- Czy możesz już mnie nie poganiać? Kolacja nie jest równo o 20. - wyrzuciłam ostro, wychodząc trzeci raz z łazienki. Po dniu na plaży, moje włosy są zniszczone i Bóg jedyny wie, co zrobić aby w końcu wyglądały normalnie.
- Szykujesz się już godzinę, jak mam Cie nie poganiać?
- Nie masz długich włosów, to się nie odzywaj. - syknęłam i wygrzebałam z mojej kosmetyczki jakąś odzywkę-miniaturkę.
Co z tego, że nałożyłaś już 3 takie i nadal wyglądasz jak miotła.
Na chwilę zamilkł i ponownie odblokował swój telefon, przez co miałam chwilę spokoju.
Przeczesałam każdą partie włosów oddzielnie i mogłam śmiało powiedzieć, że dużo to dało. Następnie sięgnęłam po prostownice i ustawiając temperaturę na 200, przejechałam każdy najmniejszy kosmyk, pilnując aby pod żadnym pozorem nie zakręcił się na końcu.
Delikatnie poprawiłam wszystko ręką, spryskałam całość lakierem i wyszłam, widząc jak James nie spokojnie tupie nogą.
- Nareszcie. - westchnął i od razu podszedł do drzwi, szeroko je dla mnie otwierając.
- I tak szybko się uwinęłam.
- Chcesz powiedzieć, że godzina i pieprzone 20 minut poświęcone na twoje włosy, plus jakiś makijaż to mało?
- Chyba nie brałeś za często swoich dziewczyn na randki. - zaśmiałam się, kładąc rękę na jego barku. - Już spokojnie, zaraz coś zjemy. - pocałowałam go lekko w policzek, aby ten grymas zniknąłz jego twarzy.
To chyba podziałało, bo delikatnie się uśmiechnął i znacznie cieplej na mnie spojrzał.
Zeszliśmy po schodach, szybko znajdując się w restauracji na dole.
- Idź i mi coś wybierz, ja poczekam przy stoliku. - zaproponował, na co skinęłam potwierdzająco głową. Zapamiętałam miejsce, gdzie siedzi James bo nie znam jeszcze dokładnie tego ogromnego pomieszczenia i zrobiłam parę kroków, aby wziąć dwa talerze.
Ustawiłam je na tacy i przeczytałam każdą karteczkę, mówiącą o tym co kryje się pod blaszanymi przykrywkami. Większość miała w sobie tyle obcych mi dodatków, że nawet nie wiedziałam jak poprawnie je wymówić. Pozostałą część stanowiły owoce morza, których niecierpię, dlatego postanowiłam przejść na druga stronę, omijając też stanowisko z zupą.
Kręciło tu się znacznie więcej osób, a gdy zobaczyłam stosy frytek, wszystko stało sie jasne. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zaczęłam nakładać leżące obok nuggetsy na nasze talerze.
Chwyciłam dwie, małe torebeczki z sosem słodko-kwaśnym i zabrałam się za porcjowanie frytek. Wychodziło mi to dość kiepsko, biorąc pod uwagę to, że teraz kilka z nich jest na podłodze, ale postanowiłam się tym nie przejmować.
- Katie? Katie Jones? - usłyszałam ciepły, męski głos.
- Tommy? O mój Boże, co ty tu robisz?! - pisnęłam, po czym zarzuciłam ręce na jego szyję.
- Zapytałbym o to samo! - uśmiechnął się w otoczył mnie swoimi ramionami.
- Ile już minęło czasu! Dlaczego nie dzwonicie do siebie z tatą?
- Nie mamy ostatnio czasu na planowanie. Widzę, jednak, że nie jesteś sama. - spojrzał ciekawsko przez moje ramię na dwa talerze, wypełnione fast foodami.
- Jestem z moim chłopakiem.
James!
- Cudownie. Może jakoś się spotkamy, poznam...
- Jamesa. - dokończyłam, jeszcze bardziej przypominając sobie, że na mnie czeka.
- I trochę powspominamy, co? Ja właściwie jestem sam, interesy mnie do tego zmuszają.
- Jasne. Wpadnij pod 223.
- Nie ma sprawy, będę jakoś wieczorem. - uśmiechnął się i już chciał coś powiedzieć, ale Katie otworzyła usta i go wyprzedziła.
- Przepraszam Cię, ale ktoś na mnie czeka i boję się, że zaraz zacznie poszukiwania. - chwyciłam tace i gdy przytaknął, ruszyłam w kierunku naszego stolika.
Mam nadzieję, że James nie będzie miał nic przeciwko naszemu gościowi. Tommy pracował kiedyś z moim tatą, spędzaliśmy często razem wakacje i traktuję go trochę jak wujka.
- Dzisiaj jesteś strasznie powolna. - usłyszałam narzekający głos i postawiłam szybko jedzenie przed twarzą chłopaka. - I masz strasznie dobry gust. - dopowiedział, biorąc pierwszą frytkę do ust.
- Przepraszam, spotkałam znajomego.
- Znajomego?
