czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 17

Co chwilę go poganiałam mimo, że widziałam jak jest już zmęczony. Mogliśmy wziąć taksówkę a nie wysilać się i iść niekończącym się chodnikiem. 
- Dobra, złaź. - jęknął i wskazał budynek, w którym jak się domyślam spędzę kolejny tydzień. Wygląda nieziemsko, przy wejściu posadzone są palmy a ściany wykonane są głównie ze szkła. Zeskakuję, uśmiechając się do Jamesa. 
- Padasz na twarz, przyznaj! - szturchnęłam go i wyciągnęłam wodę z plecaka, podając mu ją do ręki. 
- Taa, może gdybyś była trochę lżejsza... 
- Może gdybyś spędzał trochę więcej czasu na siłowni... - syknęłam, czując się trochę urażoną. Odgarnęłam włosy i poszłam na przód, nie czekając na chłopaka. 
- Katie, czekaj! - krzyknął, kiedy byłam już trochę przed nim, ale ja jedynie przyspieszyłam. - Zawsze musisz być taka uparta? Wiesz, że nie chodziło o twoją wagę. - wydzierał się, nie mogąc dalej biec. 
- Doprawdy? - zaśmiałam się i zwolniłam, aby mógł spokojnie do mnie dojść. 
- Jesteś szalona, zaraz zemdleję. - oparł dłonie na kolanach i pochylił się do przodu, chcąc złapać oddech. 
- Nie moja wina, że jesteś taki słaby. - zadrwiłam i z uśmiechem oglądałam, jak wyrównuje oddech. 
- Koniec tego, masz za duży tupet. - chwycił mnie i w ułamku sekundy przerzucił przez ramię. 
- Puść mnie!
- Nie ma opcji. - zaśmiał się, mimo że starałam się go kopnąć. Piszczałam i wyrywałam się na wszystkie strony aby w końcu stanąć ale to nic nie dało. 
Swoją drogą był naprawdę silny, że to wszystko wytrzymał po 20 minutach noszenia mnie na barana. 
- James, postaw mnie. - jęknęłam, bo wiedziałam że zbliżamy się do wejścia. 
- Odwołaj to, albo recepcjonista będzie rozmawiał z twoją pupą. 
- Dobra, dobra, odwołuję! - zachichotałam na wizję Jamesa stojącego przed jakimś mężczyzną ze mną przełożoną przez ramię. 
- I... 
- I przepraszam? - zapytałam, nie wiedząc co chciałby usłyszeć. Chłopak tylko zaśmiał się i postawił mnie na ziemi, otwierając drzwi. 
Weszliśmy do środka, a moim oczom ukazało się piękne wnętrze holu. Wszędzie było nowocześnie, głównymi barwami były biel i czerń a każdy mebel był utrzymany w niezmiernej czystości. James podszedł do recepcji, aby zameldować naszą dwójkę a ja usiadłam na czarnej sofie, pilnując naszych toreb. 
Czuję się niesamowicie, wszystko mi tutaj odpowiada a sama myśl, że będę w tym miejscu cały tydzień doprowadza mnie do szaleństwa. Zza przeszklonej ściany widzę wewnętrzny basen, na lewo urządzono mały barek z miejscem, gdzie można posiedzieć wieczorem, a gdy spojrzałam na ulotkę leżącą na stole, dostrzegłam ujęcie plaży. Idealnie. Wszystko jest po prostu idealnie. 
James wrócił, trzymając klucz. 
