- Zadzwoniłem do niej z telefonu Nicole, pytając o tygodniowy wyjazd. Powiedziała, że 7 dni to nie tak dużo i że właściwie mogłaby wypełnic ten wniosek.
- Ale... ale jak ty to? Czemu nie chcesz jechać z nimi? - machnęłam ręką w powietrzu. To było nie do pojęcia. Mój głos delikatnie sie łamał, przez to co czułam w środku.
- Zostaniesz tu sama, a ja wolałbym pojechać na Miami niż na plażę oddaloną może 50 kilometrów stąd. Cena jest dobra, najwyżej pożycze Ci pieniądze...
- Nie, nie mogę się zgodzić. - potrząsałam głową przecząco, chcąc zignorować jego niebieskie oczy pełne energii i nadziei.
- Tylko, że jest jeden problem...
- Co?
- Zamówiłem już bilety. - wykrzywił twarz i potarł kark. Na jego wolno wypowiedziane słowa mój oddech przyspeiszył.
Co? To to jest już załatwione?
- Nie, nie, nie. Jedź z nimi, baw się! Dam radę, nie jestem gotowa na wyjazd, właściwie co, jak? - mój język plątał się jak słuchawki, przez co mówiłam wszystko o czym myślałam a tego było bardzo dużo. Nigdy bym nie powiedziała, że James mógłby coś takiego zrobić.
- Chcę się bawić na miami, już mówiłem. Nie chcesz jechać na wakacje? Wolisz siedzieć tutaj? - wskazał na pokój, a ja od razu przekształciłam go na mój - o wiele mniejszy i gorszy.
- To nie tak. - westchnęłam, trochę się uspokajając. - Naprawdę chcesz jechać ze mną? Jestem nudna, wkurzająca, powolna...
- Hej, nie oceniaj siebie tak nisko. Może to prawda, ale lubię Cię. - zaśmiał się, na co moje kąciki ust podniosły się wyżej.
- Na kiedy są te bilety?
- Czyli jedziesz? - uśmiechnął sie szeroko, a jego oczy zaświeciły.
- Niczego takiego nie powiedziałam. Muszę się zastanowić, przeliczyć pieniądze i ogarnąć to wszystko.
- To masz mało czasu. - jego twarz ponownie przybrała zagubioną i zakłopotaną maskę, a ja otworzyłam lekko usta ze zdziwienia.
- Co masz na myśli, mówiąc "mało"?
- Jutro jest wylot. - uśmiechnął się sztucznie, jakby to miało pomóc.
- Jesteś nienormalny, wiesz o tym? - zadrwiłam i spojrzałam tępo na ścianę. Dobrze wiedzieć, że jutro w samolocie czeka na mnie miejsce. Samolocie do Miami, tak żeby uściślić.
- Zgódź się, odpoczniesz trochę i pojedziesz na prawdziwe wakacje. Ocean, plaża, hotel, jedzenie... tylko pomyśl.
Dobry jest.
- Nie wiem. Daj mi czas do wieczora, co?
- Okej, ale tylko jeżeli zobaczysz ten hotel.
- Niech Ci będzie. - wstałam i podeszłam do laptopa. To było przerażające, że strona była już otwarta i wystarczyło jedno kliknięcie do otworzenia serii zdjęć. On miał zaplanowaną każdą sekundę naszej rozmowy.
- Woah. - tylko tyle mogłam z siebie wydusić, widząc palmy, cudowne wnętrze hotelu, ogromne baseny, piękna plażę wraz z oceanem i śliczne, malownicze centrum miasta.
- Nizłe, co? - spojrzał na mnie, uśmiechając się na widok mojej zszokowanej tym miejscem miny.
- Taa, ale nigdy nie znajdę na to pieniędzy.
- Przestań, to jest last minute*, cena potaniała i zarezerwowałem pokój, kiedy za osobę płaciło się 300 dolarów.
