- Posłuchaj. - przytaknęłam i spojrzałam na nią przenikliwie, chcąc dowiedzieć się, czy jest to naprawdę tragiczne. - Przeglądaliśmy internet z Kevinem dzisiaj, podczas śniadania i natrafiliśmy na ofertę 2-tygodniowych wakacji. Cena idealna, naprawdę dobry ośrodek, w cudownym miejscu.
To takie straszne, że zaraz się popłacze.
- Ale mnie nastraszyłaś! Kiedy jedziemy? - uśmiechnęłam się, lecz moja kuzynka wcale tego nie odwzajemniła. Złączyłam brwi ze zdziwienia, pokazując ręką aby mówiła dalej.
- Chodzi o to, że... - wzięła wdech i widziałam ile kosztowało ja każde słowo. - ty nie możesz pojechać.
Na te słowa na chwilę zamarłam. Co to znaczy, że nie mogę jechać razem z nimi? Mam zostać tu sama?
- Dlaczego? Przecież mam ubrania, pieniądze... - wstałam, wskazując na walizkę. Nie wierzyłam, nie chcieli mnie zabrać ze sobą?
- Dzwoniłam do cioci, znaczy twojej mamy i nie wyraziła zgody.
- Mam tyle lat, że sama decyduję o miejscu w którym przebywam. - skrzyżowałam ręce na piersi, czując że złość narasta we mnie z każdą sekundą.
- Wiem, ale żebyś mogła opuścić akademik na więcej niż 2 noce, rodzic musi wypełnić wniosek. Przykro mi Katie... - zaczęła.
- Nie jest ci przykro! Pewnie nawet jej nie namawiałaś, bo nie chcesz abym jechała tam z Jamesem! Przestań udawać! - wykrzykuję, jednocześnie przestając hamować to, co czuję w środku.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałabym Cie mieć u oboku. Nie chcę zostawiać cie tutaj, ale muszę. - jest niezwykle spokojna i próbuje mnie przytulić, lecz ja odpycham jej otwarte ramiona.
- Jesteś zazdrosna! Jak mogłam być taka głupia... - łzy napływają mi do oczu, myśląc że to wszystko przez to, że spotykałam się z Jamesem zbyt często.
- Nie mam nic do waszych relacji, zrozum Katie! To decyzja twojej mamy, nie wiń mnie za to! - również podnosi głos i zanim się orientuje, przekrzykujemy się nawzajem.
Wychodzę, zatrzaskując drzwi. Mam dosyć jej powtarzania, że to wina mojej mamy. Gdyby nie jej zazdrość, ona by ją przekonała.
Wyciągam telefon z kieszeni i nie godząc się z tym, że zostanę tu 2 tygodnie wybieram numer do Jamesa.
- Heeej kocie, już lepiej? - jego głos w słuchawce tylko mnie dobija.
- Spotkamy się na dole za 5 minut?
- Jasne, już się zbieram.
Rozłączam się, aby ominąć zbędne słowa. Chcę zrobić na złość Nicole, niech wie że mam gdzieś co myśli i jej złośliwość mnie nie zatrzyma. Zaciskam palce wokół komórki i szybko zbiegam na dół. Staje i czekam, nie widząc aby ktokolwiek schodził za mną.
James w końcu się pojawił i podszedł do mnie lekko zdyszany.
- Idziemy na zdjęcia? - uśmiechnął się, dodając mi pewności siebie.
- Właściwie... to tak.
Idealnie, prawie o tym zapomniałam. Kiedy idziemy obok siebie, znacznie się uspokajam i skupiam się na odreagowaniu tego, co przeżyłam jakieś 10 minut temu w pokoju.
- Masz tak w ogóle aparat? - zachichotałam i momentalnie wytrzeszczyłam oczy, kiedy wyciągnął sprzęt z kieszeni. Z początku był to dosyć mały aparat, lecz po naciśnięciu na jeden z przycisków, wysunęła się z niego cała reszta. Ogromna lustrzanka odbiła promienie słoneczne, kiedy wyszliśmy na zewnątrz na co zmrużyłam oczy i spojrzałam na chłopaka.
- Gdzie idziemy?
- Zobaczysz. - wskazał palcem na lewo a ja aż czułam rozchodzącą się ciekawość po całym moim umyśle i wszystkie miejsca do których moglibyśmy pójść.
Przeszliśmy całą ulicę, mając akademik daleko za plecami. Kojarzyłam następne uliczki tylko z tego, że szliśmy tutaj do kina. James stanął w miejscu w którym droga się kończyła i mój wzrok padł na strome wzgórze z kamieniami i roślinami.