- Taa. Wpadnie do nas wieczorem, jest o wiele starszy bo to kolega mojego taty. Znam go jak własną kieszeń. - zachichotałam i umoczyłam jednego nuggetsa w sosie.
- O ile jest starszy?
- Prawie 20 lat.
- Okej, w takim razie nie ma sprawy. - napchał buzię kawałkami kurczaka, co było jeszcze słodsze, niż sam fakt że był zazdrosny.
- Jest całkiem miły, polubisz go.
- Na pewno. - rzucił z sarkazmem. Jego podejście do większości rzeczy był strasznie obojętny i zaczynało mnie to denerwować.
- Masz być dla niego uprzejmy, okej? Wie, że jesteś moim chłopakiem, prosze Cię nie zacznij olewać każdego tematu, który poruszy.
- Dobra. Ale jeżeli zacznie się do Ciebie przystawiać, to koniec sztucznego uśmiechu. - zażartował i spojrzał w moją stronę, dając znać że wszystko będzie dobrze.
- Idziemy gdzieś jutro? - zapytałam po dłuższej chwili, kiedy w ciszy jedliśmy niezdrowe, aczkolwiek przepyszne dania.
- Myślałem, żeby pójść na basen...
- Nie ma mowy. - skończyłam, na co zaczął się śmiać.
- Tylko żartowałem. - zrobił mała pauzę i spojrzał na mnie, oczami w których tańczyły małe iskierki. - Chociaż nie miał bym nic przeciwko, kiedy chodziłabyś przy mnie w bikini.
- Zboczeniec. - parsknęłam i przewróciłam oczami.
- Twój ulubiony zboczeniec, zapomniałaś dodać.
- Nie myślałeś kiedyś o tym, że twoja pewność siebie może Cię trochę zgubić?
- Pewność siebie to mój znak rozpoznawczy. Póki co nigdzie nie zabłądziłem. - ponownie skrzyżował nasze spojrzenia, a ja zaczęłam się zastanawiać nad dwuznacznością tych słów.
Dziesięć minut po tym, kiedy jak na prawdziwych amerykanów przystało wypiliśmy po szklance coli, wstaliśmy i poszliśmy prosto do naszego pokoju.
Kiedy moje palce po wyjściu z windy, splotły się z palcami Jamesa, mogłam powiedzieć że ten dzień jest zdecydowanie jednym z najlepszych, jakie mogłam sobie wyobrazić.
Zamknęliśmy za sobą drzwi i opadliśmy na łóżko z przejedzenia.
- Chcesz gumę? - zapytałam, przeszukując moje kieszenie.
- Mam swoją, dzięki.
- Moja jest lepsza. - zaśmiałam się i pokazałam mu opakowanie ulubionych, melonowych gum Nialla. Kupiłam je ostatnio i muszę przyznać, że są przepyszne i pokochałam je prawie tak bardzo, jak mój przyjaciel.
- Przykro mi, tylko Niall lubi to badziewie. - skomentował, wrzucając do buzi listek miętowej i wiśniowej gumy.
- Nie tylko on, ja moge ją jesć na okrągło.
- Co on z tobą zrobił... - na jego słowa i sztuczne westchnięcie, wycelowałam w niego małym jaśkiem. - Kochanie, to bardzo nie ładnie rzucać od tak w swojego chłopaka poduszką. - powiedział poważnie, po chwili wybuchając śmiechem i oddając mi tym samym. Uklęknęłam na materacu i wzięłam większą poduszkę, po czym mocno go uderzyłam. Nim się zorientowałam, byliśmy na tym samym łóżku i obalaliśmy się pierzem, śmiejąc się bez powodu. Opadłam, kiedy moje ręce nie miały siły podnieść już nawet plastikowego kubeczka i spojrzałam na Jamesa.
- Księżniczka się zmęczyła? - wydął wargi i udał smutną minę, na co ponownie się uśmiechnęłam. Chłopak powoli się nade mną nachylił i zatrzymał swoją twarz centymetry od mojej. - Czyżby nokaut? - dołeczki pojawiły się w jego policzkach, a jego ręka delikatnie odgarnęła moje włosy z policzków. Postanowił mnie torturować i zaczął śledząc opuszkami palców moja szyję. Następnie przyprawił o gęsią skórkę ręce, zatrzymując się dopiero na mojej talii. Jego dotyk przyprawiał mnie o dreszcze i nie mogłam znieść, jakim wzrokiem spogląda na moją reakcję. Gdy zbliżył się jeszcze bardziej, muskając delikatnie moje wargi, całkowicie zapomniałam o reszcie i pocałowałam go znacznie mocniej. Wplotłam palce w jego włosy, przyciągając go jeszcze bliżej, na co tylko usłyszałam stłumiony przez pocałunki śmiech.
Nagle po całym pomieszczeniu rozległ się dźwięk stukania do drzwi. Opuściłam ręce na materac w geście zrezygnowania i jęknęłam, nie chcąc aby ta chwila mijała.