- Zarezerwowałeś? To ty już płaciłeś? - otworzyłam szeroko oczy i gdybym mogła, zaczęłabym krzyczeć. Przecież o nic go nie prosiłam, nawet nie wiem czy tam pojadę.
- No... można tak powiedzieć. - szybko oblizał usta, co było jego tikiem nerwowym.
Usmiechnęłam się na to, wiedząc że on nie wie jak często to dostrzegam lecz szybko zmieniłam wyraz twarzy.
- James, nie możesz tego załatwiać z takim wyprzedzeniem.
- Oddasz mi kasę. Nie musisz całości, po prostu... po porstu poleć.
Na jego słowa totalnie się zatkałam. Mam spędzić z nim tydzień? Tydzień we dwoje?
- To przyjacielski wyjazd, mam rację?
- Oczywiście. - położył ręke na sercu jakby przysięgał i uśmiechnął się delikatnie.
- Zastanowię się. - wstałam i spojrzałam na drzwi, dając mu znak, że już pójdę.
- A, Katie?
- Tak?
- Pomożesz mi z geografią? - uśmieszek zagościł na jego twarzy i wiedziałam o czym myśli.
- Pa, James. - zamknęłam drzwi roześmiana i podeszłam do mojego pokoju, mając w głowie tysiące myśli.
Jeżeli tam z nim pojadę, cała reszta zacznie snuć swoje miłosne historie. Kto wie, czy nie będa mieli racji. Ja z Jamesem w jednym hotelu, przy jednym basenie... przecież pary jeżdżą za granicę aby wspólnie odpocząć i wzmocnić ich realcje.
Tylko, że wy nie jesteście parą.
Właśnie, tu leży problem. Jestem jego przyjaciółką, nie chcę aby to zaszło za daleko.
Swoją drogą pragnę tych wakacji bardziej niz czegokolwiek od ostatnich 3 tygodni.
Chcę polecieć, zobaczyć coś nowego... zrelaksować się w luksusie i to jeszcze za przyzwoitą cenę. Będę chyba musiała policzyć wszystkie "za" i "przeciw", ale na tę chwile musze wyjaśnic parę spraw z Nicole. Mam nadzieje, że zastanę ją w środku. Ostatnio znika na ogrom czasu i nawet nie mówi, gdzie przebywała i co robiła. Nie rozmawiamy, chyba że chodzi o jakieś podstawowe rzeczy, nie pomagamy sobie, nawet nie piszemy aby się komunikować i szczerze, brakuje mi mojej kuzynki.
Otworzyłam drzwi i delikatnie pchnęłam je do środka. Wsunęłam głowę dalej, jakby w moim pokoju miałby się znajdować seryjny morderca. Zobaczyłam Nicole, która jak się domyślam dopakowywuje niezbędne rzeczy o których zapomniała. Włosy ma spięte w kucyk, z jej ramion zwisa szara, luźna koszulka, a końce jeansów przysłaniają wysokie, ciemne buty. Tak właśnie wyszła i tak oto stoi przede mną, zapinając jakieś pudełeczko.
- Nicky?
- O mój Boże. - odwróciła się lekko przestraszona, na co posłałam jej mały uśmiech.
- Możemy porozmawiać?
- Um... jasne. - jej twarz pokazywała to, jak bardzo była zdziwiona. Usiadłyśmmy na łóżku, a ja siadając na swojej nodze, wzięłam głęboki oddech chcąc zacząć rozmowę.
- Nie chcę się z toba kłócić. Może nie miałam racji, nie powinnam w każdym razie na ciebie tak naskakiwać... Po prostu ostatnio dużo rzeczy dzieje się naraz, proszę nie dołączaj do tego tej absurdalnej kłótni. - spojrzałam na koniec na nią. Założyła krótkie pasemko za ucho i uśmiechneła się, na co odetchnęłam dosyć głośno.