- Nie ma mowy, nie dam rady wejść na górę! - odsunęłam się, patrząc jak wysoko musiałabym dojść, przechodząc po zaroślach i niestabilnych odłamkach skał.
- Daj mi rękę, nie będziesz żałować widoku. - zachęcił mnie, lecz jedynie pokręciłam głową i cofnęłam się bardziej.
- Właź na barana, to moja ostatnia propozycja i jeżeli jej nie przyjmiesz idę tam sam. - przewrócił oczami i kucnął. No dobra, chcę mieć te zdjęcia. Oplotłam ręce wokół jego szyi i zawinęłam nogi na jego pasie. Chwyciłam się mocno jego koszulki, bojąc się że spadnę kiedy zrobił pierwszy krok.
- No nie bój się, to tylko pogarsza sprawę bo jesteś cała spięta. - zaśmiał się dodając mi otuchy i wtulając twarz w jego t-shirt szliśmy dalej. Nie patrzyłam nigdzie, mocno zamykając oczy do póki nie stanęliśmy. Zeszłam ostrożnie i rozglądnęłam się dookoła.
- Cudownie. - powiedziałam patrząc na małe domki z wysokości. Słońce było dosyć mocne ale to tylko dodawało uroku.
- Dobra, to usiądź... tutaj. - zamyślił się i wskazał miejsce przy krawędzi. Niepewnie usiadłam, mając za plecami cały widok i spojrzałam ciekawsko na chłopaka.
Kucnął on przede mną i zaczął układać włosy. Nie omijając każdego szczegółu mojej pozycji czy ułożenia materiału mojej bluzki, odsunął się i zrobił zdjęcie.
Uśmiechnęłam się, lekko ruszając głową i wtedy się zaczęło.
Zachowywałam się jak modelka, nie miałam pohamowań przed zmienianiem ułożenia moich rąk czy spuszczania wzroku z obiektywu. Po chwili, James wskazał bezgłośnie miejsce między roślinami więc szybko się tam udałam i usiadłam tak, jak wcześniej.
Teraz chłopak jednak podszedł i sprawił, że położyłam się na boku. Moje włosy zostały lekko natapirowane, po czym James zapytał:
- Mogę? - wyciągnął rękę w kierunku rękawka mojej koszulki a ja domyślając się o co chodzi, skinęłam głową. Jego palce delikatnie obsunęły materiał, ukazując ramiączko mojej bielizny. Dźwięk aparatu dodawał mi energii, a to że mój fotograf nie narzekał zdecydowanie pomagało mi wczuć się w moją rolę.
Po paru minutach skończyliśmy i mogliśmy oglądnąć efekty. Niektóre zdjęcia podobały się nawet mi, co mogę uznać za sukces bo jestem strasznie wybredna co do zdjęć.
- Są naprawdę...
- Zajebiste. - dokończył, na co wybuchłam śmiechem.
- Cały ty.
- Mam udawać kogoś innego? - odwzajemnił uśmiech i wyciągnął z drugiej kieszeni mały, biały kabelek. Podłączył go do telefonu i zaczął z tego co widziałam przegrywać zdjęcia.
Nawet nie wiedziałam, że istnieje coś tak szybkiego, ale pomińmy fakt jak bardzo jestem zacofana z tymi wszystkimi elektronicznymi nowinkami.
Słońce mocno świeciło a że nie miałam niczego na głowę, czułam jak gorące stają się moje ciemne włosy. Skóra powoli mnie piekła, ale wiedziałam że chłopak zaraz skończy i zejdziemy z powrotem na drogę. Normalną, płaską drogę.
- Okej, możemy iść. - oznajmił z uśmiechem, chowając wszystko do swoich kieszeni. Nie wiem w jakich sklepach kupuje te ubrania, ale jego kieszenie mogą pomieścić chyba wszystko, bo wcisnął tam jeszcze swój telefon.
- Dzięki, że mnie tu zabrałeś. - powiedziałam nieśmiele, wstając.
- Czemu zawsze się tak przy mnie krępujesz? - zbliżył się, podnosząc swój lewy kącik ust do góry. Jak zwykle wyczuwam w jego głosie pewność siebie.
- Nie jestem. - powiedziałam szybko, aby nie wkradło się nawet trochę niepewności w to, co mówię.
- Jesteś. Jesteś też smutna, nie ukrywaj tego.
