piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 11

- I stwierdziłeś, że najlepiej będzie mnie wyśmiać przy Jessice? - zadrwiłam, lekko się śmiejąc. 
- Myślisz, że ile razy mówiłem komuś, że mam dziewczynę? - zrobił małą przerwę i odpowiedział - Nigdy. 
- Pora zacząć jeżeli naprawdę jestem dla ciebie ważna. 
- Czemu chcesz to usłyszeć? Czemu nie cieszysz się z gestów? Z tego co czujemy? - przybliża się, będąc lekko zdenerwowanym. 
- Wiem czym są dla Ciebie te "gesty" - wskazałam w powietrzu cudzysłów. - Nic i nikogo nie traktujesz poważnie. Oszukałeś mnie co do Nialla, wyszłam na idiotkę! - wysyczałam przez zęby tracąc kontrolę. Już myślałam, że zacznie się usprawiedliwiać, robić cokolwiek abym mu wybaczyła, ale jak zwykle niczego nie rozumie. 
- Wiem, nie chciałem tego robić ale przylepiłaś się do tego gówna tak... - oblizał szybko usta i obserwując jak często to robi, dochodze do wniosku że nie jest tego świadomy i powoduje to jego stres. 
- Nie nazywaj go tak. - ostrzegam groźnie. 
- Jezu, możesz dać mi to wytłumaczyć tak jak ja chcę? - przewrócił oczami, podkreślając agresywnie słowo "ja".
Przytaknęłam, krzyżując ręce na piersi i spojrzałam ciekawsko, kiedy otworzył usta, chcąc coś powiedzieć. 

* James * 
Uciszyła się, tylko że ja nie wiem co mam powiedzieć. 
Zawsze byłeś taki mądry i bystry, James. 
Patrzę na nią nieobecnym wzrokiem, szukając słów, zdań, nawet sylab.
Mam jej powiedzieć wszystko co przyjdzie mi do głowy? Nie, jeszcze powiem coś źle, wyzywając Nialla albo ją. Widzę, że z politowanym wzrokiem odwraca się i robi pierwszy krok. Nie, teraz nie może odejść. 
Łapię ją mocno za nadgarstek i biorąc oddech, zaczynam: 
- Nie lubię, kiedy Niall jest koło Ciebie. Nie lubię, kiedy Cię dotyka, mówi czy całuje. Nigdy, uwierz nigdy nie miałem z tym problemu. Nie wiem o co właściwie chodzi, ale dobrze się przy tobie czuję. Wtedy... - zająkłem się na chwilę, nie wiedząc czy o tym mówić czy nie. - Wtedy, kiedy przyszedłem do ciebie w nocy, chciałem być z tobą. Nie mogłem zasnąć, myśląc co teraz robisz. Nie wiem do cholery czemu, ale potrzebuję cie blisko mnie. Jako przyjaciółke, dziewczynę, kochankę, jak Ty to tam sobie nazywasz. 
Zapadła niezręczna cisza, a ja mogłem się tylko domyślać że o to jej chodziło przez iskierki, wytworzone w jej oczach. Katie podeszła i po prostu mnie przytuliła. 
Uśmiechnąłem się, mając możliwość pogładzić ją po włosach i choć przez chwile poczuć jej perfumy. 
Gdy się odchyliła, wiedziałem że jej usmiech jest spowodowany tym, co powiedziałem. 
- Czyli jesteś zazdrosny. - powiedziała wysokim głosem. 
- Zamknij się. - szturchnąłem ją lekko, potrząsając głową z dezaprobatą. 
- Dobrze, dobrze. Wracam do Nialla, tylko nie wybuchnij. - śmieje się, spoglądając na mnie. 
- Czyli moja przemowa nic nie dała? - uśmiecham się, tak aby wyglądało to naturalnie.
- Nie jestem już na ciebie zła, to już bardzo dużo kochanie. 
Poprawiając włosy wróciła na swoje miejsce, a ja mogłem tylko podziwiać jej charakter. Zaśmiałem się pod nosem i chwyciłem za butelkę wódki. Musze w końcu odreagować te całe gówno, które powiedziałem. To było takie... żenujące. 
- Gramy u Ciebie? Trzeba czymś wypełnić wieczór. - zapytał się mnie Chris, śmiejąc się. Wygląda, jakby wypił trochę więcej niż powinien i naprawdę bawi mnie ten widok. 
Wszyscy się na mnie spojrzeli w oczekiwaniu na odpowiedź, a ja podrapałem się po karku. 
- Nie. Mój pokój odpada, a Ty chyba będziesz miał co robić w nocy. - spojrzałem na Caroline, trzymającą swoją rękę na jego barku i mrugnąłem jednoznacznie. Każdy zaczął się śmiać, a Chris przeklnął na mnie pod nosem, lekko się zawstydzając. 
Katie usiadła z boku Nialla, opierając głowę na jego ramieniu. Alkohol pozwolił mi jednak to ignorować i sprawił, że mogłem w spokoju pogadać ze znajomymi, a ostatnio bardzo mi tego brakowało. 

