chociaż na chwilę skupić się na przyszłości. 
- Schodzisz dzisiaj na śniadanie? - stanęła w drzwiach, prowadzących na balkon i mimo jej pewnej postawy, słyszałem nutkę niepewności w jej głosie. 
- Oczywiście. 
Uśmiechnęła się, co odwzajemniłem i za nim zdążyłem powiedzieć jej o moim pomyśle, związanym z dzisiejszym dniem, weszła do łazienki. 
Pokiwałem w rozbawieniu głową i sięgnąłem po telefon, w jednej sekundzie marszcząc brwi. 

Od: nieznany. 
Miłego dnia. Pamiętasz jeszcze 1.03.2008?

Moje ciało zesztywniało. Od razu wiedziałem kto był nadawcą wiadomości a datę pamiętałem doskonale, o czym Tommy doskonale wiedział. 
Wtedy pierwszy raz się spotkaliśmy. 
W mojej głowie przez chwilę dosłownie zaszumiało, a ręka w której nie trzymałem komórki zacisnęła się w pięść. To było celowe, wszystko co zawsze robił było celowe. 
Gdy już chciałem odpisać przelewając całą nienawiść na klawiaturę, Katie stanęła w drzwiach, poprawiając fryzurę. 
- Myślisz, że dobrze mi w koku? - zapytała słodkim głosem, a ja mentalnie przekląłem że musiała mi przerwać moje myśli. 
- We wszystkim Ci dobrze, kochanie. - posłałem sztuczny uśmiech, a dziewczyna jakby dowartościowana, poprawiła fryzurę. 
- Wstawaj i idziemy na śniadanie. Jestem strasznie głodna. 
- Zaczekaj, tylko odpiszę i już...
- Nie. Wstajesz teraz, twoi głupi koledzy zaczekają. - przerwała i podchodząc, zabrała mi telefon z ręki. Zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, w mgnieniu oka rzuciła we mnie jedną z moich koszulek. Następnie odszukała spodnie, które były przewieszone przez oparcie krzesła i jednym ruchem zrzuciła ze mnie kołdrę. 
- Raz, raz! - zachichotała i wyrzuciła rękę w powietrze, pokazując abym natychmiast się ruszył. Nienawidziłem jej za to wczesne wstawanie i chęć do zarażania tym innych. 
Westchnąłem i przewinąłem t-shirt przez głowę, po czym założyłem spodnie. 
Stanąłem przed lustrem w łazience, pospiesznie poprawiając włosy. Umyłem zęby, cały czas słysząc dobiegające zza drzwi miarowe odliczanie Katie, przeplatane uroczym śmiechem. Przewróciłem oczami, wycierając twarz ręcznikiem i wyszedłem, wskazując rękoma na siebie. 
- 9 minut i 12 sekund. Brawo. - oznajmiła, delikatnie się uśmiechając i złożyła krótki pocałunek na moich ustach. Nieświadomie oblizałem wargi, kiedy się odwróciła i wyszła przez drzwi, prosząc już z korytarza abym je zamknął. 
Zeszliśmy na parter, szybko znajdując się w restauracji. Dobrze przypomniałem sobie słowa Tommiego o możliwym spotkaniu właśnie w tym miejscu, więc poszedłem razem z Katie, jedynie krzyżując sztućce na naszym stoliku. 
Czekaliśmy z talerzami w kolejce, już wypatrując czegoś ciekawego, znajdującego się na blaszanych tacach. 
Przesuwaliśmy się, cały czas napotykając coś, co mogłoby dobrze smakować. Uśmiechnąłem się, kiedy Katie zamiast pomidorów wzięła ketchup i zanim się zorientowałem, zniknęła w poszukiwaniu soków. 
- Twoja dziewczyna bardzo ładnie pachnie. Wanilia, prawda? - usyszałem mrożący krew w żyłach, męski głos zza pleców. 
- Nie waż się nawet jej tknąć. - wysyczałem, nie odwracając się w jego stronę. Mój głos wypełniony był nienawiścią, kiedy słyszałem jego głęboki, spokojny oddech tuż przy moim karku. Nie chcę robić zamieszania, szczególnie że jesteśmy wśród masy ludzi ale nie wiem, czy zaraz nie wybuchnę.  
- Spokojnie, narazie nie mam takich zamiarów. - wziąłem głęboki oddech, chcąc się uspokoić. Mimo, że rozmawialiśmy nie widząc swoich twarz, byłem pewnien że właśnie się uśmiechnął. Zawsze kochał sprawiać mi ból i uderzać w najsłabsze punkty. 
- Posłuchaj mnie kurwa uważnie. Jeżeli zamienisz chociaż 2 słowa z Katie, beze mnie w pobliżu odpłacę się za wszystko. 
- W takim razie czekam. - oznajmił rozbawionym głosem a ja nie wytrzymując, wyszedłem z kolejki i szybko odszukałem nasz stolik. 
Złość we mnie buzowała, chociaż starałem sobie uświadomić jak słaby był, chcąc zranić mnie poprzez moją dziewczynę. Zawsze był pojebany i żałosny, tylko szczerze miałem nadzieję, że nie będę musiał znowu sobie o tym przypominać. 
Gdy zobaczyłem już jedzącą Katie przy stole z ruszającą się na boki kitką, zorientowałem się jak mocno zacisnąłem palce na naczyniu. 
Momentalnie się rozluźniłem i dyskretnie ukryłem jakiekolwiek znaki na mojej twarzy, mówiące o tym co aktualnie czuję w środku. 
- Przepraszam, byłam strasznie głodna. - powiedziała, kiedy odsunąłem krzesło i odstawiłem jedzenie na stolik. 
- Nie ma sprawy. 
- Czy... czy wszystko w porządku? - zapytała nieśmiale, chyba dostrzegając z jakim skupieniem wpatruje się w punkt, w którym rozmawiałem przed chwilą z Tommym. Nie znosiłem faktu, że tak dobrze potrafiła wyczuć, co dokładnie czuję. 
Posłałem jej nerwowy uśmiech i potaknąłem, nabijając na widelec trochę papryki. 
- Pójdziemy dzisiaj zjeść coś na mieście, co ty na to? - zaproponowałem, widząc lekkie zaniepokojenie w jej oczach. 
- Jasne. 
- Naprawdę wszystko jest dobrze. - westchnąłem i spojrzałem jej prosto w oczy. Zawsze byłem dobrym kłamcą, dlatego wyraźnie podniosła kąciki ust i w spokoju dokończyła jedzenie. 


Wysłuchałam Was i po raz pierwszy jest znośne zakończenie. xd
Doskonale wiem, że ostatnie rozdziały były za krótkie ale proszę, zrozumcie mnie - za parę dni wyjeżdżam. Chcę, żebyście mieli jak najkrótszą przerwę i staram się nadganiać rozdziały jak mogę, chociaż jest to trudne. 
Ten rozdział pisałam ponad godzinę. Tylko wygląda na dosyć krótki i łatwy, ale w rzeczywistości jest to dosyć długa praca :)  
Ostatnie komentarze po prostu mnie zabiły! Jesteście zdecydowanie najlepsi, dziękuję! <3 
#Muchlove, Caroline 

3000 TYSIĄCE! MÓJ BOŻE, PAMIĘTACIE JESZCZE JAK SIE ODDYCHA? XD 
DZIĘKUJĘ WAM ZA WSZYSTKO, DO NASTĘPNEGO KOCHANI! <3 

wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 23

Czując, jak tracę grunt pod nogami, wycofałam się i położyłam się na łóżku. Byłam w szoku, przecież to zachowanie zalicza się do jakiś psychicznych napadów złości. 
Wiedziałam, że gdyby Tommy został tu dłużej, musiałabym ich rozdzielać bo James najchętniej by go zabił. W jego oczach widziałam tylko i wyłącznie wściekłość. Chęć, a właściwie pragnienie wyżądzenia krzywdy. 
Westchnęłam, chcąc zatrzymać napływające do moich oczu łzy, ale zdało się to na nic bo po chwili poczułam ciepłe kropelki, spływające po moich policzkach. 
James nadal stał na dworze, wlepiając swój wzrok przed siebie, a ja nie wiedziałam co mogę zrobić aby dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. 
Drżącymi z przerażenia rękami otarłam twarz i sięgnęłam po telefon. Otworzyłam listę kontaktów i wiedząc, że nie mam numeru do Tomieggo, bo nie widzieliśmy się już kupę czasu, wybrałam numer do Nicole.
Starałam się zachować spokój i cierpliwie czekać, aż kuzynka odbierze wsłuchując się w miarowe, głuche sygnały ale po usłyszeniu poczty głosowej, spuściłam głowę. Czułam się niesamowicie samotnie, a uczucie niewiedzy zżerało mnie od środka. 

                                                            *** 

Dwie godziny później, siedziałam skulona obok mojego łóżka, z poduszką która pochłonęła już sporo gorzkich łez. James nadal stał na balkonie, jakby cały świat się zatrzymał i zapalał co nowego to papierosa. 
Usłyszałam ciche, głuche stuknięcie o kafelki, na których wylądowało puste opakowanie po skrętach. 
Westchnęłam i wstałam, chcąc spróbować ponownie. Każda sekunda bycia samej w pokoju i słyszenia wiązanki przekleństw, dochodzącej z balkonu przytłaczała mnie jeszcze bardziej. 