Dotknął mojego policzka zewnętrzną stroną palca i popatrzył z troską, jak na swoją malutką córeczkę. Poczułam, że naprawdę się martwi ale nie uważam, że ma się o tym dowiedzieć teraz. Myśl, że zostanę tutaj niedługo sama... ugh, stop.
- To nie jest ważne, okej? Schodzimy? - wymusiłam fałszywy uśmiech i spojrzałam w dół.
- Bez barana się nie obejdzie. - zażartował i schylił się tak, abym mogła znowu mocno się go uczepić. Ponownie złapałam jego koszulkę, prawdopodobnie mocno ja wygniatając i zanim się obejrzałam, byliśmy na dole. Zeskoczyłam, chcąc jak najszybciej poczuć stały, równy ląd pod nogami i otrzepałam spodnie z resztek piasku i ziemi.
Zaczęliśmy iść w stronę akademiku w ciszy, niekiedy na siebie spoglądając. Może to lepiej, że mało rozmawiamy - nie muszę się martwić że zorientuje się, że cos jest nie tak.
- Napiszę do Ciebie potem, dobrze? - stanął przed wejściem do akademiku i spojrzał na mnie pytająco.
- Tak, jasne.
- Nie martw się, cokolwiek to jest. - złożył pocałunek na moim policzku i wszedł jako pierwszy, wiedząc że zostanę tu na dłużej.
Usiadłam na jednym ze schodów i spojrzałam na niebo, wzdychając. 2 tygodnie. Dwa tygodnie samej w tym okropnym miejscu.
***
- Heeej, co tak drętwo? Błagam was, muzyka jest świetna! - Soph podeszła do nas tańcząc i krzycząc abyśmy poszli na parkiet. Nalałam wody, która stała na stolików raczej dla polepszenia samopoczucie pijanych i zignorowałam jej propozycje. Kevin i Justin siedzieli koło mnie, rozmawiając. Odsunęłam się od nich, bo słyszałam jak szepczą i podparłam głowę ręką.
Po cholerę ja tu właściwie przychodziłam?
Nie mogłam odpowiedzieć sobie na to pytanie i na pewno była to jedna z najgorszych opcji spędzenia tego wieczoru. Nie odzywam się do Nicole, w zasadzie nie jestem rozmowna i cały czas zamyślam się, wyobrażając sobie siebie samą podczas ich nieobecności.
- Boże... tam jest genialnie! - Caroline sapie, cała zgrzana i siada koło mnie. Za nia idzie reszta, w tym moja kuzynka, która siada po chwili z Jamesem u boku na kanapie po drugiej stronie.
- Chodź, zatańczymy. - zaproponował Kevin, wiedząc chyba, że czuje się fatalnie.
- Dzięki Kev, ale zostanę tutaj. - wymusiłam mały uśmiech i zaczęłam bawić się palcami. Czułam to napięcie w powietrzu; nikt nie chce się mnie zapytać o co chodzi ale wyraźnie im to przeszkadza. Sama chciałabym o tym zapomnieć, ale jestem totalnie zagubiona.
- Dobra, idę po coś do picia. - oznajmił Justin i poszedł do baru. Każdy zajął się sobą i mogłam kontynuować swoje rozmyślanie w spokoju.
- Koniec tego, co się stało? - ręka Niall'a weszła pomiędzy moje i zatrzymała jej niekontrolowane ruchy.
- Nic, nie chce o tym rozmawiać. - nie spojrzałam na niego ani na chwilę.
Woah, popadasz w depresje Katie.
- Jesteś moja przyjaciółką i masz mi powiedzieć co Cie gryzie. Teraz.
- Zostaw ją. Obraziła się o wyjazd, zwala winę na mnie - klasyka! - odkrzyknęła Nicole z końca stołu, uruchamiając we mnie mój uśpiony wulkan.
- Zamknij się albo naprawdę nie ręczę za siebie. - wysyczałam, patrząc na nią z nienawiścią.
- Przestań mieć pretensje do mnie, lepiej zadzwoń do mamy i wyżal się do słuchawki.
- Do kurwy, ucisz się.
- Przepraszam, miałaś zły dzień? - zaśmiała się lekko, a wszyscy skierowali wzrok na nas, przenosząc go raz na mnie, raz na moją kuzynkę.
- Tak właściwie, to gdyby nie ty, byłby genialny! Lepiej idź pakuj swoje rzeczy na wyjazd, będzie miło mieć wolny pokój przez 2 tygodnie! - wykrzyczałam, dopiero potem zdając sobie sprawę że każdy już się domyślił. Łzy zebrały mi się w kącikach oczu i wstałam, idąc w stronę wyjścia.