- Okej, idziemy na drugie piętro. - wskazał na windę, a ja przytaknęłam z uśmiechem. 
Nacisnęliśmy przycisk z cyfrą "2", następnie słysząc dźwięk, po którym drzwi się otworzyły. 
- Jakim mam pokój? 
- 223. 
- A Ty?
- 223. - uśmiechnął się. - Dostaliśmy w końcu jeden klucz. 
Całkiem logiczne. 
- Ale w środku są dwa łóżka, tak? 
- Nie wiem. - wzruszył ramionami i przekręcił klucz w prawo. 
- Jak to nie... - nie skończyłam, ponieważ zobaczyłam cudowne wnętrze mojego, naszego pokoju. Mam poważne wątpliwości co do prawdziwej ceny tego miejsca, ale jeżeli naprawdę James wychwycił taką okazję, jestem mu bardzo wdzięczna. - genialne. - weszłam dalej, a moim oczom ukazały się dwa oddzielne łóżka. 
Bogu niech będą dzięki. 
- Nieźle. - pokiwał głową w uznaniu i opadł na łóżko, wzdychając. 
- Pójdziemy dzisiaj na basen? 
- Jestem potwornie zmęczony, narazie chcę spać. - zakrył twarz rękoma, na co postanowiłam zostawić go w spokoju. 
- Idę do barku żeby coś zjeść, niedługo wracam. - powiedziałam cicho, na wypadek gdyby spał i biorąc 5 dolarów, wyszłam z pokoju. 
Nie mogłam nacieszyć się perfekcją tego miejsca, moje serce aż łomotało przez wszystkie wydarzenia tego dnia. Zeszłam po schodach, bojąc się samą jechać windą i podeszłam do baru, chwytając menu. Zastanowiłam się chwilę pomiędzy sałatką a kanapką, ostatecznie decydując się na druga opcje. 
- Dzień dobry, poproszę kanapkę z kurczakiem. - uśmiechnęłam się słodko do kelnera, po czym odstawiłam kartę na bok, czekając. 
- Bardzo proszę. Może coś mocniejszego do picia? Oczywiście na koszt firmy. - brunet ukazał swoje dołeczki, przez co prawie nie zakrztusiłam się kęsem mojej bułki. 
- Ona nie pije. - głos zza mnie zdecydował, może nie do końca tak jak chciałam. Barman od razu się odwrócił i zniknął za półką alkoholów. 
- Co Ty tu robisz? - syknęłam odwracając się w stronę Jamesa na moim czerwonym krześle. 
- Nie widziałaś? Chciał Cię upić. - wskazał na niewidocznego już mężczyznę za ladą. 
- Albo zaproponować darmowego drinka. - wywróciłam oczami, nie wierząc że w ogóle tu przyszedł. - Po co tu właściwie przychodziłeś? - moje myśli nagle wydostały się z moich ust, na co chłopak wzruszył ramionami. 
- Myślałem, że się zgubisz czy coś. 
- Ha-ha, bardzo śmieszne. 
- Chodźmy na górę. - jęknął, przeciągając się ze zmęczenia. 
- Mogłeś tam zostać, ja muszę dokończyć swoją kanapkę. 
Chłopak chwycił jedną ze stosu białych serwetek, owinął nią kanapkę i wręczył mi ją do rąk. - Teraz możemy iść? 
Westchnęłam i poddałam się, wstając z miejsca. Gdy doszliśmy już do pokoju, James nie rozłączył się ze swoja poduszką ani na chwilę, a ja biorąc z niego przykład zdrzemnęłam się chwilkę, planując już jakieś wieczorne wyjście. 