* James * 
Gdy zobaczyłem jego obleśny uśmiech, myślałem że rzucę się i rozszarpię jego marne ciało na miliony kawałków. 
Przede mną na jego szczęście stała Katie i wiedziałem, że gdybym zrobił mu coś złego, musiałbym to odkręcać, a nigdy nie przeproszę za zrobienie krzywdy komuś, kto na to zasługuje. 
Stojąc teraz, opartym o zimną, metalową barierkę nie mogłem poukładać tego w swojej głowie. Oto przyszedł Tom, mężczyzna który zniszczył mi prawie cztery lata życia i został powitany przez moją dziewczynę, uśmiechającą się od ucha do ucha na jego widok. Wszystko, o czym chciałem zapomnieć powróciło i dokładnie odtworzyło się w mojej głowie. Każde wspomnienie odkrywało drogę, aby dotrzeć do mojej świadomości i zadręczało mnie każdym szczegółem danej sytuacji. 
Z pokoju mogłem usłyszeć cichy i lekko piskliwy szloch Katie, lecz nie miałem zamiaru podejść tam i spojrzeć jej w twarz. Ona nigdy nie zrozumie, że osoba którą jak to powiedziała "zna jak własną kieszeń", jest zupełnie kimś innym. 
Odpaliłem kolejnego papierosa, po czym wlepiłem wzrok w ciemny granat wieczorowego nieba. Obraz powoli się rozmywał, przez łzy, natarczywie napływające do oczu. 
Rzuciłem puste opakowanie na podłogę, nie odczuwając jakiegokolwiek dyskomfortu po wypaleniu aż tylu sztuk. 
- Jasna cholera, mówiłem żebyś poszła - westchnąłem i zacisnąłem dłoń w pięść, kiedy usłyszałem otwieranie drzwi. Nie chcę jej tu, nie teraz. 
- Nie pójdę, póki nie powiesz mi co się stało. - jej głos był słaby i wyraźnie drżący. 
- Nic z tego nie zrozumiesz, po prostu mnie zostaw. 
- Nie, muszę wiedzieć co spowodowało że tak się zachowujesz. 
- W takim razie możesz tu zostać, bo nie mam najmniejszej ochoty Ci się zwierzać. - syknąłem i odwróciłem się, robiąc kilka kroków w stronę wejścia. 
- Proszę. - szepnęła, ale ja tylko mocno zacisnąłem pięści i wszedłem do pokoju, rzucając się na łóżko. Nie chcę odpowiadać na żadne pytanie, dotyczące tego gnojka. 
Lekko skulona sylwetka dziewczyny, zaczęła się do mnie zbliżać, dlatego wystawiłem ostrzegawczo dłoń w jej kierunku i uniknąłem jej wzroku, poprzez skupienie się na suficie. 
Nie spodziewałem się, że jej drobne, szczupłe palce złapią mnie w nadgarstku, po czym zjadą aż do łokcia, powodując przymrużenie moich oczu z przyjemności. 
Zrobiła krok do przodu, opierając swoje ciało o boczną część materacu i kojącym dotykiem obdarzała każdą kolejną część mojego ciała. 
Moja ręka, odgradzająca mnie od niej opadła na materacu a ja westchnąłem ciężko, przesuwając się nieco w lewo, aby miała choć trochę miejsca. 
Katie ułożyła się, niepewnym ruchem wtulając swoją twarz w moje ramię. 
- Kocham Cię. - szepnęła i zaczęła delikatnie rysować nieznane mi wzory na moim torsie. 
Nie odpowiedziałem, zamykając oczy. Cały urok tego wyjazdu runął w jednej minucie i cofnął mnie o parę lat wstecz - tam, gdzie nigdy nie chciałem wracać. 

* Katie * 
Obudziłam się, spoglądając na nadal pogrążonego w śnie chłopaka. 
Promienie słońca wkradały się do naszego pokoju przez nie do końca zasunięte zasłony. Podparłam się na łokciu i momentalnie przypomniałam sobie to, co wydarzyło się wieczorem. 
Gdy James po prostu mnie odrzucił, poczułam ogromne ukłucie w sercu. Nie chciałam, aby się ode mnie oddalał. Chciałam być tą, która go pocieszy, której wszystko powie. 
Największy ból sprawiał mi jednak fakt, że nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Nie odpowiedział na "kocham Cię", nie życzył mi nawet dobrej nocy. 
Nie poznawałam go. W jego błękitnych oczach nie było już lazurowych tańczących iskierek i łagodnego, uspakającego turkusu. 
Gdy sprawdziłam godzinę na leżącej obok komórce, nie dostrzegłam telefonu zwrotnego od jej kuzynki. Wtedy, kiedy najbardziej jej potrzebowałam, kiedy miałam cichą nadzieję że jako dosyć bliska osoba dla Jamesa, będzie wiedziała coś na temat Tommiego. 
Opadłam bezradnie na część mojej poduszki i skierowałam wzrok na twarz chłopaka. 
"Wszystko będzie dobrze" - wyszeptałam, jakby upewniając w tym samą siebie i pogładziłam go delikatnie po policzku. 
Jego ciało nieznacznie się poruszyło, po czym jego powieki delikatnie się podniosły. 
- Dzień dobry. - powiedziałam cicho, oczywiście nie otrzymując odpowiedzi. - Będziesz chciał zjeść śniadanie? 
- Nie, nie mam apetytu. - jego głos był zachrypnięty i ospały, taki jaki z reguły miał po przebudzeniu. Nie przysłoniło to jednak nuty obojętności i chłodnego tonu, który sprawiał, że moje serce łamało się na miliony kawałków. Przymknęłam na chwile oczy i wstałam, szukając rzeczy do ubrania. 
Wyciągnęłam lekko pogniecioną koszulkę i rybaczki, po czym zniknęłam za drzwiami łazienki. Odkręciłam kurek z wodą i opierając się o umywalkę, spoglądnęłam na swoje odbicie w lekko ubrudzonym lustrze. 
Mocno ochlapałam twarz wodą, licząc że to wszystko było snem, potwornie realistycznym wytworem mojej wyobraźni. 
Powolnie ściągnęłam piżamę i założyłam świeże ubrania, nie dbając nawet o makijaż. Przeczesałam włosy, związałam je w rozwalającą się kitkę i niedbale rozsmarowałam pierwszy lepszy krem na twarzy. 
- Zejdę i przyniosę Ci coś, dobrze? - zapytałam, kiedy stanęłam na przeciwko łóżka, na którym spał James. Wymruczał coś kompletnie niezrozumiałego i po chwili spojrzał na mnie, nie wykazując żadnej emocji. 
Podeszłam bliżej, nachylając się nad nim i złączyłam nasze wargi, licząc że odpowie na mój pocałunek.
Kiedy jego usta nawet nie drgnęły, mocno przygryzłam wargę i wyszłam z pokoju bez słowa. 
Idąc korytarzem, mocno zaciskałam pięści aby się nie rozkleić. Przystanęłam przy schodach i czując, jak słabo robi mi się z każdą sekundą, wzięłam głęboki wdech. Uspokoiłam się, co chwilę powtarzając w myślach, że to minie. Wszystko będzie dobrze, kiedy tam wrócę i będę mogła go mocno przytulić, zapewniając o tym samym. 
Znalazłam się na dole i od razu przeszłam przez ogromny hall, dochodząc do restauracji. 
Wzięłam talerz, chociaż nie miałam na nic ochoty i pustym wzrokiem zeskanowałam każdą potrawę, zawsze kończąc tak samo - przechodząc dalej. 
Kiedy rodzaje jedzenia się skończyły, a ja nadal nic nie wybrałam, zrezygnowana odłożyłam naczynie na swoje miejsce i westchnęłam, kierując wzrok w kierunku słodyczy. 
Co jak co, ale cukier zawsze chociaż trochę poprawia humor. 
Nabrałam trzy gałki lodów czekoladowych i udekorowałam je tęczową posypką, kończąc wszystko odrobiną polewy truskawkowej. 
Włożyłam małą, plastikową łyżeczkę do miski z zimną pysznością, która jako jedyna mogła mnie wesprzeć w tym momencie i łapczywie  zaczęłam wszystko jeść, zanim nawet doszłam do jakiegoś stolika. 
Po drodze, kiedy uważnie starałam się wyminąć każdą osobę, zauważyłam wysoką postać
przy stoliku z napojami. 
- Tommy! - zawołałam i szybko podeszłam do niego, wiedząc że może szybko zniknąć w tłumie tych wszystkich ludzi. - Tommy! - powtórzyłam i położyłam rękę na jego ramieniu, przez co odwrócił głowę w moim kierunku. 
- To nie najlepszy pomysł...- zaczął, ale pokiwałam przecząco głową i szybko mu przerwałam.
- Proszę, powiedz mi o co chodzi. 
- Katie... 
- Proszę. - moje oczy się zaszkliły, kiedy wiedziałam że to ostatnia szansa. - James mnie ignoruje, błagam. 
- Spotkajmy się dzisiaj o 20, na dole przy recepcji. Muszę iść. - wziął filiżankę i odszedł, zostawiając mnie w totalnym osłupieniu. Zdążyłam odpowiedzieć sobie samej, dokładnie zapamiętując godzinę i wykańczając w błyskawicznym tempie lody, udałam się do wyjścia.
Wzięłam jabłko dla Jamesa, leżące na wielkim talerzu wypełnionym owocami, chociaż dobrze wiedziałam, że i tak odmówi jedzenia. 
Wdrapałam się po schodach, czując małą nadzieję, że spotkanie z Tommym da mi odpowiedź na przyczynę tej absurdalnej sytuacji. 