                                                             ***

- Zbieramy się? - zapytał Justin, który jako jeden z nielicznych praktycznie nic nie wypił. Spojrzałem na zegarek i potaknąłem, ponieważ jest już 23, a musimy jeszcze wrócić.
Wstaliśmy, dziewczyny zabrały puste butelki i mogliśmy udać się do akademiku. Nie upiłem się jakoś specjalnie, spokojnie mogę pójść na przystanek. 
Od razu spoglądnąłem na Katie, idącą już przy Sophie. Odetchnąłem spokojnie, wiedząc że chociaż te pół godziny powrotu spędzi z kimkolwiek innym i postawiłem parę kolejnych kroków w kierunku ulicy. 
Gdy razem z Kevinem szliśmy za resztą na przystanek, ten zaczął coś bełkotać. Jest totalnie spity, słowo daję. 
- Katie... - usłyszałem między niezrozumiałymi słowami i mimo, że jestem lekko odurzony, jej imię zawsze przykuwa moją uwagę. 
- Katie co? - byłem zdziwiony. Jego ręce podpierają resztę ciała na mojej sylwetce i naprawdę nie wiem czemu mówi coś o Katie w takim stanie.
- Jest... ła-ładna. - zaśmiałem się na jego stwierdzenie, i gdyby nie to że jest gejem, skończyłby na mojej czarnej liście, podobnie jak Niall. Kopnąłem go lekko w łydkę, ale nie było to najlepszą rzeczą którą mogłem wymyślić bo prawie się przewróciliśmy. 
- Jest. - powiedziałem, wiedząc że to nawet nie dojdzie do jego podświadomości i zacząłem się za nią rozglądać. Nadal szła z dziewczynami, kiedy reszta chłopaków pomagała Chrisowi. Nie dość, że jest pijany to jeszcze rozciął sobie łydkę o jakiś badyl, leżący przy ognisku. To trzeba być już niezłą ciotą.
Zasmiałem się i poprawiłem rękę Kevina, który bełkotał tym razem coś o kotkach i pączkach - prawdziwym mężczyzną to nigdy nie go nie nazwę. 
Stanęliśmy pod dachem, aby dziewczyny mogły usiąść i zaczekaliśmy na autobus. Justin wziął Kevina pod swoją opiekę, przez co mogłem trochę odpocząć. Może nie był za bardzo męski, ale ważył chłop sporo. 
Wsiedliśmy, usłyszałem pisk opon i zanim zdążyłem się połapać gdzie jesteśmy, Nicole nacisnęła przycisk "otwórz drzwi" i zimne powietrze wkradło się do środka. 
Przykleiłem się do chłopaków, pomagając Niallowi i Justinowi prowadzić  pijaną dwójkę. 
NIallowi i Justinowi. 