                                                                     *** 

- James! James, jest już 6! - krzyknęłam, kiedy po obudzeniu się zerknęłam na zegarek. 
- I co z tego? - odmruknął, nawet nie podnosząc głowy aby na mnie spojrzeć. 
- Idziemy na basen, przecież o 19 go zamykają a my się nawet nie spakowaliśmy! 
- Daj mi chwilkę. 
- Nie. Wstawaj i przebieraj się, natychmiast. - rzuciłam w niego poduszką i wstałam, chcąc znaleźć mój kostium. Dokopałam się do ręcznika i odwróciłam się, aby zobaczyć czy James wstał. 
Nie. Ale niespodzianka. 
Nerwy mi puściły i patrząc z jakim uśmiechem leży, wtulając się jeszcze bardziej w poduszkę, krzyknęłam: 
- Rusz uprzejmie swoją dupę i spakuj  to co potrzeba, albo wkurwię się tak, że basen przyjdzie tutaj. Lodowaty. W wiaderku. - wytknęłam palcem, dziwiąc się że aż tak ostro zabrzmiałam, ale to podziałało bo lekko wystraszony chłopak wstał, sięgając do walizki. 
- Nie denerwuj się tak, zdążymy. 
- James, jest dwadzieścia po, nie wpuszczą nas tam na pół godziny. - jęknęłam niezadowolona. Każda minuta mijała dwa razy szybciej. 
- Dobra, możemy iść. - włożył klapki na stopy i założył torbę na ramię. 
Otworzyłam drzwi, również biorąc to co jest mi potrzebne i szybko ruszyliśmy przez korytarz. James w ogóle się nie odzywał, chyba muszę częściej stosować takie radykalne rozwiązania. Skorzystaliśmy z windy aby było szybciej i skierowaliśmy się na basen. Na szczęście gdzieniegdzie wisiały tabliczki z napisem "Pływalnia -> " i dojście tam nie sprawiało większego problemu. 
- Dzień dobry, poprosimy dwa bilety. - uśmiechnęłam się do pani, stojącej za okienkiem i czekałam aż sprawdzi coś na komputerze. 
- Przykro mi, ale nie możemy wpuszczać osób 30 minut przed zamknięciem. Ten czas przeznaczony jest już tylko dla osób wychodzących. 
- Ach, w takim razie... dziękuję. 
Odwróciłam się i zła podeszłam do Jamesa. 
- Nie można już nikogo wpuszczać. - Skrzyżowałam ręce i westchnęłam. NIgdy nie spotkałam się z takimi wymogami. Ale swoją drogą, zanim byśmy się przebrali, na pływanie zostało by jakieś 10 minut. 
- A co z basenem na zewnątrz? 
- No... nic. - nie rozumiałam o co mu chodzi. 
- To chodźmy. - wskazał na drzwi, które prowadziły na baseny na dworze. 
- Nie ma mowy! 
Zaczęłam się śmiać, odbierając to jako żart, ale gdy chłopak rzeczywiście poszedł w kierunku wejścia, mój uśmiech zniknął a zastąpiło go zdziwienie. 

* James * 
- To idziesz, czy nie? - zapytałem Katie, stojącej i gapiącej się na mnie. 
- Ale jest zimno! - pisnęła, na co tylko się zaśmiałem. 
Taka niewinna. 
- Nie przesadzaj. Czekasz czy idziesz ze mną? 
- Nie wiem... 
- O Boże, przecież to nic strasznego. - wywróciłem oczami, chcąc ją przekonać. 
- No dobra. Ale tylko na chwilę. 
- Oczywiście. - przytrzymałem dla niej drzwi, po czym wyszedłem za nią. Zobaczyliśmy jeden, dosyć spory basen tuż obok wejścia. Wiedziałem, że Katie będzie chciała tutaj wejść, ponieważ reszta była oddalona od drzwi a ta już pocierała ręce z zimna. Wiał lekki wiatr, a przez to że jest już dosyć późno można było powiedzieć, że jest chłodno. 
Ściągnąłem koszulkę, szybko opuszczając spodnie, po czym odstawiając ręcznik obok, wskoczyłem do wody. Wynurzyłem się, strzepując wodę z włosów po czym spojrzałem w kierunku dziewczyny. 
- Chodź. 
- Jak zimno tam jest? - jęknęła, patrząc sceptycznie. 
- Chodź, a się przekonasz. 
- Ugh, powiedz tylko czy jest aż tak źle? - skrzywiła twarz, wcześniej wywracając oczami.
- Jest okej. Na pewno cieplej niż tam, gdzie stoisz bo tutaj nie wieje wiatr. - zaśmiałem się, ruszając rękoma pod wodą. Temperatura nie była taka zła, a w basenie nikogo nie było więc nie miała żadnej wymówki. 