Hej, hej! :D Ostatnio pojawia się coraz mniej komentarzy, dlatego zastanawiam się nad 2-tygodniową przerwą, podczas mojego wyjazdu. Ostatnie słowa, kierowane w moją stronę były przecudowne i na pewno zamierzam kontynuować ten wątek, ale pamiętajcie że nigdy nie mam dosyć waszych opinii. Każda uwaga jest bardzo cenna ;) 
Co do rozdziału... prędko nie dowiecie się o co chodzi, ale myślę że wszystko w swoim *odpowiednim* czasie wyjdzie na wierzch. :) 
Dziękuję za wyświetlenia, komentarze, udostępnienia... to cudowne mieć tu Was wszystkich! :) #Muchlove, Caroline ;* 


niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 22

* Katie *
- Czy możesz już mnie nie poganiać? Kolacja nie jest równo o 20. - wyrzuciłam ostro, wychodząc trzeci raz z łazienki. Po dniu na plaży, moje włosy są zniszczone i Bóg jedyny wie, co zrobić aby w końcu wyglądały normalnie. 
- Szykujesz się już godzinę, jak mam Cie nie poganiać? 
- Nie masz długich włosów, to się nie odzywaj. - syknęłam i wygrzebałam z mojej kosmetyczki jakąś odzywkę-miniaturkę. 
Co z tego, że nałożyłaś już 3 takie i nadal wyglądasz jak miotła. 
Na chwilę zamilkł i ponownie odblokował swój telefon, przez co miałam chwilę spokoju. 
Przeczesałam każdą partie włosów oddzielnie i mogłam śmiało powiedzieć, że dużo to dało. Następnie sięgnęłam po prostownice i ustawiając temperaturę na 200, przejechałam każdy najmniejszy kosmyk, pilnując aby pod żadnym pozorem nie zakręcił się na końcu. 
Delikatnie poprawiłam wszystko ręką, spryskałam całość lakierem i wyszłam, widząc jak James nie spokojnie tupie nogą. 
- Nareszcie. - westchnął i od razu podszedł do drzwi, szeroko je dla mnie otwierając. 
- I tak szybko się uwinęłam. 
- Chcesz powiedzieć, że godzina i pieprzone 20 minut poświęcone na twoje włosy, plus jakiś makijaż to mało? 
- Chyba nie brałeś za często swoich dziewczyn na randki. - zaśmiałam się, kładąc rękę na jego barku. - Już spokojnie, zaraz coś zjemy. - pocałowałam go lekko w policzek, aby ten grymas zniknąłz jego twarzy. 
To chyba podziałało, bo delikatnie się uśmiechnął i znacznie cieplej na mnie spojrzał. 
Zeszliśmy po schodach, szybko znajdując się w restauracji na dole. 
- Idź i mi coś wybierz, ja poczekam przy stoliku. - zaproponował, na co skinęłam potwierdzająco głową. Zapamiętałam miejsce, gdzie siedzi James bo nie znam jeszcze dokładnie tego ogromnego pomieszczenia i zrobiłam parę kroków, aby wziąć dwa talerze.
Ustawiłam je na tacy i przeczytałam każdą karteczkę, mówiącą o tym co kryje się pod blaszanymi przykrywkami. Większość miała w sobie tyle obcych mi dodatków, że nawet nie wiedziałam jak poprawnie je wymówić. Pozostałą część stanowiły owoce morza, których niecierpię, dlatego postanowiłam przejść na druga stronę, omijając też stanowisko z zupą. 
Kręciło tu się znacznie więcej osób, a gdy zobaczyłam stosy frytek, wszystko stało sie jasne. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zaczęłam nakładać leżące obok nuggetsy na nasze talerze. 
Chwyciłam dwie, małe torebeczki z sosem słodko-kwaśnym i zabrałam się za porcjowanie frytek. Wychodziło mi to dość kiepsko, biorąc pod uwagę to, że teraz kilka z nich jest na podłodze, ale postanowiłam się tym nie przejmować. 
- Katie? Katie Jones? - usłyszałam ciepły, męski głos. 
- Tommy? O mój Boże, co ty tu robisz?! - pisnęłam, po czym zarzuciłam ręce na jego szyję. 
- Zapytałbym o to samo! - uśmiechnął się w otoczył mnie swoimi ramionami. 
- Ile już minęło czasu! Dlaczego nie dzwonicie do siebie z tatą? 
- Nie mamy ostatnio czasu na planowanie. Widzę, jednak, że nie jesteś sama. - spojrzał ciekawsko przez moje ramię na dwa talerze, wypełnione fast foodami. 
- Jestem z moim chłopakiem. 
James! 
- Cudownie. Może jakoś się spotkamy, poznam...
- Jamesa. - dokończyłam, jeszcze bardziej przypominając sobie, że na mnie czeka. 
- I trochę powspominamy, co? Ja właściwie jestem sam, interesy mnie do tego zmuszają. 
- Jasne. Wpadnij pod 223. 
- Nie ma sprawy, będę jakoś wieczorem. - uśmiechnął się i już chciał coś powiedzieć, ale Katie otworzyła usta i go wyprzedziła.
- Przepraszam Cię, ale ktoś na mnie czeka i boję się, że zaraz zacznie poszukiwania. - chwyciłam tace i gdy przytaknął, ruszyłam w kierunku naszego stolika. 
Mam nadzieję, że James nie będzie miał nic przeciwko naszemu gościowi. Tommy pracował kiedyś z moim tatą, spędzaliśmy często razem wakacje i traktuję go trochę jak wujka. 
- Dzisiaj jesteś strasznie powolna. - usłyszałam narzekający głos i postawiłam szybko jedzenie przed twarzą chłopaka. - I masz strasznie dobry gust. - dopowiedział, biorąc pierwszą frytkę do ust. 
- Przepraszam, spotkałam znajomego. 
- Znajomego? 
- Taa. Wpadnie do nas wieczorem, jest o wiele starszy bo to kolega mojego taty. Znam go jak własną kieszeń. - zachichotałam i umoczyłam jednego nuggetsa w sosie. 
- O ile jest starszy? 
- Prawie 20 lat.
- Okej, w takim razie nie ma sprawy. - napchał buzię kawałkami kurczaka, co było jeszcze słodsze, niż sam fakt że był zazdrosny.
- Jest całkiem miły, polubisz go. 
- Na pewno. - rzucił z sarkazmem. Jego podejście do większości rzeczy był strasznie obojętny i zaczynało mnie to denerwować. 
- Masz być dla niego uprzejmy, okej? Wie, że jesteś moim chłopakiem, prosze Cię nie zacznij olewać każdego tematu, który poruszy. 
- Dobra. Ale jeżeli zacznie się do Ciebie przystawiać, to koniec sztucznego uśmiechu. - zażartował i spojrzał w moją stronę, dając znać że wszystko będzie dobrze. 
- Idziemy gdzieś jutro? - zapytałam po dłuższej chwili, kiedy w ciszy jedliśmy niezdrowe, aczkolwiek przepyszne dania. 
- Myślałem, żeby pójść na basen...
- Nie ma mowy. - skończyłam, na co zaczął się śmiać. 
- Tylko żartowałem. - zrobił mała pauzę i spojrzał na mnie, oczami w których tańczyły małe iskierki. - Chociaż nie miał bym nic przeciwko, kiedy chodziłabyś przy mnie w bikini. 
- Zboczeniec. - parsknęłam i przewróciłam oczami. 
- Twój ulubiony zboczeniec, zapomniałaś dodać. 
- Nie myślałeś kiedyś o tym, że twoja pewność siebie może Cię trochę zgubić?
- Pewność siebie to mój znak rozpoznawczy. Póki co nigdzie nie zabłądziłem. - ponownie skrzyżował nasze spojrzenia, a ja zaczęłam się zastanawiać nad dwuznacznością tych słów. 
Dziesięć minut po tym, kiedy jak na prawdziwych amerykanów przystało wypiliśmy po szklance coli, wstaliśmy i poszliśmy prosto do naszego pokoju. 
Kiedy moje palce po wyjściu z windy, splotły się z palcami Jamesa, mogłam powiedzieć że ten dzień jest zdecydowanie jednym z najlepszych, jakie mogłam sobie wyobrazić. 
Zamknęliśmy za sobą drzwi i opadliśmy na łóżko z przejedzenia. 
- Chcesz gumę? - zapytałam, przeszukując moje kieszenie. 
- Mam swoją, dzięki. 
- Moja jest lepsza. - zaśmiałam się i pokazałam mu opakowanie ulubionych, melonowych gum Nialla. Kupiłam je ostatnio i muszę przyznać, że są przepyszne i pokochałam je prawie tak bardzo, jak mój przyjaciel. 
- Przykro mi, tylko Niall lubi to badziewie. - skomentował, wrzucając do buzi listek miętowej i wiśniowej gumy. 
- Nie tylko on, ja moge ją jesć na okrągło. 
- Co on z tobą zrobił... - na jego słowa i sztuczne westchnięcie, wycelowałam w niego małym jaśkiem. - Kochanie, to bardzo nie ładnie rzucać od tak w swojego chłopaka poduszką. - powiedział poważnie, po chwili wybuchając śmiechem i oddając mi tym samym. Uklęknęłam na materacu i wzięłam większą poduszkę, po czym mocno go uderzyłam. Nim się zorientowałam, byliśmy na tym samym łóżku i obalaliśmy się pierzem, śmiejąc się bez powodu. Opadłam, kiedy moje ręce nie miały siły podnieść już nawet plastikowego kubeczka i spojrzałam na Jamesa. 
- Księżniczka się zmęczyła? - wydął wargi i udał smutną minę, na co ponownie się uśmiechnęłam. Chłopak powoli się nade mną nachylił i zatrzymał swoją twarz centymetry od mojej. - Czyżby nokaut? - dołeczki pojawiły się w jego policzkach, a jego ręka delikatnie odgarnęła moje włosy z policzków. Postanowił mnie torturować i zaczął śledząc opuszkami palców moja szyję. Następnie przyprawił o gęsią skórkę ręce, zatrzymując się dopiero na mojej talii. Jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze i nie mogłam znieść, jakim wzrokiem spogląda na moją reakcję. Gdy zbliżył się jeszcze bardziej, muskając delikatnie moje wargi, całkowicie zapomniałam o reszcie i pocałowałam go znacznie mocniej. Wplotłam palce w jego włosy, przyciągając go jeszcze bliżej, na co tylko usłyszałam stłumiony przez pocałunki śmiech. 
Nagle po całym pomieszczeniu rozległ się dźwięk stukania do drzwi. Opuściłam ręce na materac w geście zrezygnowania i jęknęłam, nie chcąc aby ta chwila mijała. 
James spojrzał na mnie wymownie, po czym szybko poprawił swoją lekko zburzoną fryzurę i usiadł na łóżku, wiedząc że to ja wolę otworzyć. 
Zeskoczyłam z materaca i kiedy ktoś zapukał ponownie, rzuciłam krótkie "Już idę". 
Stanęłam i nacisnęłam klamkę, napotykając wzrokiem Tommiego. 
- Cześć! - rzuciłam szybko, a uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. - Chodź, zapraszam. 
Mężczyzna ubrany w szorstkie jeansy i białą, luźną koszulę wszedł, po czym stanął w połowie drogi, jakby ktoś dosłownie zamroził go wzrokiem. 
- James. - szepnął. 
Szybko przeniosłam wzrok na mojego chłopaka, który mocno zaciskał szczękę, a nienawiść biła z jego oczu tak mocno, że mógłby zabić. 
- Czy coś... czy coś się stało? - zapytałam niepewnie po dłuższej chwili ciszy, kiedy to obydwoje lustrowali się wzrokiem. 
- Czy coś się kurwa stało?! Co on tu do cholery robi? - wykrzyczał, jeszcze mocniej napinając mięśnie. 
- Nie ładnie przeklinać przy dziewczynie. - skomentował z nutką rozbawienia w głosie. 
- Chwila, to wy się znacie? 
- Aż za dobrze. - parsknął James, odwracając ode mnie głowę. 
- Może przyjdę następnym razem, albo spotkamy się jeszcze gdzieś w restauracji. 
- Nigdzie się z nią nie spotkasz, a jeżeli twoja pierdolona stopa choć raz przekroczy próg mojego pokoju, nie ręczę za siebie. - wysyczał, a ja byłam zbyt zszokowana, aby jakkolwiek zareagować. Tommy wyszedł, uprzednio mamrocząc ciche "lepiej już pójdę", a moja uwaga skupiła się na tryskającym złością Jamesem. 
Gdzie podział się mój roześmiany chłopak? Co do diaska jest pomiędzy nimi nie tak? 
Zanim zdążyłam jakkolwiek to poukładać, usłyszałam trzask zasuwanych drzwi na taras. Moje ciało zadrżało, podobnie jak wszystkie rzeczy będące na półkach i w totalnym oszołomieniu zrobiłam kilka kroków w kierunku balkonu. 
James stał oparty o barierkę, z papierosem w ręku. Wypuszczał ogromne, szare smugi i mogłam tylko domyślić się, jak bardzo teraz tego potrzebuje. 
- James? - powiedziałam najciszej jak mogłam, jakby użycie nieco większej siły w głosie, rozzłościło go jeszcze bardziej. Odsunęłam drzwi do końca i bardzo powoli się do niego zbliżyłam. - Kochanie, wszystko w porządku? - delikatnie potarłam jego ramię ręką, po czym zobaczyłam zaszklone oczy chłopaka. 
- Nic nie jest kurwa w porządku! - ryknął i mocnym ruchem pleców strącił moją dłoń. Moje lekko drżące wargi rozchyliły się w geście niedowierzania, a w głowie pojawiło się dosłownie tysiąc pytań. 