- Jasne, kuzyneczko. - przytuliła mnie i wtedy zrozumiałam jak tęskniłam za jej uśmiechem i normalnym zachowaniem. - Naprawdę nie jestem zazdrosna i jeżeli jeszcze raz to powiesz... - jej uścisk stał się silniejszy, a ja mówiłam tylko krótkie "okej, okej" chichocząc delikatnie.
- Przepraszam.
- Ja też. - rozłączyłyśmy się i po chwili pomogłam jej przy pakowaniu reszty dokumentów. Musiałyśmy znaleźć paszport, który leżał w jednej z szuflad starej komody, ułożyć plany wylotów i odlotów miejscowego lotniska i spakować dowód osobisty do paczki z najważniejszymy rzeczami. Usiadłam obok pełnej walizki i westchnęłam.
- Mam nadzieję, że będziesz sie świetnie bawić.
- Dzięki. W zasadzie to zastanawiałam się, czy w ogóle jechać.
- Co? Jak to?
- Ty zostałabyś tu sama. Poza tym wiesz, że nie lubię długo jeźdźić autem i po pewnym czasie robi mi sie nie dobrze. - zażartowała, a ja potaknęłam.
- Nie zastanawiaj się. Mówię Ci, na wyjazdach zawsze jest zabawnie, a Ty szczególnie potrzebujesz rozrywki.
- A co z tobą? - w jej głosie wyczuwałam smutek. Nagle każdy zaczął się o mnie martwić i czułam się z tym naprwadę dobrze.
- Ja? Ja właściwie... na pewno sobie coś znajdę. Nie martw się, a teraz już; przymierzaj te kostiumy! - rzuciłam workiem ze strojem kąpielowym w jej brzuch i wyszczerzyłam przepraszająco zęby.
***
Po wybiorze trzech z około siedmiu kostiumów, mogłyśmy powiedzieć że Nicole jest spakowana. Uwielbiam patrzeć, kiedy jest roześmiana i żartujemy tak jak zwykle.
- Dobra, idę jeszcze do Caroline. Mówiła, że mamy wybrać razem pokoje. W końcu musimy nas jakoś podzielić.
- Okej. Napisz do mnie potem, żebym się nie martwiła. - przelotnie ją przytuliłam i położyłam się na łóżku, słysząc po sekundzie trzask drzwi wejściowych.
Westchnełam głęboko, czując jak mocno byłam spięta. Rozmowa z Nicole, a tym bardziej Jamesem trochę mnie zestresowała.
Pojedź tam, musisz odpocząć i ewidentnie na to zasługujesz.
Nawet o tym nie myśl. Miami jest za daleko, coś Ci się jeszcze stanie i znając życie
Moje ramiona ugninały się pod ciężarem czerwonego diabełka i śniżnobiałego anioła.
Kurwa, myślałam że tak jest tylko w filmach.
Potrząsnęłam głową, chcąc wyrzucić ich ciche głosiki z mojej głowy ale specjalnie mi to nie pomogło. Zasłoniłam dłonią oczy i pozwoliłam odprężyć się mojemu ciału poprzez myślenie o jednorożcach i wacie cukrowej.
Wzięłam głęboki wdech i policzyłam do dziesięciu, czując że bez tego byłoby ze mną kiepsko. Popadałam w paranoje, z jednej strony chciałam tam jechać, a z drugiej panicznie się tego bałam i odrzucałam ten pomysł.
Nie zastanawiaj się. Mówię Ci, na wyjazdach zawsze jest zabawnie, a Ty szczególnie potrzebujesz rozrywki. - moja własna wypowiedź odtwarzała się w kółko i w kółko w mojej głowie i powoli chyba wryła się na dobre. Nalałam wody do szklanki i ponownie na chłodno zaczęłam o tym myśleć.
Wzięłam telefon i utworzyłam nową wiadomość, przygryzając wargę z podekscytowania.
" Do: James. : Jadę. "
Minęły może dwie minuty, kiedy ktoś zapukał. Wstałam i przewracając oczami otworzyłam drzwi. Przede mną stał uśmiechnięty James z potarganymi włosami,który w jednej ręce trzymał telefon.
