środa, 2 lipca 2014

Rozdział 10

Po kolejnych dwóch godzinach, Nicole ustaliła przez telefon z Kevinem, że spotkamy się o 16 na dole. Czułam podekscytowanie na myśl o wesołym miasteczku. Nie mogłam wytrzymać, że zostały jeszcze lekko ponad dwie godziny i wszyscy będziemy się świetnie bawić na karuzelach czy trampolinach. Uśmiechnęłam się szeroko i zamknęłam książkę, aby mieć jeszcze te 50 stron na czarną godzinę, kiedy większość będzie spała, albo planowała imprezę na bardzo późne godziny. 
- Ole się tam jedzie? - zapytałam, wiedząc że w pobliżu nie ma wesołego miasteczka. Raczej zauważyłabym ogromne maszyny i tłumy ludzi. 
- Pojedziemy tam autem Kevina. 40 minut w jedna stronę? Coś koło tego. - zastanowiła się i po chwili włączyła telewizor. 
- Nie ma tu jakiś innych rzeczy do robienia? Oglądnęłam już 4 odcinki "The Snamps", poróbmy coś innego. - zaczęłam narzekać, mając wystarczająco za dużo doczynienia z ekranami. Oczy mi już odpadały i nie było to najciekawsze zajęcie, jeżeli mam być oczywiście szczera. Nicky nic nie odpowiedziała, jedynie podgłaśniając głos za pomocą czarnego pilota. Przewróciłam oczami i chwytając poduszkę zaczęłam oglądać razem z nią. 