- Zabiję Cię, jeżeli kłamiesz. - podeszła do krawędzi i przewinęła swoją bluzkę przez głowę. Przygryzłem wargę, kiedy stanęła już tylko w stroju kąpielowym i biorąc głęboki wdech, podeszła do drabinki. 
- Oj nie bądź jak moja babcia, wskocz. - pokazałem na wykafelkowany brzeg. To zabawne, że boi się tak wielu rzeczy. Gdy nic nie zrobiła, tylko zanurzyła stopę w miejscu tam, gdzie była, westchnąłem. - Dobra, chodź. - wyciągnąłem rękę, aby mogłą się jej złapać. Jej kąciki ust się podniosły, a jej dłoń niepewnie złapała się mojego przedramienia. 
Jej ciało powoli zanurzyło się w wodzie, a ja zacząłem delikatnie się odsuwać, tak abyśmy weszli głębiej. Kiedy nie mogła już postawić stóp na dnie, złapała się mnie mocniej, owijając nogi na moich biodrach. 
- Tu jest za głęboko... - zaczęła narzekać. 
- Nie jest. Spójrz, stoję. 
- Ty tak. - wywróciła oczami a ja zacząłem się śmiać. - To nie jest śmieszne, do cholery. 
- Aww, księżniczka się denerwuje? 
- Proszę, pójdźmy do brzegu. - jęczała, mając smutną twarz kiedy ja podszedłem na najgłębszą wodę. 
- Nagle jesteś dla mnie taka miła, co? - podniosłem brwi, przypominając sobie w jaki sposób mnie obudziła. 
- Mam nie być? Nie ma problemu. 
- Bądź, chociaż gdy przeklinasz wyglądasz dosyć seksownie. - zachichotałem, patrząc jak jej policzki robią się czerwone. Uderzyła mnie lekko w ramię, ale na jej twarz wkradł się mały uśmiech. - Wiem, że lubisz kiedy tak do ciebie mówię. - mruknąłem, przybliżając swoją twarz do jej. Zarumieniła się do granic możliwości a ja powstrzymywałem śmiech. Żadna, naprawdę żadna dziewczyna nie była tak nieśmiała i niewinna jak ona. 
- Nie prawda. 
- Prawda. 
- Skąd to możesz wiedzieć? - zainteresowana spojrzała mi w oczy, a ja przysunąłem ją bliżej siebie. 
- Łatwo to odczytać z twojej twarzy. 
- A co teraz czuję? - zaśmiała się cicho. 
- Hmm... niech zgadnę. - mocno ją złapałem i złączyłem nasze usta, czując jak uśmiechnęła się przez pocałunek. Wplotła palce w moje włosy i pociągnęła za ich końce, prowokując mnie do ponowienia czynności. Mój język przesunął się po jej dolnej wardze, po czym wślizgnąłem się nim do środka. Kończąc wszystko delikatnym i dosyć przeciągłym pocałunkiem, odsunąłem się z uśmiechem na twarzy. - Tak, to było zdecydowanie pożądanie. 
- Ha-ha, bardzo śmieszne. - jej poliki lekko się zaczerwieniły, przez co zignorowałem jej wymuszone przewrócenie oczami. Poczułem, że jej ciało właściwie nie poruszyło się ani o milimetr; jej nogi nadal są oplecione wokół mojego pasa, a dłonie kurczowo trzymają się mojego karku. Staliśmy tak uśmiechnięci, wpatrując się w siebie nawzajem. 
- Zimno mi. - wyszeptała, nie chcąc psuć komfortowej ciszy wokół nas. 
- Wychodzimy? 
Po tym jak skinęła głową, podszedłem parę kroków do przodu aby mogła stanąć na dnie. Wyszliśmy, szybko otulając się ręcznikami i z grubsza wysuszając nasze ciała, weszliśmy do środka. Przyjemne ciepło otoczyło mnie z każdej strony przez co delikatnie się uśmiechnąłem. Ruszyliśmy szybko do windy, marząc jedynie o ciepłym prysznicu i przykryciu się kocem. Przekręciłem klucz, wpuszczając ją jako pierwszą do pokoju i głęboko wzdychając położyłem się na moim materacu. 
- Idę się myć. - oznajmiła, biorąc piżamę i znikając za drzwiami łazienki. Chwyciłem telefon i zobaczyłem, że Katie oznaczyła mnie na zdjęciu, dodanym na Instagrama. Usmiechnąłęm się, wiedząc że musiała je zrobić, kiedy nosiłem ją na barana i szybko kliknąłem na ikonkę serduszka. Nagle dostałem sms'a, pierwszego odkąd wyjechaliśmy.
Woah, w końcu jakieś zainteresowanie moja skromną osobą. 