- Jedziesz? - zapytał z wyrazem twarzy prawie jak dziecko, pytające czy można już otwierać prezenty w wigilię.
- Yhym. - potaknęłam powol, na co chłopak dosłonie rzucił się na mnie i objął moje ciało ramionami. Zapiszczałam kiedy podniósł mnie lekko nad ziemię i nie wiedziałam, że zgadzając się, ucieszy się on aż tak bardzo.
- Jesteś spakowana? Może zadzwonimy i upewnimy się, że miejsca sa już gotowe... - zaczął szybko mówić, na co śmiałam się jeszcze bardziej.
Zakłopotany i szybko mówiący James jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych James'ów.
- Spakuje sie dzisiaj, uspokój sie trochę. - mój usmiech stanowił 50% mojej twarzy i naprawdę nie mogłam uwierzyć, że to dzieje sie naprawdę.
- Strasznie się cieszę.
- Widać.
- Mam nadzieję. - w sekundzie, w której te słowa opuściły jego usta, poczułam jak gwałtownie mnie przyciąga i składa delikatny pocałunek na moich ustach.
- Mówiłeś, że to będzie przyjacielski wyjazd. - droczyłam się z nim, nadal będąc blisko jego twarzy.
- Wyjazd tak, ale narazie jesteśmy w akademiku. - przygryzł wargę i ponownie złączył nasze usta, przejeżdżając językiem po mojej wardze. - A teraz idź sie pakuj, jutro musimy wyjechać stąd najpóźniej o 11. - mrugnął, wychodząc i zostawiając mnie totalnie zagubioną.
Jedna z obaw, która plątała mi się między myślami, a mianowicie to, że James chce tam pojechać nie do końca ze mną w roli przyjaciółki od razu o sobie przypomniała, ale nie miałam już wyboru. Muszę tam pojechać.
Huh, i jak emocje? :) Przperaszam wszystkiech, że rozdział nie pojawił się wczoraj ale nie wyrobiłam się w czasie. Przyznaję, po porstu widząc jeden komentarz w dwa dni nie mogłam się zebrać i po cichu liczyłam, że wieczorem ich przybędzie, chociaz pojawiły sie dopiero w ostatnim dniu. Było mi troche przykro, że 3 osoby zostawiły cos po sobie, kiedy ostatnio dwa razy więcej opublikowało jakiś komentarz :( Dziękuję tym, którzy pisali, kochanej Mai, która komentuje już od dłuższego czasu no i cóz... następny rozdział za 2 dni :)
#Much love, Caroline :)
Króóóótkii :D Ale boski *O* Miami <3
OdpowiedzUsuńA jednak niepotrzebnie oskarżyłam Nicole, ja głupia hah
OdpowiedzUsuńNo więc... Co tu się oszukiwać, rozdział jak zawsze genialny i najłatwiej opisać mi go tak: ghjefgkuylotu5ytpw5hwuhg
Jeszcze raz napiszę. Bardzo cię kocham za to że piszesz to opowiadanie (ale nie myśl, że tylko za to) <3
A więc czekam na następny ;)
Aww, jesteś przesłodka :))) Dzięki! ;*
UsuńGeeeeenialneeee!!!!!! ;*
OdpowiedzUsuńŚwietny *-*
OdpowiedzUsuńDziękuję :)))
UsuńOMG James jaki uroczy *.*
OdpowiedzUsuń*Nie było mnie ostatnio, a tu tyle się wydarzyło!!! Hahaha już nie mogę się doczekać co będzie w Miami. Super rozdział, a nawet jak ktoś wczesniej napisał "boski". Do następnego <3
OdpowiedzUsuńO jejku, dziękuję :D
UsuńSuper. Ciesze się ze Kati się zgodziła. Mam nadzieje że to nie będzie przyjacielski wyjazd ha ha
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :D
:)
Usuń