                                                                ***

- Pospiesz się, mamy 15 minut! - niecierpliwiłam się, kiedy moja kuzynka jak zwykle robiła coś w łazience. Nigdy nie możemy być przed czasem, zawsze musi dopracować make-up czy fryzurę i mam tego dosyć. 
- Juuuż, nie denerwuj się. - odkrzyknęła zza drzwi, a ja zaczęłam przeglądać telefon. Na Tumbler'ze nie było nic ciekawego, na Twitterze ludzie zamarli, a Instagram wypełnił się zdjęciami jedzenia. 
Genialnie. 
To wesołe miasteczko musi być naprawdę wesołe, bo nie chcę już patrzeć na cztery, zwykłe ściany i ekran laptopa czy telewizora. 
Minęło pięć minut, kiedy Nicole wyszła, ubrana w białą sukienkę z koronką na plecach. 
Idealnie do wesołego miasteczka, wyrazy uznania. 
Westchnęłam i otworzyłam drzwi, przyspieszając kroku. Zeszłyśmy na parter po schodach i mogłam już dostrzedz Nialla, Jessicę, Kevina, Justina, Soph, Jamesa, Chrisa oraz Caroline. Wszyscy na nas czekają, czyli nic specjalnego. Pomachałam nieśmiale, uśmiechając się do każdego, poza Jamesem. Nie umiem mu spojrzeć w oczy, szczególnie że wcale nie widzę radości czy entuzjazmu z jego strony. Stoi z obojętnym wyrazem twarzy, trzymając ręce w kieszeni. Jego szeroka bluza zahacza o biodra, a włosy są roztrzepane w każdą możliwą stronę. Szybko odwróciłam wzrok, ponieważ zdecydowanie za długo utrzymywałam go na jego sylwetce, badając każdy szczegół jego ubioru i spojrzałam w kierunku Nialla. 
- Hej. - poprawiłam włosy, zaczynając iść w kierunku wyjścia. 
- Cześć. - odparł i założył rękę, otulając moje ramiona. Wyszliśmy na zewnątrz i od razu poczułam słońce, grzejące przyjemnym ciepłem. Idealna pogoda, jeżeli chodzi o jakiekolwiek wyjścia. Obniżyłam nieco moje szorty, kiedy szliśmy w komfortowej ciszy wraz z Niallem i zobaczyłam, że idziemy w kierunku przystanku autobusowego. 
- Cieszysz się, że tam jedziemy? - posłał mi ciepły uśmiech spoglądając na mnie z góry. 
- Jasne. Uwielbiam wesołe miasteczka. 
- Wzięłaś pieniądze tym razem? - powiedział przez lekki śmiech, a ja to odwzajemniając potaknęłam. 
- Tym razem tak, ale gdybyś mnie zobaczył jeszcze raz w sklepie, też się upewnij. - zaśmialiśmy się oboje, następnie rozglądając się po ulicy. 
Bus podjechał i wszyscy weszliśmy do niego w jednej grupie. James w ogóle się nie odzywał, podczas kiedy każdy z nas żartował i opisywał wesołe miasteczko, abym lepiej je sobie wyobraziła. Był nieobecny, cichy... zupełnie nie przypominał siebie samego.
Zignorowałam to, czując jak Niall stoi blisko mnie, spoglądając co chwile w moją stronę i cierpliwie czekałam przystanek po przystanku, aż pojazd dojedzie na miejsce. Nareszcie stanęliśmy i Jessica otworzyła zadowolona drzwi. Dzisiaj wyglądała i zachowywała się zaskakująco normalnie. Przeszliśmy kawałek i byłam w szoku widząc ogromny teren z wszystkimi maszynami, balonami, dziećmi i budkami z watą cukrową. 
- Chodźcie do kasy, kupimy szybko bilety. - Caroline pokazała budkę z okienkiem i podeszła, kiedy ja nadal byłam w szoku i rozglądałam się za każdą rzeczą czy napisem. 
- Oj przestań, to normalne miejsce. - powiedział James, stając przede mną wyraźnie zirytowany. 
- Zamknij się.
- Jak chcesz. - parsknął i odszedł, zostawiając mnie samą. Kiedy reszta stanęła przy wejściu, pokazując bilety szybko pobiegłam w ich kierunku i weszliśmy do centrum. Tutaj było jeszcze lepiej. Zaczęłam szukać pieniędzy, po czym wyciągnęłam 5 dolarów, podając je grubszemu panu, sprzedającemu watę cukrową. Piszcząc, po cichu wzięłam patyk z różową słodkością i spojrzałam na resztę, która zrobiła dokładnie to samo co ja. 
- Daj. - James znowu mnie zaskoczył, wyciągając rękę. 
- Co? -  Co mam mu dać? Watę? O nie kolego, ona jest moja. 
- Telefon. 
- Po cholerę Ci moja komórka. - wzięłam watę na palec i patrzyłam się jak idiotka.
- Wiem, że chcesz zdjęcie. 
Wręczyłam mu mojego Iphona niepewnie, będąc zdziwioną faktem, że o tym pomyślał.
Usłyszałam dźwięk robionych po kolei zdjęć i po chwili podchodząc, odebrałam telefon mamrocząc ciche "dziękuję". 
Przeszłam kawałek, szukając jakiejś atrakcji i poczułam dłoń na mojej talii. 
Niall uśmiechał się delikatnie patrząc w tym samym kierunku, po czym Nicole zaproponowała, abyśmy poszli na diabelski młyn. Zaczęłam energicznie potakiwać, będąc zachwycona każdą rzeczą znajdująca się w promieniu 10 metrów i wszyscy ruszyliśmy w kierunku wielkiego koła. Wszyscy, z wyjątkiem Jamesa. Usiadł smętnie na ławce, opierając się na zgiętych rękach i stwierdził, że będzie mu niedobrze po przejażdżce. 
Wzruszyłam ramionami nie przejmując się tym specjalnie i śmiało położyłam dłoń na plecach Nialla, który cały czas dotrzymywał mi kroku. Pocałowałam go delikatnie w policzek, kiedy wręczył mi resztę swojej waty, ponieważ moja się skończyła i uśmiechnięta zapięłam pasy w momencie, kiedy wysoki, chudy mężczyzna nas tak poinstruował. 

* James * 
Nie zniosę ani sekundy dłużej, patrząc jak na moich oczach ze sobą romansują. Ona zachowuje się jak dziwka, przysięgam. 
Siadam zrezygnowany, zastanawiając się czemu w ogóle przeszkadza mi to, że spędza już 40 minut w towarzystwie Nialla. Idą razem, przytuleni. 
Nie wiem dlaczego ale uważam się za jedynego, który może trzymać ją w talii, całować czy nawet flirtować. Nigdy nie miałem takiego problemu. 
Kurwa.  
Westchnąłem, spoglądając w kierunku ruszającego się powoli młynu i zobaczyłem że siedzi w dwójce z tym pieprzonym debilem. Robi pewnie teraz zdjęcia i chichocze, będąc lekko przestraszoną wysokością. Sfotografowałbym ja, potrzymał mocno za rękę aby się nie bała i śmiałbym się razem z nią... 
KONIEC. 
To jesteś Ty James. Nikt nie jest tak ważny, aby się nim teraz przejmować. Wstaję i idę kupić sobie hot-doga, zapominając na chwilę o Katie. 