No cześć słoneczka :) Nadgoniłam trochę z rozdziałami, więc mimo że nie jest najdłużej to macie pewność, że wszystko pojawi się na czas. 
Cóż, co do rozdziału... to istotny punkt w całym wyjeździe. W swoim czasie dowiecie się, o co chodzi i mam nadzieję, że będzie to Was interesowało :) 
Tommy jest już w zakładce "bohaterowie" i możecie się z nim zapoznać, chociaż myślę że już większość go nie lubi, haha :) 
Dziękuję za wyświetlenia i komentarze, po prostu kocham każdego z Was i mam nadzieję że od teraz zaczniecie się niepokoić o Jamesa... bo jest o co.
Czekam na Wasze opinie! , #Muchlove, Caroline ;* 

polecane blogi; OPPONENTS


piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 21

* Katie * 
Te dziewczyny były okropne. Ich głosy były tak przesłodzone, uśmiech nie schodził z ich twarzy a tona makijażu, którą założyły na basen sprawiała, że wyglądały sztucznie. Chociaż wiem, że James po prostu chciał mnie zdenerwować, więcej tam nie idziemy, a na pewno nie o 12. 
Położyliśmy się obok siebie, aby wysuszyć się do końca i złączyliśmy nasze palce. 
Za każdym razem, kiedy byliśmy tak blisko siebie, czułam jak moje serce rośnie i staje się dwa razy większe. Zamknęłam oczy, rozluźniając się i zanim się zorientowałam, moje ciało nagrzało się od słońca.
- Boże, jaki upał. - westchnęłam, podpierając się na łokciach. Chłopak leżał w swoich ciemnych okularach, nie wzruszony makabryczną temperaturą. Tu jest za gorąco. 
- James, chodź do wody. - jęknęłam, dziwiąc się samej sobie, bo z reguły to inni zaciągają mnie, abym chociaż trochę popływała. 
- Niedawno byliśmy w basenie. 
- Nie czujesz jak ciepło tutaj jest? 
- Za chwilę. - zakrył twarz rękoma. Wiedziałam, zawsze muszę czekać "chwilę". 
- Nie, chodź teraz. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam, jednak on nadal spokojnie sobie leżał, wystawiając twarz do słońca. Moja siła w porównaniu do jego, była niczym. Wielkim, okrągłym zerem. - James, proszę. - przeciągnęłam jego imię i użyłam błagalnego tonu. Nie pójdę sama, boję się wchodzić bez nikogo obok mnie. 
Chłopak w końcu wstał, na co się uśmiechnęłam i zaciągnęłam go w kierunku brzegu. 
Ciężko było go ciągnąć, jednocześnie idąc po piasku ale przynajmniej ruszał nogami, więc nie było tak źle. 
- Nie odebrałem jeszcze nagrody. - mruknął, na co odwróciłam głowę w jego stronę. 
- Jakiej nagrody? 
- Za pierwsze miejsce. - zaśmiał sie i objął mnie w talii. Uniosłam lekko brew, przybliżając się do chłopaka. 
- Co proponujesz? - starałam się brzmieć pewnie, chociaż bałam się tego, co może wymyślić. 
- Hmm... to już Ty musisz wybrać. - przygryzł wargę, jeszcze bardziej zmniejszając dystans między naszymi twarzami. 
- Dobra, ale najpierw... musisz mnie złapać. - krzyknęłam i szybkim ruchem wyrwałam się z jego objęć. Zaczęłam biec ile sił w nogach w głąb wody, zapominając o tym, jak bardzo nienawidzę kiedy jest taka zimna. Przebierałam nogami, aby chlapać przy tym Jamesa, który biegł tuż za mną. 
Truchtał. 
Cicho, to szczegół. 
- Wiesz, że Cie złapię. - zaśmiał się, prawie idąc, kiedy ja zmagałam się z lodowata wodą. Sięgała mi już ona do pasa i z każdym krokiem było znacznie głębiej. 
Odwróciłam się, czując tylko moją głowę nad powierzchnią i zobaczyłam Jamesa, mającego odkrytą jeszcze połowę klatki. 
Świetnie, zapomniałam że jest wyższy o niecałą głowę. 
Podszedł jeszcze bliżej, dobrze wiedząc że nie mogę pójść dalej, a ten cwany uśmieszek zagościł na jego twarzy. 
- Mam Cie! - krzyknął. Udałam zaskoczoną, kiedy mocno mnie chwycił i obróciłam się, aby zapleść nogi na jego pasie. - Teraz poproszę moja nagrodę. 
- Nie tak szybko. 
Jego źrenice się rozszerzyły, przez co mogłam się domyślić że lubi ta całą grę. Uczucie posiadania kontroli i sprawienia, że ten zadziorny chłopak stawał się miękki doprowadzało mnie do szaleństwa. 
- Co we mnie najbardziej lubisz? - zapytałam słodko i zaśmiałam się chicho, widząc rozbawienie w jego oczach. 
- Cycki. 
- Ej! - ochlapałam go, w myślach mówiąc "typowy facet" 
- Dobra, dobra. Tylko żartowałem. - zaśmiał się i zaczął mówić od nowa. - Najbardziej w tobie lubię... oczy. Uwielbiam tez twoje pofalowane włosy. Ale nic nie przebije miny pseudo urażonej i rumieniących się policzków. 
Uśmiechnęłam się na jego słowa i skrzyżowałam kostki, aby lepiej trzymać się jego ciała. Pochyliłam się i w końcu złożyłam długo wyczekiwany przez niego pocałunek. Poruszyłam parę razy wargami, czując jak delikatnie się uśmiecha i przejechałam językiem po jego dolnej wardze, nie omijając oczywiście czarnego metalu, wbitego w miękką skórę. Jego dłonie zacisnęły się na moich udach, powodując że cicho pisnęłam. 
- Zdecydowanie częściej muszę zajmować pierwsze miejsce. - wymruczał, nie odrywając swoich warg od moich. Ciepłe powietrze spowodowało, że jeszcze raz musnęłam jego usta i odchyliłam się, spoglądając mu w oczy. 
Z jego pomocą, udało mi się znaleźć na płytszym, piaszczystym dnie i wykorzystując to, że mogę stać ochlapałam go wodą z całej siły. 
Jego twarz w końcu była mokra i nie mogłam powstrzymać śmiechu na widok jego oklapłej grzywki. Dostałam znacznie większą ilością wody, przez co zaczęłam się śmiać jeszcze głośniej. Widzieć go tak radosnego, jest absolutnie jedną z najmilszych rzeczy.