* Katie * 
Widziałam, że Niall musiał pomóc Chrisowi w chodzeniu, a w dodatku Kevin oderwał się od Jasmesa więc zostałam w towarzystwie dziewczyn. Jessica chciała, aby Nicole wzięła ją na barana, ale ta się nie zgodziła i padło na Caroline. Przewróciłam oczami, bo do akademiku było już nie daleko, ale to nie ja byłam baranem więc pozostawiłam to bez komentarza. 
- Właściwie to nie musicie kupić jakiś książek do szkoły? Po wakacjach kolejny rok szkolny. - zapytałam Soph, która zdawała się być najtrzeźwiejsza. Justin powstrzymywał ją przed wypiciem kolejnych kieliszków i jako jedyna mogła ze mną normalnie porozmawiać. 
- Kevin i Chris już kupili na targu, stwierdzając że to bezsens wydawać kolejne dolary na jakieś gówniane kartki. My z dziewczynami mamy właściwie te same podręczniki więc to nie był problem, no a James nadal korzysta z tych samych. - nawet nie pytała skąd to pytanie. Chciałam wiedzieć coś o ich szkole, edukacji. Miłą niespodzianką było to, że w ogóle się uczyli i mieli zamiar zacząć kolejny semestr. Po chwili przemyślenia jej odpowiedzi zapytałam:
- Jak to z tych samych? - nie zrozumiałam do końca o co jej chodzi, ale ta tylko się uśmiechnęła i szybko odpowiedziała:
- Powtarza semestr za geografię. Oblał dwa koła no i nic mu nie pomogło. 
- Co? Oblał? - zareagowałam jak jego matka, ale to było dla mnie dziwne. Jak można czegoś tak niedopilnować, żeby zostać w tej samej klasie... nigdy tego nie zrozumiem. 
- Taa. Ale nie przejmuj się, on nawet nie wie w której jest klasie. - zaśmiała się, chociaż ja nie widziałam w tym nic zabawnego. Zastanowiłam się chwilę i wpadłam na genialny pomysł. Zanim zdążyłam opracować szczegóły, dotarliśmy na ulicę, gdzie znajdował się akademik i po paru krokach weszliśmy całą grupą do środka. 
Jak dobrze poczuć normalną temperaturę. 
Jest wieczór i naprawdę można zmarznąć w szortach i krótkim rękawku. Poprawiłam włosy i poszłam z Nicole do pokoju. Nie zamierzałam pytać, czy spotykają się w innym pokoju bo nawet nie interesują mnie ich wieczorowe atrakcje. Siadam na łóżku i sięgam po moją torbę. 
- Czego szukasz? - zapytała Nicole. 
- Nie ważne. Wrócę za maksymalnie godzinę, idę do biblioteki. - porwałam jeden z zeszytów, które zawsze zabieram gdyby śmiertelnie nudziło mi się w aucie i wychodzę, zanim zdąży odowiedzieć. Odgarniam kosmyk włosów za ucho i idę w kierunku pokoju Jamesa, starając się wyglądać poważnie. Staję przed jego drzwiami i pukam, czekając. Po minucie słyszę jak narzeka i klnie pod nosem, po czym łapie za klamkę. Jego oczy napotykają moje i od razu się ucisza, spoglądając na mnie zdziwionym wzrokiem.
- Cześć. - mówię, przerywając niezręczną ciszę. Zaciskam zeszyt i robię krok do przodu. - Mogę wejść? - chłopak potakuje, będą wyraźnie zaskoczonym moją obecnością i przesuwa się w bok abym mogła swobodnie przejść. 
- Co Ty tutaj robisz? - pyta, a ja przewracam oczami. 
- Jakie miłe powitanie. - uśmiecham się, co odwzajemnił i siadam po turecku na jego łóżku, otwierając notatnik. - Przyszłam obgadać sprawę twojej geografii. 
Jego uśmiech znika i od razu wiem, że nie będzie łatwo. 
- Błagam Cie, to nie twój problem. - przeczesuje włosy i nie mogę odczytać żadnej emocji z jego twarzy. Staje nad łóżkiem po drugiej stronie i wpatruje się we mnie, kiedy pisze jego imię na pierwszej kartce w kratkę. 
- Owszem, jest. Jestem świetna z geografii, pomogę Ci. 
- Nie ma opcji. Nie będziesz mnie uczyć jak jakaś nauczycielka. - podchodzi i zamyka zeszyt, zabierając mi go i rzucając na ziemię. 
- Jako twoja przyjaciółka mogę Ci podpowiedzieć parę rzeczy. To nie takie trudne kiedy...
- Stop. Nie wygłupiaj się. Lepiej idź i wybij sobie ten pomysł z głowy. - znowu staje znacznie dalej. - Poradze sobie. - mruczy pod nosem ze złości. 
- Nie pójdę. Wynieś mnie siłą, albo podnieś ten zeszyt i usiądź obok mnie chociaż przez chwilę słuchając. - krzyżuję ramiona na piersi i udaje że jestem nie do ruszenia poprzez swoją poważną minę. 
- Nie zachowuj się jak dziecko.
- To ty daj sobie pomóc i zalicz to jeszcze przed wakacjami. - piorunuję go wzrokiem i widzę, że trochę to dało, ponieważ usiadł na końcu materaca i podniósł notes. 