                                                              *** 

Wrócili - panna idealna i pan idealny. Jest wtulona w jego bok jak w poduszkę i uśmiecha się szeroko. Przewracam dyskretnie oczami i widzę, że zmierzamy ku jakiejś karuzeli. Wszystko tu jest takie gówniane. Różowe, zabawne i gówniane. 
Wzdrygam się i liczę kolejne minuty czekając, podczas kiedy oni siedzą na karuzeli. 
Zajebiście. 
Mam dosyć, obiecuje że idziemy najpóźniej za godzinę. 
- Patrzcie! Lody! - krzyczy Sophie, pokazując naprzeciwko siebie. 
Czy oni muszą się zachowywać jak 5-latki? Nigdy nie byli w takim miejscu? 
Wzdycham i znowu czekam trochę do nich oddalony. Nawet nie przejmują się tym, że jestem w fatalnym nastroju. Obserwuję ich uważnie i prawie kamienieję na widok Nialla i Katie. 

* Katie * 
Mocno kręciło mi się w głowie po tym, jak wyszliśmy z karuzeli więc szybko złapałam Nialla za koszulkę i oparłam się o jego ramię. Powoli stawiałam kroki, wiedząc że dla mnie po karuzelach jest to całkowicie normalne. 
Doszliśmy tam, gdzie siedzi James i zanim sprawdziłam, czy czuje się już lepiej, Soph zawołała "Patrzcie! Lody!". 
Od razu ruszyłam do budki, zadziwiająco szybko odzyskując równowagę i spojrzałam na dostępne smaki przez lekko zabrudzoną szybę. 
- Zjemy na pół? - Niall uśmiechnął się, stając obok mnie. Sprawdziłam, czy Jessica nie ma nic przeciwko, ale bawiła się świetnie więc przytaknęłam. 
- Jasne. Jakie lubisz? - wskazałam na rząd owocowych. 
- Truskawkowe? Malinowe? Z resztą Ty wybierz. - wzruszył ramionami. Podeszłam do kasy i poprosiłam dwie gałki, po czym wyciągnęłam kolejne 5 dolarów, aby zapłacić. 
- Nie wygłupiaj się. - Niall dotknął mojej dłoni, powstrzymując mnie przed podaniem banknotu pani i wręczył jej swój. 
Otrzymaliśmy lody, a ja spojrzałam na niego zdziwiona. 
- Nie płać za mnie. Czuje się strasznie głupio. - powiedziałam głosem przedszkolaka, zaczynając jeść górną, truskawkową gałkę. 
- Nie myśl o tym. - też liznął kawałek, po czym mój język skubnął kolejną część. To było zabawne, nigdy wcześniej nie dzieliłam z nikim lodów. Zaczęłam delikatnie się śmiać i gdy podeszliśmy w stronę Jamesa, wyczułam że bacznie nas obserwuje. 
- Może pójdziemy tam? - zaproponował Justin, wskazując namiot, obok którego paliło się ognisko. 
- Okej. - odparła Caroline i od razu przyspieszyła kroku. Wszyscy się zgodzili a po minucie mogliśmy wybrać miejsca przy ogniu. Usiadłam przy Niallu i Caroline, kiedy reszta zajęła miejsce po drugiej stronie. Z głośników namiotu słychać było muzykę i przypuszczam, że spowodowała to godzina, czyli 18:30. Idealny czas na ognisko, trochę rozmów i zabawy. 
James wstał, mówiąc że idzie po alkohol.
Oczywiście, nie ma promili nie ma zabawy. 
- Chodź księżniczko. - Niall usadził mnie między swoimi nogami tak, że moje stopy były ekstremalnie blisko płomieni. Zarumieniłam się, kiedy jego ręce powędrowały pod moje ramiona, a dłonie spoczęły na brzuchu. 
- Patrz jaki zazdrosny. - szepnęła Caroline, spoglądając na Jamesa niosącego dwie butelki wódki. Rzeczywiście, jest jeszcze bardziej wkurzony niż wcześniej, a nic się prawie nie zmieniło. 
Jeżeli wykluczysz fakt, że leżysz na Niallu, Katie. 
Zrozumiałam, że naprawdę jest zazdrosny, kiedy odkręcił butelkę i wypił 1/4 naraz. śmiałam się, będąc zadowoloną, że mój plan idzie świetnie. Przyjemnie mi się leży w ramionach Nialla, to oczywiście też. Jest na serio kochany, czuję że między nami jest naprawdę dobrze. Spoglądam na niego, kiedy wyciąga papierosy i częstuje nimi Caroline. Reszta narazie odmawia, więc jedynie ta dwójka zaciąga się mocno, wypuszczając dym. Czuję, jak klatka na której oparta jest moja głowa unosi się, zatrzymuje i ponownie wypuszcza szarą smugę w powietrze. Spoglądałam się nieśmiale w niego, chcąc abyśmy wymienili się dymem. Nie wiedziałam jak to powiedzieć. 
Wdmuchnąłbyś dym do moich ust? - tak to rzeczywiście świetnie brzmi. 
Chłopak chyba zrozumiał i schylił się delikatnie, wpuszczając dym do moich ust. Pocałowałam go raz, uśmiechając się i wypuściłam dwa małe kółeczka. 
Zaczęłam się rozglądać po niebie, kiedy Niall postanowił samodzielnie wykończyć papierosa. James cały czas na nas spoglądał i nie powiem, odczuwałam z tego satysfakcję. Każdy popijał przyniesioną wcześniej wódkę i miałam dziwne przeczucie, że zaraz zagramy w butelkę. 
- Katie? 
- Em? - spoglądnęłam w stronę mówiącego do mnie głosu i zdziwiłam się na widok Jamesa. 
- Możemy... porozmawiać? - schylił się tak, że słyszałam to jedynie ja, Niall i być może Caroline. 
Co? Chwila, chwila. 
- Um... ta, jasne. - wymamrotałam i wstałam, poprawiając spodnie. James szedł dalej i dalej, póki nie doszliśmy za namiot, przez co wnioskuje że nie chce aby ktokolwiek usłyszał, to co miał mi do powiedzenia. 
- Katie... - zaczął, oblizując szybko usta. 
- Jeżeli mam nie całować Nialla to daruj to sobie, naprawdę. - zatrzymałam go, kręcąc lekko głową. 
- Wiem, że Cie zraniłem. - pozostawia krótką przerwę, patrząc na moją twarz. Siedziałam cicho, więc zaczął kontynuować. - Nigdy nie myślałem, że tak będzie... ale... 
- Wiesz co mnie najbardziej w tobie denerwuje? To, że nie umiesz zebrać w swojej głowie słów i konkretnie powiedzieć o co chodzi. To, że spędzam z nim czas czy nawet go całuję nic nie powinno w tobie zmieniać! Nie powinieneś się tak zachowywać, nie masz nawet takich podstaw! - podniosłam głos, wymachując rękami na prawo i lewo. 
- Nie powinienem. Ale...
- Nie. Znowu powiesz coś na zasadzie "nie możesz bo nie", "nie powinienem bo nie". Tęsknię za Jamesem, którego miałam przy sobie w pizzerii. Wtedy byłeś inny... - moje oczy lekko się zaszkliły na wspomnienia. Wiem, to jest głupie ale po części zależy mi na tym dupku. Dupku, który wprawia mnie w absolutne zakłopotanie i za każdym razem dając nadzieję. 
- Nie płacz. - mruknął i niepewnie wytarł kciukiem małą smugę, wytworzoną przez łzę. - To nie jest dla mnie łatwe. 
- Powiedz mi teraz dlaczego chodzisz dzisiaj struty i co masz do mnie i Nialla albo przysięgam, że to koniec naszej przyjaźni. Naszych kontaktów. - wydusiłam z siebie, powstrzymując kolejne łzy. Chłopak wziął wdech i powiedział: 
- Bo cholernie mi na tobie zależy. 