                                                            *** 

- Myślisz, że mogłabyś mnie znowu nasmarować? - zapytał, kiedy dokładnie się wytarliśmy i na moją prośbę, zaczęliśmy szukać bardziej zacienionego miejsca. 
- Zdecydowanie nie. 
- Czyli chcesz, żebym się spiekł? - udał urażonego, na co zachichotałam. 
- Nie, chociaż widok Ciebie, proszącego o wszystko co zimne bo twoja skóra jest czerwona, jest całkiem zabawny. 
- Bardzo śmieszne. - powiedział, wcześniej przewracając teatralnie oczami.
- Tylko tu jest cień, a nigdzie indziej nie można się położyć. - jęknęłam, słysząc jak wzdycha na moje narzekanie. Nie moja wina, że czułam się tu sto razy lepiej a wszystkie miejsca zostały zajęte przez ludzi, którzy wpadli na ten pomysł wcześniej. 
Patrzyłam z zazdrością na jedną z par, siedzącą w zacienionym przez plamy miejscu, wpatrującą się w błękit oceanu. Fuknęłam, rozglądając się na wszystkie strony i bezradnie odwróciłam się z nadzieją, że zobaczę za sobą Jamesa. 
Zmarszczyłam brwi, kiedy nie było go nigdzie obok mnie, dopóki nie spojrzałam na lewo. 
- Na co czekasz? - usłyszałam rozbawiony głos. Stał przy hamaku, trzymając rękę na siatce. Zaśmiałam się i podeszłam w jego kierunku. - Myślę, że jest dobry. 
Rzeczywiście, było tu całkiem miło. Mogłabym odpocząć na hamaku, w przyjemnie chłodnym miejscu ale jak zwykle mój rozsądek zadał pytanie: 
- Jest tylko jeden. Nie będziesz leżeć na trawie obok. 
- Kto powiedział, że będę tam leżeć? - jednym ruchem rzucił się na niestabilny hamak i otworzył ramiona w zapraszającym geście. 
- Zerwie się jak będziemy na nim w dwójkę. 
- Przestań, nie jesteś aż taka gruba. 
Odebrałam to jako żart, przez ton jego głosu i podeszłam bliżej. 
- Ja nie, ale ty tak. 
- Ale mi dowaliłaś, kochanie. - zachichotał i przyłożył rękę do klatki, chcąc jeszcze bardziej podkreślić swój sarkazm. - No chodź. 
- Ugh, dobra. Ale jak spadniemy, to codziennie zanosisz  mnie na plażę na rękach. - pokiwał głową, a ja zrobiłam kolejny krok, wyciągając dłoń w jego kierunku. Pomógł mi wdrapać się na niego i otulił moją sylwetkę swoimi ramionami. 
Mimo, że na początku nieźle się bujaliśmy na prawo i lewo, a ja co chwile piszczałam na myśl o wywrotce, po pewnym czasie mogliśmy się spokojnie ułożyć i cieszyć się tą chwilą. Bujające się delikatnie od ciepłego wiatru palmy chłodziły nas jeszcze bardziej, a to, jak było tam cicho powodowało kompletne rozluźnienie. 
Ten moment zaliczał się do takich, kiedy nie myślisz o niczym, patrzysz w niebo i dziękujesz za to, że dostałeś coś takiego od losu. Wszystko jest idealne i czujesz, że mogłoby zostać tak na zawsze. 
- I pomyśleć, że nie chciałaś lecieć. - powiedział luźno, gładząc moje dłonie swoimi kciukami. Przypomniałam sobie momenty od których zależało, czy czułabym się teraz tak dobrze jak teraz. Bo właściwie, czego chcieć więcej? 

* James * 
Oparłem brodę o czubek jej głowy, przymrużając oczy. Czułem, jak wszystko dobrze się układa i w końcu mogę spokojnie odpocząć. 
- Jest cudownie. - wymruczała zrelaksowanym i delikatnym głosem.
- Kocham Cię, wiesz? - uśmiechnąłem się, dziwiąc się jak bardzo chciałem jej to powiedzieć. 
- Ja Ciebie też. 
Na te słowa moje serce zaczęło bić mocniej, a uśmiech sam wkradł się na usta. 


I kolejny rozdział za nami. Wiem, nie jest najdłuższy ale myślę, że wybaczycie mi to za ta końcówkę :) 
Jatie - tak chyba możemy nazwać naszą uroczą parkę xd Hah, tacy idealni <3 
Hahah, no ale do rzeczy; chciałam Wam przekazać, że relaks i ich perfekcyjne stosunki nie będą takie przez cały czas... 
Żeby nie było, że jestem taka wredna to zdradzę Wam, że pojawi się ktoś jeszcze, a James dokładnie przypomni sobie swoje najgorsze lata... 

Piękna pogoda, prawda? xd Pozderki kochani i liczę na komentarze bo w końcu takie newsy nie występują w każdym zakończeniu xd #Muchlove, Caroline ;* 

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 20

Gdybym nadal piła colę, nastąpiła by tu klatka z mną, wypluwającą ją przed siebie. 
CO?! 
- Ale.. jak to? Co? - zaczęłam, patrząc na niego wielkimi oczami. Nie, to nie dzieje się naprawdę. 
- Nie utrudniaj tego jeszcze bardziej, proszę. 
Pierwszy raz w jego głosie czułam czyste błaganie. Szybko potrząsnęłam głową i spojrzałam na niego. 
- Nie wiem co powiedzieć... 
- Po prostu zacznijmy od nowa. - westchnął, a jego niebieskie oczy napotkały moje. 
- Do-dobrze. 
Na naszych twarzach zagościł uśmiech, a moja ręka delikatnie ścisnęła palce chłopaka. 
- Idziemy na górę? - uśmiechnęłam się, chcąc rozluźnić atmosferę. 
- Jasne. 
Wstaliśmy, zasunęliśmy krzesła i obróciliśmy się w kierunku windy. Widziałam, że był speszony i czuł się równie dziwnie, dlatego złapałam jego rękę i podnosząc kąciki ust, pociągnęłam go do środka. 
- Jeżeli chcesz, żebym była Twoją dziewczyną, musisz trzymać mnie za rękę. - zaśmiałam się cicho, wiedząc że to go rozluźni i nacisnęłam przycisk z cyfrą "2". 
Wyszliśmy, kierując się do pokoju. To było dziwne uczucie, trzymać go za rękę, mieć jego place między swoimi. W jego oczach nie było już niepokoju, zastąpiły go radosne iskry, co chwilę spoglądające na mnie. 
Otworzyliśmy wspólnie drzwi i weszliśmy do środka. Nie wiedziałam co jeszcze mogłam zrobić, abyśmy w końcu poczuli się komfortowo. 

* James * 
Powiedziałem to. W końcu to powiedziałem. 
- Idę się myć. - powiedziała Katie, kiedy już weszliśmy do pokoju. 
Skinąłem, posyłając jej ciepły uśmiech i usiadłem na łóżku, wyjmując kabel do przegrywania zdjęć z szafki nocnej. Złączyłem nim mojego Iphona i aparat, po czym zacząłem zgrywać zdjęcia. 
Na blokadzie mojego telefonu nadal miałem moje ulubione zdjęcie Katie, chociaż myślę że te będą jeszcze lepsze. 
Kliknąłem odpowiednie przyciski w takiej kolejności, aby każda fotografia znalazła się w mojej galerii i zacząłem dokładnie przyglądać się każdej z osobna. 
Była cholernie piękna. 
Nie chciałem zmieniać mojego wygaszacza, ale dodałem jedno na Instagrama. 
Znowu.
To było zabawne, bo przez to że była jedyną osoba, która obserwuję i obydwoje ostatnio dodawaliśmy powiązane ze sobą zdjęcia, ludzie zaczęli mnie pytać, czy jest moja dziewczyną. 
W opisie wstawiłem tylko czerwone serce, a następnie zablokowałem telefon. 
Położyłem się, włączając telewizor i zaczekałem na Katie. 
Pojawiła się szybciej niż myślałem, owinięta ręcznikiem, z tradycyjnie spiętymi włosami. 
- Łazienka jest już wolna. - usiadła na moim miejscu, kiedy już wstałem i sięgnęła po balsam do ciała. 
- Możesz wziąć jeszcze jedną kąpiel. - mrugnąłem, co spotkało się z jej śmiechem i przeczącym kiwaniem głową. Wzruszyłem ramionami i biorąc piżamę do ręki, wszedłem do środka, zamykając drzwi. 