James spojrzał na mnie wymownie, po czym szybko poprawił swoją lekko zburzoną fryzurę i usiadł na łóżku, wiedząc że to ja wolę otworzyć.
Zeskoczyłam z materaca i kiedy ktoś zapukał ponownie, rzuciłam krótkie "Już idę".
Stanęłam i nacisnęłam klamkę, napotykając wzrokiem Tommiego.
- Cześć! - rzuciłam szybko, a uśmiech od razu pojawił się na mojej twarzy. - Chodź, zapraszam.
Mężczyzna ubrany w szorstkie jeansy i białą, luźną koszulę wszedł, po czym stanął w połowie drogi, jakby ktoś dosłownie zamroził go wzrokiem.
- James. - szepnął.
Szybko przeniosłam wzrok na mojego chłopaka, który mocno zaciskał szczękę, a nienawiść biła z jego oczu tak mocno, że mógłby zabić.
- Czy coś... czy coś się stało? - zapytałam niepewnie po dłuższej chwili ciszy, kiedy to obydwoje lustrowali się wzrokiem.
- Czy coś się kurwa stało?! Co on tu do cholery robi? - wykrzyczał, jeszcze mocniej napinając mięśnie.
- Nie ładnie przeklinać przy dziewczynie. - skomentował z nutką rozbawienia w głosie.
- Chwila, to wy się znacie?
- Aż za dobrze. - parsknął James, odwracając ode mnie głowę.
- Może przyjdę następnym razem, albo spotkamy się jeszcze gdzieś w restauracji.
- Nigdzie się z nią nie spotkasz, a jeżeli twoja pierdolona stopa choć raz przekroczy próg mojego pokoju, nie ręczę za siebie. - wysyczał, a ja byłam zbyt zszokowana, aby jakkolwiek zareagować. Tommy wyszedł, uprzednio mamrocząc ciche "lepiej już pójdę", a moja uwaga skupiła się na tryskającym złością Jamesem.
Gdzie podział się mój roześmiany chłopak? Co do diaska jest pomiędzy nimi nie tak?
Zanim zdążyłam jakkolwiek to poukładać, usłyszałam trzask zasuwanych drzwi na taras. Moje ciało zadrżało, podobnie jak wszystkie rzeczy będące na półkach i w totalnym oszołomieniu zrobiłam kilka kroków w kierunku balkonu.
James stał oparty o barierkę, z papierosem w ręku. Wypuszczał ogromne, szare smugi i mogłam tylko domyślić się, jak bardzo teraz tego potrzebuje.
- James? - powiedziałam najciszej jak mogłam, jakby użycie nieco większej siły w głosie, rozzłościło go jeszcze bardziej. Odsunęłam drzwi do końca i bardzo powoli się do niego zbliżyłam. - Kochanie, wszystko w porządku? - delikatnie potarłam jego ramię ręką, po czym zobaczyłam zaszklone oczy chłopaka.
- Nic nie jest kurwa w porządku! - ryknął i mocnym ruchem pleców strącił moją dłoń. Moje lekko drżące wargi rozchyliły się w geście niedowierzania, a w głowie pojawiło się dosłownie tysiąc pytań.
No cześć słoneczka :) Nadgoniłam trochę z rozdziałami, więc mimo że nie jest najdłużej to macie pewność, że wszystko pojawi się na czas.
Cóż, co do rozdziału... to istotny punkt w całym wyjeździe. W swoim czasie dowiecie się, o co chodzi i mam nadzieję, że będzie to Was interesowało :)
Tommy jest już w zakładce "bohaterowie" i możecie się z nim zapoznać, chociaż myślę że już większość go nie lubi, haha :)
Dziękuję za wyświetlenia i komentarze, po prostu kocham każdego z Was i mam nadzieję że od teraz zaczniecie się niepokoić o Jamesa... bo jest o co.
Zajebiste opowiadanie *.* Jezuu czytam od początku już drugi raz. Cudo :* czekam niecierpliwie na kolejny rozdział. Kocham Cię po prostu za to opowiadanie <3. Pozdrawiam i życzę weny, żeby opowiadanie miało bardzo dużo rozdziałów.
OdpowiedzUsuń;) Swoją drogą ciekawi mnie o co chodzi z Tommy'm i Jamesem. Oraz jak zakończy się wyjazd Katie i jej chłopaka. Mam nadzieję, że szybko się dowiem :)
~ Kamila
O jejku! Dziękuję! Aww, jesteś przesłodka <3
UsuńO jej..to jest piękne. Takie piękny moment a tu.. Tommy. :( Naprawdę ciekawi mnie o co chodzi z James'em i Tommy'm. Byli kiedyś przyjaciółmi, pokłócili się o dziewczyne czy co? Mam nadzieję, że szybko się dowiem, James'owi nic sie nie stanie a najlepsza para przetrwa trudne chwile jakie sprowadzi na nich Tommy. Powodzenia z pisaniem kolejnego rozdziału! Wiedz, że podziwiam Cię za to! <3
OdpowiedzUsuńO jejku, takie cudowne słowa! <3 dziękuję za Twoje wsparcie! :))
Usuń