- Jesteś taka uparta... nie odpuścisz, prawda? - traktuje to jako karę, ale potakuję i uśmiecham się na myśl ,ze się zgodzi. - Dobra. Ale jedna lekcja. I naprawdę nie chcę żebyś traktowała mnie jak debila. - oddaje mi moją własność i siada na przeciwko mnie. 
- Mądra decyzja. - biorę długopis, który leżał na jego szafce nocnej i dopisuję jego nazwisko. 
- Umiem się podpisać. - śmieje się, kiedy kończę i przekładam stronę. 
- Wiem, ale będziemy pisać go wspólnie. - podnoszę kąciki ust i obracam zeszyt w jego stronę. 
- Jesteś niemożliwa. 
- Cisza i proszę mi teraz dać pana podręcznik, Panie Westly. - zaśmiałam się, wprawiając go w dobry nastrój i po chwili otrzymałam książkę do rąk. Przejrzałam tematy i zapytałam:
- Która godzina? 
- Dochodzi północ. 
- Musisz przygotować się na ostrą naukę, bo streszczę Ci te wszystkie tematy w trzy godziny. - wskazuję na listę około 20 rozdziałów i zakreślam je długopisem. 
Chłopak potakuję i mam wrażenie, że trochę się tym zainteresował, kiedy zaczęłam czytać powoli wprowadzenie pierwszych zdań książki. 
- Dobra, zapisz teraz to, co zapamiętałeś. - wskazałam na kartkę i wręczyłam podręcznik, aby mógł zobaczyć mapę. 
James nic nie mówią zaczął pisać i ku mojemu zdziwieniu, nie było tego tak mało. 
Wskazałam na mały globus, umieszczony na stronie 6  i przeszłam dalej. Po drodze zapisywałam mu różne definicje, tak aby nie zmęczył się za bardzo przepisywaniem. 
Wspólnie wypełniliśmy chyba 15 stron zeszytu i zostało 10 tematów do końca. 
- Nie jest tak trudno, co? - uśmiechnęłam się, widząc że chyba coś z tego rozumie. Uwielbiam pomagać, a nauka nie jest dla mnie trudną rzeczą. Zawsze chciałam udzielać korepetycji czy mieć swoją własna klasę, kiedy byłam mała. 
- Nawet. Wytłumaczysz mi jeszcze raz o co chodzi z tymi deszczami w tym rejonie? - wskazuje na Afrykę i spogląda prosząco, przygryzając wargę. Spoglądam na zegarek i jest dokładnie 1:20, więc potakuję i zaczynam spokojnie mówić o każdym szczególe związanym z pogodą i opadami. 
- Jeszcze raz. - prosi, a ja przewracam oczami. 
- Nie! W tym nie ma nic trudnego! - uderzam go lekko książką. 
- Wiem, ale jesteś słodka kiedy przeżywasz jak działa zwykły deszcz. - rzuca mi uśmiech, a ja lekko się rumienię. 
- Koniec tego, czytaj co jest dalej albo będzie uwaga. - żartuję, wręczając mu tekst do ręki. Uważnie się wczytuje i spisuje kolejne wyrażenia do zeszytu. 
- Dziękuję. - mówi, kiedy kończymy wszystko, a na zegarku jest już prawie 3. 
- Prosze. - uśmiecham się, choć jestem niebywale zmęczona i cieszę się, że pomogłam mu opanować większość materiału. 
- To niesamowite. Nagle wszystko stało się proste. - nie mogę napatrzeć się jego podniesione kąciki ust i rozbawione oczy. 
- Mówiłam, że tak będzie. - przeciągam się i ziewam. 
- Odwdzięcze Ci się za to jakoś... - zaczyna. 
- Przestań. Po prostu obiecaj, że to zaliczysz i nauczysz się reszty tak samo dobrze. A jak będziesz miał problemy to do mnie zadzwonisz. Tak? 
- Okej. - odpowiada i spogląda w moją stronę. Jestem śpiąca, więc niekontrolowanie ziewam, na co dopowiada. - Zostaniesz? 

No kochani, zgodnie z obietnicą dodaję rozdział, chociaż pisałam go w jeden dzień przez mój ból głowy i przyznaję, że padam na twarz :D Mam nadzieję, że wybaczycie mi małe błedy ale jakoś zarzuciła mnie fala pomysłów i co chwilę kasowałam dopisane zdania :)) Zapraszam do komentowania, ostatnio tyle miłych słów padło, że aż poszłam na spacer żeby zaczerpnąć jakiejś inspiracji ;) Much Love, Caroline ;* 


8 komentarzy:

  1. Hahahaha super rozdział. Z niecierpliwością czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Musisz jutro dodać następny.Jesteś świetna :) To opowiadanie musisz wydać jako książkę :D <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, dziękuję Ci bardzo ale rozdział pojawi się dopiero jutro :( Czekajcie, bo będzie się działo :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny.
    Kocham tę historię.
    Czekam na następny
    :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O której dodasz ten rozdział?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, postaram sie jak najwcześniej ale raczej po 20 :)

      Usuń