                                                         *** 

Oglądaliśmy wspólnie jakiś film, podjadając przy tym orzeszki ziemne. Jej głowa wtulona była w moje ramię, a jej nogi okryte były ciepłym kocem. 
Moja uwaga była jednak skupiona na jej małych dłoniach, otaczających mój biceps. 
- Jestem śpiąca. - jęknęła, spoglądając na mnie zmęczonymi oczami. 
Wyłączyłem telewizor i odsunąłem ją na chwilę, aby ściągnąć koszulkę. Położyłem się, poprawiając poduszki na moim materacu i pokazałem ręką, aby powróciła do swojej poprzedniej pozycji. Wgapiłem swój wzrok w sufit i otuliłem jej drobną sylwetkę ramieniem. 
- James? 
- Hm? 
- Ładne dodałeś zdjęcie. - powiedziała, rozbawionym głosem. 
- Wiem, nie przypominaj mi jakim to jestem wspaniałym fotografem kochanie. 
- Zrobimy jeszcze jakieś sesje? - zapytała, kreśląc palcem nieznane mi wzory na mojej klatce. 
- Nie wiem, mam jeszcze dużo innych chętnych modelek. 
- Ej! - jej dłoń przestała delikatnie rysować i lekko uderzyła mnie w bok. 
- Ty jesteś poza kolejką, więc myślę że jeszcze nie raz zapozujesz do mojego obiektywu. - zaśmialiśmy się jednocześnie. Nastąpiła chwila ciszy, którą ponownie złamała Katie, swoim pytaniem. 
- Z iloma dziewczynami spałeś? 
Nigdy nie chciałem, żeby o to zapytała. Gdybym miał na to dokładnie odpowiedzieć, musielibyśmy rozłożyć to pytanie na takie kategorie jak: 
"Po alkoholu", "Po narkotykach", "Dla zabawy", "Z nudów", "Przez przypadek". 
Wplątując palce w jej włosy, przełknąłem ślinę. 
- Nie wiem. 
- Naprawdę? 
- Yhym. - mruknąłem i modliłem się, aby na tym poprzestało. 
A że nigdy nie miałem dobrych układów z Bogiem, po paru sekundach dziewczyna znowu otworzyła usta. 
- A robiłeś to z kimś, kogo znam? 
Przytakuję, nie chcąc wymawiać tego krótkiego, lecz w tym momencie pełnego wstydu "tak". 
- Oh. - słyszę jedynie to, co dobija mnie ostatecznie. Zacieśniam uścisk wokół jej ramion i spoglądam, chcąc nawiązać z nią kontakt wzrokowy. 
- Katie, spójrz na mnie. - posłuchała i mogłem dostrzec jej zaszklone, brązowe tęczówki. - To się nie liczy, tak? To moja ciemna przeszłość, błagam nie wracajmy do tego. 
- Okej. - mówi nieco smutnym i cichym głosem, po czym mamrocze "dobranoc". 
- Dobranoc. - całuję ją w czoło i ponownie skupiam swój wzrok na gładkim, białym suficie. 

                                                           *** 

Budzę się, nie czując ciepłych palców, otaczających moją rękę. Przejeżdżam dłonią po prześcieradle, marszcząc brwi, kiedy napotykam jedynie materiał hotelowej poduszki. 
Rozglądam się po pokoju, próbując przyzwyczaić się do jasnego światła, spowodowanego wczesnymi promieniami słonecznymi i wychylam się, aby zobaczyć że taras jest równie pusty jak pokój. 
- Katie? 
Patrzę na lewo i rozluźniam się, kiedy światło w łazience jest zapalone a dźwięki odkładanych rzeczy docierają do moich uszu. 
Zakrywam głowę pościelą i wtulam policzek w mniejszą, białą poduszkę. 
- Wstawaj, idziemy na plażę. 
- Która godzina? - kątem oka widzę ubraną i uczesaną Katie, a zapach olejku do opalania mówi mi, że zdążyła się już nawet nasmarować filtrem. 
- 9, zejdziemy jeszcze na śniadanie. 
- Daj mi chwilę. 
- Nie, ani sekundy dłużej. - podchodzi i bierze skrawek pościeli, zabierając mi źródło mojego ciepła. 
W tamtym momencie także najlepszego przyjaciela, tarczę przed morderczym słońcem i nieocenione wsparcie. 
- Proszę, 5 minut. 
- Bóg jedyny wie, co da Ci te parę minut. - przewróciła oczami i skrzyżowała ręce. 
- Trochę więcej czasu, aby widzieć jak jesteś rozzłoszczona? 
Zaśmiała się cicho, po czym zaczęła pakować moje rzeczy do granatowej torby plażowej. Wystawiłem jedną nogę poza materac, oderwałem głowę od poduszki i po wielu powolnych ruchach, obydwie stopy dotknęły podłogi.
- Brawo, nagroda ląduje do Ciebie za wstanie w przeciągu 4, a nie pięciu minut. - rzuciła z sarkazmem, męcząc się z zamkiem. 
- Chętnie bym ją odebrał. - wstałem i podeszłam do niej, po czym pomogłem jej zapiąć torbę do końca. Pocałowałem ja w policzek, na co delikatnie się uśmiechnęła i poszedłem do łazienki aby się przygotować. 
- Czemu jesteś taki ospały? - Katie wzięła kolejny mały kawałek wcześniej pokrojonego arbuza, kiedy już siedzieliśmy przy stoliku i jedliśmy śniadanie. 
- Nie mogłem spać. 
- Bo... 
- Nie ważne. Prześpię się na plaży. - nałożyłem masło na moja grzankę i zacząłem jeść, aby nie zadawała kolejnych pytań. - Idę po herbatę, chcesz? 
- Jest za gorąco. - odpowiedziała, na co się zaśmiałem. 
- Mrożoną herbatę. 
- Brzoskwiniową poproszę. - skinąłem głową i poszedłem w kierunku automatów z napojami. 
Chwyciłem po drodze rogalika z malinami i cudem mieszcząc go wraz z dwoma kubkami w moich rękach, wróciłem do naszego stolika. 
- O mój Boże, uwielbiam Cie!
- Wiem, nie musisz mi tego powtarzać. - teatralnie przyłożyłem rękę do klatki i pochyliłem głowę. Zaśmiała się na mój gest i dobrała się do croissanta. 
15 minut potem szliśmy już w kierunku plaży. Niosłem dwie torby, kiedy Katie skakała dookoła i czytała nowo wywieszone plakaty o koncertach i atrakcjach przewidzianych na ten tydzień. Piszczała na połowę zdań, przez co czułem się jakbym był z pięciolatką, ubraną w różową koszulkę. 
- Hej, spokojnie. 
- Tutaj jest nawet fittnes, jak mam być spokojna! - obróciła się wokół własnej osi i pchnęła drzwi, prowadzące na plażę. 
Pokiwałem głową w rozbawieniu i przechodząc przez drewniana dróżkę, rozłożyłem nasze ręczniki na pisaku. 
- O 12 zaczynają się konkurencje w basenie, pamiętaj. 
- Kotku, wyluzuj. - złapałem ją za nadgarstki, utrzymując ją w miejscu. 
Uśmiechnęła się, zdając sobie sprawę z tego, jak się zachowuje i skinęła głową. 
Złączyliśmy nasze ręczniki, aby mieć więcej miejsca i położyliśmy się, relaksując ciało w promieniach słonecznych.
- Smarowałeś się kremem, prawda? - spojrzała zza swoich okularów przeciwsłonecznych. 
- Uznajmy, że tak. 
- Jameees, weź jakiś olejek. - przeciągnęła moje imię, po czym dała mi torbę. 
- Pomożesz mi? - uśmiechnąłem się i ku mojemu zdziwieniu, dziewczyna usiadła i wyciągnęła dłoń po krem. Zaczęła smarować mi ramiona, następnie brzuch i twarz. Nakładałem jej dużo olejku, mimo że nie lubię być pokryty taką warstwą filtru. 
- Zrobione. - poklepała moje plecy i wytarła tłuste dłonie w nogi. 
- Łatwo poszło. 
- Sam byś się nie posmarował tak dokładnie, leniu. - poprawiła włosy i położyła się ponownie. 
- Jak ty mnie dobrze znasz. - zaśmiałem się, po czym chwyciłem ją w talii na co pisnęła. 
Przeturlałem ją tak, aby leżała teraz na mnie. Uśmiechnęła się, kiedy odgarnąłem jej włosy i położyła głowę na moim torsie tak, że mogę wpatrywać się w jej ciemne oczy, zamiast w ocean. Przesunęła się jeszcze bliżej i złączyła nasze wargi w krótkim, zabawnym pocałunku. 
- Jaka dzisiaj jesteś odważna, kochanie. - zaśmiałem się i odwzajemniłem czynność, przedłużając ją nieco. - Mhmmm. - mruknąłem, kiedy odsunęła się i przebiegła palcami po moich włosach. 
Po chwili sturlała się ze mnie, przyjmując swoją ulubioną pozycję - wtulanie się w mój bok. Patrzyliśmy na tworzące się fale i wygrzewaliśmy się w słońcu, zapominając o reszcie świata. 
Zacząłem zastanawiac się nad całą tą sytuacją, nad tym czym teraz jesteśmy. 
Przyznałem się do tego, że ją kocham. Weźcie mnie za idiotę ale to dużo jak na mnie. 
Ostatni raz mówiłem "kocham Cię" do mojej mamy w święta, kiedy miałem dokładnie 14 lat. Od tamtego czasu zaczęło się psuć. 
Nie wiem, czy powiedzieć o tym Katie, wątpię aby chciała wiedzieć co działo się od tamtego czasu a kolejną przeszkodą było to, że wiedziałem to tylko ja. 
W mojej głowie są szczegóły najgorszych lat mojego życia. 
- Chodź, musimy iść na basen. Zaczyna się konkurs. - powiedziała wesoło, powodując mój powrót na ziemię i wstała, wyciągając ręce w moją stronę. 
Złapałem jej małych dłoni i zamiast się na nich podciągnąć, przyciągnąłem ja do siebie. 
Jej pisk przeplatany był śmiechem, tworząc jeden z najcudowniejszych dźwięków świata. 
- Mamy jeszcze chwilę. - powiedziałem przeciągle, zjeżdżając palcami po jej plecach. 
- Jeżeli to wygramy, jakoś Cie nagrodzę. 
Na mojej twarzy zagościł uśmiech i natychmiast wstałem, ruszając z Katie do miejsca, gdzie miał czekać ktoś z hotelu, organizujący całe to gówno. 
- Witamy wszystkich, mamy nadzieję że miło spędzacie czas. - powiedziała wysoka blondynka, ubrana w bluzkę na ramiączkach. 
- Pora na pierwsze zadanie. Każdy dobiera się w pary i ustawia przy brzegu. - dokończyła jej koleżanka - nieco niższa brunetka. 
Zaśmiałem się w duchu, czując jak uścisk Katie zacieśnia się na moich palcach, kiedy przechodzimy koło nich i stajemy na krawędzi. 
Wiedziałem, że jest zazdrosna i totalnie mnie to bawiło. Nie był bym sobą, gdybym się z nią trochę nie podroczył. 
- I co teraz? - uśmiechnąłem się do obydwu, co odwzajemniły. 
- Okej, więc teraz jedna osoba rzuca łyżkę, kiedy druga nie patrzy. Ta, która nie widziała musi wskoczyć do basenu i wyłowić sztuciec. -  Ciemnowłosa rozdała w między czasie każdemu po łyżce. 
- Ty wyławiasz. - powiedziała Katie, stając tak, aby odseparować mnie od uśmiechających się dziewczyn. 
- Oczywiście, zazdrośniku. - powiedziałem do ucha, lecz nie mogła nic więcej powiedzieć, ponieważ rozległ się dźwięk gwizdka i jej ręka automatycznie rzuciła kawałek srebra do wody. 
Kolejny sygnał był przeznaczony dla mnie i skacząc jak najdalej, zacząłem rozglądać się na łyżeczką. 
Dostrzegłem coś migotającego i zanurkowałem. Dopłynąłem do brzegu jako pierwszy i podając sztuciec Katie, zostaliśmy okrzyknięci zwycięzcami. 
Otrzepałem włosy z wody i stanąłem obok dziewczyny, obejmując ją w talii. 
- Jak mają panie na imię? - zwróciłem się w stronę animatorek. 
- Jestem Lilly, a to jest Emma. - usłyszałem po raz kolejny piskliwy głosik blondynki. 
- Śliczne imiona, zawsze prowadzą Panie te konkursy? 
- Jesteśmy od tych na basenie. Mamy jeszcze całkiem spora ekipę do innych atrakcji. 
- Fascynujące. - szepnęła do siebie Katie, jednak to usłyszałem i dźgnąłem ją w bok. 
Rozmowa się zakończyła, bo przyszedł czas na zapisanie kolejności uczestników. 
- Śliczne imiona. - powiedziała wysokim głosem Katie, robiąc do tego obrzydzoną minę. 
- Twoje i tak jest ładniejsze. 
- Taa, dla Ciebie każde jest cudowne. 
- Ale twoje zawsze o jedno "cudowne" bardziej. - wyszczerzyłem się, na co dostałem pocałunek w policzek. 
Po kolejnych dwóch konkurencjach, w których to ja zawsze wskakiwałem do wody, odwalając całą robotę, dostaliśmy coś na wzór dyplomu. 
Pożegnaliśmy się z resztą osób i poszliśmy w stronę naszych ręczników. Objąłem Katie ramieniem i przycisnąłem do siebie. 
- Nie wiedziałem, że jesteś o mnie taka zazdrosna. 
- Bo nie jestem. - docięła. 
- Nie bój się, lubię to w jaki sposób mnie pilnujesz. - zaśmiałem się, drażniąc ją jeszcze bardziej. 
- Po prostu ta cała Lilly się tak wypinała, Boże.. - przewróciła oczami. 
- Czyli się przyznajesz. 
- Nie, po prostu nie chciałam na nią patrzeć. 
- Czyli jutro idę sam na kolejne atrakcje na basenie? - zapytałem z rozbawieniem w głosie. 
- Jutro idziemy na coś innego. 
- Jak tylko sobie zażyczysz. - pocałowałem ja w czoło, chcąc aby wiedziała że to były zwykłe żarty. 
Nie chciałem nikogo poza nią. 