Od: Justin ; "Nie krzyczcie zbyt głośno, bo jeszcze wezwą obsługę hotelową." 
Pokiwałem głową, nie wierząc w głupotę mojego przyjaciela i szybko odpisałem. 
"Mamy osobne łóżka, więc nawet na to nie licz ;)"
Justin; "Znam Cie za długo stary, miłej zabawy.:)" 
Zablokowałem telefon, będąc totalnie rozbawionym tym bezsensownym i na szczęście krótkim dialogiem. Mój wzrok powędrował do drzwi, które powoli się otworzyły. We framudze stała Katie z niedbale związanymi włosami, w ręku trzymała ubrania a na sobie miała lekko za dużą bluzkę i niebieskie, krótkie spodenki. Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym minąłem ją, zamykając drzwi aby w spokoju wziąć prysznic. 
Po odkręceniu wody, ciepłe krople spadły na moje ciało. Zamknąłem oczy, czując jak cały się rozluźniam i chwyciłem żel pod prysznic. 
Spłukując się dokładnie i po raz ostatni pozwalając wodzie spotkać się z moją twarzą, wyszedłem. Założyłem luźny t-shirt i spodenki, które wyglądały jak coś na wzór piżamy. 
Po umyciu zębów, osuszeniu włosów i odłożeniu ręcznika nacisnąłem na klamkę. 
Stanąłem na przeciwko łóżka, na którym leżała już Katie, wtulona w poduszkę i okryta cienką pościelą. Przygryzłem wargę, kiedy zobaczyłem jak słodko zaciska palce na końcach materiału kołdry. 
Podszedłem bliżej i pogładziłem ją delikatnie po policzku, nie chcąc aby się obudziła. 
Poczułem dreszcze, kiedy moje palce przejechały po miękkiej skórze a uśmiech zagościł na jej twarzy. Odwróciłem się, gasząc lampkę i chcąc wejść do mojego łóżka, odsunąłem zaścieloną kołdrę. 
- Dobranoc. - powiedziałem do siebie, wiedząc że Katie już śpi. 
- Branoc. - jej szept dotarł do moich uszu, powodując zdziwienie. Zaśmiałem się cicho i położyłem na boku, chcąc jak najszybciej zasnąć. 

Myślę, że rozdział jest dosyć długi i mam nadzieje, że spodobał się każdemu :) Coraz więcej, coraz bliżej siebie... 
Wczoraj były urodziny Luka, którego wizerunek jest przeznaczony dla (przez wielu z Was) lubianego Jamesa :) Symbolicznie; "Wszystkiego najlepszego :) " 
Każdy komentarz motywuje do dłuższych rozdziałów, zapraszam do napisania chociaż krótkiego "fajne" :D 

MAMY TEŻ PONAD 2000 WYŚWIETLEŃ, BOŻE, DZIĘKUJĘ! :)
#MUCH LOVE, CAROLINE :*





                                          



9 komentarzy:

  1. *To opowiadanie nie jest "fajne"... To jest super, fantastyczne, ciekawe i ciągle się coś dzieje, a chyba o to chodzi. Mnie się osobiście bardzo podoba i pewnie nie tylko mnie...wsytarczy spojrzeć na ilość wyświetleń. Za każdym razem myślę, że nie bedę wiedziała co napisać w komentarzu, ale po przeczytaniu kolejnego rozdziału rozpisuję się na całego hahahaha. Nie trać chęci do pisania tego, bo ja napewno będę czekała na następny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Boże, prawie się popłakałam przez to, co napisałaś! :)) Dziękuję, ten komentarz wiele dla mnie znaczy ;) xx

      Usuń
    2. *Hahaha ojeju jak miło:)

      Usuń
  2. Super :) Pisz dalej kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super to mało powiedziane. :* Cudowne *_* kocham to. Czekam na ciąg dalszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny. Tylko czy oni w końcu będą razem? Bo ja już nie mogę się doczekać.
    Kiedy będzie następny?

    OdpowiedzUsuń