Dzisiaj krótko i rzeczowo: Rozdział dodaję o dzień wcześniej, jako prezent z okazji 1100 wyświetleń! Bardzoooo Wam za to dziękuję i ściskam wszystkich za miłe komentarze :)) Chciałabym sie też dowiedzieć którego chłopaka wolicie. Niall czy James? Może macie jakieś teorie? :D Czekam na Wasze głosy, a nastepny rozdział pojawi się tradycyjnie, za dwa dni :) #Enjoy! 



11 komentarzy:

  1. Fajny prezent. A szczególnie ta ostatnia rozmowa. Po prostu uwielbiam Jamesa taki niegrzeczny chłopiec który (chyba)zakochuje się po raz pierwszy.
    Czekam na następny.
    I chce więcej takich nie spodzianek bo uwielbiam twojego bloga i tę historię <333

    OdpowiedzUsuń
  2. Ulala, działo się trochę dzisiaj... Szczerze trudno wybrać, nie wiadomo co bd dalej, nie potrafie wskazać, którego wolę. Oczywiście czekam na następny i dziękuję za prezent :*

    OdpowiedzUsuń
  3. O mamuniu! <3 James taki zazdrosny *-* Ale Niall też słodkiii ;* Nieumiałabym wybrac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, może dalsze wydarzenia zmienią zdanie... :D

      Usuń
  4. awwwwwwwwwwww *o* po raz drugi umarłam agtfystferi9w786frwi

    OdpowiedzUsuń
  5. Musisz chyba zmienić regulamin i dodawać opowiadania codziennie :* <3 Ja nie umiałabym wybrać pomiędzy Niallem a Jamesem

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja kocham Jamesa <333
    Jest zajebisty : D

    OdpowiedzUsuń