Okej, więc oto Wasz dłuższy/długi rozdział :) Starałam się jak mogłam, mam nadzieję że pojawią się komentarze i będę mogła pisać z podwójną chęcią :)) 
Z powodu, że ostatnio było masakrycznie krótko i poza "kocham Cię" nie działo się nic specjalnego, przygotowałam dla Was te pytania i odpowiedzi :D Niektóre są po porstu ze strony, na której adminuje i zadawane były aby czytelnicy lepiej mnie poznali. ;) 

Pytanie: Ulubiony chłopak z 1D? 
Odpowiedź: Niall i Harry :) 

P: Dobór postaci jest przypadkowy? 
O: Zdecydowanie nie. Główną postac gra moja idolka, James to Luke z 5SOS, którego uwielbiam, a Ashley Tisdale, którą kocham jest tutaj moją imienniczką (w wersji angielskiej ofk) 

P: Czyli lubisz 5SOS? 
O: Uwielbiam. Mój ulubiony zespół :) 

P: Co nakłoniło Cię do pisania bloga? 
O: Wolny czas, wieczna chęć do wymyślania opowiadań i moja przyjaciółka - Oliwia. *pozdro, oddam Ci ta kokardkę* xd

P: Lubisz fanfictions? Jeżeli tak, to jakie? 
O: Lubię? Uwielbiam! Obecnie czytam Aftera, TOTGE, Danger's Back (2-ga część Danger) Opponets i Knockout (2-ga część Dark). Moim ulubionym jest zdecydowanie Danger's Back. 

P: Do kiedy będziesz pisać NYHN (need you here now)? 
O: Sama nie wiem. Podzielę to na części, na pewno napiszę 2 (łącznie z tą) ale pewnie w roku szkolnym będę dodawać rozdziały rzadziej. 

TO TYLE Z PYTAŃ, DZIĘKUJĘ ZA PRZECZYTANIE. ŚCISKAM WAS MOCNO, #MUCHLOVE, CAROLINE 

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 19

* Teksty pisane kursywą to wspomnienia, myślę, że każdy rozumie o co chodzi* 

Nie wiedziałam co może kryć się pod tymi słowami, dopóki bolące miejsce nie zaczęło pulsować. Dotknęłam czerwonej plamy i zorientowałam się, że była to malinka. Potwornie boląca malinka. 
NIe wiedziałam co mam zrobić, kiedy chłopak od tak zaczął robić mi zdjęcia. To było... dziwne. Z regóły tak właśnie było, robiliśmy z Jamesem cos znaczącego, po czym przechodziliśmy do przyjacielskich żartów czy koleżeńskich zachowań. Wiedziałam, że nie przywiązuje się do jednej osoby i nie wie do końca jakie prawa obowiązują w związku, ale mógłby mi chociaż powiedzieć, co to miało oznaczać. 
Poza tym, że mnie naznaczył, tyle to sama wiedziałam i co gorsza czułam. 
Położyłam się na piachu, lecz nie miałam już ochoty na zdjęcia. 

* James * 
Upewniłem się, że zostawiłem widoczny ślad na jej szyi i nie wiedząc co mogę zrobic dalej, chwyciłem aparat kontynuując zdjęcia. W jej oczach było coś, co mówiło mi jak bardzo jest teraz zakłopotana. 
Kurwa, gdybym tylko wiedział co mogę zrobić aby to stało sie jasne. W mojej głowie od dawna pałętało się pytanie "Po co ją tu zabierałeś, skoro twierdzisz że nie jest dla Ciebie nikim istotnym".
Była istotna, zależało mi na niej ale nigdy nie wiedziałem czy powinienem brnąć w to dalej. 
- Um... idziemy? - zapytała, delikatnie dotykając czerwonego znamienia mojego autorstwa. Skinąłem głową i pomogłem jej wstać. Otrzepaliśmy się z piachu zanim weszliśmy do hotelu i skierowaliśmy się w stronę windy. 
W powietrzu czuć było czystą niezręczność. 
- Pójdę jeszcze do baru, chcę się czegoś napić. - powiedziała, na co popatrzyłem się na nią pytająco. - Po sok, nic z tych rzeczy o kórych myślisz. - uprzedziła, po czym poszła w stronę stolików. Przez sekundę chciałem pójść za nią, ale oczywiście coś wewnątrz mi na to nie pozwoliło i ostatecznie skończyłem jadąc windą na nasze piętro. 
Nie wiedziałem co się ze mną dzieje, odkąd nie mogę ustalić co dokładnie do niej czuję. Raz w życiu miałem taki dylemat. Chodziło o to, czy wziąć narkotyki kolejny raz po tym, kiedy razem z kolegami zdobyliśmy jedną działkę od jakiegoś faceta, sprzedającego prochy przed szkołą. 
Umówmy się, że to oddzielna historia i wspominam ją bardzo źle. 
W każdym bądź razie, wróćmy do tego, co dzieje się teraz. 
Westchnąłem głęboko, opuszczając głowę i zanim zdążyłem się pożądnie zamyślić, winda się zatrzymała i mogłem wysiąść. Poszedłem do naszego pokoju, otwierając jego drzwi i pchając je do środka ciężko opadłem na moje łóżko. 
Przejechałem dłońmi po gładkiej narzucie i wziąłem głęboki oddech. 
Wspomnienia wracały do mnie jedno po drugim i każde starałem sie odrzucić tak, aby zapomnieć o tym, co się dzieje. 
Pierwsze przypomniało mi dokładnie, sytuację kiedy weszła do naszego pokoju. 