Ruszyłam ulica na przód, oglądając się za siebie. W głębi, najcichsza nadzieja mówiła, że James wybiegnie tymi drzwiami i dogoni mnie, pocieszając.
Nadzieja matką głupich.
Przeszłam dalej i powoli doszłam do akademiku. Klnęłam pod nosem, nie wierząc że moja tajemnica mogła prysnąć w jednej sekundzie i to przeze mnie. Nicole zacznie się usprawiedliwiać i wyjdzie na to jak rozpuszczona jestem.
Wszystkiego było za dużo. Od momentu kiedy tu przyjechałam - każda możliwa rzecz zmienia się o 360 stopni.
Pchnęłam drzwi i wściekła pobiegłam na górę. Na szczęście to ja miałam klucz do naszego pokoju i naciskając klamkę szybko znalazłam się za drzwiami.
Rzuciłam plik z kluczykami, moją kurtkę i buty w kąt, czując jak łzy spływają mi po policzkach. Rzuciłam się na łóżko i jak mała dziewczynka zaczęłam kopać nogami o materac, myśląc że to cokolwiek zmieni.
Po tym jak się uspokoiłam i przestałam płakać, włączyłam telewizor. Skoro nikogo nie było teraz przy mnie, przynajmniej bohaterowie popularnego serialu mogli mnie wesprzeć.
Pociągnęłam nosem i spojrzałam na telefon aby sprawdzić godzinę. Zobaczyłam nieodebrane połączenie i jedną wiadomość od Jamesa.
" Czekam na Ciebie, mam problem z geografią... i mam tez ciasteczka :) "
Uśmiechnęłam się i wstałam, nie mogąc wytrzymać w czterech ścianach ze swoimi problemami. Szybko podbiegłam do jego drzwi i zapukałam, z nadzieją że rzeczywiście je otworzy. Weszłam do środka po wymamrotaniu cichego "hej" i usiadłam na fotelu, chwytając ciastka ze stolika obok.
- Jasne, częstuj się. - zaśmiał się, kiedy otworzyłam opakowanie i dobrałam się do pierwszego ciasteczka.
- Dzięki. Za wiadomość. Za ciastka też.
- Nie ma za co. - usiadł na fotelu obok i oglądał, jak szybko jem. - Nie jedziesz tam, tak?
- Tak. Możemy o tym nie
- Nie, nie możemy o tym nie rozmawiać.
- Ale to jest zbyt skomplikowane. Naprawdę, nie zadręczaj się tym.
- Katie, proszę... - zaczął, wyraźnie zdenerwowany tym, że nie chcę nic mówić.
- Nie chcę o tym rozmyślać. Proszę. - spojrzałam prawie błagając abyśmy nie rozbierali tego tematu na punkty. Skinął niechętnie głową a ja rozglądnęłam się po jego pokoju. Moja uwagę przykuł jego telefon, leżący na stole. Chwyciłam go, aby obejrzeć zdjęcia i gdy kliknęłam przycisk "odblokuj" James szybko krzyknął "nie, czekaj!".
Kochani... wracam z nocowania u przyjaciółki, pok 4 godzinnych zakupach i naprawdę przepraszam za każdą literówkę. Czuję się fatalnie ale wiem, że dodaję rozdziały regularnie i dzisiaj też czekaliście :) Proszę, napiszcie jakikolwiek komentarz bo nie wiem, czy moja praca była tego warta. Ściskam Was mocno, do następnego :)
http://opponents-fanfiction.blogspot.com/ - zaglądnijcie jak możecie ;)
*Oczywiście, że była warta. Kolejny rozdział i kolejne rozczarowanie-o to chodzi. Czekam na następny a teraz idź odpocznij troche ;)
OdpowiedzUsuńAww, dziekuje :)))
UsuńCiekawe, ale już nie mogę się doczekać czwarteku ;3
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że Nicole coś kombinuje, od początku nie za bardzo darzyłam ją sympatią, ale mniejsza o to. Rozdział jak zawsze genialny afdjsjfjyf ♥// @hazzsavedme
OdpowiedzUsuńHah, dziekuje kochana :)
UsuńŚwietnie. Uwielbiam to opowiadanie. Jest najlepsze. Kocham Jamesa i jego podejście do Kati. Czekam na następny :D
OdpowiedzUsuńDziekuje :)
UsuńBędzie dziś następny rozdział?
UsuńMyśle że zdążę przed 21 :)
Usuń