- Patrz, kto tu przyszedł James... - Justin szturchnął mnie lekko, kiedy średniego wzrostu brunetka stanęła w drzwiach. Dokładnie zmierzyłem ją wzrokiem, badając każdy jej szczegół. 
- Średnia. 
- Średnia? Błagam Cie, zajebiście gorąca. 
- Przekonamy się. - rzuciłem, po czym wstałem i przywitałem ją pocałunkiem w policzek. 

Uśmiechnąłem się na to, jak dokładnie pamiętam każdy szczegół. W myślach widziałem nawet jej zdziwioną twarz; jako jedyny ją pocałowałem, a wiedziałem że dla niej pocałunki w policzek mają nawet znaczenie. 

Nachyliłem się nad nią, kiedy siedziała na kanapie. Dotknąłem jej ciepłych warg, po czym poszedłem po drinki, zgodnie z prośbą Nicole. 

To równiez pamiętałem. Nasz pierwszy pocałunek, podczas imprezy. To był ten sam dzień, w którym przyjechała i starała mi sie wmówić, że lubi alkohol. 

- Właśnie o to chodzi, nie chcesz abym szedł. - moja pewność siebie znowu o sobie przypomniała.
- Nie chcę, ale chce żebyś odpuścił. Dobrze się z nim bawiłam.
- Lepiej niż ze mną?  
- Sama nie wiem. Jest uroczy.

Każdy kolejny moment tylko mnie dobijał. Przytłaczało mnie to, ile już mam wspomnień z nią związanych, znając ją ile... może 2 tygodnie? 

- Dobra, nie mogę patrzeć jak całujesz Nialla. - westchnąłem i pochyliłem głowę, jakby to było przyznanie się do kradzieży. 
- Bo... 
- Bo uwielbiam, kiedy robisz to ze mną. - spoglądnąłem na nią i mogłem dostrzec jak zaskoczona była. 

Pamiętam, wtedy po raz pierwszy przyznałem się do tego, jaki jestem zazdrosny. Sam nie wiedziałem czemu, po prostu nie chciałem tego widzieć. Nawet na samą myśl jego języka w jej ustach robiło mi sie niedobrze. 

- To... Możemy witać nową parę? -uśmiechnęła sie Jessica po tym, kiedy wyszliśmy z kina.  
- Jessica, nie żartuj. - parsknąłem, żałując tego, kiedy Katie się na mnie obraziła. 

To była najgłupsza rzecz, którą mogłem wtedy zrobić. Przecież właśnie od tego momentu mogłoby sie nam ułożyć. Czułem, że idąc do niej, siedzącej samej w fotelu, robię to bo chcę być obok niej. 

Widziałem, że kiedy pochyliła się nad książkami do geografii, ziewnęła. Jej oczy ledwo co były otwarte.
- Zostaniesz? - wydusiłem z siebie pytanie, które chodziło mi po głowie od dłuższej chwili. 

Kiedy potem spała koło mnie, nie mogłem oderwać od niej oczu. Przerażało mnie to, dopóki nie zrelaksowałem sie i nie zasnąłem tuż obok jej ciała. 

- Tu jest za głęboko... - zaczęła narzekać. 
- Nie jest. Spójrz, stoję. 
- Ty tak. - wywróciła oczami a ja zacząłem się śmiać. - To nie jest śmieszne, do cholery. 
- Aww, księżniczka się denerwuje? 
- Proszę, pójdźmy do brzegu. - jęczała, mając smutną twarz kiedy ja podszedłem na najgłębszą wodę. 

Wziąłem kolejny wdech. Nasze obrazki przelatywały przez moją głowę. Tego było za dużo, każdy dotyk, każdy dialog... 
Wstałem, wiedząc że to wszystko prowadzi do jednej odpowiedzi. 
Kochałem ją, cholernie nie chciałem przyznac że przez cały czas najzwyczajniej w świecie ją kochałem. 

* Katie * 
Oczywiście, wolał pójść do pokoju. Po co spędzić czas z dziewczyną, która zabrało sie na wakacje, skoro można siedzieć w swoich czterech ścianach. 
Byłam zła, zła o to jak ze mną postępuje. To jest chore, nie wiedzieć po co dana osoba coś robi. Bo tak właściwie, po cholere mi robił tę malinkę? 
- Dzień dobry. Um... poproszę sok. Albo fantę. Chociaż nie, cola będzie najlepsza. - powiedziałam barmanowi, śmiejąc się na końcu z mojego niezdecydowania. Chłopak za ladą to odwzajemnił i chwycił kubeczek, podstawiając go pod automat z gazowanymi napojami. Poprawiłam włosy, aby nie było widać znamienia na mojej szyi. 
- Dziękuję. 
- Proszę bardzo. Nadal nie chętna na drinka? - uśmiechnął się i wtedy przypmniałam sobie, że to ten sam mężczyzna, który proponował mi to ostatnio.
- Jest Pan bardzo miły, ale naprawdę nie mam ochoty na alkohol. 
- "Pan"? Jaki Pan? Nazywam się Michael. - podał mi rękę, ukazując swoje śliczne dołeczki. 
- Katie. 
- Do kiedy tu jesteś? - zapytał, przecierając w między czasie szklanki. 
- To mój drugi dzień. Jeszcze całe 5. 
- Jestes sama? - jakbym wiedziała, że to powie. Uśmiechnęłam się, biorąc łyka coli i pokiwałam przecząco głową. - Jestem z kolegą. 
- Kolegą? 
- Można tak powiedzieć. - odpowiedziałam i sprawdziłam godzinę na telefonie. Miałam parę powiadomień z twittera, ale zostawię je na potem, kiedy będę leżeć obrażona na Jamesa w swoim łóżku. 
Gdy moja rozmowa z nowo poznanym chłopakiem dobiegła końca, przez kolejnych klientów, poczułam parę rąk na mojej talii. 
- Katie, porozmawiajmy. - James wyszeptał do mojego ucha. Zignorowałam go, mieszając gazowane picie słomką. - Proszę, to ważne. 
- Szyja mnie aktualnie boli, bo mój przyjaciel zrobił mi malinkę. Musze troche odpocząć, przełużmy to na później. - podkreśliłam słowo "przyjaciel" i dopilnowałam, żeby w moim głosie było wyczuwalne 100% sarkazmu. 
- Chcę Ci zająć 3 minuty. - mówił cicho, jakby to miało pomóc. Westchnęłam, wiedząc że nie odpuści i wskazałam stolik naprzeciwko. 
Usiadłam, poprawiając po raz kolejny moje kosmyki i spojrzałam na niego, aby zaczął. 
- Chodzi o to, że przemyślałem dużo spraw... - zaczął, na co się zaciekawiłam. James, który coś przemyśla to nie jest codzinny widok. 
Dlatego możecie zaznaczyć ten fragment długopisem. Najlepiej wydrukować. No i kupić ramkę. Złotą ramkę. 
- Zastanawiałem się nad naszym wyjazdem, tym co się ostatnio działo i... - westchnął, pokazując jak ciężko idzie mu mówienie. Nie wiedziałam co ma mi do powiedzenia, jednak chciałam to przyspieszyć, więc złapałam jego rękę, spoglądając przenikliwie. 
- To, ile nas łączy i te wszystkie wspomnienia... Długo nie mogłem poukładac tego w swojej głowie, ale naprawdę mi na tobie zależy. 
- Mi też na tobie zależy, przyjacielu. - zaśmiałam się, odetchając z ulgą. Myślałam już, że coś się stało, musimy wyjeżdżać wczesniej czy coś z tych rzeczy. 
- Nie, nie przyjacielu. Kocham Cię, Katie. 

Witam ;x Pierwsze pytania; Czemu tak krótko? Czemu tak późno? 
Juz odpowiadam; mój komputer się dzisiaj zbuntował, wyłączając się co chwilę właściwie wtedy, kiedy mu się to podobało. Pisałam po małych fragmentach, czekając jakieś 15 minut za każdym razem kiedy sie uruchamiał. Skończyłam, aby dopiąć koniec i naprawdę nie mam siły kontynuować tego w tym upale i w dodatku z takim sprzętem. 
Jest mi przykro, że po fali takich miłych komentarzy muszę Wam się odpłacić krótkim rozdziałem, ale obiecuję że 20 będzie dłuższy i pełen emocji :D 
DZIĘKUJĘ ZA WASZE KOMENTARZE, TO CUDOWNE MIEĆ TAKĄ MOTYWACJĘ :) 
Jeszcze raz przepraszam, #MuchLove, Caroline.